To niesamowicie symboliczny dramat

Z Arkadiuszem Mularczykiem, posłem PiS, który do Katynia na obchody
70. rocznicy mordu NKWD na polskich jeńcach wojennych przyjechał pociągiem,
rozmawia Zenon Baranowski

Na twarzach Pana i Pana kolegów parlamentarzystów widać ogromne
poruszenie na wiadomość o tej katastrofie…
– To jest olbrzymia
tragedia, i to w tak symbolicznym miejscu. To niezwykle bolesna sytuacja, gdy po
70 latach zbrodni katyńskiej elity Narodu po raz kolejny giną w tym samym
miejscu. Poza tym to są nasi przyjaciele, koledzy i z niedowierzaniem
przyjmujemy kolejne nazwiska, które się pojawiają na liście osób, z którymi
rozmawialiśmy jeszcze w czwartek, piątek – dyskutowaliśmy. Trudno to komentować,
to niesamowicie symboliczna tragedia i tragedia osobista nas wszystkich, bo to
nasi przyjaciele klubowi i z innych ugrupowań. Są to matki, ojcowie, synowie,
dzieci…

Pierwsza myśl po usłyszeniu tej tragicznej
informacji…
– Olbrzymia tragedia i rozpacz. Troska o kolegów i o
ich rodziny. Zastanawiamy się, kto jeszcze jest na tej liście. Pytanie, co się
będzie działo z Polską…

Jak Pan myśli, co się może stać?
– Nie wiem. Naprawdę nie
wiem.

Pojawiają się różne wersje przyczyny katastrofy. Rosjanie nie
dopuszczają dziennikarzy do miejsca zdarzenia.
– Ta sprawa budzi
poważne obawy, czy wszystko było w porządku. Oprócz tego, że ten wypadek ma
symboliczne znaczenie… To jest aż nieprawdopodobne, żeby doświadczeni
piloci… żeby samolot prezydencki w taki sposób uległ katastrofie. Codziennie
latamy samolotami rejsowymi i nic się nie dzieje. W takiej sytuacji jest to
wręcz nieprawdopodobne. Ta sprawa jest dziwna.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj