Więzienia CIA temat zastępczy

Jak bumerang powrócił znów do polskich i europejskich mediów temat
rzekomych więzień amerykańskich na terenie Europy. Cui bono? W czyim interesie
"wrzuca się" taką narrację? Czy to jedynie przykład tradycyjnego, jałowego
antyamerykanizmu zachodnioeuropejskiej lewicy? A czy w Polsce postawienie
zarzutów byłemu szefowi Agencji Wywiadu (za rządów SLD) Zbigniewowi
Siemiątkowskiemu i ujawnienie ich akurat w tym czasie nie jest próbą odwrócenia
uwagi opinii publicznej od kompletnego fiaska polityki gospodarczej rządu i jego
całkowitej bezradności na arenie międzynarodowej? Kto dziś "gra" więzieniami CIA
w Polsce i innych środkowoeuropejskich krajach? Bo, że jest to gra – to
oczywiste.

W tym tygodniu w Parlamencie Europejskim odbyły się dwa publiczne
wysłuchania. Jedno, które miałem zaszczyt współorganizować, poświęcone było
nowym faktom dotyczącym śledztwa smoleńskiego. A drugie, skrajnie kontrowersyjne
z polskiego punktu widzenia, dotyczyło domniemanych "więzień CIA i transportu
więźniów w Europie". To pierwsze wysłuchanie, solidarnie zbojkotowane przez
europejską lewicę i liberałów, służyło umiędzynarodowieniu "sprawy smoleńskiej".
To drugie było politycznym biczem na USA i ich sojuszników w Europie. Biczem
ukręconym z domysłów, przypuszczeń, a przede wszystkim z ideologicznej niechęci
do Waszyngtonu i tych państw w Europie, które poważnie traktują walkę z
islamskim terroryzmem.

Byłem w Komisji Śledczej

Mam szczególny powód, aby zabrać głos w sprawie skandalu, jakim jest
oskarżanie naszego kraju o zgodę na funkcjonowanie u nas "więzień CIA". W
poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego byłem członkiem specjalnej Komisji
Śledczej PE, która zajmowała się tą sprawą. Uczestniczyłem m.in. w specjalnych
wyjazdowych posiedzeniach w Macedonii, Rumunii i Polsce. I mogę, z pełną
odpowiedzialnością za słowo, stwierdzić, że choć oskarżyciele Polski (i innych
państw) bardzo chcieli, to nie znaleźli żadnych twardych dowodów na istnienie w
naszym kraju takich więzień. Faktem jest, że samoloty amerykańskich służb
specjalnych, a ściślej – wynajmowane przez CIA, lądowały w Polsce. Jednak nie ma
żadnych, podkreślam: żadnych, jednoznacznych dowodów, iż przewoziły one
więźniów. Jeden z podejrzewanych przez Amerykanów o terroryzm, Abu Zubaydah,
zeznał, że więzienie, w którym go przetrzymywano po wywiezieniu z Afganistanu,
znajdowało się w Polsce. Jednak uznawanie islamskiego radykała za wiarygodnego
świadka we własnej sprawie jest, przyznajmy, dość ryzykowne.

Słynna afera "Watergate", która doprowadziła do ustąpienia ówczesnego
prezydenta USA Richarda Nixona, rozpoczęła się od rozgrywki w ramach służb
specjalnych tego kraju, gdy jeden z ich szefów, rozgoryczony brakiem
spodziewanej nominacji, dał dziennikarzom klasyczny "przeciek", powodując
gigantyczną awanturę polityczną, łącznie z dymisją głowy państwa. Dopiero po
blisko 40 latach sprawca przecieku Mark Felt, zwany "Głębokim Gardłem", przyznał
się do winy. Dostrzegam znaczące podobieństwo między "Watergate" a aferą
"więzień CIA w Europie". Jest prawdopodobne, że artykuł Dany Priest sprzed
siedmiu lat w "Washington Post", który jako pierwszy sugerował istnienie
aresztów CIA na naszym kontynencie, był zainspirowany jako element rozgrywki w
ramach CIA. Dziennikarka w kontekście więźniów CIA pisała o anonimowych "krajach
wschodnioeuropejskich", jednocześnie podkreślając, że nie wymienia ich ze
względu na… naciski Białego Domu (!). Już następnego dnia Amerykanin polskiego
pochodzenia Tom Malinowski z organizacji Human Rights Watch stwierdził, że
chodzi o Polskę i Rumunię. W listopadzie 2005 r. Zgromadzenie Parlamentarne Rady
Europy powołało specjalną komisję ze Szwajcarem Dickiem Martym (senator i były
prokurator), który rozpoczął istne polowanie z nagonką nie tylko na USA, ale
także na kraje takie jak Polska, oskarżając je o bezprawne przetrzymywanie
muzułmańskich więźniów i łamanie praw człowieka. Raport, który ogłosił
szwajcarski polityk w czerwcu 2006 r., jest pisany językiem taniej
antyamerykańskiej publicystyki, która jednak uderza także w Rzeczpospolitą. Mowa
jest tam o… "światowej pajęczynie", w której uczestniczyć miało 14 państw
(m.in. Polska) wspierających CIA przy przewożeniu i przetrzymywaniu osób
oskarżonych o terroryzm lub wspieranie terroryzmu.

Antypolska histeria

Pamiętam spotkanie naszej komisji z senatorem Dickiem Martym. Sprawiał
wrażenie, jakby był przekonany co do z góry przyjętej tezy: "Ameryka i Europa
Wschodnia są winne". W mediach trwał festiwal oskarżeń. Towarzyszyła temu typowa
dla lewicy antyamerykańska histeria. Przypomnę, że prezydentem był wtedy,
znienawidzony przez "obóz postępu", George W. Bush. Komisja Śledcza Parlamentu
Europejskiego nie okazała się tak krwiożercza jak komisja Marty´ego. Przytoczono
domniemania, ale nie były one równoznaczne z ferowaniem wyroków skazujących.
Pamiętam dobrze, że w tej sprawie polscy europosłowie, ponad podziałami
politycznymi, wspólnie bronili naszego kraju przed oskarżeniami, zarówno w
przemówieniach i głosowaniach (jedynym wyjątkiem był deputowany lewicy Józef
Pinior, obecnie… senator PO). Jednak towarzysząca temu medialno-polityczna
histeria jednoznacznie uderzała w Polskę. Nastroje wobec naszego kraju w krajach
arabskich z przyjaznych lub co najmniej neutralnych zmieniły się na niechętne
lub wrogie. Eksponowanie udziału Polski w owej antyterrorystycznej "światowej
pajęczynie" ewidentnie zwiększało zagrożenie odwetowym zamachem terrorystycznym
w Polsce. Było to oczywiste nawet dla dziecka.

We wspomnianym już wtorkowym wysłuchaniu w Parlamencie Europejskim na temat
"domniemanych" ośrodków przetrzymywania więźniów CIA wziął udział, jako
prelegent, Polak Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Potwierdzał on zarzuty… wobec Polski. Jednocześnie w polskich mediach zarzucił
swojemu własnemu krajowi łamanie Konstytucji. Charakterystyczne, że z krajów
oskarżonych o współpracę z USA przy funkcjonowaniu domniemanych "więzień CIA" w
trakcie wysłuchania w Brukseli był tylko jeden Polak. Czy dlatego, że Rumuni,
Macedończycy czy przedstawiciele innych państw nie chcieli być prokuratorami
wobec własnych ojczyzn?

Znamienne, że swoisty "przełom" w tej sprawie i samooskarżanie się Polski
nastąpiło za rządów Platformy Obywatelskiej. Już trzy lata temu pojawiły się
wypowiedzi polityków PO sugerujące, że na terenie Rzeczypospolitej rzeczywiście
były takie więzienia i że "trzeba to wyjaśnić". Obóz władzy niedwuznacznie
wskazywał na "winę poprzedników"… I wtedy, i teraz był to "klasyczny temat
zastępczy". Jednak i wtedy, i teraz ludzie PO beztrosko, niczym futbolówką
Donalda Tuska, grali polską racją stanu. Wywołując ten temat w mediach oraz
nadając bieg śledztwu prokuratury, koncentrują na naszym kraju nie tylko
zainteresowanie mediów europejskich i amerykańskich, ale też absolutnie
podwyższają ryzyko ataku terrorystycznego w Polsce. Jakby to powiedział
Talleyrand: "To gorzej niż zbrodnia. To błąd".

Donosy na własne państwo

Wiadomo, jaki był i jest stosunek prawicy do lewicy, PiS do SLD: "święta
wojna". Jednak charakterystyczne, że w sprawie "CIA illegal detention"
(nielegalnych aresztów CIA), które miały rzekomo istnieć za czasów rządów SLD,
następny rząd, czyli gabinet Prawa i Sprawiedliwości, nie poszedł po linii
najmniejszego oporu. Ani nie dołączył do oskarżeń wobec polityków lewicy, ani
nawet nie przyjął postawy politycznego Poncjusza Piłata, który umywa ręce i
zachowuje pseudoneutralność. Świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński nie
zwolnił z tajemnicy państwowej swojego poprzednika prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego. Bracia Kaczyńscy, będąc fundamentalnymi przeciwnikami
Kwaśniewskiego i jego obozu, wiedzieli doskonale, co jest polską racją stanu w
tej sprawie i że w polskim interesie narodowym jest unikanie spekulacji, których
pośrednim efektem może być narażenie naszego kraju na niebezpieczeństwo.
Tymczasem w ostatni wtorek prezydent Bronisław Komorowski, zupełnie inaczej niż
jego poprzednik… dopuścił możliwość zwolnienia Kwaśniewskiego z tajemnicy
państwowej! To skrajna nieodpowiedzialność. To rzeczywiście szafowanie
interesami państwa polskiego. To, mówiąc wprost, skutkować będzie narażeniem na
niebezpieczeństwo polskich obywateli. Czy były marszałek Sejmu z ramienia PO i
zwycięski kandydat tej partii na prezydenta zdaje sobie sprawę z tego, że tak
naprawdę zaprasza do naszego kraju terrorystów? Komorowski bez przerwy popełnia
gafy, ale głupi nie jest – musi zdawać sobie z tego sprawę. Skoro tak, to w imię
czego to czyni?

Sytuacja, w której czołowi politycy obozu władzy składają w praktyce donosy
na własne państwo, jest niebywała. Między radykalną lekkomyślnością a zdradą
granica jest cienka. Takie donosy mają międzynarodowy kontekst i mogą mieć
międzynarodowe, daleko idące implikacje. Nie tylko w postaci ewentualnych
sankcji Unii Europejskiej za to, że jej kraj członkowski, Rzeczpospolita Polska,
tolerować miała stosowanie tortur (?) na swoim terytorium. Brukseli można
tłumaczyć, wyjaśniać, bronić się i przy dobrej taktyce ewentualne sankcje
odciągać na lata. Trudno jednak cokolwiek wyjaśniać islamskim terrorystom. Oni
nie dyskutują. Czy o tym nie wie prezydent Komorowski, politycy PO, prokuratura
i "Gazeta Wyborcza"?

A swoją drogą, ci sami ludzie władzy i prorządowych mediów, którzy
konsekwentnie sprzeciwiają się porządnemu śledztwu w sprawie tragedii
smoleńskiej, jednocześnie, dziwnym trafem, są bardzo otwarci na dyskutowanie o
najdrobniejszych szczegółach sprawy "więzień CIA". W pierwszej sprawie chcą mieć
bielmo na oczach, w drugiej zachowują się niczym prokuratorzy pasjonaci z
amerykańskich filmów. To podwójne standardy. I podwójna moralność.

Ryszard Czarnecki
poseł do Parlamentu Europejskiego (frakcja Europejscy Konserwatyści i
Reformatorzy)

drukuj