Tusk drży przed Trybunałem
Platforma Obywatelska zapowiadała w ubiegłym tygodniu złożenie wniosku o
pociągnięcie do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego
i Zbigniewa Ziobry. Zaledwie po kilku dniach słyszymy, że wniosek jest
niedopracowany, że trzeba nad nim dłużej się pomęczyć, i to nie tylko dwa
tygodnie, jak zapowiadał początkowo szef klubu PO Rafał Grupiński. Teraz się
okazuje, że Grupiński nieco się z wnioskiem pospieszył. Do tego stopnia, że w
Platformie można usłyszeć, iż ten pomysł był autorskim przedsięwzięciem
Grupińskiego i jego współpracowników (słychać nawet o aktywnym udziale w tym
przedsięwzięciu Grzegorza Schetyny).
Schetynowcy w swoim radykalizmie nieco przeszarżowali, chcieli odzyskać
polityczną inicjatywę, a zostali sprowadzeni do parteru przez premiera Donalda
Tuska. Szef Platformy nie chce stawiać Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem
Stanu nie dlatego, że nagle Tuska owładnęła polityczna łagodność. Co to, to nie,
premier z chęcią by obu swoich politycznych adwersarzy odesłał na polityczną
emeryturę, najchętniej z wyrokiem Trybunału. Ale wie, że nie ma do tego
amunicji, bo cztery lata intensywnych poszukiwań haków na byłego premiera i
ministra sprawiedliwości i dowodów ich rzekomych win nic nie dały.
Donald Tusk za to ma świadomość, że on i Platforma mogliby więcej stracić na
rozpętaniu "politycznych igrzysk" pod hasłem "Trybunał Stanu". Premier brałby
bowiem pełną odpowiedzialność za losy wniosku, a potem za finał ewentualnego
postępowania przed Trybunałem. A jest więcej niż pewne, że TS nie znalazłby
podstaw do skazania liderów Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski, a
sprawa zakończyłaby się fiaskiem kompromitującym premiera Tuska.
Gdyby doszło nawet do procesu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry przed
Trybunałem Stanu, mógłby się on toczyć akurat w trakcie kampanii wyborczej do
Parlamentu Europejskiego w 2014 r., a być może rozciągnąłby się nawet na wybory
parlamentarne i prezydenckie w 2015 roku. Bo takie sprawy z reguły trwają bardzo
długo. A na danie Ziobrze i Kaczyńskiemu darmowej trybuny wyborczej Tusk nie
może sobie pozwolić. Tak samo jak na to, żeby ludzie w obu oskarżanych
politykach zobaczyli "ofiary Tuska i PO", co zawsze daje dodatkowe poparcie w
wyborach.
Donald Tusk obawia się ponadto uruchomienia precedensu w postaci stawiania
przed Trybunałem Stanu byłych rządzących przez ich następców. Bo przecież za
kilka lat komuś może przyjść do głowy rozliczenie obecnej ekipy, choćby za
doprowadzenie do gigantycznego wzrostu długu publicznego. Lepiej więc nie kusić
losu…
Krzysztof Losz
