Walki partyjne z wojskiem w tle

W sytuacji obecnej, niezwykle brutalnej i bezwzględnej awantury pewnych ugrupowań politycznych, wymierzonej przeciwko pełnemu odnalezieniu się Polski i Polaków w sobie, warto poczynić garść refleksji nad analogicznymi sytuacjami w nieodległej przeszłości. Chodzi mi głównie o stosunek walk międzypartyjnych i różnych zaburzeń społeczno-politycznych do czynnika wojskowego.
Od dłuższego czasu forsuje się pogląd, że w tych walkach wojsko nie stanowi już dzisiaj żadnego odniesienia dla polityki. Trzeba jednak powiedzieć, że pogląd ten nie jest słuszny, jest on raczej tylko „demokratycznym” kamuflażem.


Postulat
neutralizacji wojska

Ogólnie mówiąc, w obecnych koncepcjach życia społeczno-politycznego i państwowego wewnątrz kraju wojsko ujmuje się jako bezosobowe i anonimowe narzędzie w ręku rządu. Żołnierzowi nie wolno niczego rozumieć ani widzieć, ani też odczuwać, musi tylko służyć rządowi jak miecz. Lecz na tę koncepcję trzeba popatrzeć krytycznie. Dzisiejsze partie u władzy, często bądź niezupełnie prawowicie wybrane, bądź skorumpowane, obawiają się, by wojsko świadome politycznie i mądre nie stało się decydującą siłą w życiu społeczno-politycznym i by wojsko, nawet w rządach cywilnych, nie rozliczyło złej partii. Wojsko bowiem bywa z reguły patriotyczne i nie prowadzi swoich interesów partykularnych. Toteż o ile w dawnych czasach o sprawach wojska decydowali wojskowi i wojskiem dowodził żołnierz, a także wojskowy był ministrem obrony w rządzie (wojewodowie, hetmani, marszałkowie, generałowie), o tyle dziś najwyższą władzą nad wojskiem jest cywil, z reguły niemający pojęcia o sprawach wojskowych. A dlaczego cywil? Bo wojsko ma nie mieć swojej osobowości i musi realizować plany i cele zwycięskiej partii i musi jej ślepo służyć, nieraz bez względu na ogólne dobro kraju. Ale przez to sytuacja jest mniej demokratyczna niż była kiedyś. W wolnej Polsce powinien zostać przywrócony stopień wojskowy marszałka.

Wojna
bolszewicko-polska 1920 r.

Trzeba pamiętać, że o wyniku wojny bolszewicko-polskiej w 1920 r. zdecydowali ze strony sowieckiej nie wojskowi, lecz cywile. Marszałek Michaił Tuchaczewski w swoim opracowaniu tej wojny pisze, że zbytnie wydłużenie Frontu Zachodniego swych wojsk i uderzenie na Warszawę bez ubezpieczenia lewej flanki znad Wieprza to nie był jego błąd, bo on był doskonałym strategiem, lecz wymusił to na nim jego cywilny komisarz polityczny, a flankę miał ubezpieczać Siemion Budionny ze swoją doskonałą armią konną, która nacierała na Polaków od Kijowa przez Ukrainę. Tymczasem przy Budionnym komisarzem był z kolei Stalin, który chciał tę armię skierować na Węgry, a następnie na Bałkany. Kierował się ideologią bolszewicką. Po pewnym czasie wprawdzie armia konna chciała przyjść z pomocą Tuchaczewskiemu, ale uwikłała się w bitwę lwowską i pod Zamościem, i było już za późno. Za wytknięcie tego błędu Stalinowi zapłacił życiem. W roku 1937 Stalin oskarżył go o zdradę i zamordował. Instytucję komisarzy cywilnych komuniści utrzymali do końca, bo wojsko musiało podlegać partii, a nie państwu i nie dowódcy wojskowemu. Inna rzecz, że trudno jest zrozumieć w ogóle, jak wybitni wojskowi mogą się stać ślepymi i bezwolnymi narzędziami w ręku różnych psychopatów? Na przykład jak mogło nasze wojsko strzelać do swych braci i rodzin na Wybrzeżu w 1970 roku? To samo pytanie odnosi się do ZOMO, milicji, także policji itd. Taki układ, że jeden idiota każe, a ci mordują ludzi, wymaga głębokich zmian.

Przewrót majowy 1926 r.
Kiedy po odzyskaniu niepodległości Polska była politycznie rozbita, rządy powstawały i upadały co parę miesięcy, w parlamencie było chyba 35 partii i panował powszechny chaos, zrodziła się w Polsce myśl, żeby ratować Ojczyznę przez czynnik wojskowy. Większość polityków miała chyba dobrą wolę i bronili oni demokracji, ale zapanowała jakaś powszechna niemoc i intelektualna, i działaniowa. Toteż wojskowi nakłonili Marszałka Józefa Piłsudskiego, żeby wyszedł z odosobnienia w Sulejówku i objął stery państwa. Zaręczano mu, że jego autorytet jest tak wielki, iż samo jego pokazanie się w Warszawie będzie objęciem rządów. Ale stało się inaczej. Prezydent Stanisław Wojciechowski, skądinąd bardzo szlachetny człowiek, nie zrozumiał chwili i nie chciał ustąpić. Wywiązały się walki między zwolennikami jednego a drugiego. W trzydniowych walkach w dniach 12-14 maja 1926 r. wielu ludzi zginęło i społeczeństwo na długo się podzieliło. Jednak wojskowy przewrót majowy okazał się raczej wydarzeniem pozytywnym dla Polski, inaczej Polska by upadła, stałaby się szybko znowu satelitą sowieckim. Niektórzy historycy mówią, że można było pertraktować i dialogować, ale to takie idealistyczne gadanie. Jeśli jest ogólny chaos i korupcja, no i wściekłość wzajemna, to nie ma żadnych rozmów, tak jak i teraz z PO i SLD.

