Testament Jana Pawła II dla rodzin

Z ks. prof. Jerzym Bajdą, teologiem, moralistą, który opracował komentarz
do encykliki "Humanae vitae" w zespole powołanym przez księdza kardynała Karola
Wojtyłę, o zaangażowaniu Ojca Świętego Jana Pawła II w służbę rodzinom rozmawia
Małgorzata Jędrzejczyk

Współpracował Ksiądz Profesor z księdzem kardynałem Karolem Wojtyłą. To
niewątpliwy przywilej. Jak Ksiądz wspomina tamten okres?

– Z ogromną wdzięcznością dla Boga, że mogłem w ważnym okresie mojego życia
spotkać się z tym niezwykłym człowiekiem. Był to czas, kiedy dojeżdżałem z
Tarnowa na Papieski Wydział Teologiczny, aby uzupełnić studia z teologii
moralnej; w Tarnowie było bowiem dość kanonistów, a był potrzebny moralista.
Spotkanie ze środowiskiem krakowskim musiało w końcu przyjąć kształt spotkania z
ks. Karolem Wojtyłą, najpierw biskupem, potem kardynałem. Był to gorący czas
fermentu posoborowego. Karol Wojtyła uważał za konieczne stworzenie środowiska,
w którym można było dociekać prawdy głębszej od tej, jaką proponowały nowości
publicystyczne. Organizował więc sympozja i konferencje, na których dyskutowano
na podstawowe tematy dotyczące powołania małżeństwa i rodziny. Chodziło głównie
o pogłębienie chrześcijańskiej świadomości wśród lekarzy, nauczycieli, prawników
i innych przedstawicieli elity społecznej, zdolnej do przeciwstawienia się
prądom antyrodzinnym. Owocem takich sesji interdyscyplinarnych były m.in.
publikacje – cenione do dziś – takie jak "Specjalistyczne aspekty problemu
przerywania ciąży" lub "Specjalistyczne aspekty problemu antykoncepcji". Były to
zarazem zagadnienia wchodzące w program studium licencjackiego, kierowanego
przez ks. bp. Stanisława Smoleńskiego. Jemu to bezpośrednio zawdzięczam
możliwość włączenia się w prace prowadzone przez Karola Wojtyłę.

Jak ta znajomość zaważyła na dalszej służbie rodzinie, w którą Ksiądz jest
wciąż zaangażowany?

– Po ukazaniu się encykliki "Humanae vitae" w 1968 r. zespół teologów nadal
pracował, tym razem nad komentarzem do encykliki, który zawierałby odpowiedź na
różne nadal podnoszone wątpliwości i zarzuty. Chodziło o pogłębione spojrzenie
na personalistyczny wymiar etyki małżeńskiej, o teologiczne rozumienie prawa
naturalnego zgodnego z tradycją Kościoła i biblijną koncepcją "planu Bożego"
stojącego u podstaw powołania małżeńskiego; o uchwycenie etycznego profilu
odpowiedzialnego rodzicielstwa, aby je ocalić przed pragmatyzmem i redukcją do
poziomu "metody". W tym zespole można było się naprawdę wiele nauczyć. I można
dodać – co brzmi już banalnie – że kiedy po dyskusji zabierał głos ksiądz
kardynał, akcentując istotny etyczny wymiar problemu, i podawał swój projekt
rozwiązania, to było naprawdę to słowo, na które wszyscy czekali: słowo, które
rozstrzygało wątpliwości. Rysowała się przede mną perspektywa objęcia wykładów w
Krakowie na Papieskim Wydziale i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dziwne
zrządzenie Opatrzności, dzięki któremu przeniesiono mnie do ATK. Szybko
zorientowałem się, że również tu będę potrzebny. Bo oto nieznany jeszcze wtedy
światu biskup Kazimierz Majdański zaczął rozwijać Zakład Teologii Praktycznej w
kierunku Instytutu Studiów nad Rodziną. Uznałem, że jest wolą Opatrzności, aby
to, co zdobyłem w Krakowie, mogło się rozwijać i owocować w Instytucie Studiów
nad Rodziną w Łomiankach.

