To smutny wyjazd

Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej Januszu
Kurtyce, który zginął w katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem, rozmawia
Mariusz Kamieniecki

W niedzielę udaje się Pani wraz z synami oraz laureatami konkursu IPN "Pamięć
o Katyniu" m.in. na miejsce zbrodni dokonanej na polskich oficerach, ale także
na miejsce katastrofy smoleńskiej. Jakie uczucia towarzyszą Pani w związku z tym
wyjazdem?

– Dla mnie osobiście, a także dla moich synów jest to wyjazd bardzo emocjonalny
i bardzo ważny. Udajemy się na miejsca historyczne dla polskiego Narodu, miejsca
zbrodni na polskich oficerach, ale także na miejsce katastrofy smoleńskiej,
gdzie wśród najwyższych przedstawicieli państwa z prezydentem Lechem Kaczyńskim
na czele zginął mój mąż. Na pewno jest to wyjazd smutny. 

Zainteresowanie konkursem IPN świadczy o tym, że młodzież chce kultywować
prawdę o Katyniu. Jaki wpływ na to miała katastrofa Tu-154M?

– Myślę, że ogromny. Wielu nauczycieli historii na ten temat mówi niewiele bądź
nic. Tymczasem cykl nauczania historii w związku z reformą w szkołach licealnych
ma być jeszcze dodatkowo skrócony, co doprowadzi do tego, że historia XX wieku
zostanie kompletnie zmarginalizowana lub pominięta. Dlatego uświadomienie młodym
ludziom pewnych faktów historycznych, związanie ich emocjonalne z tragedią
smoleńską, w której poprzez środki społecznego przekazu siłą rzeczy
uczestniczyli na bieżąco, jest bardzo ważne. Młodzież to część społeczeństwa,
która do końca swego życia będzie miała w pamięci wydarzenie z 10 kwietnia 2010
roku, będzie o tym myśleć, wyciągać wnioski i starać się kontrolować to, co się
dzieje również wokół wyjaśniania tej tragedii.

Jeszcze niedawno głośno było o wyprawie polskich archeologów na miejsce
katastrofy. Teraz sprawa ucichła. Czy w ogóle dojdzie do tego wyjazdu?

– Mam nadzieję, że sprawa pytań o wyjazd polskich archeologów do Smoleńska
odwlekana przez trzy miesiące powróci jesienią. Natomiast to, czy wyjazd
zostanie zrealizowany, jest ciągle dla mnie pytaniem otwartym. Jestem
przekonana, że do tego wyjazdu nie dojdzie. Tymczasem byłaby to jedyna polska
grupa, która sensu stricto zostałaby dopuszczona do oryginalnych dowodów w
śledztwie. Myślę, że dla Rosjan byłaby to decyzja nie do zaakceptowania. 

Czy jest Pani zadowolona z dotychczasowych postępów w śledztwie w sprawie
katastrofy z 10 kwietnia?

– Co do postępów w śledztwie mo ja wiedza ogranicza się tylko i wyłącznie do
informacji, jakie polskie społeczeństwo czerpie z mediów, czyli tego, co piszą
gazety i co podaje telewizja. Żadnych innych informacji nie posiadam i nie
ukrywam, że z tego faktu nie jestem zadowolona. Nie widzę też żadnych postępów w
śledztwie. Nie wydarzyło się nic nowego, co mogłoby potwierdzać, że jakikolwiek
postęp w sprawie wyjaśnienia okoliczności katastrofy się dokonuje. 
Konieczne jest powołanie międzynarodowej komisji śledczej, oczywiście na prośbę
polskiego rządu, bo chyba nikt inny nie ma do tego prawa. W mojej ocenie, tylko
taka niezależna komisja byłaby w stanie zweryfikować kopie dowodów przekazywane
nam przez stronę rosyjską czy też wystąpić do Rosjan o oryginały, skoro polski
rząd tego dotychczas nie zrobił. Byłaby to też szansa przynajmniej na częściową
rehabilitację polskich władz, które wystarczająco się już skompromitowały.

Nie widać jednak, żeby rządowi Donalda Tuska na tym specjalnie zależało?
– To niestety przykra prawda…

Ostatnio pojawiły się informacje, że rosyjskie śledztwo i tak idzie w
kierunku uznania pilotów za sprawców katastrofy. Nigdy dotąd Rosjanie nie wydali
bowiem innego werdyktu, który podważałby ich zaniedbania czy brak kompetencji…

– Było to jasne od dawna. Przecież takie sugestie były wysuwane od samego
początku, kiedy Rosjanie przy naszej bierności i za naszą zgodą przejęli
kontrolę nad śledztwem. Uległość polskich władz niejako usankcjonowała taki
układ i to zostało tylko podtrzymane. Prawdę mówiąc, byłabym zaskoczona, gdyby
było inaczej. Musiałabym zweryfikować swoje opinie o panującym obecnie ustroju w
Rosji. To kolejny argument, że nie powinniśmy oddawać tego śledztwa w ręce
Rosjan. Każde państwo ma obowiązek dbać o swoje suwerenne interesy i o swoich
obywateli. Tymczasem ze strony państwa polskiego tego nie widać.

Dziękuję za rozmowę.

————————————————————–

By czas nie zatarł śladów

Do Katynia i miejsc związanych z historią Polski wyjadą w najbliższą
niedzielę laureaci konkursu "Pamięć o Katyniu" organizowanego przez katowicki
oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Życie pokazało, że dość niespodziewanie
inicjatywa IPN połączyła w sobie dwie tragiczne historie: z 1940 roku i tę z 10
kwietnia 2010 roku. Młodzieży towarzyszyć będzie rodzina prezesa IPN Janusza
Kurtyki – jednej z ofiar tragedii smoleńskiej.

– Nie ukrywam, że początkowo na konkurs napłynęło niewiele prac, ale po 10
kwietnia nastąpiła kulminacja i z uwagi na ich liczbę byliśmy nawet zmuszeni do
przesunięcia terminu ogłoszenia wyników – tłumaczy Marcin Niedurny z
katowickiego IPN. Ostatecznie na konkurs ogłoszony w marcu br. napłynęło 258
prac indywidualnych i zbiorowych 386 autorów z 94 szkół. 60 laureatów w nagrodę
w dniach 12-19 bm. odwiedzi Katyń i miejsca polskiej pamięci na Wschodzie.
Nagrodzonej młodzieży będzie towarzyszyć Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN
Januszu Kurtyce, która na zaproszenie szefa katowickiego IPN uda się tam wraz z
synami. – W planie wyjazdu jest nie tylko wizyta na Polskim Cmentarzu Wojennym w
Katyniu, ale również na miejscu kwietniowej tragedii. W ten sposób chcemy
również oddać hołd ofiarom katastrofy prezydenckiego samolotu – komentuje
Niedurny. To nie pierwsza inicjatywa katowickiego IPN związana z wyjazdami
edukacyjnymi do Katynia. – Katowicki oddział IPN organizuje tego typu wyjazdy,
począwszy od 2008 roku, i jest to już czwarta tego typu wyprawa. Każdorazowo
biorą w niej udział uczniowie szkół z terenu woj. śląskiego – wyjaśnia Marcin
Niedurny. Trasa podróży historyczno-edukacyjnej na Wschód obejmuje Nowogródek,
gdzie młodzież będzie miała okazję zapoznać się z miejscami związanymi z Adamem
Mickiewiczem. – Zamierzamy też odwiedzić Kuropaty, miejsce rozstrzelania i
pochówku ofiar stalinowskiego terroru z lat 1937-1941, m.in. ludności polskiej.
Nie zabraknie też miejsc związanych z Marszałkiem Józefem Piłsudskim: Zułów,
miejsce urodzin Marszałka, oraz Powiewiórki, gdzie w miejscowym kościółku
znajduje się oryginalna chrzcielnica, przy której był ochrzczony – wymienia. W
tej swojego rodzaju podróży przez historię z różnych epok szczególne miejsce
zajmuje Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu. Inicjatywą IPN zbudowany jest ks.
Zdzisław Sochacki, proboszcz katedry na Wawelu, który będzie sprawował duchową
opiekę nad uczestnikami wyprawy na Wschód. – W miejscach tragedii i ofiary
chcemy oddać hołd wszystkim rozstrzelanym, którzy oddali swe życie za Ojczyznę,
a także uczcić pamięć ofiar związanych z katastrofą smoleńską. Szczególne
miejsce w tym zajmować będzie Eucharystia i modlitwy w tych szczególnych dla
Polaków miejscach – powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. Sochacki. W
jego ocenie, Katyń – tragiczna historia sprzed lat, ale także tragiczne
wydarzenia z 10 kwietnia żyją głęboko w sercach Polaków, stanowiąc jednocześnie
naukę, zwłaszcza dla ludzi młodych. – To bardzo piękne, a zarazem bardzo
edukacyjne, że katowicki IPN zajmuje się młodym pokoleniem i stara się, by
poznało ono całą prawdę o historii naszego Narodu, także tę w wymiarze
tragicznym, jaką było rozstrzelanie polskich oficerów i jakim jest katastrofa
smoleńska – uważa ks. Sochacki. 
W pierwszej połowie października do Nowogródka, Smoleńska, Katynia i Wilna
wyjadą też laureaci kolejnego ogólnopolskiego konkursu IPN i Stowarzyszenia
"Pokolenia": "Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy… Katyń – 70 lat po
zbrodni". Jak udało się nam potwierdzić, w ramach tego przedsięwzięcia z
młodzieżą gimnazjalną i ponadgimnazjalną ma wyjechać Magdalena Merta, wdowa po
wiceministrze kultury Tomaszu Mercie. 

Mariusz Kamieniecki

drukuj