Węgry modlą się za Polskę
Z ks. kard. Péterem Erdö, prymasem Węgier, przewodniczącym Rady
Konferencji Biskupów Europy, rozmawia Agnieszka Żurek
Wasza Eminencjo, dziękuję, że znalazł Ksiądz Kardynał czas na rozmowę z
"Naszym Dziennikiem", ogólnopolską katolicką gazetą codzienną.
– Codzienną? Gratulacje! U nas nie ma codziennej gazety katolickiej, są tylko
katolickie tygodniki. Gazeta codzienna ukazuje się jedynie w wersji
internetowej.
No właśnie, czy zdaniem Waszej Eminencji węgierskie media pomagają czy raczej
przeszkadzają w niesieniu wartości chrześcijańskich?
– Zależy od mediów. Media katolickie reprezentują dość wysoki poziom i działają
efektywnie. Na przykład węgierskie radio katolickie, którym zarządza Konferencja
Episkopatu, szuka obecnie możliwości nadawania na falach krótkich, co byłoby
mniej kosztowne i pozwoliłoby na uruchomienie także stacji regionalnych. Obecne
częstotliwości, na jakich nadajemy, nie pokrywają jeszcze całego terytorium
naszego kraju. Co się zaś tyczy programów telewizyjnych – państwowa telewizja
raz na tydzień nadaje godzinny program o charakterze religijnym. Własnego kanału
katolickiego jednak nie mamy. Patrzymy z szacunkiem i odrobiną zazdrości na
Kościół słowacki, który posiada własną telewizję satelitarną.
Przy okazji dyskusji o roli katolickich środków społecznego przekazu wypływa
często problem stosunków państwo – Kościół. Dyskutowana jest rola Kościoła w
życiu publicznym, a także jego udziału w mediach.
– Zgodnie z nauczaniem Kościoła, sformułowanym także podczas Soboru
Watykańskiego II oraz w późniejszych dokumentach, Kościół ma prawo, a nawet
obowiązek wypowiadania się w sprawach dotyczących życia ludzkiego, godności
człowieka i jego podstawowych praw, a także w kwestiach sprawiedliwości
społecznej. Staramy się zachowywać wierność doktrynie Kościoła w obronie
podstawowych wartości oraz prowadzić dialog z różnymi grupami społecznymi. Ten
dialog z pewnością nie przynosi natychmiastowych owoców i nie prowadzi do
szybkich sukcesów. Sposób myślenia narodu węgierskiego z pewnością jest bardziej
zlaicyzowany od sposobu, w jaki myślą ludzie w Polsce. Zagadnienia, o których w
Polsce wiele się dyskutuje, u nas nie wywołują tak wielkich kontrowersji,
ponieważ większość obywateli jest na nie obojętna bądź też nie identyfikuje się
z chrześcijańską tożsamością.
Jakie są główne problemy, z którymi boryka się obecnie węgierskie
społeczeństwo?
– Jest to nie tylko kryzys ekonomiczny, ale także brak nadziei, starzenie się
naszej populacji, zmniejszenie liczby ludności w naszym kraju. Zmagamy się z
ogromnym bezrobociem, a także zadłużeniem obywateli. Wielu Węgrów zaciągnęło
ogromne kredyty we frankach szwajcarskich. Na Węgrzech brakuje także perspektyw
zawodowych. Bardzo smutna jest sytuacja, kiedy młody człowiek wybiera kierunek
studiów na wyższej uczelni, planując od razu, gdzie będzie mógł pracować za
granicą. Nie ma nawet nadziei na znalezienie pracy w rodzinnym kraju. To smutne
– jeśli ktoś opuszcza swój kraj, w jaki sposób uda mu się zachować jego kulturę
i wartości? My, chrześcijanie, wierzymy, że istnieje siła wewnętrzna, która może
pomóc osobie samotnej czy też emigrującej rodzinie zachować swoją tożsamość
narodową także daleko od ojczyzny. Jest to jednak trudne i wymaga ogromnej siły
ducha. Pokolenia żyjące 100 lat temu, kiedy udawały się do Ameryki w
poszukiwaniu pracy, były ulepione z innej gliny. Ci ludzie pracowali bardzo
ciężko, a połowę swojej pensji odkładali i wysyłali do domu, aby wesprzeć żyjącą
w biedzie resztę rodziny. Kto dziś ma tyle siły, żeby w podobny sposób
postępować? Niewielu. Większość ma ochotę skonsumować wszystko, co zarobi, jeśli
nie dwa razy więcej.
Kilka lat temu jednak na Węgrzech narodziła się inicjatywa zdecydowanie
przeciwna filozofii materialistycznej – krucjata modlitewna w intencji ojczyzny.
– Pomysł podjęcia modlitewnej krucjaty w intencji ojczyzny pochodzi od kardynała
Józefa Mindszentyego. Jeszcze w latach 40. powiedział on, że jeśli znajdzie się
milion Węgrów, którzy będą się modlić, będzie spokojny o przyszłość narodu.
Dalszą historię Węgier znamy. W pierwszych latach XXI wieku nasze społeczeństwo
znalazło się w złej kondycji. W momencie prawie beznadziejnym Konferencja
Episkopatu zaproponowała wiernym modlitwę o duchową odnowę narodu. Wynikało to z
przekonania, że wszystko to, co zewnętrzne – to znaczy materia – jest
przekształcane przez ducha. Ta prawda dotyczy także życia wspólnot ludzkich. A
zatem – jeśli uda nam się odnowić naszego ducha, znajdziemy również rozwiązanie
wielu problemów materialnych. Rozpoczęliśmy na Węgrzech zbieranie deklaracji
przystąpienia do modlitwy w intencji naszego narodu. W 2006 roku udało nam się
zebrać liczbę podpisów odpowiadającą tej, o której marzył kardynał Mindszenty.
Modlitwa trwa, obecnie w nieco zmienionej formie. Co roku Konferencja Episkopatu
proponuje konkretną intencję tejże modlitwy.
A jaki rodzaj modlitwy został wybrany przez Episkopat?
– W roku 2006 Konferencja Episkopatu opublikowała dość zwięzły tekst modlitwy,
obok którego wielu Węgrów odmawiało także na przykład Różaniec. W tym roku
zredagowaliśmy krótki tekst modlitwy w intencji rodzin, aby modlić się wspólnie.
Jaka intencja modlitwy została przewidziana na przyszły rok?
– Intencje modlitwy będą odpowiadać potrzebom naszego narodu. Niewykluczone, że
nadal będziemy modlić się w intencji rodzin.
Ile osób bierze obecnie udział w krucjacie modlitewnej?
– W naszym archiwum, w ogromnych paczkach, znajduje się około półtora miliona
podpisów.
Zdaniem Waszej Eminencji, także i Polska powinna pójść tym tropem? W jaki
sposób kraje postkomunistyczne mogą przyczynić się do duchowej odnowy naszego
kontynentu?
– Na tysiąc różnych sposobów. Jednym z nich jest modlitwa. Dotyczy to oczywiście
osób wierzących. To jest wręcz ich obowiązek. Modlitwa wspólnotowa posiada
szczególną moc. Jeżeli wielu z nas razem prosi o to samo, to przecież Pan Jezus
coś nam obiecał, prawda? Kraje postkomunistyczne stoją także przed wyzwaniem
dotyczącym tego, czym należy zapełnić pustkę kulturową. Polski dotyczy to być
może w mniejszym stopniu niż Węgier – w waszym kraju korzenie chrześcijańskie
zostały dość dobrze zachowane przez cały okres komunizmu. Jak było później – nie
wiem. W innych krajach postkomunistycznych, na przykład w Rosji, po upadku
marksizmu powstała pewna pustka kulturowa. Jej natychmiastowym efektem stała się
destabilizacja społecznych norm moralnych – ekspansja przestępczości czy
anarchia. Niektórzy politycy w krajach postkomunistycznych widzą jednak potrzebę
ponownego oparcia się na wartościach, które tworzyły dany naród u jego podstaw.
Widzą oni także, że odwołanie się do określonego dziedzictwa kulturowego jest po
prostu potrzebne. Nigdy nie zapomnę pierwszej po upadku Ceaucescu wizyty
rumuńskiego chóru narodowego w Budapeszcie. Było to na początku lat 90. Występ
tego chóru inaugurował koncert w budapeszteńskiej Akademii Muzycznej. Jaką pieśń
wybrali na początek? Oczywiście nie chcieli już więcej śpiewać żadnych utworów
sławiących komunizm. Zaśpiewali rumuńskie pieśni liturgiczne. Wybrali je,
ponieważ uważali, że to właśnie one oddają w sposób właściwy szczególny
charakter ich narodu. Czasami trzeba więc odnaleźć swoje najgłębsze korzenie.
Powrót do źródeł tożsamości obserwujemy też na Węgrzech. Preambuła nowej
węgierskiej konstytucji zawiera odwołanie do Boga.
– Jest to pierwsza linijka naszego hymnu narodowego. Kiedyś, w XVIII wieku,
naszym hymnem narodowym była pieśń maryjna. Miał on zatem wybitnie katolicki
charakter. Później natomiast, chcąc zadowolić także protestantów i deistów,
wybrano tekst, który śpiewamy obecnie: "Boże, błogosław Węgry". Jest to zatem
tekst mocno zakorzeniony w tradycji i dobrze znany.
Jak zareagowała na to Unia Europejska?