Polski Październik 1956 r.
Diabelski Stalin, okupując Polskę od roku 1944, stworzył aparat terroru, bardzo krwawego, złożony przede wszystkim z Żydów, sowieckich i polskich, i z Polaków pochodzenia żydowskiego (zob. J.R. Nowak). Ale ten aparat był chytrze wkomponowany także w element polski, choć często w męty społeczne i margines społeczny. Jednakże z czasem element polski zaczynał krzepnąć i przeciwstawiać się elementom żydowskim. I tak kształtowały się dwie frakcje PPR-u i PZPR-u, a mianowicie komuniści żydowscy i komuniści polscy. Komuniści żydowscy rośli z czasem coraz bardziej w znaczenie i choć stanowili grupę raczej zamkniętą, prześladowali polskość i Kościół i zamierzali dość wcześnie aresztować Prymasa Stefana Wyszyńskiego, tak jak zrobili z Prymasem Węgier Józefem Mindszentym już w roku 1948. Na początku lat 50. komuniści polscy zaczęli się im coraz wyraźniej opierać i przeciwstawiać. W rezultacie ukształtowały się dwie silne frakcje partyjne: natolińczycy i puławianie. Natolińczycy (Natolin to zespół pałacowo-parkowy w Warszawie) trzymali się wiernie marksizmu, ale przyjmowali coraz bardziej element narodowy i polski oraz na ogół nie byli tacy krwawi, poza przypadkami patologicznymi. Żydzi nazywali ich „chamami”, a potem „partyzantami”, ponieważ nawiązywali do tradycji Armii Ludowej. Puławianie natomiast (nazwa od ulicy Puławskiej w Warszawie) byli to dygnitarze przeważnie żydowscy, kosmopolici i z czasem rewizjoniści komunistyczni. Nazywano ich „Żydami”. Puławianie zaczęli zmieniać kurs polityczny po ujawnieniach Żyda Józefa Światły i po procesach co głośniejszych komunistycznych terrorystów i morderców żydowskich. Pojawiała się u nich refleksja, że stalinizm i jego komunizm prowadzi do zbrodni, i myśleli o pewnej liberalizacji tego systemu.
Na początku roku 1956 natolińczycy przystąpili do odwetu na puławianach; dyskretnie rozwijali propagandę antyżydowską, rozrzucali ulotki, organizowali robotników w wielkich zakładach warszawskich, przygotowywali dla nich broń i przekazywali im listy przeciwników, których należałoby aresztować. I tak tliła się już rewolta wewnątrzkomunistyczna, mimo że frakcja żydowska zdobywała poparcie Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pierwszy sekretarz Edward Ochab miał zbyt słabą osobowość, by sytuację uspokoić. Zwołał więc VIII Plenum KC i zaprosił na nie Władysława Gomułkę, niedawno więzionego za „odchylenie prawicowe” (np. był przeciwko kolektywizacji wsi). Gomułka mógł godzić obie frakcje, gdyż z jednej strony był prawowiernym i gorliwym komunistą, a z drugiej strony chciał odrobiny autonomii dla komunistycznej partii polskiej, no i potępiał terror żydowski w Polsce. Jednakże Nikita Chruszczow, pierwszy sekretarz KPZR, przeraził się, że Gomułka „rewizjonista” będzie pierwszym sekretarzem w Polsce. Bez uprzedzenia przyleciał z wielką delegacją sowiecką do Warszawy i na początku nie chciał w ogóle rozmawiać z Gomułką. Jednak po pewnym czasie się zgodził, gdy Gomułka zadeklarował pełną wierność socjalizmowi.
Tymczasem z Legnicy wyruszyły wojska sowieckie na Warszawę. Naprzeciwko nim gotował się gen. Wacław Komar z oddziałami KBW. Jakiś oddział sowiecki szedł też na Warszawę od północy. Naprzeciwko niego mieli wyjść robotnicy Żerania, którzy dostali broń. Ochab zażądał od Chruszczowa odwołania marszu wojsk sowieckich, grożąc, że wygłosi przez radio odezwę do Narodu. I podobno w czasie obrad co kilkanaście minut przychodził do Gomułki któryś generał w pełnym rynsztunku i szeptał mu coś na ucho i wychodził, co bardzo denerwowało Chruszczowa. Istotnie, Chruszczow odwołał wojska. I tak w czasie Października odegrało jakąś rolę i nasze wojsko, choć być może najwięcej zaważyła interwencja chińska u Chruszczowa, by nie doszło do wojny sowiecko-polskiej w ramach komunizmu.

Paryska Wiosna 1968 r.
Rok 1968 znaczył się w Europie wzbierającą falą komunizmu, socjalizmu, masonerii, syjonizmu, a zwłaszcza trockizmu. Trockizm to odmiana bolszewizmu, głosząca teorię permanentnej rewolucji i jej ekspansji na cały świat, antynarodowość i antypaństwowość, pewien pluralizm w partii komunistycznej i pewne elementy demokracji.
Różne międzynarodówki nasiliły tę falę w całej Europie, ale najbardziej udało się im to we Francji. Prezydent Charles de Gaulle wycofał Francję z wojskowych struktur NATO, wystąpił przeciwko planom tworzenia z Europy jednego superpaństwa, opowiadał się za „Europą ojczyzn” od Atlantyku po Ural i wsparł Kościół katolicki we Francji. Toteż fala lewacko-ateistyczna uderzała głównie w niego. Różni agitatorzy zaczęli od podburzania studentów, bo ci w polityce są najbardziej naiwni, ale zarazem aktywni. Zaczęli oni od masowych strajków i demonstracji, najpierw w Paryżu, a potem w wielu miastach Francji. Notabene rozumiemy, dlaczego dziś i u nas zaczyna się od podburzania studentów. Do studentów dołączyli liczni robotnicy i niektóre branże gospodarcze. Chodziło o obalenie V Republiki de Gaulle”a i rządów prawicy. Sytuacja stawała się krytyczna. Nawiasem mówiąc, atak na prezydenta de Gaulle”a jest analogiczny do dzisiejszego ataku PO, SLD i innych na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i całkiem podobna jest motywacja. Co robi de Gaulle? Otóż generał de Gaulle udaje się po pomoc do innego generała, choć to jest dla niego upokarzające. Przed wyborem na prezydenta de Gaulle opowiadał się w wojnie algierskiej za utrzymaniem Algierii przy Francji. Jednak po wyborze przyznał Algierii wolność, przez co naraził się bardzo głównodowodzącemu wojsk francuskich w Algierii, generałowi Massu. Potem Massu został szefem garnizonu wojsk francuskich stacjonujących w Niemczech. I oto de Gaulle udał się do niego z zapytaniem, czy w razie rewolty siłowej wesprze go. Generał Massu się zgodził. Wówczas de Gaulle wystąpił w mediach ze słynnym zdaniem: „Je me ne retirerai pas!” – „Nie ustąpię”. I wygrał. Nie trzeba było interwencji wojska. Podobnie powinien u nas postąpić Kaczyński, bo ataki na IV Rzeczpospolitą są nadzwyczaj wredne i mają podobne źródła jak wówczas we Francji.

Polski Marzec 1968 r.
Studenckie wrzenie francuskie przeniosło się i do Polski, ale u nas było skierowane bardziej przeciwko stalinizmowi. Zbiegło się też z ideami Praskiej Wiosny Aleksandra Dubczeka. Jednak w Polsce ferment liberalizujący trafił znowu na ów dwupodział: żydujących puławian i polonizujących natolińczyków. Stąd i Wiosna Polska wznowiła walkę między frakcjami partii. Gomułka trzymał obie frakcje w cuglach do początku roku 1968. Ale po wybuchu wojny izraelsko-arabskiej w 1967 r. Związek Sowiecki i Gomułka za nim zajęli stronę Arabów przeciwko Izraelowi. Sytuacja puławian została tym samym zagrożona. Do wybuchu doszło – nie wiadomo, czy nie prowokacyjnie – na tle patriotycznym i rewizjonistycznym. Władze mianowicie uznały, że w czasie przedstawień „Dziadów” Mickiewiczowskich w reżyserii Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym w Warszawie dochodzi na widowni do „ekscesów antyradzieckich” i zakazały dalszego wystawiania. Wówczas zaczęły się protesty studentów, najpierw w Warszawie, a następnie – podobnie jak we Francji – w innych wielkich uczelniach: Krakowie, Poznaniu, Lublinie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku, Toruniu, Katowicach. Z czasem dołączali literaci, robotnicy i ludzie kultury. Gomułka, uzyskawszy po pewnym czasie poparcie barona katowickiego, Edwarda Gierka, zaczął tłumić te protesty siłą i różnymi represjami, grając na uczuciach antysemickich, co potępił publicznie Prymas Wyszyński. Gomułka uznał, że są to wystąpienia z inspiracji żydowskiej puławian, podczas gdy matolińczycy nie odgrywali tu żadnej roli. Toteż i prześladowania zwróciły się głównie przeciwko Żydom lub Polakom żydowskiego pochodzenia, mimo że – jak mówił pisarz żydowski Julian Stryjkowski – żoną Gomułki była Żydówka, Zofia, i to ona rozdawała dowolnie wyższe stanowiska w wojsku Żydom. W rezultacie Polskę opuściło ok. 20 tys. Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia, w tym ok. 80 bardzo wysokich dygnitarzy partyjnych i państwowych. Ogół społeczeństwa polskiego nie rozumiał głębszych powodów Marca 1968.

Okrągły Stół 1989 r.
Edward Gierek próbował obie frakcje – „chamów” i „żydów” – pogodzić i dopuszczał więcej wolności i więcej elementu narodowego. Jednak przy Okrągłym Stole obie frakcje znowu się uwyraźniły, choć szły na kompromis. Obóz natoliński (W. Jaruzelski, Cz. Kiszczak i inni) chciał ocalić ducha marksizmu, ustępując z niektórych tylko dogmatów (czerwoni), natomiast obóz puławski – J. Kuroń, J.J. Lipski, A. Michnik, B. Geremek i inni – chciał głębokiej reformy komunizmu w duchu liberalnym (różowi). Ale oba obozy dążyły do zatrzymania władzy nad Polską i choć dyplomatycznie nawiązały do „Solidarności”, to jednak nie chciały dopuścić do powstania trzeciej siły, a mianowicie bardziej polskiej i narodowej, uważając, że będzie ona antykomunistyczna i antysemicka, czyli będzie rozliczała oba obozy z ich wielkich win. Dialog z trzecią siłą, która się wyłoniła po „Solidarności”, spontanicznie był manipulowany, a raczej pozorowany. Stało się to łatwe, bo społeczność o duchowej proweniencji polskiej nie zorganizowała się, nie miała doświadczenia i była rozbita. Ponadto bardzo wpływowy Lech Wałęsa po pewnych na początku sporach opowiedział się za frakcją puławską, czyli za różowymi („lewa noga”). Do dziś przywódcy „Solidarności” nawołują, głęboko błędnie, by „Solidarność” nie obejmowała żadnej władzy społecznej czy politycznej, lecz zamknęła się jedynie w sprawach związkowych. A Wałęsa wołał, że gdyby nawet ludzie „Solidarności” weszli do parlamentu, to władzę wykonawczą niech dadzą Unii Demokratycznej, czyli Unii Wolności, która kontynuowała wprost tradycje puławian, czyli tzw. Żydów. Toteż „neopuławianie” opanowali szybko najważniejsze stanowiska w rządzie i w państwie, a także na placówkach zagranicznych. Odradzająca się tradycja narodowa i katolicka była stale oszukiwana i manipulowana przez czerwonych i różowych, aż ostatecznie – wraz ze skołowaconym Kościołem – wyszła całkowicie z gry. Pewne próby ze strony PC, ZChN, AWS i innych były umiejętnie sprowadzane na manowce. A wojsko zostało ściśle poddane cywilnej władzy różowych.

„Nocna zmiana” 1992
Społeczeństwo polskie starało się jednaki spontanicznie wyrwać spod władzy komunistycznych układów i w grudniu 1991 r. uformował się rząd Jana Olszewskiego, przeciwny i czerwonym, i różowym, a dążący do osiągnięcia tożsamości i autentyczności polskiej. Kiedy okazało się, że ten rząd chce definitywnie zrzucić obrożę dziedzictwa sowieckiego, obie owe frakcje, natolińska i puławska, przeraziły się, a z nimi razem wszyscy ich satelici, zwłaszcza agenci. Premier Jan Olszewski wyczuł, że się ma na kryzys i zwrócił się z zapytaniem do wojska, kogo ono w razie czego poprze. Ale WSI, pomijając swego szefa Mariana Sobolewskiego, powiadomiło o tym potajemnie Wałęsę (za „Gazetą Wyborczą” 30.09 i 1.10.2006 r.). Wałęsa nie będąc pewny wojska, na wszelki wypadek zwołał przywódców opozycyjnych partii i w nocy parlament obalił Olszewskiego. W ten sposób WSI uratowały Wałęsę i zarazem obie frakcje postkomunistyczne: czerwoną i różową. I okazało się, że jakieś elementy WSI nie są za sprawą polską. Oczywiście, WSI nie mogą być utożsamiane z całym wojskiem.

Wybory 2005
W wyborach 2001 r. frakcja puławska została wreszcie rozpoznana przez społeczeństwo polskie, wbrew agitacji medialnej, i nie weszła do parlamentu. Wygrali znowu bardziej propolscy natolińczycy, choć i oni już szybko się skompromitowali. Niemniej jedni i drudzy nadal obsadzali i utrzymywali swoich ludzi na wszystkich ważniejszych stanowiskach we wszystkich dziedzinach, w kraju i za granicą, nie dopuszczając do żadnego znaczenia ludzi z trzeciego obozu, czyli zwykłych Polaków i katolików. Realizowali tajną umowę przy Okrągłym Stole. Przykładem może być fakt, że do niektórych służb wyraźnie nie dopuszczano aktywnych katolików, a tylko najwyżej katolewicę, która idzie na daleki kompromis z tamtymi frakcjami i ma charakter dosyć krytyczno-rewizjonistyczny w stosunku do prawowiernego Kościoła.
W roku 2005 jakimś ruchem wahadłowym na plan pierwszy w wyborach wyszedł obóz propolski, narodowy i katolicki, głównie dzięki medium toruńskiemu, bo inne media, pomijając opłacane reklamy, wściekle atakowały ten obóz, jakby były obcą i zewnętrzną wobec Polski siłą. Duże błędy popełniły partie prawicowe, które się rozdrobniły, czy z niewiedzy, czy z czyichś inspiracji. Na drugim miejscu po PiS uplasowała się Platforma Obywatelska, ale to chyba dlatego że zapowiadała ciągle koalicją z PiS. Było to jednak oszustwo z jej strony, bo w rozmowach koalicyjnych zażądała pierwszeństwa i zwierzchnictwa nad całą Polską. Okazało się, że PO to przebrana Unia Wolności, cała tradycja puławska i elementy liberalno-masońskie, niemające nic wspólnego z tradycją staropolską. Przed wyborami PO nie ogłosiła faktycznie swego programu, żeby nie odstraszać zwykłych Polaków patriotów i katolików, a tylko szermowała hasłem „wolności”, co jest ponętne dla ludzi młodych lub nierefleksyjnych.
Po wyborach 2005 r. zamiast dialogu PO zorganizowała szeroki front wściekłego, wprost bestialskiego ataku na prezydenta, na premiera, na rząd i na partie bardziej propolskie. Przy tym czyni wszystko, żeby tylko nie wszedł w grę Kościół. Grają tutaj swoistą interpretacją nauk Jana Pawła II. Atakowane były zajadle także LPR i Samoobrona, teraz Samoobrona z jakichś powodów się załamała. Wściekłość potomków frakcji puławskiej i natolińskiej jest tym większa, że przegrali mimo posiadania manipulujących mediów i przeinaczania sondaży. Toteż pienią się ciągle w niesłychany sposób na Radio Maryja i TV Trwam, że to medium toruńskie pomogło w wyborach partiom propolskim, a następnie pomogło i w zawiązaniu koalicji. Nic więc dziwnego, że licząc na głupotę katolików, dążyli do tego, żeby sama hierarchia zniszczyła to medium. Pomaga im w tym oczywiście katolewica, zresztą odgrywająca rolę podobną do TVN.

