Torysi idą po władzę

Z początkiem roku brytyjscy konserwatyści ruszyli z intensywną kampanią wyborczą przed wiosennymi wyborami parlamentarnymi. Torysi opublikowali manifest wyborczy i wezwali członków partii do walki o zwycięstwo w tych okręgach, gdzie jest najwięcej niezdecydowanych wyborców.



Wczoraj w całej Wielkiej Brytanii zawisło 1000 billboardów ze zdjęciem lidera torysów Davida Camerona, członkowie jego partii zaś rozpoczęli ogólnokrajową kampanię, której celem jest oczywiście zdobycie przewagi w kluczowych okręgach wyborczych, a także pozyskanie jak największej ilości niezdecydowanych wyborców. Jak podkreślają brytyjskie gazety, skala kampanii bardzo niepokoi rządzących labourzystów, którzy już od pewnego czasu wydają się przygnębieni wielkością budżetu wyborczego, jaki udało się zgromadzić konserwatystom. „Odwaga tego ruchu odzwierciedla determinację pana Camerona, aby rozpocząć rok wyborów od mocnego akcentu i by bezwzględnie przeć po głosy tych, którzy zadecydują o wyniku wyborów” – pisze na swoim portalu internetowym dziennik „Daily Telegraph”.

Jednym z głównych punktów manifestu torysów jest upublicznienie planu reformy służby zdrowia. Konserwatyści zapowiadają przede wszystkim poprawienie ochrony i opieki dla kobiet w ciąży. Zapowiedzi te wiążą się także z postulatem wprowadzenia bardziej prorodzinnej polityki na Wyspach. – Musimy wzmocnić naszą rodzinę i zreformować szkoły, tak by móc budować wielkie społeczeństwo – zaznaczył Cameron.

W swoim manifeście szef torysów odniósł się także do kryzysu finansowego i powiększającego się krajowego długu publicznego. – Jest tylko jedno wyjście z tego bałaganu i jest nim wprowadzenie szerokich zmian. Najpilniejszym zadaniem jest więc zmniejszenie deficytu – stwierdził Cameron. Przewodniczący konserwatystów podkreślił, że ma ambicje nie tylko doprowadzić do równowagi finansowej, ale ponownie uczynić Wielką Brytanię liderem światowej gospodarki.

Odpowiadając na manifest opozycji, labourzyści upublicznili 100-stronicowy raport na temat obietnic wyborczych torysów. Wyliczają w nim wszystkie zobowiązania konserwatystów, wymieniając te, które według nich są zwyczajnie nieopłacalne bądź niemożliwe do zrealizowania. Partia premiera Gordona Browna twierdzi ponadto, że postulat opozycji zmniejszenia wydatków publicznych w celu obniżenia deficytu jest bezpodstawny, i jednocześnie twierdzi, iż potrafi załatać dziury w budżecie bez obniżania wielkości nakładów na cele publiczne. Zdaniem Browna, do obniżenia o połowę, w ciągu czterech lat, wynoszącego 178 mld funtów zadłużenia wystarczy… „nieznaczne podniesienie podatków”. Opozycja zarzuca premierowi, że stawiając takie tezy, wydaje się nie akceptować rzeczywistości. Przedstawiciel liberałów Vince Cable nazwał takie plany szefa obecnego rządu „czystą fantazją”. Z kolei George Osborne, kanclerz skarbu w „gabinecie cieni” konserwatystów, stwierdził, że premier, nie mając Brytyjczykom nic nowego do zaoferowania, jedynie „powtarza swoje nieuczciwe nonsensy”.

Torysi zdecydowali się na tak szybkie rozpoczęcie kampanii wyborczej w obawie, że tracący coraz bardziej na popularności rząd Gordona Browna postanowi o rozpisaniu nowych wyborów już w marcu. Najbardziej jednak prawdopodobną datą głosowania pozostaje 6 maja lub 3 czerwca.


Łukasz Sianożęcki
drukuj