W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej trwa XIV Forum Polonijne „Kochaj Ojczyznę jak swoją rodzinę”
Pod takim hasłem, które było mottem życiowym rotmistrza Witolda
Pileckiego, rozpoczęło się w piątek tegoroczne, XIV Forum Polonijne
zorganizowane przez WSKSiM oraz Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze im.
Eugeniusza Kwiatkowskiego. Potrwa ono do niedzieli. Nasi rodacy przyjechali do
Torunia z najdalszych zakątków świata – z Australii, Chile, Brazylii. Nie
zabrakło również Polaków ze Stanów Zjednoczonych i Kanady oraz oczywiście z
krajów europejskich, a zwłaszcza zza wschodniej granicy. Wiele osób nie dotarło
z powodu pyłu wulkanicznego, który na kilka dni sparaliżował ruch
lotniczy.
Nie bez powodu tematem XIV Forum Polonijnego stało się właśnie motto Witolda
Pileckiego. Przed gmachem uczelni przy ul. Świętego Józefa zostanie odsłonięte
popiersie rotmistrza. Ma ono przypominać młodym ludziom, jaką postawę powinni
prezentować w swoim życiu – niezłomną i patriotyczną. – Jak wiemy, II wojna
światowa miała wielu bohaterów, ale wśród nich w sposób szczególny wyróżnia się
postać rtm. Witolda Pileckiego – człowieka bezkompromisowego, odważnego, oficera
prezentującego najwyższe umiejętności wojskowe – mówi dr Mira Modelska-Creech z
Georgetown University w Waszyngtonie, fundatorka popiersia rotmistrza
Pileckiego. Autorem popiersia – rzeźby wykonanej z brązu – jest Stefan
Niedorezo, polski artysta mieszkający w Chicago, autor wielu pomników i prac w
Polsce oraz na świecie. Wykonał m.in. przepiękną figurę Matki Bożej w Lubaszowej
koło Tuchowa. Jest również autorem największej na świecie monstrancji, która
znajduje się w kościele św. Stanisława Kostki, najstarszej polskiej parafii w
Chicago.
Niedościgły wzór
Rotmistrz Pilecki dokonał czynu bez
precedensu. Dał się dobrowolnie pojmać Niemcom, aby zostać zesłanym do
niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Tam jako więzień założył Związek
Organizacji Wojskowych, czyli obozową konspirację, po czym uciekł z obozu i
sporządził o nim raport dla Armii Krajowej. Dalsza wytężona praca rotmistrza na
rzecz wolnej Ojczyzny skończyła się pojmaniem w 1947 roku przez UB, a rok
później po torturach skazaniem na śmierć. Pilecki został zamordowany strzałem w
tył głowy. – Czy dziś Polaków stać na tak bezkompromisowego ducha walki? Czasami
z żalem myślę, iż aktualny klimat panujący w Polsce i na świecie nie sprzyja
wychowaniu i tworzeniu się tak wielkich osobowości – dodaje dr
Modelska-Creech.
Przywoływanie pamięci
Drugim ważnym elementem XIV Forum
Polonijnego będzie przekazanie Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej
urny z ziemią z Mińska, z „marszu śmierci” Mińsk – Czerwień. – Dziś Polacy
wiedzą, co się stało w Katyniu, Charkowie, Miednoje czy na Kołymie i Syberii.
Mniejsza jest wiedza o potwornej zbrodni ludobójstwa dokonanego głównie na
polskiej młodzieży w Ponarach. Natomiast tylko niewielu wie, jak bardzo
dzisiejsza Ukraina czy Białoruś nasiąknięte są niewinną polską krwią, z jaką
determinacją Sowieci dokonali na naszych braciach i siostrach ludobójstwa –
przypomina kpt. ż.w. Zbigniew Sulatycki z Polskiego Stowarzyszenia
Morskiego-Gospodarczego, współorganizator Forum Polonijnego. – Nie wolno nam o
tym zapomnieć. Oczywiście, nie po to, by się mścić, ale by ponownie nie dać się
zniszczyć kolejnym satrapom. Jak mówił Jan Paweł II, „naród, który traci pamięć,
traci swoją tożsamość” – dodaje. Przekazanie WSKSiM urny z ziemią z Mińska to
kolejny krok w przybliżaniu młodemu pokoleniu prawdziwej historii martyrologii
Narodu Polskiego. – Gdy wojska niemieckie dotarły pod Mińsk, 24 czerwca 1941 r.,
podczas bombardowania miasta, pozostałych przy życiu więźniów – nie mniej niż
7,5 tys. osób – wyprowadzono z Centralnego Więzienia w dawnym zamku Sapiehów
oraz z więzienia wewnętrznego NKWD. Uformowano grupy 150-700-osobowe i przy
bardzo silnej obstawie „bojców”, z gotowymi do strzału pepeszami i karabinami z
bagnetami, pognano pieszo na wschód – przybliża te tragiczne wydarzenia Zbigniew
Sulatycki. W ten sposób rozpoczął się „marsz śmierci”, czyli przejście więźniów
z Mińska do Czerwieni, gdzie w lesie następowały masowe mordy dokonywane przez
NKWD.
Wstrząsające świadectwo
Pozostawił je jeden z ocalałych
więźniów. Zostało ono opublikowane w książce Joanny Stankiewicz-Januszczak
„Marsz śmierci”: „Po wyjściu z Mińska zatrzymano nas w lesie odległym od miasta
o 5 km na odpoczynek, gdzie zgromadzono wszystkich aresztowanych z więzień
mińskich. Liczba ogólna dochodziła do 20 tys. Ja z kilkoma swoimi najbliższymi
znalazłem się w grupie lewej. Grupa liczyła około 700 więźniów. Wyprowadzono nas
z więzienia pod silną eskortą (nocą) i pędzono w kierunku wschodnim. Po
przejściu 3-4 km piaszczystym gościńcem weszliśmy do lasu. Usłyszeliśmy strzały
z tyłu, okazało się, że kolejno zaczęto strzelać do ostatnich szeregów kolumny,
biorąc każdego za kołnierz i odrzucając zastrzelonego na bok. Przyspieszyliśmy
kroku, wtedy NKWD znajdujące się po obydwu stronach drogi otworzyło ogień do
nas. Upadliśmy. (…) Po chwili eskorta wydała rozkaz: 'Uciekać do lasu,
będziemy strzelać’. Leżałem na gościńcu przy Witoldzie Daszkiewiczu z Lidy,
trzymaliśmy się za ręce. Gdy chciał się poderwać po wydanym rozkazie,
przytrzymałem go. Większość poderwała się, wtedy 'opiekunowie’ nasi otworzyli z
broni maszynowej huraganowy ogień, prócz tego rzucali granaty. Huk strzałów
zagłuszał krzyki i jęki…”.
Te wydarzenia muszą na zawsze pozostać w pamięci
kolejnych pokoleń. Studentom WSKSiM będzie o nich przypominać urna z ziemią z
Mińska.
Katarzyna Cegielska