Rok 2006
Wobec utraty pierwszeństwa neopuławianie i neonatolińczycy jednoczą się i łączą z różnymi „kometami” partyjnymi – nie podają swojego merytorycznego programu i mają jeden cel: „zniszczyć Kaczyńskich”, czyli zniszczyć IV Rzeczpospolitą, odnowę Polski, upodmiotowienie zwyczajnych Polaków i katolików. I czynią to, nie pytając ludzi, choć jest ich razem tylko niewiele ponad 100 tys. wobec 38 mln Polaków. Wybranie kogoś na posła nie oznacza dania mu wszelkiej władzy i wolności nieliczenia się ze zmysłem całej Polski. Tymczasem dzieje się coś niewytłumaczalnego w „demokracji liberalnej”: idą ataki przez wszystkie media, przez jątrzącą propagandę, prowokacje, oszczerstwa, naginanie prawa, podburzanie studentów, uczniów, młodzieżówek partyjnych, niektórych nauczycieli, twórców kultury, zwalczanie dyscypliny i porządku, sprzeciwianie się lustracjom i kontrolom, parady mniejszościowe, no i przez zapowiedziane pochody buntownicze.
Chyba najbardziej palącym problemem są media. Kiedy TVN dokonała kilku karygodnych i nienaprawionych napaści na ojca Rydzyka i na Radio Maryja, to niektórzy, nawet władze, sprawę zlekceważyli: Ot, taka sobie sensacyjna draka z mnicha katolickiego. Ale ciągle widać, że to samo robi z rządem polskim i z samą Polską. Ustawicznie na wszystko nasze pluje. Czy Polska już nie ma żadnego honoru i godności, nawet takiej, jaką ma prosty chłop ze wsi? Telewizja TVN nie jest komercyjna, ona służy jakiejś opcji antypolskiej i powinna być albo radykalnie i natychmiast zmieniona, albo zamknięta. Polska nie może się stać dżunglą społeczną, polityczną i obyczajową. I skarga Jarosława Kaczyńskiego w Gdańsku, że rząd nie ma swego medium, to chyba jest żart. Premier Polski i państwo polskie ma przecież trzy kanały telewizji publicznej. Kto nam je zabrał i to na zawsze, czerwoni i różowi?
Jeśli idzie o zdobycie większości parlamentarnej, która byłaby zdolna wyciągnąć Polskę z bagna, to trzeba też zdecydowanych kroków. Niewątpliwie SLD powinno być już dawno zdelegalizowane. W ogóle prezydent powinien przejąć więcej władzy, na podobieństwo Piłsudskiego lub de Gaulle”a. Dyplomacją słowną niczego się nie osiągnie, bo chaos tylko się pogłębia i niebezpieczeństwo dla Polski rośnie. Wiele partii nie ma żadnego sumienia, jak magnaci polscy za czasów saskich i jak jarmark partyjny w początkach II Rzeczypospolitej.
I jeśli nie uda się skleić większości koalicyjnej, pierwszej po roku 1989 prawdziwie polskiej lub jeśli PO nie zechce współpracować w ważnych sprawach państwa i będzie dążyła do jego destabilizacji, to trzeba by pomyśleć, czy prezydent nie mógłby zawiesić parlamentu na jakieś trzy lata, żeby wygasić wielkie źródło chaosu i awantur. Nowe wybory mogą mieć sens dopiero po oczyszczeniu stajni Augiasza. Programy partii z jednej strony odrodzeniowych i propolskich, a z drugiej strony nadal komunistycznych, liberalnych i ateistycznych są tak przeciwstawne, że nie da się ich absolutnie pogodzić w całości, można by szukać zgody tylko w jakichś małych i nieważnych dziedzinach. Zachodzą tu różnice w samych koncepcjach człowieka, życia, państwa i świata. Nie rozwiąże się już problemów ani na słowa w mediach, ani na papiery lustracyjne, słowa bowiem są ciągle zafałszowane, a niekiedy i nielogiczne. A gdy chodzi o papiery, to nawet gdyby ich było jednoznacznych milion, np. co do WSI, to i tak przez stare formacje zostaną uznane za sfałszowane i pójdą do sądów, które będą je badały przez 50 lat.
Trzeba pomyśleć jeszcze o jednym. Gdyby Polsce groziła pełna destabilizacja, np. ze strony wielkich, inspirowanych przez niedowarzone głowy demonstracji, to nie można wykluczyć prośby wojska o obronę Polski. Nie możemy dopuścić do tego, co było w XVIII w., kiedy to magnaci rozszarpali taki piękny, wielki kraj na kawałki, potworzyli swoje neutralne zaścianki, nie przyjmowali władzy centralnej i tylko wyciągali ręce po pieniądze do Rosji, dziś czytaj: do Unii Europejskiej.

ks. prof. Czesław S. Bartnik
drukuj