Upominał się o Polskę wierną Ewangelii

Z o. dr. Gabrielem Bartoszewskim OFMCap., promotorem sprawiedliwości
w procesie beatyfikacyjnym Czcigodnego Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki,
rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Spotkał się Ojciec z ks. Jerzym w lipcu 1984 r. w domu Zgromadzenia
Sióstr Służebniczek Najświętszej Marii Panny w Krynicy Zdroju na trzy miesiące
przed jego męczeńską śmiercią. W tym czasie Sługa Boży był prześladowany przez
SB, często wzywany na milicję. W jaki sposób podchodził do tej trudnej dla niego
sytuacji?

– To spotkanie w szczególny sposób utkwiło mi w pamięci.
Zapamiętałem jego sylwetkę, postawę, słowa. Siedzieliśmy w pokoju w czterech
kapłanów, ks. Jerzy naprzeciwko mnie, z nogą założoną na nogę, w swobodny sposób
relacjonował swoje ostatnie doświadczenia z kilku wezwań do Służby
Bezpieczeństwa i prokuratury na przesłuchania. Choć twierdził, że traktowano go
względnie dobrze – może dlatego, że zawsze udawał się na nie z adwokatem – to
jednak przesłuchania te były dla niego bardzo uciążliwe. Wcześniej ks. Jerzy
został postawiony w stan oskarżenia, miano mu wytoczyć proces, lecz w 1984 r.
objęła go ogólna amnestia. Opowiadał o swojej pracy w hucie wśród robotników, o
sympatii, jaką darzony był w tym środowisku, co było dla mnie bardzo miłym
zaskoczeniem. Rozmowa zeszła na ewentualne wysłanie go na studia do Rzymu.
Nawiązując do pracy duszpasterskiej wśród robotników, powiedział: „Jak mnie
władza kościelna wyśle, to pojadę. Sam nie będę o to prosił”. W toku dalszej
rozmowy wyrzekł wtedy znamienne słowa: „Ja się poświęciłem i ja się nie cofnę”.
Wypowiedział je bardzo stanowczo. Między nami po tych słowach zapadło w pokoju
dłuższe milczenie. Zarówno na mnie, jak i z pewnością na moich kolegach wywarły
one duże wrażenie. Oznaczały bowiem jego determinację i duszpasterskie
poświęcenie w tej konkretnej, bardzo skomplikowanej i niebezpiecznej dla niego
sytuacji. Można było wnioskować, że słowa te są jakąś syntezą jego
dotychczasowej pracy duszpasterskiej, którą chce za wszelką cenę kontynuować.
Przy innych okazjach mówił też: „Będę wśród swoich robotników, dopóki tylko będę
mógł”, „Ja jestem przekonany, że to, co robię, jest słuszne. I dlatego jestem
gotowy na wszystko”.

To znaczy, że mógł mieć już wtedy świadomość, że Pan Bóg przygotowuje
go do męczeństwa?

– Patrząc od strony nadprzyrodzonej, a zawsze
jesteśmy do tego zobowiązani, niewątpliwie w pracy duszpasterskiej towarzyszyła
mu szczególna łaska Boża. Słowa, które wówczas wypowiedział, były również owocem
tej łaski i przygotowaniem do śmierci męczeńskiej. Kilka lat temu ks. prof.
Marek Starowieyski powiedział mi, że idąc do parafii św. Stanisława Kostki, ks.
Jerzy otrzymał nowe powołanie, nowy kapłański charyzmat. Opinię tę w pełni
podzielam. Dotąd przeciętny, niewyróżniający się czymś szczególnym kapłan,
dzięki Bożej łasce otrzymał nowe światło, zapał i energię, ducha męstwa
wynikające z pogłębionej wiary. Te wartości duchowe decydowały, że szedł do
wszystkich możliwych środowisk, by głosić Chrystusa i Jego Ewangelię. Wobec
władz komunistycznych potrafił zachować swoją godność jako kapłan kochający Boga
i człowieka, zwłaszcza prześladowanego. Stąd tego, co robił, nie można traktować
jedynie jako sprawy czysto ludzkiej, ale jako nadprzyrodzoną misję. W tym
momencie nie można zapominać o teologicznej zasadzie, która mówi, że łaska
buduje na naturze; łaska naturę przekształca, uszlachetnia. Ksiądz Jerzy
otrzymał od Stwórcy bogate przymioty naturalne. Jego twarz budziła sympatię. Był
człowiekiem prostym, życzliwym, uśmiechniętym, otwartym, zawsze chętnym w
niesieniu pomocy bliźniemu, co jest bardzo ważne w kontaktach społecznych i tym
bardziej w pracy duszpasterskiej. To wypływało z jego natury ludzkiej
wspomaganej łaską. W tej postawie ks. Jerzego dostrzegam wyjątkowe powołanie do
spełnienia szczególnej misji. W niedługim czasie od naszej rozmowy okazało się,
że było to powołanie do męczeństwa.

