To, co niezniszczalne, trwa
Ludzkie sprawy
Wiemy bowiem, że kiedy nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie (…). Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre. (2 Kor 5, 1.10)
Nigdy nie zapomnimy odejścia do wiecznego życia Ojca Świętego Jana Pawła II ani czasu choroby poprzedzającej ostateczny kres Jego ziemskiej wędrówki. Postawa zawierzenia Bogu i Jego Matce oraz niezachwianej ufności to była zdumiewająca i zachwycająca nauka dla wszystkich – jak żyć i jak umierać. Toteż gorszy i zastanawia swoista interpretacja słów Ojca Świętego: „Pozwólcie mi odejść do Domu Ojca”, przez człowieka powołanego do czynienia porządku w przestrzeni bioetycznej w naszej Ojczyźnie. Według owej interpretacji, kilkakrotnie powtarzanej w mediach – słowa te miałyby znaczyć nic innego, jak życzenie Jana Pawła II niestosowania u niego w dalszym ciągu terapii specjalistycznej. Skąd pan Gowin wie, co na myśli miał Ojciec Święty, wypowiadając przytoczone wyżej zdanie? Nie wie i nie może wiedzieć, gdyż to nie było jego odchodzenie do wieczności, tylko innego człowieka. Niestety, nawet misterium umierania bywa wykorzystywane do celów politycznych, a to już zasługuje na poważną krytykę i przynajmniej próbę sprowadzenia na drogę refleksji osób, które są zdolne do tego typu zabiegów. Zdrowe psychicznie osoby chcą żyć do naturalnego końca – naturalnego, czyli wyznaczonego nie przez drugiego człowieka, ale przez Boga. Człowiek nie jest w stanie nigdy przedłużyć komukolwiek istnienia, natomiast skrócić je może, zarówno celowo, jak i nieświadomie; czasami musi podjąć ryzyko, licząc się nawet ze śmiercią, np. lekarz, wykonując trudny i ciężki zabieg. Nigdy natomiast nikomu, nawet stosując argumenty typu: „Niech się dłużej nie męczy”, nie wolno skrócić życia. Takie uzasadnienia mogą wysuwać osoby, które nie towarzyszyły umierającemu człowiekowi, ani tym bardziej nie leczyły i nie pielęgnowały chorych w końcowym etapie życia. A jest to czas niepowtarzalny, ubogacający i konieczny dla człowieka. Gdyby tak nie było, nasz Pan zabrałby nas wszystkich do siebie w innych okolicznościach. Skoro nadchodzi ten okres w życiu, to przyjmując postawę ufności za Jedynym Nauczycielem Jezusem Chrystusem i prawdziwym autorytetem, jakim był i pozostał Jan Paweł II, odchodzimy do Domu Ojca, kiedy Bóg chce, a nie ktoś inny. Tak zwany testament życia w istocie jest testamentem śmierci, gdyż wyraża życzenie niepodtrzymywania życia, bez względu na zastosowane metody – czy to nadzwyczajne, czy zwykłe – i ostatecznie przyzwala na eutanazję, chociaż nie wprost, a podstępnie. Nabrały ogromnego przyspieszenia prace nad pokonaniem w ludziach odruchowej niechęci do zadawania śmierci z fałszywej litości lub godzenia się na nią. W tym celu wykorzystywane są przeróżne sposoby socjotechniczne – kreowanie „autorytetów”, cytowanie najwybitniejszych przedstawicieli rodzaju ludzkiego dla własnych celów, granie na uczuciach, ukazywanie życia jako wartościowe, wówczas gdy młode, piękne i bogate, deprecjonowanie starości i niepełnosprawności itp. Społeczeństwo zaczyna gubić się w tym szumie. Rozpoczyna się debata publiczna, podczas której osoby, rzeczywiście mogące podzielić się doświadczeniem pracy z umierającymi i chorzy łaknący obecności i miłości, a nie zestawu do eutanazji, nie są brani pod uwagę. Natomiast z wielką chęcią głos zabierają politycy, udowadniający humanizm poprzez „dobrodziejstwo” skracania życia z wyższych pobudek, tj. z litości! Zbliża się czas Bożego Narodzenia – największy dowód wartości ludzkiego życia, jego wyjątkowości i celowości. Skoro sam Bóg zechciał przyjąć tak ograniczoną i śmiertelną postać – coś to oznacza. Oznacza między innymi, że wszystko, co nas spotyka, ma sens i prowadzi do nieśmiertelności. „A przecież nie cały umieram, to co we mnie niezniszczalne trwa” (Tryptyk Rzymski, Jan Paweł II). Niech ta pewność i radość towarzyszy nam także dzisiaj, gdy na nowo, jak co roku oczekujemy na przybycie Pana. Przyjdź, Jezu, bo już czas!
Hanna Wujkowska
