Trzeba być Polakiem…
W piątym tomie Encyklopedii Gutenberga można znaleźć hasło "Goetel
Ferdynand", w którym wystawiono pisarzowi laurkę: "Należy do najwybitniejszych
powieściopisarzy polskich doby powojennej [chodzi o I wojnę światową]. Utwory
jego odznaczają się męską zwięzłością opisu, mocno postawioną charakterystyką,
dużą bystrością psychologiczną, rzetelnym humorem, tężyzną postawy duchowej i
jędrnym językiem". Po II wojnie światowej jego nazwisko zostało objęte zakazem
cenzorskim, nie mogło ukazać się w żadnej publikacji wydrukowanej w granicach
PRL.
Do szkoły średniej chodził w Krakowie. Studiował na Politechnice w Wiedniu, skąd
w 1912 roku przeniósł się do Warszawy. Jego młodość to była miłość do gór, czemu
dał wyraz w swoich pierwszych utworach. W 1907 roku, jak sam o sobie pisał, stał
się taternikiem (członkiem Sekcji Turystycznej Polskiego Towarzystwa
Tatrzańskiego). "Decyzję miałem szybką i wyczucie smaku dobre, ale nie
doceniałem czyhającego zewsząd niebezpieczeństwa".
Upokorzona pewność
We wrześniu 1909 roku jego wysokogórska pewność siebie "została upokorzona".
Ruszył wtedy na wyprawę w towarzystwie początkujących taterników. Zaczęli od
zdobycia Wielkiej Buczynowej Turni. "Po bardzo trudnej wspinaczce nastąpiła
katastrofa i wszyscy czterej, uwiązani tylko na jednej linie, zlecieliśmy w
dół". Na szczęście spadli nie na dno doliny, lecz do opuszczonego wcześniej
komina. Gdy po kilku godzinach Goetel odzyskał świadomość, zobaczył obok siebie
martwego kolegę. Drugi towarzysz miał poważnie stłuczoną miednicę, a trzeci
wstrząs mózgu. Sam Goetel doznał wtedy zranienia głowy. Jednak pomimo tego
postanowił dostać się na szczyt Buczynowej Turni, a tym samym na Orlą Perć.
Stamtąd mógł po wschodzie słońca zaalarmować o wypadku widoczne z góry
schronisko przy Pięciu Stawach.
"W jaki sposób, ociekając krwią, dostałem się w czarną noc pod sam szczyt, nie
umiem wyjaśnić". Na szczęście przyszła pomoc od górskich ratowników.
Przeglądając krakowski dziennik "Czas", w numerze z piątku, 10 września 1909
roku, można przeczytać notatkę zatytułowaną "Śmierć w Tatrach".
"Wypadek zdarzył się we środę w południe, lecz wołania o pomoc usłyszał ktoś
dopiero po południu. Dano znać do schroniska przy Czarnym Stawie, po czym z
Zakopanego zorganizowano wyprawę około godziny 11 wieczorem. Druga wyruszyła w
parę godzin później. Jednego z nieszczęśliwych, Goetla, znaleziono żywego, lecz
z raną w głowie, innych na razie nie można było odszukać, aczkolwiek słyszano
ich głosy. Na koniec udało się dotrzeć do nich". Autor informacji tak ją
podsumował: "W Zakopanem wiadomość [o tragedii] sprawiła przygnębiające
wrażenie, tworzy się bardzo wiele wersji o wypadku, które na razie trudno
krytycznie ustalić".
Podobno gdy matka Goetla dowiedziała się z prasy o wypadku w Tatrach, zemdlała.
Dopiero kiedy była pewna, że syn wyjdzie z opresji, wysłała mu 20 koron z
dopiskiem: "Na nową linę".
Po tamtym wypadku miłość do wspinaczki jakby nieco wygasła w Goetlu. "Jedno co
miałem jeszcze do załatwienia z urwiskami jako taternik, to powtórna próba
zdobycia północnej ściany Buczynowej". Dokonał tego dwa lata później.