Jaka była waga sprawowanych przez ks. Jerzego Mszy św. za
Ojczyznę?

– Msze św. za Ojczyznę zapoczątkowane przez ks. prałata
Teofila Boguckiego, sprawowane później przez ks. Jerzego, niewątpliwie były
czymś wyjątkowym. Do kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu
przychodziły tłumy wiernych, którzy gromadzili się na modlitwę w bardzo trudnej
sytuacji społeczno-politycznej, w jakiej znajdowała się Polska. Był to bowiem
czas stanu wojennego, licznych prześladowań ludzi wierzących manifestujących
swoje poglądy, ludzi upominających się o wolność, czas zabójstw, internowań.
Msze św. za Ojczyznę scalały ludzi i koiły wewnętrznie. Odegrały wielką rolę w
życiu religijnym i społecznym ówczesnej Polski. Były też elementem torującym
drogę do wolności.

Czego nauczał ks. Jerzy w swoich homiliach?
– W ciągu 12
lat posługi kapłańskiej ks. Jerzy wygłosił wiele kazań, jednak największy
rozgłos zyskały te głoszone podczas Mszy św. za Ojczyznę. Jego nauczanie miało
bardziej charakter moralny, ale posiadało uzasadnienie teologiczne. Bóg –
człowiek – Ojczyzna to dla ks. Jerzego Popiełuszki najwyższe wartości i
przedmiot miłości kapłańskiej. Obowiązek miłowania Ojczyzny wynika z IV
przykazania. Kapłan dał tego dowód swoim nauczaniem i przykładem życia,
poświęcając się służbie prześladowanym. Według niego, autentyczny patriotyzm
Polaka katolika to miłość Boga i Ojczyzny. Obie miłości ściśle się łączą.
Świadomie uczestniczył w budowie ewangelicznej Polski. W swoim homiliach pouczał
o odnowie religijno-moralnej Narodu. Uświadamiając słuchaczom ich wady i
grzechy, jednocześnie podawał środki zaradcze, by byli wolni od nienawiści i
żądzy odwetu, pamiętali o Chrystusowym przykazaniu miłości: zło dobrem
zwyciężaj. Nauczanie ks. Jerzego miało też wymiar maryjny. Matka Boża „poprzez
wieki historii naszego narodu (…) była nierozdzielnie z nim związana (…)
była Tą, która umacniała w narodzie polskim nadzieję (…) dla narodu była Matką
podtrzymującą swe dzieci w wierze i nadziei”. Upominał się o główne zasady i
prawdy moralne, tj. sprawiedliwość, miłość, pokój, przebaczenie, wolność… Jako
kapłan reprezentował wartości chrześcijańskie, tzn. wartości trwałe.

Czy z perspektywy lat możemy dziś powiedzieć, że grób ks. Jerzego
stał się szczególnym miejscem pielgrzymowania Polaków?

– O ile nie
dziwi fakt, że w pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki uczestniczyło przeszło pół
miliona wiernych, to nieustające pielgrzymki do grobu Sługi Bożego trwające od
dnia pogrzebu są szczególnym fenomenem, i to na skalę światową. Istotną sprawą
jest fakt, że grób ks. Jerzego znalazł się przy kościele św. Stanisława Kostki.
Ksiądz kanclerz Grzegorz Kalwarczyk i inne osoby bardzo zabiegały u Prymasa ks.
kard. Józefa Glempa o to, żeby wyraził zgodę na pochowanie ks. Jerzego w tym
miejscu. Okazało się to opatrznościowe, bo gdyby został pochowany na Powązkach,
nie wiadomo, czy na drugi dzień jego ciała by nie wykradziono. To jest
przypuszczenie, ale taka sytuacja była bardzo realna.

