Unijna kontrola nas ubezwłasnowolni
Z Jarosławem Górskim, doktorantem na Wydziale Nauk Ekonomicznych UW, ekspertem z dziedziny gospodarki Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Ambroziak
Projekt rozporządzenia Rady UE przewiduje kompleksową kontrolę nad rynkiem energetycznym. Podziela Pan argument rządu, iż zniweluje to monopolistyczne działania w tym sektorze…
– W pewnym sensie rzeczywiście tak jest. Branża energetyczna jest podręcznikowym przykładem zjawiska zwanego ekonomią skali. Oznacza to, że niski koszt produkcji energii uzyskuje się dzięki możliwości zwiększenia skali tej produkcji. Im więcej megawatów energii się wytworzy, tym mniejszy jest koszt jednostkowy produkcji, a w efekcie także dostarczenia i konsumpcji energii. Co oznacza, że bardziej opłaca się budować i inwestować w zakłady energetyczne o relatywnie większej mocy niż mniejszej. Powstaje pytanie, dlaczego akurat Komisja Europejska stawia na mniejsze zakłady energetyczne. Prawdopodobnie dlatego, że uznała za istotniejszy argument, iż wprowadzenie ich do obrotu spowoduje wzrost ich liczby. Będzie ich musiało być więcej, by zaspokoić potrzeby energetyczne, co zmniejsza ryzyko monopolizacji tego rynku. W tym sensie może to być argumentem za ochroną konkurencji. Jednak pamiętajmy, że państwa zachodnie niechętnie udzielają jakichkolwiek informacji o swoich inwestycjach – i w tym sensie projekt Rady UE stawia nas w bardzo niekorzystnej pozycji w stosunku do nich. Za bardzo nas wobec nich odsłania.
Wprowadzenie takich, a nie innych progów dla instalacji energetycznych na przykład dla źródeł energii odnawialnej poszerza zakres firm, które będzie można skontrolować…
– Sam fakt pojawienia się aż tak szczegółowej regulacji w sektorze energetycznym rodzi pytanie, czy nie jest intencją KE to, by po prostu zwiększyć kontrolę nad tą branżą. O ile istnieje potrzeba pewnych regulacji ponadnarodowych w zakresie kierunku rozwoju energetyki, o tyle kontrola procesu inwestycyjnego zakładów energetycznych powinna być pozostawiona w gestii władz narodowych.
Rząd chce dysponować narzędziem w postaci sankcji prawnych wobec przedsiębiorstw, które nie złożą raportu do Ministerstwa Gospodarki o wszelkich inwestycjach…
– Tego nie rozumiem. Najwidoczniej nasze władze uznały, że trzeba wprowadzić konkretne instrumenty nadzoru, bo Rada UE takiej kompetencji nie ma.
Dziękuję za rozmowę.