Pierwsze doświadczenie
Gdy wybuchła I wojna światowa, Ferdynand Goetel został zesłany do Taszkentu,
jako poddany Austro-Węgier. Jakże różniła się tamta zsyłka od tej, którą
zafundowali Polakom Sowieci po 1939 roku. Goetel przygotował się do niej ze
świetnie spakowaną walizką i kilkudziesięcioma rublami. Rosjanie zabrali
Goetlowi przed wyjazdem… brzytwę i przejrzeli jego prywatne listy.
Podróż odbywa się przez Smoleńsk, gdzie wróci prawie trzydzieści lat później, by
na własne oczy zobaczyć, jak Sowieci rozprawili się z ponad czterema tysiącami
polskich żołnierzy. Podczas tej pierwszej podróży na dworcu w Smoleńsku podeszła
pod pociąg młoda dziewczyna – Polka z Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. "Panienka
podchodzi i do naszego wagonu, pyta o kobiety i dzieci, czy nie trzeba lekarstw,
bandaży, żywności może. Dziękujemy w serdecznych słowach. Więc może listy…
może zawiadomić rodzinę… Po latach wielu miałem przypomnieć sobie to troskliwe
dziewczę. Kiedym się znalazł na katyńskim pogrzebisku, wskazano mi na
sąsiadujące z nim stare mogiły. Na odkopanych tam szczątkach były zachowane
jeszcze medaliki i krzyżyki katolickie. Wspomniałem wtedy o dziewczęciu, które
samo jedno pobiegło, by dopomóc dotkniętym niedolą".
W Turkiestanie Goetel doczekał bolszewickiego przewrotu. Młody człowiek, kiedyś
zauroczony socjalizmem, zobaczył, czym jest komunizm.
Wtedy bezpośrednio zetknął się z barbarzyństwem, okrucieństwem, terrorem i
obłudą systemu sowieckiego w jego początkowej fazie. – Ponadto Goetel zobaczył
wszechobecny chaos, bałagan, a także dostrzegł humorystyczną czy tragikomiczną
stronę rewolucji – podkreśla dr Krzysztof Polechoński z Uniwersytetu
Wrocławskiego.
Wraz z żoną i dzieckiem ucieka do odrodzonej Polski. "Przez płonący wschód" –
tak właśnie pisarz zatytułował swój pełnoprawny debiut literacki.
Szczęśliwe dwudziestolecie
Dwie dekady wolnej Polski to dla Ferdynanda Goetla pasmo sukcesów zawodowych.
Jego książki są tłumaczone i stają się znane na całym świecie. On sam również
podróżuje, czego owocem są książki reportażowe o Egipcie czy Indiach. W latach
30. był przewodniczącym Związku Zawodowego Literatów Polskich.
– Oprócz powieści, opowiadań, reportaży podróżniczych, dramatów pisarz próbował
sił także w innych formach, wykorzystujących nowe środki przekazu, takich jak
słuchowiska radiowe. Odrębną dziedziną jego twórczości są scenariusze filmowe,
będące wyrazem zainteresowania pisarza kinem. W okresie międzywojennym Goetel
był scenarzystą lub współscenarzystą kilku filmów – mówi dr Krzysztof
Polechoński.
Pierwszym jego scenariuszem był "Pan Tadeusz", napisany wspólnie z Andrzejem
Strugiem do filmu w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego, który został zrealizowany w
1928 roku. Inne scenariusze to "Z dnia na dzień" według własnej powieści,
premiera filmu odbyła się w 1929 roku. "Janko Muzykant" z 1930 roku, rok później
powstał scenariusz "Dziesięciu z Pawiaka" na podstawie osobistych wspomnień
pułkownika Jana Jura-Gorzechowskiego. Wspólnie z generałem Bolesławem
Wieniawą-Długoszowskim napisał "Ułani, ułani, chłopcy malowani", "Pod Twoją
obronę" napisał razem z Edwardem Puchalskim.
Drugie doświadczenie
Po wybuchu wojny nie opuścił swoich kolegów po piórze i przewodził Komisji
Literackiej przy Radzie Głównej Opiekuńczej. Pisarz działał również w
konspiracji. Wydawał podziemne pismo "Nurt" związane z piłsudczykami, w którym
można było przeczytać porównanie nazizmu hitlerowskiego do komunizmu i
konkluzję, że te dwie ideologie są zbrodnicze. Wiosną 1943 roku Ferdynand Goetel
jedzie na zaproszenie Niemców do Katynia, otrzymał na to zgodę polskiego
Podziemia.
– To był drugi wstrząs, który znów pokazał prawdziwe oblicze bolszewizmu. Widok
ekshumowanych ciał polskich oficerów, zamordowanych metodycznie przez sowieckich
oprawców, a także rozpoczęta wkrótce propaganda kłamstwa, rozwijana przez wiele
dziesięcioleciprzez władze sowieckie – opowiada dr Polechoński.
Po powrocie z miejsca zbrodni napisał raport dla Polskiego Czerwonego Krzyża
oraz złożył relację wysokim rangą oficerom Armii Krajowej.
Goetel poszukiwany
We wtorek, 10 lipca 1945 roku, prokurator dr Roman Martini dyktował maszynistce
tekst listu gończego, który za kilka dni miał zostać wydrukowany w prasie:
Nazwisko: Goetel; Imię: Ferdynand; Rok urodzenia: 1890; Miejsce urodzenia:
Sucha, powiat Wadowice; Miejsce zamieszkania: w Warszawie, przed powstaniem
Żoliborz, ulica Targowa 44; Ostatnie miejsce zamieszkania: Kraków, Rynek
Kleparski 3; Imię ojca: Walenty, matki: Julia, z domu Keller; Wyznanie:
rzymskokatolickie; Zawód: literat.
Teraz rysopis – Martini znalazł odpowiednie notatki i dyktował dalej: Wzrost
średni, tęgi, szpakowaty i łysawy, twarz okrągła, czoło normalne, oczy szare,
rysy twarzy grube, zarost silny. Według posiadanych informacji, wyjechał dnia 21
stycznia 1945 roku z Krakowa i znajdować się może w najbliższych okolicach
Warszawy. Zarzucane przestępstwo: w okresie okupacji niemieckiej, idąc na rękę
niemieckiej władzy okupacyjnej, dopuścił się działań na szkodę państwa polskiego
– tutaj prokurator podał konkretny paragraf dekretu PKWN. Zarządzenie o
aresztowaniu wydano 25 czerwca 1945 roku.
Sekretarka wkręciła nowe kartki papieru przełożone kalką. Martini cierpliwie
poczekał, aż w końcu mógł mówić dalej: Prokurator Sądu Specjalnego w Krakowie
wzywa każdą osobę znającą miejsce pobytu oskarżonego Ferdynanda Goetla do
zawiadomienia o nim najbliższej władzy sądowej lub najbliższego organu
Bezpieczeństwa Publicznego, względnie Milicji Obywatelskiej, a w miarę
możliwości do zatrzymania go. Wszystkie władze cywilne i wojskowe powinny
zatrzymać i odstawić poszukiwanego do Prokuratury Specjalnego Sądu Karnego w
Krakowie. Poniżej mój podpis i data. Sekretarka wykonała polecenie.
Zdjęcie Goetla i tekst listu ukazały się w niedzielę, 15 lipca 1945 roku, na
ostatniej stronie w krakowskim "Dzienniku Polskim" (obok był list gończy
podobnej treści dotyczący Jana Emila Skiwskiego).
Jaką zbrodnię popełnił Goetel? Był w Katyniu w 1943 roku, na co miał zgodę ze
strony Podziemia. Widział tam doły śmierci, a przez to stał się niewygodnym
świadkiem zbrodni, którą Sowieci oraz polscy komuniści chcieli przypisać
Niemcom. Oczywiście w liście gończym o pobycie Goetla w Katyniu nie było ani
słowa.
Wśród "grzechów" Goetla można również wymienić wydaną na początku 1939 roku
książkę "Pod znakiem faszyzmu". Pisarz sam szybko wycofał się z tez, które tam
przedstawił, między innymi, że dzięki faszyzmowi Polska może zyskać na postępie
cywilizacyjnym. Podczas niemieckiej okupacji Goetel mógł podpisać volkslistę;
nie zrobił tego, za co zresztą trafił na jakiś czas na Pawiak.
Ważyk szuka Goetla
On sam nie wystraszył się wtedy. Decyzję o ucieczce z kraju podjął dopiero
jesienią 1945 roku. Jak sam przyznał po latach: "Wiadomości żadnych o
bezpośrednim poszukiwaniu mnie w Krakowie czy Warszawie nie miałem".
Gdy Martini podpisał list gończy za pisarzem, ten już ukrywał się w krakowskim
klasztorze Karmelitów Bosych. Stało się to po tym, jak w styczniu 1945 roku po
Goetla przyszedł patrol sowiecki, któremu towarzyszył Adam Ważyk w mundurze
oficerskim.
Ważyk przyszedł w asyście dwóch mężczyzn po cywilnemu, prawdopodobnie
funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, niewątpliwie w celu aresztowania
Ferdynanda Goetla. Halina Winowska, towarzyszka życia pisarza, która wtedy, pod
nieobecność obu braci Goetlów, Walerego i Ferdynanda, była w mieszkaniu jedyną
osobą, która musiała skonfrontować się z tą niespodziewaną sytuacją,
powiedziała, że Ferdynand dopiero co odjechał okazją jakimś wojskowym samochodem
do Warszawy… Po tych słowach cała trójka z Ważykiem na czele zbiegła szybko po
schodach, jakby licząc na to, że jeszcze zdołają go zatrzymać. Kiedy po
niedługim czasie Goetel wrócił do mieszkania i dowiedział się, że chciano go
aresztować, natychmiast schronił się w kościele Mariackim. Bratu pisarza,
znanemu geologowi, profesorowi krakowskiej Akademii Górniczej, Waleremu
Goetlowi, szczęśliwie udało się uzyskać pomoc u księdza Ferdynanda Machaya,
proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny. Dzięki niemu pisarz jeszcze tego
samego dnia znalazł schronienie w krakowskim klasztorze Karmelitów Bosych przy
ulicy Rakowickiej, gdzie przebywał blisko rok, do początku grudnia 1945 r. –
przypomina dr Krzysztof Polechoński.
Tam, w klasztorze, dotarła do niego propozycja, by Goetel przyznał publicznie,
że sprawcami mordu w Katyniu byli Niemcy. W zamian za jej przyjęcie pisarz miał
otrzymać spokojne życie. Nie zgodził się na kłamstwo i kolaborację.
– Warto dodać, że akcja władz sowieckich, które za wszelką cenę chciały uzyskać
korzystne dla siebie potwierdzenie, że Katyń był dziełem niemieckim, zmierzała
do wyeliminowania lub zneutralizowania niewygodnych dla siebie świadków. Takim
niewygodnym świadkiem był bez wątpienia Ferdynand Goetel – podkreśla dr
Polechoński.
W swoich wspomnieniach Goetel pisał: "Zmuszony do ukrywania się i nie tropiony,
a więc nie ujawniony, zostaję pozbawiony skuteczniej znaczenia i głosu (…) –
postanowiłem Polskę opuścić".
