Trzy dekady? Czemu nie

Z Waldemarem Tomaszewskim, deputowanym do Parlamentu Europejskiego,
liderem Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, rozmawia Maciej Walaszczyk

Był Pan w piątek na wiecu przed pałacem prezydenckim w Wilnie jako rodzic czy
bardziej jako polityk, lider Polaków z Wileńszczyzny?

– Przede wszystkim jako rodzic, ale również jako polityk, bo nim jestem w
każdych okolicznościach. Jestem ojcem syna, który poszedł właśnie do 7 klasy i
powinien uczyć się według nowych programów nauczania i nowych zasad. Chciałbym
jednak przypomnieć, że wraz z żoną posłaliśmy go do 1 klasy i podpisaliśmy z
władzami określony układ, według którego powinien uczyć się dziś na tych samych
zasadach, jakie obowiązywały go od samego początku. Tymczasem w czasie jego
nauki zasady te zostały zmienione, co jest dla nas nie do przyjęcia.

Jak ma wyglądać nauczanie według nowych zasad wprowadzonych przez władze
oświatowe.

– Przede wszystkim podwyższono stopień trudności egzaminu z języka litewskiego.
Wprowadzono go jako język wykładowy łącznie w trzech przedmiotach – języku
państwowym, historii i geografii. Nawet władze sowieckie nie zdecydowały się
nigdy wprowadzić w życie takich nowości. Oczywiście tamten system nie był
demokratyczny, ale dzisiaj mamy demokrację, a Litwa jako kraj Unii Europejskiej
wprowadza takie rozwiązania, które nas dyskryminują. To wszystko spowodowało, że
we wszystkich polskich szkołach na Litwie został przez rodziców ogłoszony
strajk.

Pana syn też strajkował. Szkoła, do której uczęszcza, jest zagrożona
likwidacją?

– Tak, mój syn strajkował, jego szkoła im. bł. Jana Pawła II jest dużą placówką
i jej byt nie jest zagrożony. Ale sytuacja ze względu na politykę władz z
pewnością się pogorszyła. Ponad 100 lat temu zastrajkowały z tych samych powodów
dzieci we Wrześni. Dzisiaj my jako rodzice i nasze dzieci robimy to samo.

Podnosi Pan problem dyskryminacji Polaków na Litwie na forum Parlamentu
Europejskiego. Jaki jest odzew?

– Posłowie, nie tylko z Polski, ale również z Węgier, podpisali się pod
petycjami w tej sprawie. Pod jedną z nich podpis złożyło 72 posłów –
przedstawicieli 17 krajów. Mamy nadzieję, że nagłośnienie naszych problemów
przyniesie ich rozwiązanie. Swój głos kierujemy do wszystkich ludzi dobrej woli,
wszystkich organizacji międzynarodowych i instytucji. Nasza walka to proces
rozłożony w czasie. Dla przykładu odwołam się do sytuacji, jaka miała miejsce we
Włoszech, gdzie Austria zabiegała przez długi czas o prawa swoich rodaków.
Trwało to 30 lat i dzisiaj sprawa ta jest już rozwiązana. Wtedy nie było
podpisanych konwencji międzynarodowych, dziś one obowiązują i możemy się na nie
powoływać. Chodzi głównie o Konwencję Ramową Rady Europy o ochronie mniejszości
narodowych i etnicznych. Nie zawsze odwoływanie się do tego dokumentu jest
skuteczne, ponieważ jeszcze nie wszyscy rozumieją, że ta sprawa jest ważna.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj