Wspomnienie o Helenie Pasierbskiej Była silna duchem
17 marca pożegnaliśmy na cmentarzu na Srebrzysku w Gdańsku Helenę
Pasierbską, niestrudzoną strażniczkę podwileńskich Ponar, która przez lata w
imię elementarnego poczucia sprawiedliwości walczyła o ujawnienie prawdy o
ponarskiej zbrodni.
Śmierć każdego człowieka pozostawia pustkę i wywołuje poczucie, że nikt go
nie zastąpi. Szczególnie wtedy, gdy odchodzi ktoś pełen energii, pomysłów na
dalsze działania. Taką osobą była urodzona w Wilnie Helena Pasierbska-Wojtowicz
z domu Stempkowska. Po jej śmierci na pewno nic już nie będzie takie samo,
ponieważ nikt nie zastąpi człowieka, który oddawał wszystkie siły wielkiej
sprawie.
Skromna, schorowana, krucha, a jakże silna duchem! Chyba po to żyła
tak aktywnie, by w nas tchnąć ducha patriotyzmu, rozpalić serca i umysły
aktywnością, swoim życiem pokazać, jak pracować dla następnych pokoleń. Jako
kilkunastoletnia sanitariuszka w Wilnie, w 1942 r., w więzieniu na Łukiszkach
(przez które przeszła większość osób zamordowanych w podwileńskich Ponarach)
przyrzekła sobie, że jeśli ocaleje, to do końca życia będzie dokumentować
tragedię swoich przyjaciół, tysięcy Polaków, którzy ponieśli męczeńską
śmierć.
Emanowała energią i pomysłami, wymuszała wręcz na nas, „starych”,
choć w stosunku do niej młodych wiekiem, podejmowanie konkretnych działań. Wstyd
było nie zaangażować się w realizację tych przedsięwzięć, w które włączała
wszystkich przeżywających dramat śmierci swoich najbliższych w Ponarach,
pogłębiony o świadomość niedocenienia ich ofiar i bohaterstwa przez nasze
społeczeństwo. Miała tak wiele planów, marzeń, tyle pomysłów wydawniczych na
upamiętnienie tych, którzy pełnią na wileńskiej ziemi wieczną straż.
Kłamstwo ponarskie
Helena Pasierbska całe swoje życie
poświęciła sprawie Ponar. Będąc współpracownikiem Głównej Komisji Ścigania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, wiele czasu spędzała w archiwach w Wilnie,
wnikliwie badając wszystkie dostępne dokumenty. To dzięki jej dociekliwości i
kontaktom z rodzinami ofiar okazało się, że zapisek przy nazwisku więźnia:
„zwolniony z rozkazu niemieckiego”, oznaczał śmierć w Ponarach, której
wykonawcami byli Litwini z oddziału egzekucyjnego Ypatingas Burys (Oddział
Specjalny).
Dzięki książkom pani Heleny wielu rodaków dowiedziało się o
miejscu śmierci swoich najbliższych.
Bardzo bolała nad tym, że polityka
naszych władz nadal prowadzi do ukrywania prawdy o Ponarach. O Katyniu wie już
chyba każdy Polak, a o Ponarach – niewielu.
Z tego względu Helena Pasierbska
doprowadziła do powstania w 1994 r. Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”, które
skupia pozostałe jeszcze przy życiu rodziny ofiar, przyjaciół oraz osoby chcące
zachować pamięć o ofiarach ponarskiej zbrodni. Prowadzimy działalność wydawniczą
i popularyzatorską (prasa, radio, telewizja, konferencje, wystawy, prelekcje,
książki). Dzięki naszym staraniom już w 12 kościołach w Polsce znajdują się
tablice upamiętniające zbrodnię ponarską. Urny z ziemią z Ponar znajdują się w
Stoczku Warmińskim, zostały także przekazane ojcu Tadeuszowi Rydzykowi do nowo
budowanej świątyni w ramach projektu Polonia in Tertio Millenio. Na cmentarzu
Powązkowskim w Warszawie obok potężnego Krzyża Ponarskiego znajduje się tablica
ufundowana przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wskazująca na
litewskich wykonawców tej zbrodni. Z inicjatywy Stowarzyszenia „Rodzina
Ponarska” Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zadbała o stworzenie kwatery
polskiej w Ponarach.
Grypsy z Łukiszek
Helena Pasierbska w kilku swoich książkach przywołała
postać mojego ojca Stanisława Wielocha pseudonim „Ryszard”, który został
rozstrzelany w Ponarach 19 lutego 1943 roku. Zamieściła też dwa niemieckie
dokumenty gestapo oraz jeden z kilkunastu posiadanych przeze mnie grypsów ojca.
Zawarte w nim słowa są przesłaniem dla mnie i mojej rodziny: „Chrystus objawił
nam swą filozofię 'pozagrobową’, aby nam tutaj ciężkie życie ułatwić. Ideowiec
nie załamie się nawet pod muszką karabinu, bo wie, że tak czy inaczej umrzeć
musi. Doprawdy w dzisiejszych czasach wstyd byłoby umrzeć śmiercią naturalną.
Wstyd przed przyszłymi pokoleniami, które kochać Ojczyznę uczyć się będą na
naszym życiu, jak my na życiu naszych przodków – którzy, jak np. w powstaniach –
zdawałoby się – ginęli bezcelowo. Krew zawsze wydaje plony. Śmierci się nie
boję, ale chcę żyć, jak każdy ideowiec. Żyjąc bowiem, mogę coś jeszcze zrobić.
