Tu dzieją się rzeczy ważne

Z Janem Pospieszalskim, publicystą, redaktorem prowadzącym program
"Warto rozmawiać" w TVP 1, rozmawia Bogusław Rąpała

Był Pan wczoraj przed Pałacem Prezydenckim. W jakim celu?
– Tu w każdej chwili mogło się coś wydarzyć. Byłem z ekipą, mieliśmy
kamery. Jestem przekonany, że powinienem to rejestrować, bo dzieją się
rzeczy ważne. Powinienem to dokumentować, tak jak razem z Ewą Stankiewicz
dokumentowaliśmy wydarzenia sprzed Pałacu Prezydenckiego po 10 kwietnia. Pani
Stankiewicz jest tutaj od kilku dni, była również całą noc z tymi ludźmi.
Była w grupie piętnastu czy dwudziestu osób, które zdecydowały się trwać,
czuwać przy krzyżu. Tak postępują rasowi dokumentaliści, tak postępują
dziennikarze, którzy chcą rzetelnie przekazywać i rozpoznawać świat wokół
nas.

Jak Pan ocenia przekaz medialny dotyczący wydarzeń przed Pałacem?
– Byłem na Białorusi, gdzie prowadziłem letnią szkołę muzyczną dla Polaków,
wróciłem dopiero w nocy, po tygodniu, i nie wiem, jaki był przekaz medialny.
Jestem od paru godzin tutaj, na miejscu, w związku z tym dalej nie wiem, co się
dzieje w mediach, mam za to możliwość obserwowania wszystkiego tu, na
miejscu.

Dostrzega Pan jakieś próby manipulowania tymi wydarzeniami?
– W tej chwili na przykład pojawiła się informacja, że obrońcy krzyża
mieli dwa kije bejsbolowe, to zostało jednak zdementowane przez szefa straży
miejskiej. Niektórzy dziennikarze próbowali natychmiast dorobić do tego jakąś
czarną legendę, na szczęście im się to nie udało.

Co się działo w chwili, gdy próbowano rozpocząć uroczystość
przeniesienia krzyża?

– To bardzo przykre, że część harcerzy i duchownych została wmanewrowana w
ewidentną awanturę polityczną. Ale z drugiej strony ich postawa, kiedy usłyszeli
twardą odmowę, apel i prośbę o pozostawienie krzyża ze strony tej grupy
najbardziej wytrwałych obrońców, która całą noc trwała przy krzyżu i
trwa nadal, to zachowali się godnie i odstąpili od tego zamiaru. Księża
wycofali się, złożyli stuły, odwrócili się i poszli. Przykro tylko, że w
tę awanturę zostały wplątane dzieciaki, niepełnoletnie druhny i druhowie,
którzy tutaj przyszli. Wszyscy oni stali ze spuszczonymi ze wstydu głowami i
patrząc w ziemię, płakali w momencie, kiedy obrońcy krzyża apelowali do
nich, ażeby nie zaczynali swojej drogi życiowej od tego rodzaju działań.

Myśli Pan, że dobrze się stało, że na razie zostało tak jak jest i
pozostawiono krzyż i jego obrońców w spokoju?

– To jest jedyne rozsądne rozstrzygnięcie, bo w przeciwnym razie musiałby
zostać zastosowany wariant siłowy.

Jak i kiedy – według Pana – może się to skończyć?
– Nie mam przypuszczeń, patrzę i próbuję rejestrować to, co się dzieje.

Dziękuję za rozmowę.

 

—————————————————-

 

 

Ten znak powinien nas łączyć!

Komentarz Andrzeja Melaka, brata Stefana Melaka, który zginął w
katastrofie prezydenckiego samolotu


To, co wczoraj wydarzyło się przed Pałacem Prezydenckim, jest niezwykle
bolesne nie tylko dla nas, którzy straciliśmy bliskich w katastrofie smoleńskiej,
ale chyba dla większości Polaków.
Nowy prezydent Bronisław Komorowski nie zrobił nic, aby zapobiec tym
wydarzeniom, nie zrobił nic, aby uspokoić ludzi. Podjął decyzję o
przeniesieniu krzyża, która wzburzyła Polaków. To bardzo złe.
Krzyż to znak, który łączy. To znak miłości, nie walki. Nie może on
dzielić ludzi, zwłaszcza Polaków, Narodu, który mieni się katolickim.
To, co się dziś dzieje w Polsce, nie jest dobre, nie tchnie optymizmem,
nadzieją. Nie jest dobrym znakiem dla Polski.
Nie mogłem dojść pod krzyż, gdyż było bardzo wielu ludzi. Byli zadumani,
milczący. To było dla mnie silne przeżycie. Wielu w spokoju się rozchodziło,
kiedy usłyszeli, że krzyż pozostanie na swoim miejscu.

not. MP



—————————————————-

Trzeba szanować wolę Narodu

Komentarz dr. Kazimierza Szałaty z Katedry Filozofii Polskiej
Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego


Moim zdaniem, stało się bardzo źle, że nowy prezydent Bronisław
Komorowski, jeszcze zanim wszedł jako prezydent do Pałacu, podjął decyzję,
by ten krzyż usunąć. Na razie nie zaproponował innej formy upamiętnienia
ofiar. Owszem, są deklaracje, ale zanim dojdzie do ich realizacji, ludzie muszą
mieć to spontanicznie wybrane miejsce, do którego przychodzą się pomodlić,
popłakać, powspominać tragicznie zmarłych, oddać im hołd. A przecież
przed tym krzyżem gromadzą się ludzie z całej Polski, a nawet spoza jej
granic. W tej sytuacji rodzi się pytanie: czy prezydent tego nie widzi? Nie
potrafi uszanować tego, co się dzieje? Uszanować woli ludzi? Przecież
wszyscy żyjemy w kraju katolickim. Gdyby Bronisław Komorowski był prezydentem
innego kraju, gdzie są inne potrzeby, gdzie ludzie inaczej reagują, wtedy mógłby
rządzić w sposób, który odpowiadałby zwyczajom tamtych ludzi. U nas kultura
zakorzeniona jest w chrześcijaństwie i ludzie w taki sposób – przez żal,
modlitwę – wyrażają swoją żałobę. A czynią to właśnie pod krzyżem.

not. MP

drukuj