Tożsamość do lamusa
Odkąd Polskie Stronnictwo Ludowe
wysunęło kandydaturę Waldemara Pawlaka na prezydenta RP, partia ta
nabiera coraz większego krytycyzmu do swego koalicjanta – Platformy
Obywatelskiej. Być może ta tendencja się utrzyma i spowoduje rozpad
koalicji oraz powstanie rządu mniejszościowego, a nawet rozpisanie
przedterminowych wyborów do parlamentu. Jeśli obecne działania ludowców
są wyrazem zdrowego pragnienia powrotu do swych ludowych i
chrześcijańskich korzeni, to należałoby w tym „przebudzeniu” upatrywać
szansę dla Polski i dla tego stronnictwa.
Zwłaszcza ostatnia
inicjatywa PO, ażeby prezesem Narodowego Banku Polskiego został Marek
Belka – co stało się faktem dzięki poparciu lewicy – wzbudziła irytację
ludowców. Do tego dochodzi brak konsultacji w sprawie rzecznika praw
obywatelskich czy zarzuty lidera PSL pod adresem Bronisława
Komorowskiego o nadużywanie uprawnień i zawłaszczanie państwa. Słowem,
można odnieść wrażenie, że ludowcy coraz bardziej dystansują się od
Platformy. Jednak jakiekolwiek głębsze zmiany w obliczu ideowym PSL
musiałyby się wiązać z odejściem od akceptacji ustaleń okrągłostołowych.
I tu pojawiają się wątpliwości, gdyż wiadomo, że część ludowców
wykazuje bardzo zachowawczą postawę do układu zawartego ponad
dwadzieścia lat temu. To „uwikłanie” sprawia, że partia ta stopniowo
traci swój elektorat (począwszy od 2006 r.) i wiarygodność, stając się
formacją faktycznie bezideową i radykalnie pragmatyczną. Jakub Pacan w
swym artykule zatytułowanym „System partyjny dwa i (pół) PSL” stwierdził
m.in., że elastyczność i skuteczność PSL ma niewiele wspólnego z
działaniem dla dobra Polski, gdyż formacja ta rozumie politykę jako
dbanie o interesy „swoich ludzi”. Jest to partia, której strategia
polityczna polega przede wszystkim na tym, ażeby wspierać i wchodzić w
koalicje z ugrupowaniami większymi i zwycięskimi, nieposiadającymi
zdecydowanej większości parlamentarnej. Jak wiadomo, istnienie rządów
oraz ich skuteczne funkcjonowanie w warunkach systemu
parlamentarno-demokratycznego wymaga takiej większości. Nic dziwnego, że
zawierane na tej podstawie porozumienia i sojusze (dwa razy z SLD i z
PO) dokonują się bez większych problemów. Tylko czy są to sojusze dla
Polski?
Konfitury za głosy
Autor wspomnianego artykułu
uważa, że „Pawlak opracował specjalną formułę dla partii, by była łatwo
strawną maszynką do głosowania dla swoich przyszłych koalicjantów”. Za
kosztowne konfitury dla PSL – jak np. niepotrzebne nikomu agencje
rządowe – zwycięska partia dostaje sprawną maszynkę do głosowania, która
nie interesuje się jej wewnętrznymi problemami i nie wtrąca się w
ideologiczne boje. Pełnienie roli obrotowego koalicjanta wymaga
niezwykłej ostrożności. „Tak więc już na poziomie wyborczym PSL nie jest
partią stricte rywalizacyjną. Nie podkupuje innym wyborców, nie
prowadzi kampanii negatywnej, a błotem obrzuca, kiedy jest to już
konieczne. Prowadzenie spokojnej kampanii, w której nie atakuje się i
nie kąsa, pozwala potem idealnie odnaleźć się na poziomie parlamentarnym
jako koalicjant przyjazny i niekontrowersyjny” – wskazuje Pacan.
Dariusz
Klimczak, prezes Krajowego Forum Młodych Ludowców, stwierdził niedawno w
jednym z wywiadów, że „generalnie PSL jest partią środka i choć wszyscy
jesteśmy 'zieloni’, to w środku mamy różne odcienie”. Klimczak
stwierdza ponadto, że PSL nawiązuje do socjologicznej teorii Hilarego
Putnama, według którego najważniejszą cechą kapitału społecznego jest
„gotowość do działania”. „(…) Trwając przy ścianie, niczego się nie
osiągnie. Np. w Niemczech socjaliści potrafili się dogadać z chadekami w
imię racji stanu. (…) Jako partia środka PSL ma absolutne prawo do
zawierania sojuszy z różnymi ugrupowaniami. Podstawowym czynnikiem
trwałości i stabilizacji demokracji w danym państwie są partie, które
charakteryzują się zdolnością zawierania sojuszy i kooperacji z innymi
partiami. (…) Chcąc rządzić 38-mln krajem, nie należy się trzymać
sztywnych reguł doktrynalnych” – zauważa działacz PSL.
Na karygodne
zaniechania ze strony PSL jako partii obecnie współrządzącej wskazuje
m.in. Janusz Wojciechowski, były prezes i członek Stronnictwa, obecny
wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu
Europejskiego. „(…) Obecny rząd w sprawach rolniczych mówi szeptem
albo nie mówi nic, zdając się całkowicie na Brukselę. Tam perspektywy
dla polskiej wsi rysują się złe. (…) Rząd najbardziej rolniczego kraju
Unii Europejskiej, rząd kraju, którego rolnicy są dyskryminowani – ten
rząd nie widzi spraw rolniczych jako swojego priorytetu w Unii. (…)
Żywność staje się towarem strategicznym i dlatego o rolnictwo trzeba
dbać bardziej niż o cokolwiek innego. A kto tego nie rozumie, działa na
szkodę Narodu, na szkodę jego przyszłych pokoleń” – kwituje
Wojciechowski.
Ciszej o moralności
PSL jest często
określane jako partia bezideowa, która unika podejmowania bardzo ważnych
tematów, jak: model polityki rodzinnej, ochrona życia, rola moralności w
życiu publicznym, sprowadzając je do dziedzin życia prywatnego i
rodzinnego. Eliminacja sfery moralnej z obszaru zainteresowań PSL
powoduje, że wiele osób postrzega tę partię jako uprawiającą
politykierstwo, a nie politykę. Dodajmy, że PSL naraża się w ten sposób
nie tylko na utratę wiarygodności w oczach potencjalnych wyborców, ale
też ryzykuje zagubieniem własnej specyfiki i tożsamości. Ryzyko to jest
tym większe, że dziś naród po niedawnych ciężkich doświadczeniach
(tragedia pod Smoleńskiem, powódź) jakby się uodpornił na różnego
rodzaju sztuczki socjotechniczne i większą wagę przywiązuje do morale
polityków, a także do ich czynów, a nie do samych deklaracji ideowych
czy przedwyborczych.
Program gospodarczy
Kiedy
analizuje się program PSL, to można zauważyć, iż znajdują się w nim
treści zaczerpnięte z katolickiego nauczania społecznego. Ludowcy
opowiadają się za zasadą solidarności i pomocniczości, za zrównoważonym
rozwojem. Podkreślają, że punktem wyjścia w polityce gospodarczej jest
człowiek; chcą przeciwdziałać powstawaniu sfer ubóstwa i nędzy;
występują przeciwko absolutyzacji praw wolnorynkowych i opowiadają się
za społeczną gospodarką rynkową – co oznacza, iż działalność państwa
winna uwzględniać cele społeczne i ekonomiczne, głoszą zasadę „tyle
rynku, ile potrzeba dla sprawiedliwego rozwoju, tyle państwa, ile
konieczne dla społeczeństwa, uwzględniają różne formy własności”.
Sztandarowym hasłem PSL jest przeciwdziałanie degradacji rolnictwa i
wspieranie gospodarstw rodzinnych, gdyż to one są podstawą ustroju
rolnego. Ludowcy sprzeciwiają się monetaryzmowi w gospodarce (być może
właśnie dlatego nie poparli kandydatury Marka Belki na prezesa NBP).
Niektóre z tych wytycznych programowych odpowiadają poczuciu
sprawiedliwości i zdrowemu rozsądkowi, Waldemar Pawlak w trakcie
kampanii wykorzystuje je jednak częściowo, ale chyba w stopniu
niedostatecznym. Takie hasła, jak: dialog i porozumienie, zapobieganie
sporom, wspólnota narodowa, innowacyjna gospodarka, tworzenie dobrego
klimatu gospodarczego, mocna Polska w regionie, Europie i na świecie –
są tylko hasłami i niewiele mówią.
Problem zaostrzenia oblicza
ideowego partii i podejmowania w praktyce wielu słusznych założeń
programowych to wyzwanie dla ludowców z Waldemarem Pawlakiem i
Jarosławem Kalinowskim na czele. Od tego, czy mu sprostają, zależy, czy
PSL przestanie być postrzegany jako partia, której nikt nie słucha i
nikogo nie obchodzi jej zdanie. Żeby temu zaradzić, politycy PSL powinni
przemyśleć aktualną strategię polityczną, a swój rodowód wyprowadzać z
dobrych tradycji przedwojennego PSL, i to nie tylko dla poprawienia
samopoczucia czy wizerunku medialnego, ale przede wszystkim dla
ustalenia własnej tożsamości. Pomocą do tego niech będzie respektowanie
maksymy Wincentego Witosa – „wtedy, kiedy zaczyna się interes państwa,
kończy się interes partii”.
Dr Witold Landowski
Autor jest politologiem, wykładowcą w
Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
