Tusk przenosi się na Wiejską
Po trzech latach rządów premierowi Donaldowi Tuskowi zaczyna brakować
argumentów, by przekonać do reelekcji swojej ekipy. Przewodniczący Platformy
ponownie wrócił do straszenia Prawem i Sprawiedliwością. Natomiast swoich
partyjnych kolegów ostrzegał podczas sobotniej konwencji krajowej Platformy
Obywatelskiej, że wysokie poparcie dla PO nie jest dane raz na zawsze.
Podczas konwencji krajowej Platformy Obywatelskiej działacze PO zdecydowali w
sobotę m.in. o poszerzeniu składu zarządu krajowego partii do 25 osób i wyborze
członków rady krajowej. Na początku października nowa rada krajowa wybierze
członków zarządu Platformy. Pierwszym zastępcą Donalda Tuska zostać ma Grzegorz
Schetyna. Obecny marszałek Sejmu faktycznie jednak będzie miał mniejsze
kompetencje do kontroli tego, co się dzieje wewnątrz partii, gdy – zgodnie z
wolą Tuska – przestanie być sekretarzem generalnym PO.
Uczestników sobotniej konwencji przywitał odtworzony "z taśmy" prezydent
Bronisław Komorowski. Deklarował on, że "znaczną część swojego serca zostawia w
Platformie i w PO lokuje znaczną część swoich politycznych nadziei na
przyszłość".
Szczególnie w ostatnich tygodniach byliśmy świadkami bardzo odważnej – jak na
trzymaną twardą ręką Donalda Tuska Platformę – wręcz otwartej walki o wpływy w
partii. Konwencja krajowa PO miała przekonać m.in., że między Donaldem Tuskiem a
Grzegorzem Schetyną panuje zgoda i jedność. A przewodniczący Platformy premier
Tusk swoje wystąpienie poświęcił przede wszystkim zdyscyplinowaniu działaczy PO,
którzy ośmielili się ostatnio wyrażać nie po myśli szefa Platformy
Obywatelskiej, i postraszeniu, że jeżeli będą występować przeciwko kierownictwu,
to do władzy powróci Prawo i Sprawiedliwość i zabierze kolegom z PO wszystkie
zabawki.
Z jednej strony Donald Tusk przekonywał, że PO bez hipokryzji potrafi dyskutować
o własnych błędach, ale jednocześnie, iż wyborców nie powinno się zajmować
sporami wewnątrzpartyjnymi oraz że "warto najpierw pomyśleć, a potem udzielić
wywiadu". Donald Tusk pił zapewne do wywiadu udzielonego przez Andrzeja
Halickiego dziennikowi "Polska", z którego wynikało, iż w Platformie są "źli
ludzie", premier otacza się "lizusami", a w PO czasem pojawia się polityka,
której "największym problemem jest, jak zrzucić sąsiada z ławki". Halicki wyznał
też, że nie lubi grać z Donaldem Tuskiem w piłkę, bo premier zawsze "musi"
strzelać bramki. Andrzej Halicki uznawany jest za człowieka Grzegorza Schetyny.
Donald Tusk w sobotę upomniał również Janusza Palikota, któremu chyba trudno
zdecydować się, czy zostać w Platformie, czy też założyć własne ugrupowanie. –
Powiem mu otwarcie: chłopie, nie stój w przeciągu. Chcielibyśmy zamknąć drzwi,
bo trochę wieje. Albo wte, albo wewte – mówił premier podczas konferencji
prasowej.
Zwracając się do działaczy Platformy, przestrzegał ich przed myśleniem, że
wszystko im wolno, i przed przekonaniem, iż wysokie poparcie dla PO jest dane
raz na zawsze. – Jeśli ktokolwiek na tej sali w sukcesie Platformy, zaufaniu,
jakim obdarzają nas Polacy, szuka sposobu na realizację wyłącznie własnych
ambicji albo własnego interesu, pomylił salę. Musimy dzisiaj chronić sami siebie
przed groźbą zawrotu głowy – mówił Tusk.
Premierowi zdaje się jednak brakować argumentów, by móc przekonywać do reelekcji
swojej ekipy. Szef Platformy musi też czuć na swoich plecach coraz wyraźniejszy
oddech politycznej konkurencji. Powrócił bowiem do retoryki straszenia Prawem i
Sprawiedliwością. A "strach przed PiS", a nie faktyczne dokonania rządzącej
ekipy PO, ma być chyba głównym argumentem za ponownym wybraniem Platformy.
Premier przekonywał, że jeśli PO nie będzie ponownie wybrana, to nastanie
katastrofa. Skrót "PiS" rozszyfrował natomiast jako "pesymizm i strach". Donald
Tusk przyznał, iż nie lekceważy Jarosława Kaczyńskiego i PiS, a jednocześnie ma
wrażenie, iż niektórzy w Platformie takie lekceważenie wobec rywala wyrażają. –
Tak długo, jak pesymizm i strach będzie obecny wokół nas, tak długo politycy,
którzy z pesymizmu i strachu chcą zrobić główną treść swojego działania, będą
groźni dla Polski i dla Polaków. Musicie o tym pamiętać. Chrońcie siebie,
chrońcie Platformę, bo w ten sposób chronicie Polskę przed groźbą recydywy tej
ponurej polityki – stwierdził Tusk. Szef rządu ogłosił, że chciałby pozostać
premierem przez jeszcze kolejne kadencje, a Platforma chce wygrać kolejne
wybory, aby nie wystawiać kraju na ryzyko rządów Jarosława Kaczyńskiego czy też
radykalnej lewicy.
Donald Tusk potwierdził, iż do końca tego roku PO przeprowadzi prawdziwą
ofensywę legislacyjną w Sejmie, na którą składać się będzie przyjęcie
kilkudziesięciu ustaw. Jednocześnie też prowadzone będą prace nad ustawą
budżetową. Premier najwyraźniej jednak nie do końca ufa marszałkowi Sejmu
Grzegorzowi Schetynie, który mógłby dopilnować parlamentarnych prac nad
rządowymi ustawami. Odważny wywiad Halickiego musiał dać Tuskowi wyraźny sygnał,
iż ludzie Schetyny czują się w Sejmie zbyt pewnie i swobodnie. Szef rządu
ogłosił, że już od następnego posiedzenia Sejmu przeniesie swoje miejsce
urzędowania z kancelarii premiera właśnie na Wiejską, gdzie miałby urzędować do
końca roku.
Artur Kowalski