Sprawy rodziny zawsze były dla księdza Karola Wojtyły, później kardynała, i
wreszcie Papieża bardzo istotne. Jak Ksiądz wspomina jego zaangażowanie w tym
zakresie, zanim został Papieżem?

– Powszechnie wiadomo, jak bogaty program duszpasterski rozwinął kardynał
Wojtyła w swojej diecezji właśnie z myślą pomocy rodzinie i obrony życia, o czym
nie trzeba tu mówić szczegółowo. Dzięki szczególnej zdolności otrzymanej od Boga
Karol Wojtyła zawsze dostrzegał to, co jest najważniejsze, a raczej, co jest
istotne z punktu widzenia podstaw antropologicznych, jak i pastoralnych.
Chodziło mu o to, aby mąż i żona oraz dzieci żyli świętością sakramentu
małżeństwa i pełnią powołania chrześcijańskiego. Stąd taki nacisk położył na
etyczny wymiar powołania rodzicielskiego i konieczność właściwego rozumienia
wymiaru płodności małżeńskiej wpisanej w samą osobową strukturę relacji
oblubieńczej. Stosunkowo mało znany jest fakt, że kardynał Wojtyła opracował coś
w rodzaju "Reguły" życia duchowego dla małżeństw, które miały stanowić grupy
określone jako "Małżeństwa "Humanae vitae"". Podstawową ideą tej reguły było
założenie, że małżonkowie – zawsze widziani jako "dwoje", a nie jako
indywidualne jednostki zainteresowane dążeniem do świętości – mają pomagać sobie
w drodze do świętości, zgodnie z istotą charyzmatu. Celem tej reguły było
przypomnienie, że małżonkowie są powołani do świętości już na podstawie chrztu
świętego, ale w szczególny sposób na podstawie sakramentu małżeństwa. Reguła nie
narzucała im obowiązków innych niż to się zawiera w przykazaniach Bożych, jednak
doskonałe pełnienie woli Bożej zawartej w przykazaniach wymagało pewnej ascezy,
która ma swoje korzenie w samej Ewangelii.
Nie chodziło oczywiście o poddanie się dyscyplinie rad ewangelicznych w taki
sposób, jak to należy do życia zakonnego, ale chodziło jednak o to, by żyć
duchem tych rad, bo życie samo pokazuje, że bez tej ascezy trudno wytrwać na
poziomie życia duchowego odpowiadającego świętości powołania małżeńskiego.
Kardynał Wojtyła wierzył, że Ewangelia stanowi prawdziwy program dla rodzin,
stąd też pochodzi słynne wyrażenie "Ewangelia rodziny", użyte w homilii do
rodzin, które miało przekonać, że prawdziwe życie chrześcijańskie rodziny
ukazuje światu Chrystusa.

Jaki był ksiądz kardynał Karol Wojtyła w bezpośrednim kontakcie z rodzinami?
W czym kapłani pracujący z rodzinami mogą go naśladować?

– Była to zawsze autentyczna przyjaźń chrześcijańska, zatroskana o wszystkie
problemy rodziny, nacechowana prawdziwym rysem ojcostwa i braterstwa, absolutnie
wolna od zabarwienia sentymentalnego. Była to prawdziwa męska przyjaźń, gotowa
służyć i brać bezpośredni udział w życiu rodziny, wnosząca w tę wspólnotę Bożą
radość i jakieś tajemnicze doświadczenie Obecności, która przekracza wymiar
ziemski. Można i trzeba to naśladować, ale głównie należy się modlić o
charyzmat, bo czysto ludzkie wysiłki mogą się okazać próżne.

