W Wałbrzychu każdy mandat PO jest podejrzany
Z poseł Anną Zalewską, szefową okręgu wałbrzyskiego Prawa i
Sprawiedliwości, rozmawia Marek Zygmunt
Domaga się Pani referendum w sprawie odwołania prezydenta Wałbrzycha Piotra
Kruczkowskiego z PO. Dlaczego?
– Z wielu powodów. Ale przede wszystkim z powodu wstydu na całą Polskę
związanego z korupcją polityczną, wyborczą, z jaką mieliśmy do czynienia w
Wałbrzychu. Właśnie on jako szef regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej
jest za to najbardziej odpowiedzialny. Okazuje się także, że wiele złożonych
przez niego obietnic w czasie kampanii wyborczej jest nieprawdziwych, np.
kolejne spółki miejskie informują o swoich dużych kłopotach finansowych,
zwolnieniach licznej grupy pracowników etc. Referendum może się zgodnie z
przepisami odbyć najwcześniej dziesięć miesięcy po wyborach, a więc na przełomie
września i października br. Jestem przekonana, że znajdziemy sojuszników,
koalicjantów do jego przeprowadzenia.
Ale przecież przez ostatnie dwie kadencje współrządziliście Wałbrzychem. A
dwaj działacze PiS pełnili nawet funkcje wiceprezydentów!
– Trafnie Pan to określił, że "pełnili" funkcje wiceprezydentów. Oni nie mieli
zwyczajnie żadnego wpływu na decyzje prezydenta Kruczkowskiego. Wykonywali swoje
obowiązki, o czym po prostu nikt nie wiedział, bo ich szef ma zwyczaj
reklamowania wyłącznie swojej osoby. W połowie poprzedniej kadencji poważnie
zastanawialiśmy się, czy jest sens inwestowania na przyszłość w tego rodzaju
koalicję.
Teraz Wałbrzychem rządzi koalicja PO – SLD, dlatego pomysł referendum?
– Rozumiem, że właśnie ta grupa będzie teraz wspólnie odpowiadała za to, co
dzieje się w Wałbrzychu, za rozwój miasta, drogi, obwodnice, likwidację
bezrobocia. Tak zdecydowali i muszą ponieść tego konsekwencje.
Wskazują Państwo niezrealizowane obietnice Kruczkowskiego. Jakieś przykłady?
– Chociażby obwodnica miasta. Już wiemy, że przynajmniej w najbliższym czasie
jej nie będzie. Pan prezydent przegapił bowiem termin konsultacji społecznych w
tej sprawie, który upłynął 26 grudnia 2010 roku. Był bowiem zajęty wtedy innymi
kwestiami… Uważam, że bez obwodnicy rozwój Wałbrzycha będzie bardzo
utrudniony. Ważną sprawą są również rozliczenia inwestycji realizowanych przez
Wałbrzyski Związek Wodociągów i Kanalizacji oraz kwestia cen za ścieki i wodę,
bo są one rzeczywiście dosyć wysokie. Jest wreszcie w Wałbrzychu poważny problem
z mieszkaniami komunalnymi i socjalnymi oraz z rozpoczętymi inwestycjami. Nie
wiemy np., co będzie dalej z budową aqaparku, bo realizacja tego obiektu stoi w
miejscu.
Najpierw była afera hazardowa z udziałem Zbigniewa Chlebowskiego, potem
finansowanie kampanii wyborczej Jarosława Charłampowicza przez Roberta
Sobiesiaka, a ostatnio skandaliczne wręcz wypowiedzi i zachowanie senatora
Romana Ludwiczuka. Dla rzekomego uzdrowienia tej sytuacji władze dolnośląskiej
PO rozwiązały wałbrzyskie struktury tego ugrupowania. Funkcję komisarza, który
ma sprawować pieczę nad wałbrzyską PO powierzono Charłampowiczowi. Jak Pani
ocenia tego typu zabiegi?
– Działacze PO, w tym właśnie ostatnio szczególnie Jarosław Charłampowicz,
twierdzą, że wzniecanie wrzawy wokół korupcji wyborczej w Wałbrzychu jest
zupełnie niepotrzebne. Ich zdaniem, zbędne są również jakieś specjalne tryby
ukazujące brak zaufania do organów ścigania. Akcentują, że oni je mają i będą
cierpliwie czekać na rozstrzygnięcie sprawy. Liczą, że te sprawy będą jak
najszybciej wyjaśnione i dopiero wtedy – według nich – politycy będą mogli
zabrać się za porządkowanie sytuacji w Wałbrzychu…
Wrzawa, owszem, jest, ale wokół polityków Platformy Obywatelskiej. Bo właśnie
ten dyshonor dla Wałbrzycha jest spowodowany zachowaniem koleżanek i kolegów
Jarosława Charłampowicza. Moim zdaniem, nie można z jednej strony mówić, że
wszystko jest w porządku, czekamy na efekty postępowania prokuratorskiego,
sądowego, a z drugiej o tym, że rozwiązujemy swoje struktury. Jeśli to nie jest
ta kwestia, to być może rzeczywiście opinia publiczna powinna usłyszeć, czy coś
jeszcze zdarzyło się w wałbrzyskiej PO i dlatego trzeba było rozwiązać jej
struktury?
Sadzę, że wałbrzyska PO nie odbuduje się już w takim kształcie, w jakim jeszcze
do niedawna była w tym mieście obecna. Najlepszym przykładem na to, że nie
potrafią się zająć sobą, zreformowaniem swoich struktur, jest chociażby fakt, że
interesują się szczególnie ostatnio… moją osobą. Właśnie zwrócili się do
przewodniczącego komisji etyki o to, aby ukarać mnie za to, iż powiedziałam, że
każdy mandat PO jest podejrzany. A to był tylko mój komentarz do wypowiedzi
rzecznika PO, który stwierdził, że "wszyscy kupowali głosy, tylko oni dali się
złapać".
Afera korupcyjna z kupowaniem głosów wyborczych w Wałbrzychu zatacza coraz
szersze kręgi. Do tej pory postawiono zarzuty jedenastu osobom. Grozi im kara do
pięciu lat więzienia. Ale sygnały o możliwości handlowania głosami pojawiły się
jeszcze przed kampanią wyborczą.
– To prawda. Już kilka miesięcy przed wyborami na różnych spotkaniach,
konferencjach prasowych przestrzegaliśmy przed możliwością korupcji wyborczej w
Wałbrzychu. Również w wielu rozmowach, także kuluarowych, rozmawiałam na ten
temat z prezydentem Piotrem Kruczkowskim. W piątek, przed pierwszą turą wyborów,
przekazałam posiadane przez nas na ten temat informacje komendantowi policji.
Jak reagował na nie Piotr Kruczkowski?
– Myślę, że je bagatelizował, nie wierzył, że do tego może dojść. Z drugiej
jednak strony, po jego zachowaniu, poczynaniach widać było, że dalej chce być
prezydentem Wałbrzycha. Mówił często, że zrobi wszystko, aby nadal rządzić
Wałbrzychem…
Dziękuję za rozmowę.
