W służbie Bogu i Ojczyźnie

Homilia wygłoszona przez ks. prof. Czesława S. Bartnika na pogrzebie
mecenasa Tadeusza Szymańskiego, Lublin, 16 listopada 2010 r.

Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie. Bo jeśli żyjemy, żyjemy
dla Pana. Jeżeli umieramy, umieramy dla Pana. Czy więc żyjemy, czy umieramy,
należymy do Pana (Rz 1, 7-8).

Należymy do Chrystusa – Boga-Człowieka. Tak, człowiek nie jest ani sam z siebie,
ani tylko dla siebie, lecz zarówno na poziomie fizyczno-biologicznym, jak i w
wymiarze duchowo-osobowym istnieje dzięki innym i żyje dla drugich. To
odniesienie do innych jest podniesione na poziom nadprzyrodzony w osobie Jezusa
Chrystusa, który jest komunią Bóstwa i człowieczeństwa, centrum i sensem –
świata i człowieka, zespoleniem czasu z wiecznością. "Słowo bowiem Boże – uczy
Sobór – przez które wszystko się stało, samo stało się ciałem, i mieszkając na
ziemi człowieczej, weszło w historię świata jako człowiek doskonały – wzięło ją
w siebie i w sobie ją streściło" ("Gaudium et spes", nr 38).
Świętej pamięci Tadeusz Szymański traktował innych ludzi jak dar Boży dla niego,
bo dobry człowiek jest najwyższym darem Bożym na ziemi. I żył dla innych: dla
Boga, dla Kościoła i Ojczyzny. W tym ziemskim życiu żył dla innych. Choć każdy
człowiek jest w istocie taki sam, to jednak jawi się na sposób sobie tylko
właściwy i niepowtarzalny – bowiem Duch Święty przypisał każdemu osobną rolę w
tym niepowtarzalnym dramacie stworzenia. "Bo każdemu z nas – mówi Pismo –
została dana łaska według miary daru Chrystusowego" (Ef 4, 7, wyd. Towarzystwa
Świętego Pawła). A zatem, o ile młody człowiek często zachowuje się tak, jakby
sam siebie stworzył, i chce być tylko zdobywcą i konsumentem świata i ludzi, to
kiedy przyjdzie popołudnie życia, zaczyna coraz bardziej czuć się dłużnikiem
ludzi i świata. Dostrzega, że to Bóg obdarował go światem i ludźmi i – jeśli
jest szlachetny – staje się dawcą dla świata.
Myślę, że śp. Tadeusz odegrał swoją rolę i wypełnił swoją misję od Boskiego
Reżysera świata głównie w trzech obszarach – bycia dzieckiem Bożym i synem
Kościoła; służby Bogu i Ojczyźnie oraz w obszarze służby prawu.

Człowiek zawierzenia

Świętej pamięci Tadeusz miał niezwykłe poczucie obowiązku służby Kościołowi, co
odziedziczył po swoich rodzicach – Edmundzie i Antoninie z Pogonowskich, którzy
pochodzili z Kresów. Łączyli oni swoją religijność z bardzo żywym patriotyzmem,
co jest tak bardzo charakterystyczne dla Polaków na Wschodzie. Jak ważne jest
osobowe źródło życia, dziś tak obłędnie często rozbijane…
Świętej pamięci Tadeusz urodził się 24 października 1926 roku. Młode lata życia
spędził w Lublinie. Tutaj po maturze podjął studia na Katolickim Uniwersytecie
Lubelskim w obszarze ekonomii, prawa i nauk społecznych. Na KUL pogłębił swoją
religijność, a Kościół stał się dla niego ważnym fundamentem życia duchowego i
pracy zawodowej. Był zawsze wierny Bogu i Kościołowi.
Wyrażało się to m.in. w konsolidacji środowiska prawników katolickich i
powołania ich stowarzyszenia. Rozumiał potrzebę przeciwstawiania się
marksistowskiej, i później liberalnej, koncepcji prawa, które zrywa z prawdą,
dobrem obiektywnym, Dekalogiem.
Współpracował z Episkopatem Polski, z Ojcem Świętym Janem Pawłem II i różnymi
instytucjami katolickimi. Był także członkiem Zespołu Wspierania Radia Maryja.
Miał wyczulony zmysł prawdy i obiektywizmu. W uznaniu jego prawości został
kawalerem Zakonu Grobu Bożego w Jerozolimie.
Drugą wielką misją śp. Tadeusza, zresztą ściśle związaną z pierwszą, była miłość
i praca dla Ojczyzny. Jako młodzieniec wstąpił do Armii Krajowej, był w oddziale
partyzanckim "Pająk", posługiwał się wówczas pseudonimem "Burza", otrzymał
stopień porucznika. Był członkiem honorowym Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość"
i Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Za szczególne zasługi dla Narodu
i państwa polskiego został odznaczony orderem Polonia Mater Nostra Est. Za
działalność intelektualną i patriotyczną otrzymał też inne odznaczenia – Order
Świętego Stanisława w randze admirała, Krzyż "Solidarności Walczącej" "Semper
Fidelis", Medal Golgoty Wschodu, Krzyż za Wolność i Niepodległość z Mieczami.
Był prawnikiem społecznikiem, udzielającym m.in. pomocy prawnej ubogim
mieszkańcom Lublina. Był obrońcą w procesach o unieważnienie wyroków na byłych
żołnierzy AK i w procesach członków "Solidarności".
Wypełnił swe powołanie na sposób chrześcijański w oddanej i ofiarnej służbie
ludziom, społeczeństwu i Ojczyźnie.
Świętej pamięci Tadeusz Szymański obrał za narzędzie służby drugiemu człowiekowi
i spełnienia własnej osoby jedną z najwyższych i najszlachetniejszych dziedzin,
a mianowicie służbę prawu. A także służbę poprzez prawo, które jest kategorią
prawdy, dobra i sensu działań, jakąś artykulacją woli Bożej. Był autorem
licznych prac z zakresu prawa i historii prawa. Założył Stowarzyszenie Polskich
Prawników Katolickich i był prezesem jego zarządu głównego. Organizował zjazdy,
pielgrzymki i konferencje naukowe. Z jego inicjatywy w maju 1997 r. odbył się w
Krakowie III Europejski Kongres Prawników Katolickich. Na Międzynarodowym
Zjeździe Prawników Katolickich w Rzymie w listopadzie 2000 r. wygłosił słynny
apel do prawników świata o ścisłe związanie prawa i prakseologii prawnej z
moralnością, szczególnie w kontekście ofensywy cywilizacji śmierci.
Dobrze poznał wielką obłudę prakseologii prawa nie tylko marksistowskiego, ale i
liberalnego, kiedy przez 7 lat, właściwie bez sukcesu, reprezentował ks. prałata
dr. Zdzisława Peszkowskiego, który wystąpił przeciwko "Trybunie". Gazeta w 1997
r. zamieściła obelgi pod adresem Jana Pawła II, nazywając go "ignorantem i
głupim wikarym z Niegowici". Sądy polskie zaczynały od odrzucania pozwu, jako że
"pokrzywdzonym może być w procesie karnym jedynie ten, kogo przestępstwo dotyka
bezpośrednio". Z takiej interpretacji wynika, że jeśli osoba poszkodowana umrze,
to nikt już przestępcy nie może zaskarżyć, musiałaby ta osoba zmartwychwstać.
Oczywiście takie i podobne praktyki stosuje się często tylko przeciwko katolikom
i patriotom, a nie przeciwko innym środowiskom.
Nie da się omówić, ująć w słowa ludzkiego życia. Będzie to możliwe dopiero w
innym życiu, w Bogu. Przede wszystkim człowiek nie jest tylko tym, co czyni,
sprawia i osiąga, ale tym, kim jest. Świętej pamięci Tadeusz Szymański był
wybitną osobowością. Dlatego modląc się za niego, oddajemy mu jednocześnie
wielkie uznanie, szacunek i podziękę za to, że był. Dał mu Bóg piękne i owocne
życie. Była to osobowość bogata duchowo, prawa, światła, zdecydowana,
bezkompromisowa, mocnego charakteru. I dał mu Bóg wspaniałą rodzinę – żonę
Marię, córki Ewę i Annę oraz czworo wnucząt. W ostatnich latach żył coraz
większą pasją wpływania na los Polski i Narodu. Żył marzeniami o
sprawiedliwości, pełnej wolności i szlachetności społeczeństwa polskiego. Do
końca tak bardzo chciał jeszcze wiele rzeczy zdziałać, wiele publikować. Ale
trzeba pamiętać, że stary już człowiek jest dla młodych raczej osobą odchodzącą,
jakby takim poetycznym obłokiem, malowanym przez aniołów, ale już odpływającym w
inny świat.
Na zakończenie trzeba powiedzieć o zmarłym słowami Apostoła, że w dobrych
zawodach wystąpił, stoczył piękną walkę, bieg ukończył, wiarę ustrzegł, teraz
czeka na niego wieniec sprawiedliwości, który wręczy mu Pan (por. 2 Tm 4, 7-8).
Jednakże nie jest człowiekowi odjęta cała dramaturgia śmierci, o czym mówi także
Pismo Święte:
"Zatrząsł się dom tego świata,
człowiek zdąża
do swego wiecznego domu,
ale lęk przed tym,
co nadchodzi jako nieznane,
i cisną się łzy do oczu,
i przerywa się srebrny sznur,
i stłucze się czara złota,
i dzban się rozbije u źródła,
i w studnię kołowrót złamany
wpadnie.
I wróci się proch do ziemi, jak nią był,
a duch powróci do Boga, który go dał"

(por. Koh 12, 5-7).
A duch powróci do Boga, który go dał. Amen.

drukuj