Ksiądz kardynał Wojtyła uczestniczył w pracach nad encykliką "Humanae vitae".
Jego opinie były bardzo cenione przez Papieża Pawła VI, autora encykliki…

– Jest faktem, że Karol Wojtyła kontaktował się z Pawłem VI także poza
oficjalnym pobytem na obradach soboru i przekazywał swoje osobiste sugestie na
temat planowanej encykliki. Było to poniekąd konieczne ze względu na przeszkody
polityczne stwarzane przez rząd komunistyczny. Nadto jeszcze w trakcie trwania
soboru kardynał Wojtyła wniósł cenne sugestie do debaty nad powołaniem człowieka
i rodziny. Kardynał Wojtyła był zaproszony do udziału w pracach Papieskiej
Komisji analizującej zagadnienia demograficzne i inne kwestie naukowe rzucające
światło na zagadnienie tzw. kontroli płodności. Jednak nie mógł swobodnie udawać
się do Rzymu, by uczestniczyć w tych pracach, wskutek czego ci członkowie
Komisji, którzy bronili tradycyjnej nauki Kościoła, boleśnie odczuwali jego
nieobecność, uważając, że on mógłby wnieść w debatę to światło, które było
konieczne. (Ciekawie jest to opisane w dokumencie opublikowanym w "Catholic
Culture News" 3 lutego 2011, pt. "New insight on manipulation of 1960-s papal
commission on birth control". Kardynał Wojtyła jednak zorganizował w Krakowie
zespół teologiczny, który zabrał głos w dyskusji wywołanej rozbieżnością opinii
w samej Komisji. Nie trzeba dowodzić, że krakowski dokument wyrażał przede
wszystkim tę myśl, której Paweł VI potrzebował, a która była owocem osobistej
refleksji Karola Wojtyły. Chodziło o nowe zdefiniowanie podstaw
teologiczno-moralnych, w oparciu o które musi się odrzucić jakąkolwiek postać
antykoncepcji jako sprzeczną z istotą miłości małżeńskiej i z osobowym profilem
powołania rodzicielskiego (czyli odpowiedzialnego rodzicielstwa), a nade
wszystko sprzeczną ze stwórczym planem Boga. Ostatecznie Papież Paweł VI w pełni
uwzględnił te idee w swej encyklice.

Powszechnie wiadomo, że "Humanae vitae" wywołała szeroką polemikę. Nie
wszyscy zgadzali się z jej nauczaniem. Jakie treści przyczyniły się do tej
burzliwej debaty?

– Nie można twierdzić, że treść encykliki wywołała burzę. Burza była
przygotowana przez – sterowaną podstępnie – publicystykę obiecującą, że sobór
"dostosuje" nauczanie kościelne do ducha "świata". Ważnym czynnikiem była
rozpętana celowo "rewolucja seksualna" mająca na celu "wyzwolenie seksu" od
wszelkich moralnych "ograniczeń", prezentująca zarazem "seks" jako jedyną
dostępną człowiekowi formę miłości, która powinna się cieszyć nieskrępowaną
wolnością. "Humanae vitae" powtórzyła naukę Kościoła, która nigdy nie może ulec
zmianie, stąd zamęt wokół tego nauczania świadczy o potężnej apostazji w
szerokich kręgach Kościoła. Tego nie można banalizować. Paweł VI uczciwie
przypomniał, że małżeństwo i rodzina istnieją w sferze świętości. A "duch tego
świata" najbardziej tego nienawidzi.

Encyklika "Humanae vitae" jest dokumentem, na którym Jan Paweł II się opierał
i często powoływał w późniejszych dokumentach Kościoła, jak choćby "Familiaris
consortio" czy "Evangelium vitae". Czy można powiedzieć, że stanowi ona podstawę
nauczania Kościoła na temat rodziny?

– Z całkowitą pewnością "Familiaris consortio" formalnie to potwierdza (nr
31-34). Całe nauczanie Jana Pawła II było rozwinięciem tego nauczania w celu
stworzenia organicznie jednolitej syntezy – począwszy od "Mężczyzną i niewiastą
stworzył ich", na Liście do Rodzin skończywszy. Jan Paweł II nazywał siebie
"Papieżem Humanae vitae i odpowiedzialnego rodzicielstwa". Rozwijał bogatą
działalność nauczycielską i pastoralną, ale służbę rodzinie uważał za główne
zadanie swego pontyfikatu już to ze względu na antropologiczno-teologiczną rangę
tej rzeczywistości widzianej w świetle Bożego planu, już to ze względu na
wyjątkowy kryzys, jaki w naszych czasach dotknął małżeństwo, rodzinę, co grozi
totalną katastrofą ludzkości. Uważam, że Jan Paweł II był w tym przypadku
niezwykle posłuszny natchnieniom Ducha Świętego, który jako Spiritus Creator
uczynił rodzinę centrum całego stworzenia.

