Tylko jeden z pięciu

Do tej pory Rosjanie zrealizowali, i to częściowo, zaledwie jeden z
pięciu wniosków o pomoc prawną sformułowanych przez polskich śledczych.
Dlatego też Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie wykluczyła
żadnej z hipotez dotyczących przyczyn katastrofy prezydenckiego Tu-154M.

Brak
materiałów z rosyjskiego śledztwa prowadzonego w związku z katastrofą
prezydenckiego Tu-154M z 10 kwietnia br. de facto skazuje polskich
śledczych na działania w obrębie materiałów, które można zdobyć w kraju.
W ocenie mecenasa Rafała Rogalskiego, pełnomocnika kilku rodzin ofiar
katastrofy, w tym zakresie śledztwo prokuratury wojskowej jest
rzeczywiście wielowątkowe i dynamiczne. Śledczy nie dysponują jednak
kluczowymi rosyjskimi materiałami, które dotykałyby istoty sprawy, czyli
przyczyn katastrofy. Rosjanie nie spieszą się też z przekazywaniem
swojej dokumentacji.
Do tej pory Polska otrzymała zaledwie sześć
tomów akt zawierających m.in. dokumentację z oględzin przedmiotów
znalezionych na miejscu katastrofy, protokoły z identyfikacji ciał czy z
zeznań niektórych świadków. Pośród przesłanych 1300 kart nie ma jednak
tych najważniejszych dokumentów, jak protokoły z oględzin z miejsca
zdarzenia, ekspertyzy wraku samolotu, dokumentacja biologiczna czy
przesłuchania kluczowych dla wyjaśnienia sprawy rosyjskich świadków.
Oficjalnie prokuratura jest powściągliwa, choć jej przedstawiciele
przyznają, że z pięciu wysłanych wniosków o pomoc prawną, Rosjanie
zrealizowani dotąd niespełna jeden.
– Otrzymane od prokuratury
rosyjskiej materiały procesowe spełniają wszelkie normy dotyczące
realizacji wniosków o pomoc prawną i stanowią w tej chwili materiał
dowodowy śledztwa prowadzonego przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w
Warszawie – podkreślił płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej
Prokuratury Wojskowej. Fakty jednak mówią same za siebie: na przekazanie
materiałów dowodowych czekaliśmy 2,5 miesiąca, wśród nich nie ma tych
najistotniejszych dokumentów. A przecież to jedyna droga do pozyskania
niezbędnych do śledztwa materiałów. – Czynności wykonane przez
prokuratorów rosyjskich, będące realizacją polskiego wniosku o pomoc
prawną, są jedyną dopuszczalną w międzynarodowym obrocie prawnym formą
uzyskania dowodów z zeznań obywateli rosyjskich przebywających na
terenie Federacji Rosyjskiej. Zawsze jednak, jeśli polski prokurator tak
stwierdzi, istnieje możliwość przeprowadzenia ponownie konkretnej
czynności procesowej (oczywiście w ramach wniosku o pomoc prawną), także
przy udziale polskiego prokuratora – tłumaczył płk Rzepa. Rzecznik
potwierdził, że do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynął
już wniosek mec. Rafała Rogalskiego dotyczący m.in. wraku samolotu
Tu-154M. – W tej chwili wniosek ten jest analizowany przez prokuratorów
prowadzących śledztwo – podkreślił. Prokuratura jest też w posiadaniu
nagrań z samolotu Jak-40. Pułkownik Rzepa zaznaczył również, że z uwagi
na charakter śledztwa „polska prokuratura nie wyklucza skierowania do
prokuratury rosyjskiej kolejnych wniosków o pomoc prawną”. Rzecznik nie
poinformował nas, kiedy takie wnioski będą formułowane i czego będą
dotyczyć.

Tłumaczka z podstawówki

Wątpliwości budzi
sposób, w jaki przyjęto, że strony polska i rosyjska będą współpracować
w oparciu o konwencję chicagowską. Ze słów płk. Edmunda Klicha, który
przepytywany był w maju przed sejmową Komisją Infrastruktury, można
wręcz wnioskować, że to Rosjanie narzucili obecną formę współpracy, a
strona polska bez uwag przystała na nią. Przerażający jest też fakt, że
ustalenia ze stroną rosyjską miały być czynione przy pomocy tłumaczki
ściągniętej ze Smoleńska – jak mówił Klich – uczennicy „szkoły średniej
czy podstawówki”. W efekcie zdecydowano się na konwencję, której
zastosowanie w przypadku katastrofy samolotu wojskowego budzi
wątpliwości i pytania o to, czy nie należało uzupełnić jej zapisów. W
ten sposób śledztwo zostało uzależnione wyłącznie od Rosji. – Nie mam
wątpliwości, że to mogło i powinno wyglądać inaczej. Prokuratura obraca
się w ramach prawnych, jakie zostały narzucone decyzją pana premiera
Donalda Tuska o przyjęciu tzw. konwencji chicagowskiej, i w związku z
tym powierzeniu w ręce rosyjskie całego materiału dowodowego. To
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) i komisja techniczna przezeń
wyłoniona jest gospodarzem i faktycznym właścicielem całego materiału
dowodowego. Dopiero później, w zależności od decyzji MAK, ta
dokumentacja jest przekazywana prokuraturze rosyjskiej. Dopiero ta
rozstrzyga, który z materiałów i w jakim zakresie przekaże prokuraturze
polskiej – ocenił Antoni Macierewicz, poseł PiS.
W tej sytuacji
polscy śledczy są w dużym stopniu – przynajmniej jeśli chodzi o rosyjską
część postępowania – „bezradni i skazani na działanie w ramach
narzuconych przez premiera”. – Tak być nie musiało. Można było oprzeć
się przynajmniej na porozumieniu z 1993 roku, tak jak było to zresztą
czynione przez pierwsze 3 dni, kiedy równolegle działały dwie komisje:
polska i rosyjska, które ze sobą współpracowały i wymieniały między sobą
dokumentację. Takie rozwiązanie sprawiłoby, że polska stałaby się
gospodarzem przynajmniej części tego materiału – dodał poseł.
Rzeczywistość okazała się inna, a podjęte decyzje szły po myśli żądań
wysuwanych przez Rosjan, by działać według konwencji. Wspominał o tym
Edmund Klich, który przyznał, że naczelny prokurator wojskowy Krzysztof
Parulski wybór takiej ścieżki określił jako działanie na szkodę
interesów Polski. – Uważam, że było to trafne określenie, i to legło u
źródeł tego, co po dziś dzień się dzieje: opóźnień, niemożności
otrzymania materiałów – ocenił Macierewicz.
Przykładem bezradności
jest m.in. wyprawa archeologów, która miała być dowodem na to, że strona
rosyjska jest otwarta we wszystkich sprawach, które Polska uważa za
istotne, że możemy podejmować działania gwarantujące zabezpieczenie
dowodów. – Mija już drugi miesiąc i wiadomo w tej sprawie tylko tyle, że
archeologowie przed wrześniem nigdzie nie pojadą. Ponadto w
międzyczasie w wypadku samochodowym zginął szef tych archeologów –
podkreślił Macierewicz.
Kolejną sprawą jest los czarnych skrzynek.
Gwarantowano nam, że to, co zostanie odegrane z pozostających w rękach
rosyjskich oryginałów, będzie wiarygodne. – Potem okazało się, że
zabrakło istotnej części nagrania, a być może ten materiał, który nam
przekazano, został sfałszowany, trzeba było go jeszcze raz nagrywać, a i
tak nie wiemy ostatecznie, co nagrano – uważa Macierewicz. W wyniku
podjętych decyzji strona polska została właściwie pozbawiona dwóch
kluczowych materiałów dowodowych: z oględzin miejsca zdarzenia i zapisów
czarnych skrzynek. – W obu tych kwestiach doprowadzono do sytuacji, że
polska prokuratura nie ma jasności, czy to, czym dysponuje, ma znamiona
jakiejkolwiek wiarygodności. To jest odpowiedzialność premiera Tuska –
dodał poseł.
Macierewicz uważa za działanie jak najbardziej pożądane
reasumpcję śledztwa. – Oczekiwałbym, że strona polska wystąpi o
przekazanie części lub całości postępowania, zgodnie z konwencją
chicagowską. To ciągle jest możliwe i konieczne, zważywszy na
niepokojące głosy, np. dotyczące zagrożenia zniszczeniem, przetopieniem
wraku. Trzeba przejąć wrak, czarne skrzynki i zbadać teren katastrofy.
Oczekiwałbym też, że polscy śledczy sporządzą raport podsumowujący
dotychczasowe działania i w oparciu o taki dokument wyznaczone zostaną
kierunki dalszych działań – dodał poseł.

Marcin Austyn

drukuj