– Kampania propagandowa odbywa się u nas prawie zawsze, kiedy uchwalane jest
jakiekolwiek prawo. Oczywiście, normy prawne ustalane pospiesznie nie zawsze
mają wysoką "jakość techniczną". Ze słowami preambuły nie mieliśmy jednak
wielkich problemów. Możliwe, że wynikało to z faktu, iż cały tekst konstytucji
zakłada bardzo wyraźne oddzielenie państwa od Kościoła, wyraźniejsze niż w
większości innych konstytucji europejskich. Na Węgrzech wciąż na przykład
niemożliwe jest stworzenie fakultetu teologicznego przy państwowym
uniwersytecie.
Kampania medialna promująca na Węgrzech adopcję zamiast aborcji została przez
Unię Europejską skrytykowana jako "niezgodna z wartościami unijnymi"…
– Nie wiem, jakie miałyby to być wartości. Wiem natomiast jedną rzecz. W 1956
roku, kiedy pokonany naród żył w nędzy, chciano go w pewien sposób "uspokoić".
Wprowadzono zatem duże ułatwienia w przeprowadzaniu aborcji. Rząd Węgier był
jednym z pierwszych spośród rządów krajów komunistycznych, który się na to
zdecydował. Konferencja Episkopatu opublikowała wtedy list otwarty o bardzo
mocnej treści. W tamtych czasach wymagało to odwagi. W liście tym napisano, że
nie powinniśmy bać się przyszłości, ponieważ Bóg nam pomoże, winniśmy mieć
otwarte serca i przyjmować dzieci, które zostały poczęte. Powinniśmy zatem ufać
i nie uciekać się do metod, takich jak aborcja. Statystyka pokazuje, że pomiędzy
1956 a 2006 rokiem na Węgrzech – w kraju o populacji liczącej niespełna 10
milionów mieszkańców, zostało dokonanych legalnie 6 milionów zabiegów aborcji.
Na poziomie propagandowym można powiedzieć wszystko, co tylko się chce, ale dane
są właśnie takie. Wskutek tego populacja Węgrów jest narodem starzejącym się.
Czy wśród Węgrów rośnie świadomość, że aborcja jest zabójstwem?
– Możliwe, że tak, nie jest to jeszcze świadomość większości narodu. Rośnie
natomiast poczucie odpowiedzialności za życie i pragnienie posiadania dzieci.
Przeprowadzono sondaż wśród młodych ludzi, z którego wynika, że prawie wszyscy z
nich chcą mieć co najmniej dwoje albo troje dzieci. Nikt jednak nie chciał mieć
pięciorga dzieci. Węgrzy, którzy pracują poza granicami kraju, mają duże rodziny
– z trojgiem czy czworgiem dzieci. Dlaczego tak się dzieje? Inne są tam warunki
życia. Na Węgrzech natomiast przeciętny obywatel pracuje bardzo dużo, obawia się
o swoje miejsce pracy, mieszka na ogół w trudnych warunkach. Jego niepewna
egzystencja bardzo negatywnie wpływa na postawę otwartości na życie. Węgrzy boją
się wchodzić w związki małżeńskie – także te cywilne.
Dlaczego?
– Dlatego, że w związkach nieformalnych rodzi się o wiele mniej dzieci niż w
małżeństwach cywilnych. W małżeństwach świeckich rodzi się z kolei mniej dzieci
niż w związkach sakramentalnych. Wynika to zapewne z poczucia stabilizacji.
Stałość miejsca pracy oraz relacji z partnerem są bardzo ważnymi warunkami
otwartości na życie. Ludzie zaczynają to sobie powoli uświadamiać.
Także dzięki prorodzinnej polityce rządu Viktora Orbána?
– Efekty tej nowej polityki będziemy widzieć później. Już teraz istnieje jednak
kilka jej obiecujących elementów – na przykład podatek prorodzinny. Kiedyś
państwo przy pobieraniu podatków brało pod uwagę jedynie pensje poszczególnych
członków rodziny. Dzisiaj jest inaczej – uwzględnia się, ile osób ma na
utrzymaniu dany żywiciel rodziny. System prorodzinnych ulg podatkowych na
Węgrzech stawia sobie za cel upodobnienie się do systemu francuskiego, który –
jak dotąd – jako jedyny w Europie działa efektywnie i przyczynił się
rzeczywiście do wzrostu urodzeń. Na Węgrzech trzeba jednak rozwiązać także
problem bezrobocia – jeśli ktoś nie ma pracy, obniżenie podatków w niczym mu nie
pomoże.
Polityka Orbána pomaga Węgrom także odzyskać poczucie tożsamości narodowej,
którego próbowały ich pozbawić rządy komunistyczne.
– Kościół ma swoją wizję teologiczną odnoszącą się do wartości narodów. Historia
każdego z nich jest przecież sumą ogromnej ilości ludzkich doświadczeń,
ogromnego bogactwa, którego być może pozbawione są inne narody i które potrzebne
jest całej ludzkości. Jest to dar Boży i do naszych obowiązków należy szanowanie
go. Węgry odzyskują swoją tożsamość, ponieważ jest to coś, co istnieje. Możemy
sobie najwyżej nie zdawać z tego sprawy. Nie zmienia to jednak faktu istnienia
naszej tożsamości. Nie jest ona szczególnie romantyczna. Często wiąże się z
historią naszych sąsiadów. Do naszej tożsamości narodowej należą również nasze
chrześcijańskie korzenie. Przyczyniło się ono do rozwoju wszystkich kultur
narodowych. Żadna z nich nie okazała się nijaka, wszystkie zbudowały swoją
własną tożsamość w kontekście chrześcijańskim. Takie jest doświadczenie
ostatniego tysiąclecia. Legendy czy wymyślona mitologia nie pomogą nam odnaleźć
prawdziwej tożsamości. Neopoganizm nie jest w stanie jej zastąpić. Nie odpowiada
on prawdziwej historii narodów europejskich.
W czerwcu tego roku odbyła się narodowa pielgrzymka Węgrów do Częstochowy.
Pobożność maryjna stanowi stały komponent duchowości narodu węgierskiego?
– Oczywiście, że tak. Na Węgrzech Konferencja Episkopatu uznała dwa sanktuaria
narodowe. Oba są sanktuariami maryjnymi. Kult maryjny w sposób szczególny obecny
był na Węgrzech w okresie baroku. Posiadamy zatem ogromnie bogate dziedzictwo
kulturowe związane z postacią Maryi.
Czy kult maryjny odgrywał rolę także w czasie modlitwy o odnowę narodu
węgierskiego?
– Tak, oczywiście, odgrywał istotną rolę. Jeżeli dobrze pamiętam, tekst modlitwy
w intencji naszego narodu został wydrukowany na odwrocie obrazka z wizerunkiem
Najświętszej Maryi Panny – patronki Węgier.
Jacy inni święci patronowali tej modlitwie?
– Przede wszystkim święty Stefan, pierwszy chrześcijański król węgierski. Na
Węgrzech otoczona jest kultem także jego rodzina – żona Gizela oraz święty
Emeryk, jego syn. Modlitewnej krucjacie na Węgrzech patronowała zatem święta
rodzina. Patronowali jej także nowi święci męczennicy – beatyfikowany w 2009
roku biskup pomocniczy naszej diecezji Zoltán Lajos Meszlényi, który oddał swoje
życie w obronie wiary w 1951 roku, czy też inni biskupi zamordowani w krajach
sąsiadujących z Węgrami – na Ukrainie, w Rumunii i na Słowacji. Niektórzy z nich
zostali już kanonizowani. W czasie krucjaty modlitewnej wzywaliśmy orędownictwa
węgierskich świętych. Co jednak znaczy "węgierski święty"? Święty Władysław,
wielki chrześcijański król Węgier, który przyczynił się do kanonizacji świętego
Stefana, zanim został ogłoszony świętym, był nazywany na Węgrzech Władysławem
Polakiem. Jego matka była Polką, a on sam wychował się w Krakowie. Święci
węgierscy łączą nas zatem także z innymi narodami.
Może jest to znak dla nas. Niedawno także w Polsce podjęliśmy krucjatę
różańcową w intencji naszej Ojczyzny. Jakiej rady Wasza Eminencja udzieliłby
polskiemu Narodowi?
– Wspaniale, że rozpoczęliście modlitwę wspólnotową w intencji Ojczyzny. Myślę,
że Polska posiada ogromny skarb. Jest nim cierpienie waszego Narodu, którego
tyle doświadczyliście w waszej historii. Macie wielu świętych, także tych
współczesnych. Wśród nich oczywiście błogosławionego Jana Pawła II, którego kult
– jeszcze przed jego kanonizacją – jest już dozwolony w wielu krajach świata,
również na Węgrzech – posiada zatem charakter uniwersalny. Krucjata modlitewna w
intencji Ojczyzny powinna być potwierdzeniem naszej wiary w Bożą Opatrzność i
odzwierciedlać też nasze pragnienie, aby odpowiedzieć Bogu, realizować Jego
wolę. Tą odpowiedzią powinna być nasza postawa – zarówno w wymiarze
indywidualnym, jak i wspólnotowym. Będę bardzo wdzięczny, jeśli otrzymam tekst
modlitwy za waszą Ojczyznę. Za kilka dni będziemy obchodzić trzechsetną rocznicę
naszego sanktuarium powierzonego Ojcom Paulinom, chętnie włączymy się do
modlitwy za Naród Polski.
W imieniu nas wszystkich serdeczne Bóg zapłać Waszej Eminencji.