Często jest pomijane, albo co najmniej deprecjonowane nauczanie "Humanae
vitae" jako encykliki w rzeczywistości głoszącej bardzo pozytywne przesłanie o
ludzkiej miłości. Uwypukla się natomiast treści dotyczące zakazu antykoncepcji.
Jakie jest to prawdziwe przesłanie encykliki?

– Akcentowanie "zakazu" jest chwytem tendencyjnym i przewrotnym, znanym już z
historii grzechu pierworodnego. Natomiast przesłanie encykliki zmierza do tego,
by pokazać, w jaki sposób i pod jakim warunkiem jest możliwe, by Bóg zamieszkał
w przestrzeni ludzkiej (małżeńskiej) miłości mającej swe źródło w sakramencie,
ponieważ poprzez znak daru małżeńskiego On sam chce stać się Darem dla nich, a
przez nich – Darem dla nowego życia przychodzącego na świat. Jest to powrót do
teologii św. Pawła, dla którego ciało ludzkie jest świątynią Boga i mieszkaniem
Ducha Świętego. A skoro ciało jest świątynią, nie może być przedmiotem
manipulacji i narzędziem rozpusty (Listy: do Tesaloniczan, do Koryntian, do
Efezjan itd.). Jan Paweł II uprawiał nie tylko personalizm, ale także
"antropologię Trynitarną", o czym się na ogół nie pamięta. Chodzi tu nie tylko o
to, że wzajemne relacje w rodzinie są kształtowane na zasadzie "bycia darem
dla…", ale także w oparciu o to, że osoba ludzka uzyskuje swoją ontyczną
doskonałość jedynie przez uczestnictwo w Osobie Chrystusa, poprzez którą
człowiek wchodzi w relację z Bogiem Ojcem, co jest możliwe jedynie przez dar
Ducha Świętego. W ten sposób człowiek wchodzi niejako w serce Trójcy Świętej i
staje się Jej żywym, choć niedoskonałym "obrazem i podobieństwem".

Czas pokazał, że nauczanie encykliki okazało się profetyczne, o czym
wspomniał już sam Paweł VI. Jak Ksiądz Profesor sądzi, w jakim wymiarze
przejawia się jej profetyzm?

– Ten profetyzm dotyczy miejsca człowieka w świecie, a ściślej, groźby
zagubienia swego ludzkiego miejsca w świecie, czyli przed Bogiem. Wyraził to w
mocnych słowach Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae", twierdząc, że
porzucenie etosu małżeństwa sprowadza człowieka do poziomu "rzeczy" (EV 22).
Człowiek wtedy traci swoją tożsamość i staje się jednym z elementów kosmosu
skazanym na dyktaturę chaosu. Człowiek, tracąc swoją autonomię, którą zawdzięcza
sumieniu, staje się automatycznie zależny od nieskończonej sumy impulsów,
podniet, powabów i imperatywów pochodzących z anonimowego świata, głównie ze
społeczeństwa, które narzuca "obowiązujące" schematy postępowania. Mówi się w
związku z tym również o "dyktaturze relatywizmu", która mocą samej logiki
liberalizmu wprowadza człowieka w stan totalitarnego zniewolenia. Ponieważ
człowiek stracił władzę nad sobą, konsekwentnie dostaje się w niewolę świata
rządzącego się prawem siły. Paweł VI przewidywał rzeczywiście tragiczny finał
tego "wyzwolenia" człowieka od prawa moralnego.

W ostatniej swojej książce "Powołanie małżeństwa i rodziny" pisze Ksiądz, że
"pełnej prawdy o człowieku i o ludzkości nie można nauczyć się od świata, od
nauk empirycznych". Czy współczesnego człowieka można zachęcić do poszukiwania
tej prawdy u Źródła? W jaki sposób?

– Współczesny kryzys duchowy jest jakoś związany z duchem "oświecenia", który
wzbudził nieufność do metafizyki, czyli do myślenia, które docieka istoty bytu.
Tymczasem tę zdolność należałoby koniecznie obudzić. Nawet Benedykt XVI 20
grudnia 2010 r. powiedział, że cechą współczesnego kryzysu jest zanik zdolności
poznawania istoty rzeczy. Żeby zaś nikt nie sądził, że chodzi o sprawy nieważne,
powiedział, iż "tu toczy się gra o przyszłość świata". Z pewnością należałoby
całą oświatę i studia ukierunkować ku rozbudzeniu tej najszlachetniejszej
sprawności umysłu ludzkiego: ku kontemplacji tajemnicy bytu, o czym często mówił
Wojtyła. List do Rodzin przypomina, że uprzywilejowanym miejscem takiej modlitwy
jest rodzina. Prawdy uczymy się nie tyle przez słowa, ile przez to, że potrafimy
jej dotknąć, ponieważ "Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami".
Właśnie łaska sakramentalna jest szczególnym lekarstwem na słabość ludzkiego
umysłu.

Walka z rodziną to walka z życiem. Profesor Wanda Półtawska często wspomina,
że Ojciec Święty bardzo cierpiał z powodu śmierci każdego nienarodzonego
dziecka. Pragnął cywilizację śmierci zamienić na cywilizację miłości. Wcielenie
w życie tego wielkiego pragnienia Papieża to zadanie dla nas wszystkich. Jak je
urzeczywistnić?

– Byłby to wielki cud, do urzeczywistnienia którego konieczna jest wiara. Pan
Jezus upominał uczniów: "Gdybyście mieli wiarę!". Po drugie jest potrzebna
miłość, bo życia nie można ocalić inaczej jak miłością, oczywiście miłością
czynną. Jest potrzebna nadto "wielka mobilizacja sumień", o której mówił Jan
Paweł II w "Evangelium vitae". Trzeba przypomnieć Narodowi całe nauczanie
Papieża na ten temat. Być może jest potrzebna nowa ewangelizacja Polski i
przywrócenie jej pierwotnej tożsamości chrześcijańskiej i katolickiej, która
została sprzedana za euro-srebrniki. Na Wydziale Teologicznym UKSW powstał
projekt Nowej Wielkiej Nowenny poświęconej odrodzeniu małżeństwa i rodziny.
Byłby to wspaniały projekt duszpasterski nawiązujący do epoki niezapomnianego
Prymasa Tysiąclecia. Obecny czas jest świadkiem bardziej radykalnego odejścia od
Boga i Jego Prawa, niż to było za Gomułki. Na pewno trzeba zacząć od wielkiej
modlitwy.

W czasie zbliżającym nas do beatyfikacji Sługi Bożego Jana Pawła II dochodzą
głosy, by obwołać go patronem rodzin. O jaką rodzinę zabiegał Ojciec Święty Jan
Paweł II?

– Nie bez powodu Ojciec Święty wyraził w Liście do Rodzin, że "rodzina jest
sercem cywilizacji". Jan Paweł II jest z całą pewnością patronem rodzin i taka
proklamacja potwierdziłaby prawdę. Jan Paweł II wzywał rodziny do świętości, i
to w rozumieniu ewangelicznym. W swoim nauczaniu przybliżył współczesnemu
człowiekowi skarbiec Słowa Bożego zdolnego oświetlić wszystkie problemy
dzisiejszego czasu. Jest z czego czerpać. Siłę natomiast rodziny mogą i powinny
czerpać z modlitwy, jak tego uczył Papież, zwłaszcza w Liście do Rodzin, i jak
sam dał tego żywy przykład swoim dosłownym "przywiązaniem" do Różańca.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj