W roku wyborczym ekipa Tuska nie zrównoważy deficytu
Z prof. Andrzejem Kaźmierczakiem z Katedry Bankowości Szkoły Głównej
Handlowej w Warszawie, członkiem Rady Polityki Pieniężnej, rozmawia Paweł Tunia
Z danych ministerstwa pracy wynika, że stopa bezrobocia wynosiła w grudniu
12,3 proc. i w porównaniu do listopada wzrosła o 0,6 pkt procentowego. Czy w
rozpoczynającym się właśnie roku 2011 należy spodziewać się pogorszenia sytuacji
na rynku pracy?
– Sytuacja jest niepokojąca, bo przy wzroście gospodarczym zbliżonym do 4
proc. bezrobocie powinno jednak spadać. Tymczasem rośnie i pytanie jest takie,
czy mamy się spodziewać jego dalszego wzrostu, czy może jednak spadku w świetle
dobrych danych w zakresie aktywności gospodarczej kraju. Otóż wydaje mi się, że
mamy obecnie do czynienie z niepokojącym zjawiskiem nasilenia się inflacji, co
będzie wymagało zaostrzenia polityki pieniężnej. A to będzie wpływało hamująco
na aktywność gospodarczą, na wzrost PKB, a jednocześnie będzie sprzyjało
wzrostowi bezrobocia. Obserwujemy także niepokojącą sytuację w sferze
przedsiębiorstw, które nie inwestują. Przyrost inwestycji sektora
przedsiębiorstw jest bardzo mały. W związku z tym trudno się spodziewać wzrostu
zatrudnienia. Jeśli inflacja przyspieszyła bardzo wyraźnie, to należy spodziewać
się także żądań ze strony świata pracy, żądań płacowych, wyrównania spadku siły
nabywczej pieniądza. To z kolei oznacza nasilenie niepokojów strajkowych w
gospodarce.
Rośnie PKB. To oznacza, że możemy spodziewać się większych przychodów
budżetowych?
– Powinniśmy spodziewać się większych przychodów budżetowych, pod warunkiem
że państwo będzie efektywne w zbieraniu podatków, a zwłaszcza podatku
dochodowego od przedsiębiorstw, co nie występuje. Natomiast wpływy z podatków
pośrednich (VAT, akcyza) oczywiście wzrosną dlatego, że jeśli rośnie PKB, a w
ślad za tym sprzedaż detaliczna, to rosną wpływy z podatków od sprzedaży.
Dlatego na pewno wzrosną wpływy z podatków pośrednich, natomiast trudno to
oszacować w przypadku podatków bezpośrednich, czyli liczonych od rzeczywistego
dochodu.
W roku wyborczym, kiedy będą się ważyły losy koalicji, rząd będzie skłonny
do większych wydatków budżetowych?
– Sytuacja ta z pewnością spowoduje zahamowanie oszczędności w wydatkach
budżetowych. Rząd nie będzie skłonny do większych oszczędności. Dlatego ten rok,
jeśli chodzi o politykę równoważenia budżetu, będzie stracony. Deficyt i
zadłużenie sektora publicznego będą narastały. Ale co jest najgorsze, to
astronomiczny przyrost zadłużenia zagranicznego Skarbu Państwa. To jest w ogóle
skandaliczna sprawa, ponieważ zadłużenie to wynosi już około 89 mld euro, co w
przeliczeniu na dolary daje ok. 110 mld dolarów, i rośnie ono w tempie
kilkunastu procent rocznie. Dlatego jest ono olbrzymim ciężarem dla
społeczeństwa, które powinno być poinformowane o polityce zadłużania obywateli
za granicą i spychania spłaty długów na przyszłe pokolenia. Dług rzędu 89 mld
euro jest już bardzo groźny dla stabilności państwa.
Skąd wzięło się to wysokie zadłużenie?
– Rząd emituje obligacje skarbowe na zagranicznych rynkach w walutach obcych.
Obecnie nie zaciąga się kredytów za granicą, ponieważ technika ich zaciągania
jest inna, jest to emisja obligacji skarbowych na eurorynku i sprzedawanie
obligacji skarbowych na rynkach japońskich, europejskich czy amerykańskich
zagranicznym inwestorom. I stąd powstaje zadłużenie, które jest takim samym
zadłużeniem, jak zaciąganie bezpośredniego kredytu. Nawet w jakimś sensie jest
bardziej groźne, dlatego że – pamiętajmy – obligacja jako aktyw płynny może być
w każdym momencie sprzedana na rynku wtórnym i wywołać panikę na rynku. Więc to
zadłużenie jest niebezpieczne, a chodzi o zadłużenie samego państwa, ja nie
mówię o całym zadłużeniu zagranicznym Polski, bo do zadłużenia zagranicznego
państwa, a więc sektora publicznego, należałoby dodać zadłużenie sektora
prywatnego. Ogólne zadłużenie zagraniczne Polski w walutach obcych wynosi już
ponad 208 mld euro. Ale zakładając, że sektor prywatny sam musi sobie radzić z
własnym zadłużeniem i od strony czysto formalnej państwa nie musi interesować
zadłużenie zagraniczne sektora prywatnego, o tyle zadłużenie za granicą sektora
publicznego, wynoszące 110 mld dolarów, dotyczy już nas wszystkich.
Dług zagraniczny rośnie, państwo się zadłuża, a rząd nie ma środków na
inwestycje: drogi, koleje, infrastrukturę ciepłowniczą itp.
– Ratują nas fundusze unijne. Dlatego że inwestycje sektora prywatnego są w
stagnacji, jedyne, co podwyższa inwestycje w całej gospodarce, to są inwestycje
sektora publicznego, tzw. strukturalne, finansowane ze środków unijnych, gdyby
ich nie było, to mielibyśmy zastój rozwojowy w Polsce.
A środki z długu zagranicznego na co są przekazywane?
– Na łatanie dziury budżetowej. Rząd zaniechał bardziej zdecydowanych
działań, które są bolesne i pewnie odzwierciedliłyby się na wynikach głosowań w
wyborach czy sondażach. Dlatego zadłuża się państwo, bo najprościej jest
prowadzić taką politykę, by pokrywać wydatki, zadłużając państwo. Każdy to
potrafi. Tylko że jest to kompletny brak odpowiedzialności za państwo i
spychanie obowiązku spłaty tych długów na następne rządy i pokolenia.
Dziękuję za rozmowę.