Piętnaście lat emigracji
5 grudnia 1945 roku zaczęła się droga Goetla na emigrację. Wyruszył w nią z
Katowic, mając w kieszeni holenderskie papiery. Porucznik przeglądający na
granicy dokumenty obcokrajowców, którzy wyjeżdżali z Polski, rozpoznał pisarza.
– To pan Holender? – spytał.
– Holender! – wrzasnął Goetel.
Porucznik zaśmiał się i poklepał "Holendra" po ramieniu.
– To fajno! Ta niech pan wyrywa!
"Myślę, że gdybym był nie trafił na Lwowiaka, inaczej by się wówczas potoczyły
moje losy" – podsumował tamtą odprawę pisarz.
Goetel trafił do Włoch, gdzie służył w Drugim Korpusie Polskim i gdzie został
oczyszczony z zarzutów o kolaborację z niemieckim okupantem.
W Ankonie doszło do wyjątkowego spotkania. Goetel mieszkał w willi "Emilia",
gdzie schronienie znalazło również dwóch Rosjan. Jednym z nich był Iwan
Kriwoziercew, który według Józefa Mackiewicza, był najważniejszym świadkiem
największej zbrodni wojennej. Właśnie ten Rosjanin powiadomił Niemców o grobach
polskich żołnierzy w lesie w Kosogorach pod Katyniem. Właśnie tam Goetel po raz
pierwszy zetknął się z Kriwoziercewem, "który podczas bytności mej na terenie
mogił stał na uboczu, wśród przedstawicieli ludności miejscowej, obserwując nas
i nie mieszając się do rozmowy". Goetel spisał we Włoszech opowieść
Kriwoziercewa, a gdy ten zginął w tajemniczych okolicznościach, pisarz uznał, iż
jest to kolejny dowód na to, że "skrytobójcza i kierująca nią wola działa
nieprzerwanie".
Przez Włochy pisarz trafił w 1946 roku do Anglii.
Goetel od początku swego pobytu na emigracji aż po kres życia publikował dość
regularnie na łamach wychodźczych czasopism, głównie w "Orle Białym",
"Wiadomościach", "Życiu", "Tygodniku Ilustrowanym". Dobrze układała się też
współpraca z "Ostatnimi Wiadomościami", wydawanymi w Mannheim w Niemczech
Zachodnich przez Polskie Oddziały Wartownicze przy Armii Amerykańskiej. Tytułów,
w których Goetel zamieszczał swoje teksty, było sporo. Głównie drukował w
czasopismach "polskiego Londynu", ale także w prasie polonijnej w USA.
Najbardziej regularnie utwory Goetla publikowały londyńskie "Wiadomości", główne
pismo literackie polskiej emigracji niepodległościowej. Na ich łamach ukazało
się – jak szacuje dr Polechoński – około siedemdziesięciu tekstów Goetla. Od
nowel, fragmentów powieści, przez wspomnienia, artykuły publicystyczne, a nawet
wierszowane fraszki, po odpowiedzi na ankiety i listy do redakcji. – Goetel
niewątpliwie należał do najważniejszych autorów tego tygodnika. Mogą o tym
świadczyć wyniki przeprowadzonego w 1955 roku głosowania czytelników
"Wiadomości", które sytuowały go w pierwszej dziesiątce "najulubieńszych
pisarzy" londyńskiego tygodnika. Czytelnicy pisma uznali w nim także wybitnego
pisarza emigranta, wybierając go w przeprowadzonym w 1959 roku plebiscycie do
tak zwanej Akademii Grydzewskiego, czyli jury nagrody "Wiadomości" – mówi dr
Krzysztof Polechoński.
Właśnie w londyńskich "Wiadomościach" opublikował w listopadzie 1947 roku tekst
zatytułowany "Polska a Zachód". Jest to swego rodzaju "manifest bólu" Goetla,
gdyż jakże inaczej odczytać zdania: "Trzeba być Polakiem, aby wiedzieć, że w XX
w. stały się nieważne takie pojęcia, jak prawo do własnej ojczyzny, do ziemi,
domu, własnego dziecka, do zobowiązania danego drugiemu człowiekowi, do
uroczystych umów, zawieranych między narodami i głowami narodów, do wierności
przysiędze, do głoszenia prawdy i głoszenia sprawiedliwości". Tylko Polacy,
według Goetla, mogą zrozumieć, że ojczyzna, gdy zostanie pokonana, staje się
obozem trędowatych, w którym ulegają zawieszeniu wszelkie prawa ludzkie.
Na uchodźstwie Goetel żył samotnie, w bardzo skromnych warunkach, nieustannie
zmagając się z trudnościami materialnymi. Profesja wolnego pisarza, w dodatku
emigranta, oczywiście nie dawała dużych możliwości zarobku. – W ostatnich latach
życia jego sytuację dodatkowo skomplikowała poważna choroba oczu, jaskra. Utrata
wzroku zmusiła pisarza do dyktowania swoich utworów, jednak twórczości nie
zaprzestał. – Pamiętnik "Patrząc wstecz" Goetel tworzył do ostatnich swoich dni.
Mimo tych trudności przez cały czas troszczył się o pozostawioną w kraju
rodzinę, udzielając jej pomocy, głównie w postaci wysyłanych regularnie paczek.
Zamiaru, by połączyć się lub nawet spotkać z rodziną, nie udało się pisarzowi
zrealizować – wskazuje dr Polechoński.
Pisarzowi próbował pomóc w ciężkiej egzystencji Józef Leytes, w latach
międzywojennych jeden z wybitnych polskich reżyserów filmowych i współtwórca
największych sukcesów Goetla w tej dziedzinie. Leytes chciał zainteresować
amerykańskie wytwórnie filmowe i producentów telewizyjnych utworami pisarza.
Ponadto, jak wynika z korespondencji z Goetlem z drugiej połowy lat
pięćdziesiątych, reżyser podjął intensywne starania na rzecz realizacji
scenariusza na podstawie noweli "Kos na Pamirze". W dalszej kolejności dotyczyło
to noweli "Mikrus", a także sztuki teatralnej "Odmłodzony Mr. Gill". O ile
wiadomo, zabiegi te nie powiodły się, niestety.
W ostatnim, grudniowym numerze "Wiadomości" z 1960 roku ukazała się informacja,
że Ferdynand Goetel nie żyje, zmarł 24 listopada. Na tej samej stronie
"Londyńska Biblioteka Literacka" reklamowała między innymi wydanie książki
Goetla "Anakonda".
W 1934 roku powstały reportaże Goetla ze Śląska, publikowane w "Gazecie
Polskiej" w obszernym cyklu "Ludzie i maszyny". Poruszane w nim kwestie i
zagadnienia w znacznej mierze pokrywają się z problematyką powstałej później
powieści, jak nazywał ją Goetel, o ziemi "czarnych diamentów". – "Anakonda"
przedstawia losy jednej kopalni węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim i
związanych z nią postaci w warunkach dekoniunktury lat trzydziestych,
spowodowanej wielkim kryzysem ekonomicznym – wskazuje dr Krzysztof Polechoński.
– "Anakonda" ukazała się ostatecznie w cztery lata po śmierci autora. Ta
emigracyjna publikacja nie miała późniejszych wznowień.
Po październiku 1956 roku Goetel mógł wrócić do Polski pod warunkiem, że skłamie
w sprawie Katynia. Oczywiście odmówił. Jednej z ostatnich swoich powieści dał
tytuł "Nie warto być małym".
Sebastian Reńca
Autor opublikował niedawno "Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych"
(Wydawnictwo Fronda) oraz zbiór opowiadań o działaczach opozycji z lat 80.
"Wiktoria" (Stowarzyszenie Pokolenie).
