W tym samym kierunku

Czwarta niedziela wielkanocna tradycyjnie nazywana jest Niedzielą
Dobrego Pasterza. Kościół modli się o nowe powołania do stanu kapłańskiego,
przypomina o potrzebie modlitwy za tych wszystkich, którzy realizują przyjęty
charyzmat święceń.

Obawiam się, że wielu chrześcijan nie jest zbytnio zadowolonych, gdy
porównuje się ich do owiec, baranków, owczarni. Wychowani w mieście nie
rozumiemy bliskich metaforyce biblijnej symboli i obrazów tak mocno
zakorzenionych w kulturze agrarnej. Owczarnia, stado kojarzą się z bezwolnością,
naiwnością, zatraceniem indywidualności. Pasterz przywołuje na myśl nadzorcę,
który wymusza porządek, nie pozostawia szans na jakąkolwiek wolność, decyduje o
kierunku wędrówki. Wielu z nas analogiczny obraz Kościoła nosi w sercach:
nakazy, zakazy, poczucie uciemiężenia, zagniewany Bóg, surowo spoglądający z
góry na grzesznika, brak wolności i zazdrosne spojrzenia w stronę tych, którym
„wolno więcej”… Nic dziwnego, że przy byle okazji wyimaginowane jarzmo zostaje
zrzucone, a wtedy upragniona swoboda jawi się jako nieograniczony ocean.
Złudzenie szybko mija. Dopiero wtedy przychodzi prawdziwa niewola. Mało kto ma
jednak odwagę, by się do niej przyznać…
Jest ważny szczegół, o którym
koniecznie trzeba dziś pamiętać. W krajobrazie biblijnym, szkicowanym wiele razy
na kartach Pisma Świętego, pasterz idzie pierwszy. Za nim podążają owce. Idą nie
dlatego, że muszą, ale dlatego, że chcą. Instynkt każe im zaufać temu, który wie
więcej, prowadzi do źródła, zapewnia pokarm, ochronę. To nawet nie jest
koniunkturalizm, ale siła życia – wewnętrzne przekonanie, że pozostawione same
sobie zginą. Taka właśnie jest pierwsza i najważniejsza warstwa znaczeniowa
przypowieści o Dobrym Pasterzu.
Dlatego właśnie ten obraz jest tak bardzo
czytelny i pomimo upływu lat ani trochę się nie zdezaktualizował. Człowiek
instynktownie odkrywa w sobie pragnienie wspólnoty. To dlatego w minionych
dniach my – indywidualiści – wyszliśmy na ulice, udaliśmy się do naszych
świątyń, by wspólnie modlić się za zmarłych. Przecież w telewizji można było
zobaczyć więcej: lepsze ujęcia, relacje, komentarze… A jednak w tak trudnych
chwilach, kiedy opadły z twarzy maski, okazało się, jak bardzo potrzebujemy
przewodników, pokrzepienia, jedności. Staliśmy się prawdziwi. Polacy zaczęli
układać z kwiatów i zniczy krzyże – takie same, które jeszcze nie tak dawno
przeszkadzały politykom, licealistom, rzecznikom postępu. Ludzie czuli się
obrażeni, kiedy w relacjach przedstawiano ich jako „tłum”. Przyszli przecież
sami, z własnej woli, z poczuciem wewnętrznego pragnienia, by razem szukać
nadziei! Spojrzeli w tym samym kierunku…
Może czasem warto, by zamiast
szukać uzasadnienia własnego losu daleko poza sobą, zatrzymać się, spojrzeć w
głąb siebie, wsłuchać w wewnętrzny głos. To jeszcze nie gwarantuje odnalezienia
Boga – wszak religijność to ogólna cecha natury ludzkiej – ale będzie to już
pierwszy krok. Jezus nigdy nie mówi: Musisz. Zawsze jest to łagodne zaproszenie:
Jeśli chcesz. Dajmy się poprowadzić Dobremu Pasterzowi. Nie dlatego że tak
trzeba, że tradycja, przyzwyczajenie, nawyk, ale dlatego że tak podpowiada
instynkt życia…

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj