Tonizująca kuracja?

W polu dobra i zła

Marek Czachorowski

Po głośnej salwie premiera, że będzie się u nas farmakologicznie kastrować przestępców seksualnych, otrzymaliśmy z Ministerstwa Sprawiedliwości szczegóły przygotowywanej ustawy. Pedofile i inni seksualni przestępcy pewnie odetchnęli z ulgą. I jeśli się zaniepokoili, iż po kastracyjnej „pigułce” znikną ich umiłowane kanibalne apetyty, to teraz nie tylko Lew Starowicz, ale samo Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że przewidywana farmakologiczna terapia ma charakter tylko „tonizujący”, czyli gwarantuje pozostanie zbrodniczych upodobań. Ministerstwo zresztą wcale nie zamierza wszystkim złapanym seksualnym przestępcom aplikować farmakologicznego „tonizowania”: tylko tym, którzy podczas odsiadywania wyroku nie robią wrażenia, że już się pozbyli swoich zbrodniczych zamiarów. Pewnie jednak nie jest trudno taki certyfikat zdobyć, bo nawet najgłośniejszy – z końca ostatniego stulecia – pedofil-morderca Mark Dutroux przed swoją ostatnią – do tej pory – serią zbrodni wyszedł z więzienia po trzech latach, skazany za gwałty na pięciorgu dzieciach. Z racji „dobrego rokowania” belgijski wymiar sprawiedliwości darował mu 10 lat kary, a nawet przyznano mu odszkodowanie za uszczerbki na zdrowiu, dzięki czemu mógł zbudować misterne cele więzienne dla swoich ofiar. Jeśli zatem przestępcy seksualni zadbają o swoje maniery podczas odsiadywania wyroku, to żadnych „tonizujących” pigułek nie będą musieli łykać po wyjściu z więzienia.

Najbardziej ważnym elementem przedstawionego przez Ministerstwo Sprawiedliwości dokumentu jest to, czego w nim nie ma, a mianowicie jakiejkolwiek analizy przyczyn, tylko stwierdzenie faktu, że „Skala zjawiska przestępczości przeciwko wolności seksualnej w okresie ostatnich kilku lat jest (…) duża”, czyli – domniemywać należy – odnotowuje się wzrost tych przestępstw w „ostatnich kilku latach”. Gdy nasila się zjawisko np. napadów na banki, to trzeba wpierw się zainteresować przyczynami tego wzrostu, jeśli ma się podjąć jakieś skuteczne działania prewencyjne. Tak samo należy postąpić odnośnie do przestępstw seksualnych, zanim zacznie się dokonywać jakiś eksperymentów z „karaniem” przestępców. Brak refleksji nad przyczynami ich zbrodni wskazuje, że wcale nie traktujemy ich poważnie. Widać to było w Belgii podczas trwającej około dekady sprawy wspomnianego już Dutroux. Chociaż kilka ministerialnych głów poleciało za zaskakujące utrudnianie śledztwa i odwołano zdeterminowanego do wyjaśnienia sprawy sędziego, to tamtejszy wymiar sprawiedliwości długo nie mógł sobie poradzić z zamknięciem sprawy, do czego wzywały organizowane przez zszokowanych obywateli marsze milczenia. Odnoszono wrażenie, że nie ma szansy na ujawnienie zaangażowania jakiś VIP-ów w tuszowaniu ich udziału w pedofilskiej aktywności Dutroux. Widać pedofil pedofilowi nie jest równy. Przypomnę też, że słynny Michael Foucault – nazywany następcą Sartre’a – otoczony jest dzisiaj wręcz religijnym kultem, także na UW, mimo że znany był z propedofilskiej działalności. Wystarczy też mieć filmowe plecy i omijać terytorium USA, aby oklaskami – a nie jakąś pigułką kastracyjną czy „tonizującą” – być witanym w reszcie świata, włącznie z Warszawą, jak to regularnie widzimy. Co z tego, że słynny reżyser w latach siedemdziesiątych w Ameryce zgwałcił – w wyjątkowo drastyczny sposób, jeśli jakiekolwiek określenia mają tu sens – trzynastoletnią dziewczynkę i do tej pory cierpliwie oczekują tam na jego zgłoszenie się? Inny znów słynny reżyser zafundował całemu światu hagiograficzną opowieść o głośnym zoologu, naukowym promotorze pedofili Alfredzie Kinseyu, który w swoich „naukowych” raportach o seksualności dzieci opisuje eksperymentalne gwałcenie ich przez zatrudnionych w tym celu pedofilów.

Poważny projekt ministerialny pewnie wpierw postawiłby pytanie, dlaczego przeżywamy dzisiaj jakąś rozszerzającą się epidemię pedofilii i innych zbrodni seksualnych?

drukuj