WSI – Wydział Sowieckich Interesów
„W raporcie opisano działalność nie chłopów ze WSI, ale panów oficerów z Wydziału Sowieckich Interesów” – powiedział niezrównany i niedoceniony Jan Pietrzak, kabareciarz i satyryk.
Ale trzygwiazdkowy sowiecki generał Witalij Pawłow to już osoba bez wątpienia poważna. Pawłow był w latach 1973-1984 szefem rezydentury KGB w Warszawie. Wcześniej kierował rezydenturą KGB w Kanadzie i Austrii, z sukcesem rozbudował tam sieć agentów sowieckich. A w Polsce w ogóle nie miał agentów! Pisze o tym wprost w swoich cynicznych, ale ważnych jako dokument pamiętnikach już na samym ich początku, na stronie 12: „KGB nie miało w Polsce agentów, a jedynie zaufanych ludzi wśród przyjaciół”.
To zdanie generała Pawłowa stanowi klucz do zrozumienia raportu o likwidacji WSI oraz w ogóle do różnych zadziwiających spraw z historii III RP. Tak jest – realną agenturę Rosjanie mieli w Kanadzie, Austrii, USA, RFN itp. Natomiast w Polsce mieli krąg „przyjaciół”, a w nim mniejszy krąg „zaufanych przyjaciół”.
Jak NKWD, a później KGB i GRU werbowały tych „zaufanych przyjaciół”? Rezydentura warszawska kwalifikowała ich na szkolenia do Moskwy. Obrońcy WSI z SLD, PO, „Gazety Wyborczej”, „Trybuny”, „Tygodnika Powszechnego” zadają pytanie jednakowej treści: jeżeli ktoś był na szkoleniu w Rosji, czy to oznacza, że był agentem? Takie pytanie postawił między innymi były prezydent Kwaśniewski i ministrowie obrony – Onyszkiewicz i Szmajdziński, a nawet były minister spraw zagranicznych Andrzej Olechowski. A także sami zainteresowani: generałowie Izydorczyk, Malejczyk, Dukaczewski. Otóż pytanie jest źle postawione. Powinno brzmieć: po co setki funkcjonariuszy bezpieki cywilnej i wojskowej studiowało na uczelniach zbrodniczych instytucji, jakimi były KGB i GRU? Przecież były odpowiednie uczelnie bezpieki w kraju, w dodatku odpowiednio utajnione: Akademia Spraw Wewnętrznych im. F. Dzierżyńskiego, Wojskowa Akademia Polityczna im. F. Dzierżyńskiego, Centrum Szkolenia Wojskowej Służby Wewnętrznej w Mińsku Mazowieckim – również im. F. Dzierżyńskiego. Już sam patron tych trzech wyższych uczelni (!) pokazuje komu i czemu służyli ich absolwenci. Była jeszcze Akademia Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR, była Akademia Sztabu Generalnego im. gen. Świerczewskiego, szkoły wywiadu w Kiejkutach na Mazurach oraz bezpieki w Legionowie. Było gdzie studiować i podnosić ubeckie kwalifikacje. Ale najwierniejsi z wiernych, ci właśnie „zaufani przyjaciele”, byli wysyłani do Moskwy. I to na nich Moskwa mogła liczyć do samego końca, szczególnie, od kiedy prezydentem na Kremlu został generał KGB – Władimir Putin. To przecież on kilka lat temu powiedział (zapewne nieopatrznie) o prezydencie Polski: „Nie rozumiem Aleksandra Kwaśniewskiego. W młodości był takim dobrym komsomolcem”.
Zadziwiająca ciągłość
Do obrońców WSI dołączył ostatnio arcybiskup Józef Życiński, gdy stwierdził z właściwą sobie wnikliwością, że „IV RP to patologia, a raport o WSI przypomina okres późnego Gomułki, gdy w 1968 roku kto chciał, to tropił sobie prywatnego Żyda”. Ta wypowiedź arcybiskupa jest dowodem albo ignorancji, albo została sformułowana w złej wierze. Otóż w 1968 roku Żydzi istotnie byli tropieni. Ale nie robił tego kto chciał, tylko właśnie oficerowie wojskowych tajnych służb. To właśnie z WSW (!) wyszła antysemicka nagonka, i to jeszcze w 1967 roku. Kierowali nią osławieni generałowie Kiszczak, Kufel, Jaruzelski, Korczyński, Buła, Oliwa. O Wojciechu Jaruzelskim pisze profesor Norman Davies jako „człowieku z definicji mianowanym przez KGB. Element prorosyjski był w Polsce zawsze silniejszy, niż Polacy chcą się przyznać. Wielu Polaków służyło Rosji z zapałem”.
