Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi

Homilia, którą miał wygłosić Biskup Polowy Wojska Polskiego gen. dyw.
prof. dr hab. Tadeusz Płoski na cmentarzu wojennym podczas Mszy św. polowej w
70. rocznicę zbrodni katyńskiej.

Ile dowodów trzeba przedstawić ludziom, aby wreszcie uwierzyli w Boże
działanie? Słowo Boże wybrane na 70. rocznicę zbrodni katyńskiej pokazuje także,
że nie jest to sprawa łatwa. 

Dzisiejsza Ewangelia, pokazując spotkania Jezusa Zmartwychwstałego z
kolejnymi osobami, de facto przekazuje smutną prawdę o ludzkiej podejrzliwości,
niedowierzaniu, dystansie do nowych, niepojętych Bożych interwencji itp…

Nieco podobnie ma się sprawa z opisem zawartym w dzisiejszym pierwszym
czytaniu. Św. Łukasz, autor Dziejów Apostolskich przekazuje nam, że
„przełożeni i starsi, i uczeni widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy
się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich
też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie
znajdowali odpowiedzi. Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzili się: Co mamy
zrobić z tymi ludźmi? – mówili jeden do drugiego – bo dokonali jawnego znaku,
oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy
zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im
surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię. Przywołali ich potem i zakazali im w
ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli:
Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo
my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. Oni zaś ponowili
groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze
względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało”
(Dz
4,13-21)
 

Obawiam się, że taki punkt widzenia jest bardzo powszechny w każdym czasie.
Niektórzy ludzie tak bardzo boją się Boga, że wolą zaprzeczać Jego działaniu,
wbrew najbardziej oczywistym, wręcz krzyczącym świadectwom Jego obecności i
działania. Wolą sami milczeć, co więcej, wolą zmuszać innych do milczenia, byle
tylko zachować swoisty „status quo”, nie wymagający wysiłku nawrócenia i zmiany
myślenia.

Jest to bardzo powszechna cecha szczególnie chyba w naszych czasach. Gorzej
jednak, że taka postawa blokuje możliwość rozpowszechniania Ewangelii.

Widać to również w dzisiejszym fragmencie Ewangelii. Jezus, ukazując się
Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, musiał najpierw wyrzucać im brak wiary i
upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. Dopiero potem
(zapewne w chwili, gdy Apostołowie zrozumieli jak wielki błąd popełnili i
żałowali za swój grzech niedowiarstwa) Mistrz i Nauczyciel mógł im przekazać
ważne zadanie głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu.

A my?

Czy nie jest tak, że wciąż wolimy bardziej słuchać ludzi, niż Boga? Czy nie
próbujemy za bardzo dopasowywać się do ludzkich poglądów, usiłując nasze
doświadczenie wcisnąć w ramy poprawności społecznej i politycznej? Czy nie
łatwiej nam odrzucać dowody Bożego działania, byle tylko zachować swój, często
budowany latami, wizerunek w pracy czy towarzystwie…
 

Bóg jednak oczekuje od nas czegoś innego…

Nie po to przemawia do nas słowami dzisiejszej Ewangelii, abyśmy pozostali
zamknięci w ciasnym (ale własnym) pokoju naszych poglądów. Być może dzisiaj
wyrzuca brak wiary, Tobie i mnie właśnie po to, aby posłać nas z misją głoszenia
Dobrej Nowiny, nawet do tych, którzy coraz bardziej otwarcie sprzeciwiają się
temu co Boże.

Pamiętaj, że w takiej sytuacji bardziej trzeba słuchać Boga niż ludzi…

W świecie mnogości głosów i idei, w czasach zalewu informacji, musimy umieć
praktycznie postępować w kwestii wyboru autorytetów, osób lub instytucji, które
obdarzymy zaufaniem na tyle, że pozwolimy im kształtować naszą doczesność i
wieczność, uczynimy z nich naszych życiowych doradców. Musimy umieć zdecydować,
kogo i czego będziemy słuchać bardziej, a kogo i czego mniej lub wcale.

Z zalecenia, że mamy „bardziej słuchać Boga niż ludzi” wynika, że słyszeć
będziemy przynajmniej dwa głosy: ludzki – ten głos łatwo usłyszeć, ale również
głos Boży, a to wymaga z naszej strony pewnej postawy i działania.

Jeżeli mamy bardziej słuchać Boga, to musimy być bardziej ludźmi Bożej Księgi
Życia. Dzięki Biblii poznajemy bowiem Boże odwieczne zamysły, Boże sposoby
działania, Boże zasady i prawa, Boże wartości.

Jeżeli mamy bardziej słuchać Boga to musimy być wrażliwi bardziej na
wewnętrzny głos Ducha Świętego, wpływającego na nasze motywacje. Tu właściwym
środkiem jest modlitwa.

Słuchać Boga „bardziej”, oznacza słuchać Go bardziej niż własnego zdrowego
rozsądku, bardziej niż tego, czego się nam bardzo chce, albo bardzo nie
chce.

Jeśli Boga mamy słuchać „bardziej”, to Bóg ma być autorytetem w sprawach
życia rodzinnego, małżeńskiego, wychowania, życia codziennego. Bóg ma być
autorytetem w kwestii polityki, kultury, historii, sztuki, prawa, filozofii. Bóg
ma być autorytetem w sprawach medycyny i opieki społecznej, przedsiębiorczości,
sukcesu. Bóg ma być autorytetem w kwestiach wiary, Kościoła, religii.

W każdej z tych dziedzin są też ludzkie autorytety. I, oczywiście, słuchajmy
ich. Tylko zawsze pamiętajmy, że aby nie przegrać życia, „trzeba bardziej
słuchać Boga niż ludzi”.Tak. Bóg zna się na wszystkim doskonale. Wszystko wie
najlepiej. Warto zatem Go słuchać.

Jezus, mówiąc, że jest Drogą, Prawdą i Życiem, chce podkreślić, że poprzez
prawdę daje nam nowe impulsy do wychodzenia z sytuacji życiowych obronną ręką.
Przecież powiedział: poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli (J 8,32). Jezus jako
Prawda niesie wyzwolenie od tego, co zniewala, co nie pozwala trzeźwo spojrzeć
na wydarzenia codziennego życia.

Cóż to jest prawda? – pytał Piłat w czasie procesu Pana Jezusa (por. J
18,38). Wielu współczesnych także pyta o prawdę. Dziś w wielu wypadkach lepiej
nie powiedzieć prawdy, przemilczeć ją lub powiedzieć tylko część prawdy.
Tymczasem właśnie w naszej epoce tak bardzo potrzebnym lekarstwem na znalezienie
sensu życia jest prawda.

James Garfield – amerykański prezydent – powiedział: „Prawda Cię wyzwoli, ale
wpierw uczyni Cię żałosnym”. Cóż to jest prawda? Prawdę można pomylić z własną
opinią, z poglądami, z uczuciami – bo choć uczucia są prawdziwe, nie znaczy to,
że są prawdą. Prawdy można poszukiwać, można ją znać, odrzucać ją, ukrywać….
.
              
Co można zrobić z prawdą w świecie pełnym kłamstwa? Oprawić w ramkę i powiesić
na ścianie? Co można, a co należy z nią robić? Może trzeba jej bronić? Choć
niektórzy twierdzą, że prawda obroni się sama, to jest to chyba dość naiwny
pogląd. Bałagan nie sprząta się sam, problemy nie rozwiązują się same, a prawda
miała by się sama obronić?

Prawda potrafi być wielkim ciężarem, źródłem spokoju, punktem oparcia,
powodem rozterek… Czy prawda jest ważniejsza od szczęścia? Czy można być
szczęśliwym bez prawdy?

Pytamy dalej: – Czy prawda rzeczywiście wyzwala? – Czy zawsze i czy każda
prawda?Nie, nie każda prawda wyzwala i nie zawsze wyzwala. Nie zawsze, ponieważ
potrzebuje swojego, właściwego czasu, aby mogła zajaśnieć w pełnym blasku.
Wielokrotnie na ów czas trzeba czekać, długo czekać i trzeba go rozpoznać, gdy
nadejdzie. Prawda wyjawiona za wcześnie lub za późno zamiast świecić – roztacza
wokół siebie ciemność. Zamiast wyzwalać – niszczy.

Czy wobec tego Chrystus pomylił się mówiąc: „prawda was wyzwoli”? Nie.
Dlatego, że „wyzwolenie” oznacza „otrzymanie wolności”. O „wolności” decyduje
„możliwość dokonania wyboru”, czyli „posiadanie wolnej woli”. Poznanie „prawdy”
to „otrzymanie za nią odpowiedzialności”. „Być odpowiedzialnym” za „prawdę”
oznacza „podejmowanie decyzji o jej wyjawieniu”. Oznacza „wolność”.

Wraz z prawdą otrzymujemy wolność, ponieważ prawda jest miarą
wolności.
Jeżeli dobrze skorzystamy z wolności, prawda przyniesie nam
wyzwolenie.

Natomiast człowiek – jak naucza Ojciec Święty Jan Paweł II – nie może
pozwolić, żeby prawda została wydarta pod pozorem niczym nieograniczonej
wolności, nie można zagubić w sobie krzyku sumienia, jako głosu Prawdy, która go
przerasta, ale która jednocześnie czyni go człowiekiem i stanowi o jego
człowieczeństwie.

Na naszej historii w XX wieku zaważyły dwa okrutne systemy: faszyzm, którego
symbolem jest Oświęcim – Auschwitz, i stalinizm, którego symbolem jest Katyń.
Hitler i jego potworne zbrodnie zostały już osądzone i potępione. A Stalin i
system komunistyczny winien śmierci milionów ofiar, w tym setek tysięcy Polaków,
pozostaje nadal bezkarny. Ten ogrom potwornego bolszewickiego zła nazywamy
Golgotą Wschodu. Kaci totalitaryzmu zabijali ludzi, niszczyli ich niezależnie
od  pochodzenia, rasy, religii. Zbrodnie ludobójstwa państwa totalitarnego
nie mogą być w żaden sposób usprawiedliwione.

70 lat temu sowieckie NKWD przystąpiło do wykonywania polecenia Stalina i
towarzyszy, którzy postanowili zgładzić tysiące polskich oficerów, policjantów i
funkcjonariuszy państwowych uznanych za zdeklarowanych i nierokujących nadziei
poprawy wrogów władzy sowieckiej. Nie rokowali nadziei, że da się ich urobić do
konsystencji ludzi sowieckich, wobec czego byli wrogami, których należało
unicestwić.

Zbrodnia ludobójstwa nazwana później – katyńską – pochłonęła tysiące ofiar.
Według ustaleń historyków wiosną 1940 roku Sowieci zamordowali co najmniej 22
079 obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, w tym 14 463 wojskowych, policjantów i
innych funkcjonariuszy państwowych z obozów specjalnych.

Szacuje się, że w Lesie Katyńskim – oprócz polskich oficerów – pochowanych
jest około 8-10 tys. obywateli byłego ZSRR. Tylko od sierpnia 1937 do listopada
1938 roku, czyli w czasie „wielkiego terroru”, NKWD rozstrzelało tam 7088
osób.
 

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod
ruszonej darni
Spoglądają jedna znad drugiej – do góry
Ale nie ma ruin. To
nie gród wymarły…

Raz odkryte – krzyczą zatęchłymi usty
Lecą sobie przez ręce
wypróchniałe w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty
Ale nie
ma krzyży. To nie groby przodków…

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy
Po miskach czerepów – robaków
gonitwy
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi
Ale nie ma broni. To
nie pole bitwy…

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe
urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął Boży
Ale nie ma znaków, że to grób
zarazy…

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały
Jeszcze ziemia pamięta kształt
buta, smak krwi
Niebo zna język, w którym komendy padały
Nim padły
wystrzały, którymi wciąż brzmi

Ale to świadkowie żywi – więc stronniczy
Zresztą, by ich słuchać –
trzeba wejść do zony
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć
Pan
powietrza i ziemi i drzew uwięzionych

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu.
Świat mordu bez
rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga.
Świat
Boga bez imienia, imienia – bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona
Gdzie coś, co nie istnieje – wciąż
o pomstę woła
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona
Dół nieominięty
– dla orła sokoła…
 

„O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas
Sowieci…”
 

                                 
(J. Kaczmarski, Ballada Katyńska)
 

Podczas pielgrzymki do Rzymu 13 kwietnia 1996 roku Rodziny Katyńskie
usłyszały najgłębsze, najbogatsze w treść słowa Ojca Świętego Jana Pawła II o
istocie Golgoty Wschodu:

 „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią… Dziś, pozdrawiając
Rodziny Katyńskie na czele z księdzem prałatem Zdzisławem Peszkowskim,
przywołuję te właśnie słowa Chrystusa: Ojcze, przebacz… Są one bowiem
szczególnie aktualne dla ludzi, których dotknął dramat niewinnej śmierci
bliskich. Jesteście świadkami śmierci, która nie powinna ulec zapomnieniu.
Tragiczne wydarzenia, które miały miejsce na wiosnę 1940 roku w Katyniu,
Charkowie i Miednoje, są rozdziałem w martyrologium polskim, które nie może być
zapomniane. Ta żywa pamięć powinna być zachowana jako przestroga dla przyszłych
pokoleń (…).

Przybyliście do Rzymu, do grobu Apostołów, aby na nowo – po 56 latach od
tamtego dramatu – odczytać, jakie jest wasze zadanie, zadanie Rodzin Katyńskich.
Wydaje się, że jest nim właśnie niesienie przebaczenia. Tak, jest nim
przechowanie w pamięci tego dramatu narodowego, rodzinnego, osobistego, ale jest
nim również, poprzez tę pamięć, przebaczenie.

Pragnę dodać, że ja również codziennie modlę się za tych, którzy zginęli
w Katyniu”.

Każdy rok pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II naznaczony był jakimś
znakiem pamięci i troski o Golgotę Wschodu. Z wielkim namaszczeniem traktował
wszelkie znaki wiążące się z dziejami naszego Narodu na tej „nieludzkiej
ziemi”.

W marcu 2005 roku na placu św. Piotra w Rzymie, w czasie audiencji ogólnej w
Niedzielę Wielkanocną, Ojciec Święty Jan Paweł II podczas swojego ostatniego
błogosławieństwa „Urbi et orbi” pobłogosławił przywieziony z Polski do Rzymu
Krzyż Katyński.

2 kwietnia 2005 roku odszedł od nas nasz największy Opiekun i Orędownik. Do
dziś pamiętamy wstrząsające misterium Jego choroby, cierpienia i umierania. To
były dla naszego Narodu, dla całego świata wielkie rekolekcje.

Dziękujemy Ojcu Świętemu za to wszystko, co uczynił dla Golgoty Wschodu, dla
jej pamięci, dla świadomości i tożsamości młodych pokoleń. Modlimy się żarliwie,
aby i tam, w Niebie, stał się orędownikiem Golgoty Wschodu, tak jak czynił to w
czasie swojej posługi tu, na ziemi.

Święty Boże!  Święty Mocny! Święty a Nieśmiertelny! – zmiłuj się nad
nami.  
Od powietrza, głodu, ognia i wojny – wybaw nas
Panie.   
Od nagłej i niespodziewanej śmierci – zachowaj nas
Panie.  
My grzeszni Ciebie Boga prosimy – wysłuchaj nas
Panie.

+ Tadeusz Płoski
Biskup Polowy Wojska
Polskiego
Katyń, 10 kwietnia 2010 r.

drukuj