Ale pracując dla idei, muszę tkwić korzeniami w życiu, bo idea tylko życiu
bliźnich, narodu itp. służy. Dlatego każdy winien w każdych warunkach tworzyć w
sobie i wokół siebie atmosferę życia normalnego, aby normalnie czuć i normalnie
myśleć. Nawet w celi, oczekując najgorszego, można i należy stworzyć atmosferę
normalnego życia. Tak jest u mnie. Tak będzie u Ciebie, bo jesteś człowiek,
mocny człowiek, a przytem matka i Polka. Nie załamiesz się, takie jest moje
przekonanie”.
Grypsy z więzienia łukiskiego pisane na bibułce papierosowej i
wkręcane w sznurek woreczka służącego do przekazywania żywności adresowane były
do żony Zofii, córki Krystyny i „Duszka” (ojciec został zamordowany w Ponarach
na dwa miesiące przed moimi urodzinami. Nie wiedział, czy będzie miał syna czy
córkę, dlatego nazywał mnie „Duszkiem”). Przechowuję obrazek przedstawiający
Matkę Bożą z aniołami wraz z Panem Jezusem wśród baranków. Na odwrocie widnieje
dedykacja: „Mojemu Duszkowi i jej mamusi od ojca i męża”. Obrazek ten znajdował
się w rzeczach ojca, które przekazano mojej rodzinie z więzienia na
Łukiszkach.
Po wzniesieniu w Ponarach pomnika poświęconego ofiarom zbrodni
ludobójstwa w latach 1941-1944, gdzie umieszczone jest również nazwisko mojego
ojca, mam teraz jego symboliczny grób.
Strzał w tył głowy
Dzięki książce Heleny Pasierbskiej
„Ponary – Wileńska Golgota”, wydanej w 1996 r., również rodzina Szczemirskich
odnalazła po ponad 50 latach miejsce ostatniego spoczynku swego ojca Piotra
Szczemirskiego. Jak wspomina jego kuzynka prof. Alina Midro z Białegostoku: „Na
przykładowo zilustrowanej kartce z więzienia na Łukiszkach widniało nazwisko
ukochanego brata mojej babci Mani wypisane po litewsku, Szczemirski Piotras syn
Bolesławo. Było umieszczone obok nazwisk żydowskich z pełną hipokryzji notatką
po litewsku 'zwolniony z rozkazu niemieckiego’, co, jak wiemy, oznaczało śmierć
w Ponarach. Legionista wojny 1920 r., a potem kierownik i budowniczy szkoły w
Kołtynianach, przed II wojną światową został aresztowany w grudniu 1941 r. przez
gestapo w majątku Druściany koło Nowoświęcian i osadzony w więzieniu na
Łukiszkach. W dokumentach odnalezionych w archiwum wiadomo dzisiaj, że
aresztowano go razem ze Stanisławem Szklenikiem za akcje dywersyjne AK na kolei
w Podbrodziu. Została żona z czwórką dzieci. Najstarsza Alicja, zwana przez nas
ciocią Licią, opowiadała mi, że ojca zabrano nad ranem. Przebudzone dzieci
płakały. W czasie rewizji niczego nie znaleziono”.
Dzięki książce Heleny
Pasierbskiej sprawa losów Piotra Szczemirskiego została wyjaśniona: zginął 13
czerwca 1942 r. zamordowany przez litewskich szaulisów, strzelców z
paramilitarnej organizacji litewskiej Lietuvos Szauliu Sajunga (Związek
Strzelców Litewskich). Scenariusz był podobny jak w Katyniu: kula w tył głowy.
Strzelali nawet do dzieci i młodzieży. Początkowo oddział szaulisów liczył
zaledwie 150 ochotników, później rozrósł się do kilkuset. Teraz wiemy, że
strzałem w tył głowy mordowali nie tylko hitlerowcy i Sowieci. Dowody
litewskiego ludobójstwa na Polakach są starannie zacierane. Czas pracuje na
korzyść naszych braci Litwinów z oddziału egzekucyjnego Ypatingas Burys. Czy
dlatego, że podjęliśmy walkę o wolność przeciwko hitlerowcom, a potem
bolszewikom?
Jej misja trwa
Aktywność Heleny Pasierbskiej zdumiewała
wszystkich, którzy się z nią stykali. Mimo że pod koniec życia była przykuta do
wózka inwalidzkiego, załatwiała wiele spraw nie tylko w kraju, ale i za granicą.
Stale podejmowała nowe inicjatywy. Teraz jej zabrakło… Zrobimy wszystko, by
to, o czym marzyła, zostało urzeczywistnione. Jedną z najważniejszych spraw jest
umieszczenie tablic ponarskich w Domu Kultury Polskiej w Wilnie oraz w kościele
Świętego Krzyża w Warszawie, a także w Ornecie (po uzyskaniu zgody olsztyńskiego
konserwatora zabytków). Pani Helena marzyła też o tablicy w sanktuarium w
Licheniu.
Na pewno będziemy co roku uroczyście obchodzić 12 maja Dzień
Ponarski i przypominać, że tego dnia została rozstrzelana duża grupa Polaków,
głównie patriotycznej młodzieży wileńskiej. Postaramy się również dokończyć
album, którego przygotowywanie rozpoczęła Helena Pasierbska.
Chociaż pani
Heleny nie ma już wśród nas, wierzymy, że będzie nas wspierać w staraniach o
zachowanie pamięci i o poznawanie prawdy dotyczącej Ponar przez Polaków i
Litwinów. To dodaje nam sił w kontynuowaniu rozpoczętej przez nią misji.
Dr Maria Wieloch, wiceprezes Stowarzyszenia „Rodzina
Ponarska”