Czy to nie znak, że już za życia ludzie widzieli w ks. Jerzym
człowieka świętego?
– Z pewnością. Potwierdzają to przykłady innych
świętych. Za życia św. o. Pio wielu ludzi przybywało do San Giovanni Rotondo i
po jego śmierci nieustannie odbywają się pielgrzymki do jego grobu. Ta sama
sytuacja dotyczy osoby Czcigodnego Sługi Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II.
Ludzie przychodzili do niego za życia na liczne audiencje, po śmierci zaś nie
przestają nawiedzać jego grobu. To świadczy o kulcie, a więc wewnętrznym
przekonaniu, że ten prosty kapucyn czy Papież byli ludźmi świętymi. W przypadku
ks. Jerzego ludzie wierzący również przekonani są, że to jest męczennik –
człowiek święty, i to ich nieustannie przyciąga do jego grobu. Miejsce to
zostało więc w szczególny sposób uświęcone modlitwą wiernych, jest wyjątkowym
znakiem. Dlatego też po beatyfikacji grób nie zostanie przeniesiony, lecz
pozostanie na dotychczasowym miejscu jako wyjątkowe miejsce modlitwy i wiary w
pośrednictwo ks. Jerzego.

Był Ojciec promotorem sprawiedliwości w procesie beatyfikacyjnym ks.
Jerzego Popiełuszki. Czy wówczas pojawiły się jakieś nowe, nieznane informacje
dotyczące Sługi Bożego?

– Zasadniczo na temat procesu się nie mówi,
bo obowiązuje tajemnica. Powiem tylko, że przebiegał normalnie, tak jak każdy
proces beatyfikacyjny, zgodnie z przepisami prawa kościelnego, prawa
kanonizacyjnego. Odbywały się przesłuchania świadków, gromadzone były dokumenty.
Za zgodą władz państwowych poszukiwaliśmy dokumentów dotyczących ks. Jerzego w
Urzędzie Ochrony Państwa, gdyż Instytutu Pamięci Narodowej jeszcze nie było.
Zostały później opublikowane w tomie o ks. Jerzym wydanym przez IPN. Tutaj
żadnych rewelacji nie było, a że w prasie ukazywały się artykuły różnej treści,
to tylko należy nad tym ubolewać. Nie wszystkim bowiem proces się podobał…

Stale napływają świadectwa łask i uzdrowień za przyczyną ks.
Jerzego…
– Rzeczywiście, jest ich bardzo wiele, i to z całego
świata, skrzętnie zbieranych w archiwum ks. Jerzego. Oto przykłady: Janina z
Katowic w liście z 4.03.2005 r. pisze: „Od 30 lat choruję na przewlekłe
zapalenie stawów, leczono mnie w wielu szpitalach bez widocznej poprawy, stałam
się niezdolna do samodzielnego funkcjonowania. 9 listopada 2004 r. znalazłam się
ponownie w szpitalu. Pod wpływem impulsu postanowiłam zamówić u kapelana
szpitalnego Mszę św. w intencji rychłej beatyfikacji Księdza Jerzego. O zdrowie
nawet nie śmiałam prosić. (…) Po powrocie z kaplicy chora z sąsiedniego łóżka
powiedziała mi po czasie: „Pani już nie krzyczy”. Ze zdumieniem spostrzegłam, że
wrócił słuch. (…) Chodzę samodzielnie. Składam ręce do modlitwy (palce
proste)”. Edyta, lat 26, w liście z 18.10.2003 r. pisze, że uległa wypadkowi.
Doznała złamania otwartego kości promieniowej i łokciowej oraz złamania
kręgosłupa. Chirurg orzekł stan nieuleczalny, zalecił jedynie środki
przeciwbólowe. „W dniu imienin ks. Jerzego poprosiłam Go o wstawiennictwo u
Boga, o uwolnienie od dokuczliwego bólu. Z tym dniem (23.04.2004 r.) skończyły
się moje cierpienia, które bardzo utrudniały mi wykonywanie codziennych
obowiązków”. W dokumentacji o męczeństwie ks. Jerzego Popiełuszki („Positio
super martyrio…”) zanotowanych jest ponad 230 uzdrowień i łask otrzymanych za
jego wstawiennictwem.

Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki dokonuje się w Roku Kapłańskim,
w obecnych niełatwych uwarunkowaniach społecznych. Czy nie jest to – według Ojca
– jakimś szczególnym znakiem dla nas?

– Beatyfikacja ks. Jerzego
była oczekiwana od wielu lat. Zaraz po jego pogrzebie do Księdza Prymasa zaczęły
napływać listy postulacyjne, czyli zawierające prośbę o rozpoczęcie procesu
beatyfikacyjnego ks. Jerzego. Wysyłały je środowiska lekarskie, m.in. ze
szpitala przy ul. Inflanckiej w Warszawie, gdzie ks. Jerzy był kapelanem,
studenci z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i inni. To też jest znak wiary
ludu Bożego. Znak, że ta ofiara przewidziana przez Boga została przyjęta, że ks.
Jerzy wciąż żyje jako pośrednik między Bogiem a ludźmi. Jego beatyfikacja na
zakończenie Roku Kapłańskiego będzie bardzo wymownym znakiem dla nas, kapłanów.
Otrzymamy nowego patrona, który będzie się wstawiał za swoimi konfratrami w ich
również dziś niełatwej pracy duszpasterskiej.

Jakie znaczenie ma wyniesienie na ołtarze męczennika
komunizmu?
– Trzeba tutaj wziąć pod uwagę kondycję moralną
społeczeństwa postkomunistycznego, która wpływa bardzo ujemnie na kształtowanie
porządku moralnego w Polsce. Stwarza też podłoże do bezkrytycznego przyjmowania
negatywnych prądów liberalnych płynących z Zachodu. Dzięki Opatrzności Bożej po
25 latach proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki się zakończył, Kościół
potwierdził jego męczeństwo. Osoba i nauczanie tego kapłana mogą stać się
fundamentem dalszej pracy nad odnową moralną i odzyskaniem wolności ducha i ładu
społecznego w naszej Ojczyźnie. Jego beatyfikacja może okazać się lekarstwem
danym Polakom przez Opatrzność, o ile ludzie w duchu wiary zechcą je przyjąć,
zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Niewątpliwie ta beatyfikacja, jak ufam, taką rolę
spełni. Zechciejmy ją z radością i nadzieją przyjąć oraz z zaangażowaniem
przeżyć.

Czyim patronem będzie ks. Jerzy Popiełuszko?
– Ksiądz
arcybiskup Kazimierz Nycz powiedział, że może być patronem laikatu. Oczywiście,
że tak. Nie można tego negować. Sądzę jednak, że nowy błogosławiony, a później
oby i święty, ks. Jerzy Popiełuszko powinien być patronem – w szerszym zakresie
– wszystkich, którzy tego zapragną. Bo przecież on nie był tylko dla
„Solidarności”, aczkolwiek w homiliach upominał się o jej działaczy, zwłaszcza
skrzywdzonych; pracował jednak również wśród studentów, pracowników służby
zdrowia… Był otwarty na wszystkich, którzy do niego przychodzili. Drzwi się u
niego nie zamykały! Każdy więc może go obrać za swojego patrona.

W jaki sposób Ojciec doznaje promieniowania świętości ks.
Jerzego?
– Dla mnie obcowanie z męczennikiem czy innym świętym jest
czymś zupełnie naturalnym. Ze względu na wieloletnią pracę nad procesem
beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, który zaczął się w 1997 r., zarówno na
jego etapie diecezjalnym, jak i już w Rzymie w Stolicy Apostolskiej, łączy mnie
z nim bliska więź duchowa. Teraz również współpracuję w przygotowaniu
beatyfikacji. Swoją pracą staram się przybliżyć wiernym piękną i zachwycającą
sylwetkę ks. Jerzego. Jego beatyfikacja będzie dla mnie osobistą wielką radością
i satysfakcją, za którą dziękuję dobremu Bogu. Odczuwam więc jego obecność.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj