Trudna miłość do rodziców
Laboratorium wiary
Dzieci, zapytane przez kaznodzieję, które z przykazań jest im najtrudniej zachować, niemalże chóralnie i bez namysłu odpowiedziały „Czwarte!”. Rozbawiło to zarówno kaznodzieję, jak i wszystkich dorosłych uczestników Mszy Świętej. Niestety, zdarzają się poważne sytuacje, które sprawiają, że nie tylko dzieciom, ale i dorosłym jest bardzo trudno zdobyć się na miłość i szacunek dla rodziców. Bardzo często postawa ojca i matki sprawiają, że ta miłość ma charakter heroiczny.
Jak kochać ojca, który jest alkoholikiem? Czy można szanować matkę, która porzuciła dziecko? Jakich argumentów użyć, aby skłonić do miłości rodziców kogoś, kto był w dzieciństwie wykorzystywany seksualnie lub maltretowany fizycznie lub psychicznie? Co powiedzieć tym, za którymi – niczym czarna smuga – wloką się trujące wspomnienia z koszmarnego dzieciństwa? Z pewnością jest wiele osób zranionych przez własnych rodziców. Ignorowanych, zaniedbywanych, niekochanych lub wręcz nienawidzonych przez nich. Możemy spotkać niejednego młodego człowieka, który wstydzi się swej matki lub ojca, nie dlatego, że jest niewdzięcznym dzieckiem, ale dlatego, że rodzice dają ku temu mocne powody. Ich słabości charakteru, powszechnie znane występki oraz uwikłania sprawiają, że dziecku trudno jest wzbudzić w sobie poczucie dumy z własnych rodziców. Czy IV przykazanie w ich wypadku nie obowiązuje?
Jeślibyśmy spojrzeli na to tylko po ludzku i przyłożyli do takich sytuacji kryterium czystej sprawiedliwości – powiedzielibyśmy, że ci rodzice nie zasługują na miłość swoją postawą. Zatem dzieci mają pełne prawo, aby ich nie szanować i nie kochać. Patrząc jednak oczyma wiary, powiemy, że przykazanie IV także wtedy nie traci swej obowiązującej mocy. Jest je tylko trudniej zachować. W sytuacjach krzywdy trzeba stale przypominać sobie o krzyżu i nauce z niego płynącej. O tym, że Pan Jezus powiedział, że jeśli ktoś chce być Jego uczniem musi wziąć na siebie swój krzyż (Mt 8, 34 nn.). Tylko tak możemy Go naśladować. I tylko tam można odnaleźć pokój serca i zmniejszyć ciężar dokonanego zła. Krzywdzone dzieci mogą próbować przebaczyć swoim rodzicom. To przebaczenie jest jedyną drogą do uzdrowienia duchowych ran. Tylko modlitwa za niegodnych rodziców może zabliźnić rany i osłabić tragiczne wspomnienia. Winni też starać się zrozumieć ich. Być może są oni tacy, gdyż sami nie byli kochani i nie mieli u kogo nauczyć się rodzicielskiej miłości. Może macierzyństwo lub ojcostwo przyszło w ich życiu w momencie, w którym nie byli gotowi lub zdolni do udźwignięcia go. Nie osądzajmy ich zbyt surowo i bezwzględnie. Okażmy im miłosierdzie.
I jeszcze jedno: paradoksalnie rzecz biorąc, istnienie rodziców, którzy nie umieją kochać, może uświadomić nam, jak wspaniałą sprawą w naszym życiu jest to, że nasi rodzice są kochający i troskliwi. Wydaje się nam, że to oczywiste, iż rodzice winni być dobrzy dla swoich dzieci. Życie pokazuje jednak, że nie zawsze tak jest. Przykre doświadczenia z dzieciństwa niech będą dla nas przestrogą, abyśmy nie popełniali błędów naszych rodziców. Zatroszczmy się o to, aby naszym dzieciom nie zabrakło tego, czego niedostatek w dzieciństwie odczuliśmy sami. Warto przypomnieć tutaj „złotą zasadę” Jezusa: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12). Kochajmy dzieci mądrze i odpowiedzialnie. To jest najpiękniejsze powołanie chrześcijańskich rodziców i wychowawców. Jeśli brakowało nam czułości, zrozumienia, opieki, słowa, troski – wiedzmy, że naszym dzieciom nie musi tego zabraknąć.
