„Wszystkie czyny są zgodne z moim sumieniem”…

Stanisław Sojczyński, pseudonim „Warszyc”, był niewątpliwie jednym z
najwybitniejszych dowódców partyzantki antykomunistycznej przeciwstawiającej się
po wojnie zdominowaniu Polski przez Związek Sowiecki. Szacuje się, że jego
Konspiracyjne Wojsko Polskie liczyło w pewnym momencie ponad trzy tysiące
ludzi!

Więcej niż oddziały „Ognia” na Podhalu, dużo więcej niż 5. i 6. Brygada mjr.
„Łupaszki” razem wzięte. W trudnych warunkach leśnej partyzantki był to
najlepszy dowód talentu wojskowego „Warszyca”, a zarazem zaufania, jakim cieszył
się on wśród żołnierzy partyzantki antykomunistycznej, poakowskiej, którzy
respektowali jego zasady postępowania. Te zasady dotyczyły sposobu definiowania
celu walki, metod nie tylko karania, ale i surowego upominania ludzi
kolaborujących z komunistami, oraz surowych wymagań wobec siebie i swoich
żołnierzy.
Zachowały się liczne dokumenty wytworzone przez „Warszyca” lub
jego podkomendnych oraz dokumenty sądowe. Kapitan Sojczyński wyłania się z nich
jako człowiek niezłomnych zasad, unikający jakichkolwiek kompromisów w sprawach
zasadniczych dla kraju. Z jednej strony idealista, niemal naiwny, z drugiej zaś
oficer pozbawiony jakichkolwiek złudzeń co do intencji Sowietów wobec Polski;
przekonany, że sowieckie rządy w Polsce oznaczają nie tylko polityczne
podporządkowanie i utratę suwerenności, ale i demoralizację obywateli. Bo trzeba
jasno powiedzieć, że „Warszyc” wybrał się na wojnę z NKWD, UB i KBW z powodów
nie tylko politycznych. Prawdę mówiąc, polityka mało go interesowała. Uważał
nawet, że jeśli Polacy chcą ustroju socjalistycznego, to powinno się to stać pod
jednym wszakże warunkiem: musieliby go sobie sami wybrać w demokratycznych
wyborach, bez NKWD i „sowietników” Stalina.
„Warszyc” uważał, że jego
działalność ma charakter propagandowy, a nie zbrojny – nawet wtedy, gdy trzeba
było zlikwidować niebezpiecznego konfidenta UB stanowiącego zagrożenie dla wielu
ludzi. „Zadaniem naszej organizacji była propagandowa walka z terrorystyczną
polityką, przede wszystkim walka z Urzędem Bezpieczeństwa jako organem terroru
obecnych władz” – zeznawał przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi podczas
procesu dowództwa Konspiracyjnego Wojska Polskiego w grudniu 1946 r., wiedząc
doskonale, że każde takie słowo przybliża go do śmierci. Czym jest jednak śmierć
dla człowieka, który broni sprawiedliwości i ładu Bożego, który bije się – jak
to napisał – „za krzywdy swoje i innych”? Widział jasno sprawców tych krzywd:
„Ministerstwo Bezpieczeństwa nie jest organem koniecznym w Państwie Polskim. Tej
instytucji dawniej nie było i Państwo Polskie istniało. Była tylko policja
państwowa. Te państwa, które nie mają podobnych urzędów bezpieczeństwa, to są
organizmy najzdrowsze”…