Istota raportu o likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, a właściwie sama istota działalności WSI, to ich ciągłość organizacyjno-logistyczna oraz personalna od daty założenia w 1944 roku do momentu likwidacji w 2005 roku. To zadziwiająca ciągłość działalności pomimo zmian politycznych następujących w Polsce przez ponad 60 lat! Kolejne zmiany polityczne najpierw w okresie PRL, a następnie w III RP, były jedynie zmianą szyldu, bo nawet adresy wojskowych tajnych służb pozostawały te same, a już szczególnie osławiony ponury gmach przy ulicy Oczki róg Chałubińskiego w Warszawie. To właśnie tam od kilku miesięcy znajduje się minimuzeum, aby uczcić tych Polaków, którzy walczyli o wolną Polskę, a zostali zamordowani, zakatowani lub byli „tylko” więzieni przez wojskowe służby w tym właśnie budynku. Znam osobiście, z własnego gorzkiego doświadczenia podziemia, gabinety i korytarze „na Oczki”. Ćwierć wieku temu skutego, w kajdankach przywieźli mnie tam oficerowie wojskowej bezpieki po aresztowaniu w biały dzień w samym centrum Warszawy.
W imię interesów Kremla
Tajną wojskową policję polityczną w Polsce założyła Rosja sowiecka w lipcu 1944 roku. Jej konkretnym założycielem było NKWD i osławiony generał Iwan Sierow. Likwidatorem WSI w 2005 roku była wolna i niepodległa Rzeczpospolita Polska, a konkretnie prezydent Lech Kaczyński, premier Jarosław Kaczyński i wykonawca decyzji likwidacyjnej minister Antoni Macierewicz. Ten mały akapit artykułu – to cała historia Polski ostatnich 60 lat.
W latach 1944-1956 bezpieka wojskowa nazywała się Informacją Wojskową, od 1956 do 1991 roku była to Wojskowa Służba Wewnętrzna oraz Zarząd II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego. W 1991 roku obie te instytucje połączył w Wojskowe Służby Informacyjne prezydent Lech Wałęsa. W ten sposób, mocno opierając się na lewej nodze, został ojcem chrzestnym WSI – Wydziału Sowieckich Interesów w Polsce. Można i należy tak mówić, bowiem żaden z generałów i oficerów struktur sowieckich, jakimi były de facto WSW i Zarząd II – nie został zweryfikowany. Co więcej – ta integralna część Układu Warszawskiego została w całości, bez wyjątków implantowana do III RP. Oczywiście Układ był faktycznie i realnie jak najbardziej „Moskiewski”, choćby dlatego, że działał w imię imperialnych strategicznych celów Kremla, a przeciwko wolności Polaków i niepodległości Rzeczypospolitej.
W raporcie o likwidacji WSI czytamy dokładnie komu i czemu służyli generałowie i oficerowie wojskowej bezpieki:
„Aneks nr 2 – Instrukcja operacyjna Zarządu II SG, Rozdział I – Zasady ogólne: Głównym zadaniem wywiadu wojskowego jest zdobywanie, opracowanie i przekazywanie kierownictwu Partii i Rządu materiałów i informacji wywiadowczych o przeciwnikach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej i państw wspólnoty socjalistycznej”. Podpisał generał Czesław Kiszczak, dnia 30.11.1978 roku.
Na celowniku WSI
Określenie „wspólnota socjalistyczna” to komunistyczna nowomowa, jakby z Orwella – oczywiście oznaczało to Rosję sowiecką. A tym „przeciwnikiem” mogłem i byłem np. ja. Służby wojskowe najpierw przez wiele lat mnie tropiły, następnie aresztowały, skazały na ciężkie więzienie w Barczewie, trzymały aż do Wigilii 1989 roku, a następnie inwigilowały, mimo uniewinnienia przez Sąd Najwyższy, aż do 2004 roku.
W raporcie o likwidacji WSI występuję wielokrotnie jako osoba inwigilowana. Z raportu wynika, że w centrali WSI analizowano nawet moje publikacje drukowane w „Expresie Wieczornym”, „Nowym Świecie”, „Gazecie Polskiej” i innych czasopismach. Prawdopodobnie groźny wypadek samochodowy, włamanie do mieszkania, napad wieczorem na ulicy – wszystko to spotkało mnie z rąk oficerów WSI. Za PRL tropili mnie, bo wiedzieli, że ktoś regularnie pisze do Radia Wolna Europa, aż wpadłem, z dotkliwymi dla mnie konsekwencjami. W III RP nadal mnie tropili, już pod nowym szyldem WSI, jako prawicowego oszołoma, który domaga się dekomunizacji, desowietyzacji, przystąpienia do NATO i zerwania z Rosją. Warto przypomnieć, że Lech Wałęsa nie chciał przystąpienia do NATO, tylko chciał tworzyć NATO-bis. Dodatkowo inwigilowany musiałem być jako pełnomocnik w Polsce i przyjaciel pułkownika Kuklińskiego.
Raport pokazuje ciągłość podległości wszystkich wojskowych służb tajnych Moskwie od 1944 do 2006 roku. Dla mnie jest wątpliwą satysfakcją, że to właśnie ja osobiście byłem przez te służby represjonowany, aresztowany w PRL, a inwigilowany już w wolnej Polsce w sumie przez prawie ćwierć wieku! To jest też ciągłość działania funkcjonariuszy WSI w służbie Moskwy. Walcząc z wpływami Moskwy w Polsce, czy to w PRL, czy w III RP, musiałem się znaleźć na celowniku WSI.
Polska wzmocniona
Profesor Richard Pipes, wybitny historyk, niegdyś doradca prezydenta Reagana, komentując raport o likwidacji WSI, stwierdza, że „Moskwa nie straciła nadal nadziei na odzyskanie utraconych wpływów w Polsce. Weryfikację osób pracujących w wojskowym wywiadzie, a wcześniej szkolonych w Moskwie, należało zrobić już dawno, zaraz po 1989 roku”. Do opinii profesora Pipesa nawiązują eksperci niezależnego Amerykańskiego Centrum Analiz Strategicznych Stratfor. Twierdzą, że opublikowanie raportu o likwidacji WSI w dalszej perspektywie wzmocni pozycję Polski.
W analizie „Próba ponownego zdefiniowania Polski” amerykańscy analitycy piszą, że „raport o WSI uświadomił Polakom, do jakiego stopnia służby specjalne infiltrowały każdy obszar rzeczywistości ich kraju, przekraczając swoje uprawnienia. Raport podważa 15 lat działania WSI, obnażając ich postępowanie, rosyjskie powiązania, jakość kadr i ich wyszkolenia. Publikacja raportu wpisuje się w głoszony przez braci Kaczyńskich program obrony Polski przed wpływami Rosji, umacniania pozycji kraju na arenie międzynarodowej i aspirowania do roli głównego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie. Jeśli Kaczyńscy osiągną swój cel, Polska ma szansę stać się najważniejszym, obok Niemiec, państwem rozgrywającym w Europie, który będzie równoważył rosyjskie wpływy. Jeśli Polska chce odegrać znaczącą role w ograniczaniu rosyjskich wpływów, to musi zrobić to właśnie teraz, zanim Rosja się do reszty obudzi. Nie ma wątpliwości, że Kaczyńscy chcą w tym celu przebudować Polskę od podstaw, a prezydent Kaczyński, w przeciwieństwie do poprzednich polityków, wywiązuje się z obietnicy odsunięcia od władzy byłych komunistów i tych, którzy z nimi współpracowali. Nazywając ich z imienia i nazwiska, wskazując ich prawdziwe lub domniemane powiązania z Rosją, Kaczyński zyskuje pewność, że nigdy więcej się nie podniosą. Zanim Polska zdoła zbudować nowy model rządzenia, będzie w najbliższym czasie wystawiona na zagrożenia z zewnątrz. Dlatego Polacy liczą na ochronę ze strony USA”.
Ta amerykańska analiza raportu o likwidacji WSI, to zarazem najbardziej wnikliwa i obiektywna zagraniczna opinia o Polsce, jaką przeczytałem w ostatnich miesiącach.
Autor jest dr historii, politologiem, publicystą, profesorem w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Napisał m.in. książki o Marszałku Piłsudskim, pułkowniku Kuklińskim, którego był przyjacielem i pełnomocnikiem w Polsce w latach 1993-2004.
W latach 1973-1985 konspiracyjnie współpracował z Radiem Wolna Europa, przesyłając jako dziennikarz informacje i wiadomości ukrywane przez komunistów przed społeczeństwem, m.in. o eksploatacji ekonomicznej PRL przez Rosję, o zależności politycznej PRL od Kremla, o Armii Sowieckiej w Polsce, o działalności komunistów rządzących PRL, o zbrodniach i przestępstwach SB, MSW, PZPR, o represjach stanu wojennego, o sytuacji Polaków w Związku Sowieckim. Został wykryty i aresztowany w 1985 r. przez SB oraz służby wojskowe, oskarżony przez Naczelną Prokuraturę Wojskową w tajnym procesie kapturowym o to, że „godził w fundamenty sojuszu polsko-radzieckiego jako agent wywiadu Stanów Zjednoczonych”. Z 15 lat, których domagał się prokurator w akcie oskarżenia, skazano go na 10 lat, odsiedział 5 w więzieniach na Rakowieckiej i w Barczewie. Został uniewinniony przez Sąd Najwyższy w 1990 r. jako ostatni więzień polityczny PRL.
