VI Światowe Spotkanie Rodzin w Meksyku: Świadectwo rodziny Toffano – Włochy
Świadectwo rodziny Toffano – Włochy
Włoska rodzina przebywająca na misjach w Holandii od ponad 20 lat, wraz z pięciorgiem dzieci. Przed wyjazdem do Holandii Giuseppe pracował w centrum formacji zawodowej, natomiast Anna była pielęgniarką.
Anna
Obydwoje mieliśmy dobrą pracę, wspaniały dom, trójkę dzieci i wielu przyjaciół. Byliśmy podziwiani i kochani przez wszystkich, ale pomiędzy nami rodziły się często gwałtowne starcia, zwłaszcza kiedy mówiło się o pieniądzach, seksie lub o naszych rodzinach i wychowaniu dzieci. Przynajmniej dwa razy byłam na granicy opuszczenia domu. Jednak, pomimo naszych ograniczeń, przez drogę wiary, Bóg przygotował nas do specjalnego powołania: zostawienia Włoch, naszych zabezpieczeń i naszych krewnych, by udać się na misję do Holandii.
Przez pierwsze dziewięć lat mieszkaliśmy w Almere, 200-tysięcznym mieście sypialni, wybudowanym bez zasad wiary, a stąd bez kościołów. Było niczym sucha pustynia, na której Pan czekał na nas, aby mówić do naszego serca. Byliśmy przekonani, że mieliśmy misję nawracania Holendrów, ale Bóg pracował, aby nawrócić nas samych.
Bepi
Prób nie brakowało, zwłaszcza dla mojej żony, która, z powodu dwóch ciąż pozamacicznych, zobaczyła, że jej życie jest zagrożone. W pewnej chwili, pragnienie zostawienia misji zamieniło się w pewność. Jednak Bóg nie chciał, abyśmy wrócili dając nam niespodziewanie dwoje holenderskich dzieci w adopcję: Roos i Jasmin. Nawet z punktu życia materialnego On zawsze pomagał dając mi pracę, aby móc utrzymać moją rodzinę. Podczas ostatnich 13 lat pracowałem jako malarz. Potem przenieśliśmy się do innego miasta i Tam byliśmy 10 lat. W tym czasie pracowaliśmy przygotowjąc do małżeństwa narzeczonych, którzy już żyli razem oraz w przygotowaniu dorosłych do chrztu. Teraz wróciliśmy do Almere i było wielką niespodzianką stwierdzenie wierności Boga. Podczas 9 lat doznaliśmy jedynie niepowodzeń i odrzuceń. Dzięki nim mogliśmy się zwrócić do pogan, do braci oddalonych. W każdy piątek poświęcamy się ewangelizacji, zapraszając na kolację lub na kawę, osoby oddalone od Kościoła, sąsiadów, kolegów z pracy i uniwersytetu. Jest wielką mądrością żyć teraźniejszość, którą Bóg nam daje, pozostając na codziennym krzyżu, który tyle razy jest niezrozumiały, aby Duch Święty mógł w nas działać. Na tych spotkaniach, w których nasze dzieci uczestniczą w sposób aktywny i odważny, opowiadamy doświadczenie o tym jaka była nasza rodzina zanim spotkaliśmy Chrystusa i że Bóg miłuje nas każdego dnia.
Stefano (syn 24 l.)
Jesteśmy przekonani, że powołanie nie jest tylko dla rodziców, ale dla całej rodziny. Na początku czułem się nieswojo będąc w tej samej wspólnocie, co moi rodzice, czułem się kontrolowany, a to sprawiało, że zamykałem się w sobie. Jednak Łaska wyjaśniła mi jaka jest rola, którą powinieniem realizować jako syn, a jednocześnie brat w wierze. Teraz wraz z rodzicami i moimi braćmi mamy relację w prawdzie i wzajemnym przebaczeniu.
Raz w tygodniu mamy okazję, aby celebrować Eucharystię w małej wspólnocie jako uprzywilejowany moment komunii, kiedy wiele niezrozumień, osądów i napięć zostaje zniszczonych przez moc zmartwychstania Chrystusa. Niedzielna modlitwa jutrzni, wzajemnie słuchanie i wymiana naszych doświadczeń sprawiają, że czujemi się wolni i pomaga nam wytrzymać presje świata oraz iść pod prąd także w w kwestii czystości.
Giuditta (córka zamężna 23 l.)
Maryjo, nasza Matko, Ty wiesz jak Europa potrzebuje pilnej i nowej ewangelizacji. W społeczeństwie, w którym dobrobyt wydaje się, że zajął miejsce Boga, spraw, aby ewangeliczne przesłanie i świadectwo stylu życia oszczędnego i hojnego rodzin chrześcijańskich dały światło poszukiwaniu prawdy i sensu życia dzisiejszego człowieka. Spraw, aby światowy kryzys ekonomiczny nie zamienił się w przyczynę rodzinnego rozłamu i nie zubożył jeszcze bardziej rodzin, które już mają trudności. Na koniec, łączymy się w modlitwie z Ojcem Świętym, aby w Ziemi Świętej ustała przemoc, a na całym świecie zakrólował pokój.