Chłopski syn
Pochodził z chłopskiej rodziny, był synem
Michała i Antoniny ze Śliwkowskich. Urodził się we wsi Rzejowice, 20 km od
Radomska. W tej samej miejscowości 26 lat wcześniej urodził się gen. dyw.
Mieczysław Norwid-Neugebauer, wybitny oficer Wojska Polskiego, kawaler Virtuti
Militari, dowódca 3. Brygady Legionów, szef oddziału IV Sztabu Generalnego, w
latach 30. minister robót publicznych, w czasie wojny szef Polskiej Misji
Wojskowej w Londynie, autor wydanej w Londynie, jeszcze w czasie wojny,
„Kampanii wrześniowej 1939 r. w Polsce”. Stanisław Sojczyński miał się na kim
wzorować i na pewno był dumny, że znany generał pochodził z jego wsi.
W roku
1932 ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Częstochowie i został
nauczycielem języka polskiego. Ożenił się z Leokadią Kubik, do czasu rozprawy
sądowej urodziło im się troje dzieci, najmłodsze nie miało jeszcze 2 lat. To
była na pewno największa zgryzota dla „Warszyca” w obliczu śmierci.
Jako
podporucznik rezerwy walczył w 1939 r. w okolicach Hrubieszowa, pod Janowem
Lubelskim został rozbrojony przez Sowietów, ale uniknął niewoli, być może po
prostu zbiegł. Niejeden podporucznik znalazł śmierć w Katyniu… Sojczyński miał
zapisaną inną drogę życia i walki. Już jesienią 1939 r. został zaprzysiężony w
Służbie Zwycięstwu Polski, późniejszej ZWZ-AK. Jeszcze w tym roku został
komendantem podobwodu Rzejowice ZWZ, od października 1942 r. zastępcą komendanta
obwodu Radomsko AK i szefem Kedywu na tym terenie. Okazało się, że jest świetnym
organizatorem i dowódcą polowym. Duży rozgłos zyskał dzięki udanej akcji w nocy
z 7 na 8 sierpnia 1943 r. na niemieckie więzienie w Radomsku, skąd uwolnił 50
Polaków i Żydów. Został za to odznaczony orderem Virtuti Militari. Tu ważna
dygresja i paradoks historii: żołnierze „Warszyca” dwa razy rozbijali to samo
więzienie, w tym samym mieście. Raz było to więzienie hitlerowskie, drugi raz
bolszewickie. Atak oddziału Henryka Glapińskiego „Klingi” na areszt UB, w nocy z
19 na 20 kwietnia 1946 r., doprowadziła do uwolnienia 57 żołnierzy podziemia
niepodległościowego. Za pierwszą akcję „Warszyc” otrzymał Virtuti Militari, za
drugą miano „bandyty”…
W czasie operacji „Burza” porucznik Sojczyński
dowodził batalionem w odtwarzanym w ramach operacji na tym terenie 27. Pułku
Piechoty AK.

„Każdy z was”…
Nie złożył broni po wejściu Sowietów.
Wiosną 1945 r., pod wrażeniem zbrodni i bezprawia NKWD – UB, zmobilizował
ponownie swoich podkomendnych i rozkazem z 3 kwietnia nakazał wznowienie
działalności konspiracyjnej. Czy znał ostatni rozkaz dowódcy głównego AK, gen.
bryg. Leopolda Okulickiego, wydany 19 stycznia 1945 roku? Wydaje mi się, że tak,
w wielu jego oświadczeniach pobrzmiewają bowiem całe frazy z tego rozkazu, w
którym generał zapowiadał oficerom i żołnierzom AK, że teraz „każdy z was będzie
dla siebie dowódcą”. I „Warszyc” przyjął wyzwanie. Utworzył konspiracyjną
organizację o wymownej nazwie Walka z Bezprawiem przemianowanej wkrótce na
Konspiracyjne Wojsko Polskie, które działało na terenie województw łódzkiego,
kieleckiego, śląskiego, nawet poznańskiego.

Deklaracja ideowa
O bezkompromisowości „Warszyca”
świadczy najlepiej jego wstrząsający list otwarty do pułkownika Jana
Mazurkiewicza „Radosława”, komendanta warszawskiego Kedywu, z 12 września 1945
roku. „Radosław” był aresztowany przez UB 1 sierpnia 1945 roku. Jak wiadomo, we
wrześniu wezwał wszystkich żołnierzy AK do ostatecznego ujawnienia się.
Historycy ciągle spierają się o intencje i skutki wydania tego rozkazu.
„Warszyc” nie miał wątpliwości od samego początku:
„Czyn Pana jest
najzwyklejszą zdradą” – pisał do „Radosława”. Trudno bowiem przypuszczać, aby
Pan nie umiał myśleć, nie orientował się w wewnętrznej sytuacji Polski i AK, nie
zdawał sobie sprawy z zadań, jakie się nam same w jaskrawy sposób narzucają.
Mówi Pan w deklaracji o Honorze, o rozumnym kierownictwie, o dobru państwa, o
pracy dla sprawiedliwej i demokratycznej Polski (…). Gdy wpływy Stalina na
rządzącą klikę w Polsce równają się okupacji, gdy w administracji państwowej
jest wielka ilość osób posiadających obywatelstwo rosyjskie lub zaprzedanych
ZSSR, gdy na terenach tzw. Polski stoją gęsto załogi Armii Czerwonej, a
żołnierze jej grabią i gwałcą, gdy w wojsku polskim na różnych stanowiskach są
oficerowie sowieccy lub w rażąco nieproporcjonalnej ilości Żydzi, gdy
stronnictwom politycznym chcą narzucić swe kierownictwo peperowcy, gdy wolność
słowa wyklucza mówienie prawdy i nawet najobiektywniejszą krytykę reżimu, gdy
Żydów traktuje się jako obywateli pierwszej klasy, a nawet lojalnych – co nie
jest równe ze zdrajcami – członków AK dopuszcza się jedynie do stanowisk
podrzędnych i dość często traktuje się ich gorzej niż volksdeutschów, gdy służba
bezpieczeństwa działa jak NKWD, gdy stosowaną przez czerwonych metodą rządzenia
jest system policyjny, gdy po więzieniach i obozach karnych siedzi tylu
najlepszych synów Polski, gdy nie ma dziedziny, gdzie by czerwoni nie
dopuszczali się najpospolitszych draństw – góra AK nie widzi potrzeby
prowadzenia walki konspiracyjnej, nie potrafi sprecyzować aktualnych żądań i
dostosować do sytuacji taktyki działania – jest tylko pełna nadziei, że zrobią
to za nią mocarstwa urządzające świat powojenny? (…). Wskaźnikiem naszego
postępowania jest nie to, co władze [komunistyczne] oficjalne głoszą, a co
czynią. Nie mogą zasłaniać się prawem, skoro działalność ich jest jednym wielkim
bezprawiem. Należy także pamiętać o tym, że stosunek nasz do czerwonych władz ma
uzasadnienie nie tylko ideologiczne, ale i formalne: władze te z takich czy
innych względów zostały aprobowane przez zagranicę, ale nie zostały uznane przez
Naród. Jeżeli więc Pan żył myślą wkupienia się przez złożenie broni, to czy nie
właściwiej, nie bardziej honorowo było poczekać, aż odbędą się wybory i władzę w
swe ręce weźmie rząd z woli Narodu!? Pan jednak wolał, nie wiadomo po co i
dlaczego, schylić czoło przed uzurpatorami niż rządem legalnym (…). Aby
faktycznie zapewnić warunki dla prowadzenia walki o sprawiedliwą i suwerenną
demokratyczną Polskę, należy stawiać zadania konkretne i prowadzące do
określonego celu (…): zwolnienie z administracji państwowej, wojska oraz
organów bezpieczeństwa obywateli niepolskich i przyjęcie na ich miejsce
oficerów, podoficerów i szeregowców AK. Przyjęcie naszych ludzi na miejsce
funkcjonariuszy, których wskażemy jako osobników o złej opinii z czasów okupacji
niemieckiej (…). Wypuszczenie na wolność aresztowanych (…). Załatwienie
spraw awansów oficerów, podoficerów i szeregowców AK (…). Kadry AL składają
się z oficerów i podoficerów awansowanych o 5-9 stopni, np. z kaprala na
pułkownika, względnie osobników, którzy w ogóle nic wspólnego z partyzantką i
wojskiem nie mieli, a są dzisiaj oficerami (…). Wolność słowa, zagwarantowanie
możliwości mówienia prawdy o AK, o osiągnięciach w walce z Niemcami (…). Zwrot
Żydom tylko majątku, który był ich imienną własnością, traktowanie ich nie
lepiej niż byłych więźniów politycznych Polaków. Nie można dla spraw mało
ważnych i nieistotnych poświęcać celów podstawowych. Decydując się na jakiś
krok, trzeba mieć wyczucie tych celów oraz świadomość swej siły i wartości.
Człowiek mający w swej dyspozycji dziesiątki tysięcy żołnierzy uzbrojonych, ich
poważny dorobek bojowy, ich gotowość do dalszej walki o niezależność Polski, o
ład społeczny i sprawiedliwość, musi zdobyć się jeżeli nie na więcej, to
przynajmniej na tyle odwagi cywilnej, co przywódca prawomyślnej partii. A poza
tym, Panie Pułkowniku, niech Pan wybije sobie z głowy i niech Pan wytłumaczy
czerwonym uzurpatorom, że będziecie nas kiedykolwiek wprowadzali w prawa
obywatelskie przez amnestie i łaskawe przebaczanie nam. W imieniu uzbrojonych
tysięcy zwracam wam uwagę, że podejście wasze do zagadnienia jest katastrofalnym
pomieszaniem pojęć. Za krew przelaną dla Ojczyzny, za odniesione rany, za ofiary
z życia naszego, za cierpienie i poniewierkę dla Polski – wy widzicie jedyną
drogę dla nas do odzyskania praw człowieczych i obywatelskich – przez uznanie i
rozgrzeszenie nas. A my wam oświadczamy, że z nami możecie tylko pertraktować
jako z reprezentacją większości społeczeństwa polskiego, reprezentacją, której
cele są nieskazitelne i słuszne, że wolno do niej odnosić się jedynie z
respektem i szukać form do realizacji jej postulatów”.
Zacytowałem tak
obszerny fragment, bo nie znam piękniejszej deklaracji zasad i trafniejszej
diagnozy sytuacji Polaków we własnym kraju w tym okresie. Słowa „Warszyca”
więcej mówią o tym, co się wówczas działo w Polsce, niż jakikolwiek wywód
uczonego historyka. Gorzkie słowa, tym bardziej że kierowane do wybitnego
oficera AK. Ale „Warszyc” wiedział już, że pozostanie wierny Świętej Sprawie bez
względu na konsekwencje. Postanowił, w pełni świadomie, dać przykład wierności,
który był wówczas zdezorientowanym Polakom bardzo potrzebny. Za nim jak w dym
poszli jego żołnierze, choć był dla nich bardzo wymagający i nie znosił braku
dyscypliny, nie tolerował też jakiejkolwiek samowoli.

Surowo, ale sprawiedliwie
Nie kwapił się z wyrokami
śmierci na sowieckich kolaborantów. Zawsze zakładał, że postawy niektórych ludzi
mogą wynikać z głupoty czy z braku rozeznania w sytuacji, z demoralizacji
wywołanej wojną. Szukał możliwości, by dać im szansę. Kary wobec konfidentów
NKWD – UB i wobec ludzi uznanych za zdrajców Polski były nakładane przez KWP na
podstawie wcześniejszego rozpoznania, były też stopniowane. Najpierw było
„przemówienie do obywatelskiego sumienia” (!), dopiero potem kara fizyczna.
Jedynie w przypadkach skrajnych (niebezpieczni konfidenci zagrażający innym
ludziom) były wyroki śmierci. Tak jak w przypadku Moczara. Na początku lutego
1946 r. szef wojewódzkiej bezpieki w Łodzi – Mikołaj Diomko zwany „Mietkiem”,
oficjalnie Mieczysławem Moczarem – otrzymał od „Warszyca” wiadomość następującej
treści: „Zawiadamiamy, że Sąd Specjalny Kierownictwa Walki z Bezprawiem na sesji
w dniu 5 lutego br., po rozpatrzeniu oskarżenia przeciw Panu o dopuszczenie się
zbrodni wobec Społeczeństwa i Państwa Polskiego, mianowicie: oddanie się na
usługi zaborczo nastawionego w stosunku do Polski ZSSR i działanie w myśl
dyrektyw i inspiracji NKWD, kierowanie terrorem, zmierzającym do zgnębienia
przeciwnej czerwonemu reżimowi większości Społeczeństwa Polskiego, stosowanie
metod terroru, określonych przez prawo polskie i międzynarodowe jako zbrodnicze
– skazał Pana na karę śmierci”.
Niestety, zabrakło możliwości wykonania tego
wyroku…

W zgodzie z sumieniem
„Warszyc” był człowiekiem, który
zwycięsko przeszedł przez okres wojny, bo nie dał się zdeprawować i odrzucał
myśl, że o sytuacji Polski decyduje „układ sił”, przeciwko któremu nie należy
występować.
„Do winy się nie poczuwam” – powie przed komunistycznym sądem.
„Uważam raczej, że mam zasługi wobec Narodu, dla dobra którego walczyłem. W
świetle obowiązujących przepisów prawnych nie uważam swoich czynów za
przestępstwo. Wszystkie czyny, jeśli nie wyszły poza ramy moich rozkazów, są
zgodne z moimi zasadami i sumieniem (…). Legalne przeciwdziałanie u władz
przeciw bezprawiu organów bezpieczeństwa nie dało rezultatów. Pisywałem z lasu
listy do władz, gdyż innego sposobu nie miałem, musiałem się bowiem ukrywać
przed aresztowaniem i zlikwidowaniem przez UB, i donosiłem o bezprawiu organów
bezpieczeństwa, o szykanach, aresztowaniu i likwidowaniu niewinnych ludzi,
byłych członków AK, jednak bez rezultatu (…). Przyznaję się do założenia i
należenia do nielegalnej organizacji, celem której było przeciwdziałanie
terrorowi władz, walka z bezprawiem i prześladowaniem, czyli samoobrona, co
zresztą ilustrują moje rozkazy…”.

O prawa dla mojego Narodu
Został aresztowany pod koniec
1946 r. przez UB, skazany na śmierć i zamordowany 17 lub 19 lutego 1947 roku.
„Celem Konspiracyjnego Wojska Polskiego było niedopuszczenie do utrwalenia się
obecnego reżimu, dyktatury policyjnej, co nie było zgodne z wolą Narodu, lecz
aby Naród wypowiedział się w wolnych wyborach i sam decydował o swoim ustroju.
Wychodziliśmy z założenia, że Naród, który tyle ofiar poniósł w tej wojnie i
stracił ponad 6 milionów ludzi, ma prawo do swobodnego wypowiedzenia się, jaki
chce mieć ustrój” – mówił w ostatnim słowie przed Wojskowym Sądem Rejonowym w
Łodzi 9 grudnia 1946 roku. Oto najkrótsza „recenzja” skutków II wojny światowej
widzianej z perspektywy Polaka! Oto słowa, które powinny być nieustannie
przypominane. Niestety, rzadko się to robi. Film dokumentalny Aliny
Czerniakowskiej o „Warszycu” TVP pokazała dopiero po wielu interwencjach o
godzinie 1.05 w nocy!
Prezydent RP Lech Kaczyński awansował pośmiertnie
Stanisława Sojczyńskiego, podczas ostatniego Święta Niepodległości, na stopień
generała brygady. Pierwszy i jedyny na razie w Polsce pomnik „Warszyca” znajduje
się w Kamieńsku, w powiecie radomszczańskim. Pamiętajmy o szlachetnym „Warszycu”
w modlitwie nie tylko 30 marca, w 100. rocznicę jego urodzin.

 
Piotr Szubarczyk

drukuj