Teoria spiskowa według Rosjan
Nie było i nie ma takiej instrukcji, zgodnie z którą prezydencki samolot
może odlecieć na zapasowe lotnisko tylko za zgodą głównego pasażera – twierdzi
Sztab Generalny Wojska Polskiego. Wojsko ucięło w ten sposób medialne spekulacje
jednego z moskiewskich dzienników, jakoby w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa
Transportowego, odpowiedzialnym za przewóz VIP-ów, istniała tajna instrukcja z
obligacją do zgody "głównego pasażera" na odejście na zapasowe lotnisko. –
Doniesienia prasy rosyjskiej oceniam jako mistyfikację, która ma na celu
przedstawienie fałszywego przebiegu wydarzeń związanych z lotem samolotu Tu-154M
– mówi Antoni Macierewicz, szef zespołu smoleńskiego.
Jak poinformował wczoraj rosyjski dziennik "Komsomolskaja Prawda", do katastrofy
polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem mogła doprowadzić tajna instrukcja, zgodnie z
którą samolot może odejść na lotnisko zapasowe tylko za zgodą "głównego
pasażera". Rosyjski dziennik sugerował, że to właśnie ta instrukcja mogła
przyczynić się do katastrofy smoleńskiej. Wyjaśniono, że o istnieniu takiej
tajnej instrukcji w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego gazeta
dowiedziała się od jednego z polskich dziennikarzy. Nie podaje jednak jego
nazwiska. "W specjalnym pułku lotniczym, obsługującym VIP-ów, na krótko przed
katastrofą pojawiła się służbowa, tajna instrukcja, zgodnie z którą samolot może
odejść na lotnisko zapasowe tylko za zgodą głównego pasażera" – przekazuje
moskiewska gazeta. Publikację ostatecznie zdementował wczoraj rzecznik rządu
Paweł Graś. – Informacje o tajnej instrukcji to nieprawda i manipulacja –
twierdzi Graś, który w godzinach rannych zapewniał jednak, że dokument taki "na
pewno istnieje". – Wszystkie dokumenty, które wiążą się z organizacją lotu,
zarówno te dotyczące organizacji przez zlecających, czyli Kancelarię Premiera,
Kancelarię Prezydenta, jak i te dokumenty, które znajdują się w 36. Pułku, są
elementem badania przez komisję pana ministra Millera – tłumaczył rano Graś w
RMF FM. Pytany, czy w trakcie tego badania ustalono, że instrukcja, o której
pisze rosyjska prasa, istnieje, odpowiedział tylko, że nie zna raportu, prac nad
raportem, jak również nie zna samej instrukcji. – Podejrzewam, że nie jest to
materiał jawny, ale na pewno będzie elementem badania komisji ministra Millera,
więc trzeba spokojnie poczekać na jej efekty – ocenił Graś. Dopytywany, czy taka
instrukcja może rzeczywiście istnieć, odparł: – Taka instrukcja na pewno
istnieje, natomiast, jakie są w niej zapisy, trudno mi powiedzieć, chociaż
szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby akurat takie szczegółowe zapisy tam się
znajdowały, ale nie wiem – mówił rzecznik rządu. Rewelacje moskiewskiego
dziennika zdementował Sztab Generalny Wojska Polskiego. – Ta informacja od razu
wydawała mi się mało prawdopodobna, ale nakazałem ją sprawdzić. Otrzymałem już
informację, że taka instrukcja na sto procent nie istniała ani nie istnieje –
mówi gen. Mieczysław Cieniuch, szef sztabu. Potwierdzają to płk Robert Kupracz,
rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych, oraz generał Anatol Czaban, asystent szefa
Sztabu Generalnego ds. sił powietrznych. – Takiej instrukcji, o której piszą
rosyjscy dziennikarze, nie było, nie ma i- przypuszczam – nie będzie w 36.
Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Przeczyłoby to zasadom zdrowego
rozsądku, nie mówiąc już o niezgodności z przepisami międzynarodowymi. Decyzję o
lądowaniu podejmuje tylko kapitan statku powietrznego, niezależnie od tego, czy
jest to samolot cywilny czy wojskowy pilot – zapewnia gen. Czaban w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem". – Nikt nie ma prawa mu niczego narzucić. To on odpowiada
za pasażerów od momentu ich wejścia na pokład do momentu wyjścia – dodaje. Jak
wyjaśnia gen. Czaban, zarówno przepisy krajowe, jak i międzynarodowe precyzują
zakres odpowiedzialności osób funkcyjnych, w tym kapitana statku powietrznego.
Sprawy te reguluje m.in. załącznik 2 do konwencji chicagowskiej "Przepisy ruchu
lotniczego" w rozdziale 2, pkt 2.4, gdzie czytamy wprost, że "Ostateczną decyzję
w sprawach dotyczących statku powietrznego podejmuje, w ramach wykonywania
powierzonych mu zadań, dowódca statku powietrznego". Analogiczne przepisy
znajdują się w polskiej ustawie Prawo Lotnicze, a konkretnie w art. 155 pkt 2,
zgodnie z którym "Wszystkie osoby obecne na pokładzie statku powietrznego są
obowiązane wypełniać polecenia dowódcy". To, że dowódca załogi odpowiada za
przygotowanie własne, za przygotowanie załogi oraz za decyzje podejmowane w
czasie lotu – wynika też z regulaminu lotów lotnictwa sił zbrojnych
Rzeczypospolitej Polskiej (RL 2010), który jest kluczowym dokumentem normującym
zasady realizacji zadań lotniczych. Jak zaznaczył na piątkowym briefingu szef
parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej Antoni
Macierewicz, przeloty osób pełniących najwyższe funkcje w państwie reguluje
instrukcja HEAD. W myśl tego dokumentu na dowódcę statku jest zawsze wyznaczony
pilot. To on musi rozpoznać, jaka jest sytuacja meteorologiczna, zagrożenia
zarówno w miejscu lądowania, jak i na ewentualnych lotniskach zapasowych.
Instrukcja mówi, że tylko dowódca ustala ewentualne warianty postępowania i że
nikt nie może mieć wpływu na jego rozstrzygnięcia. Macierewicz określił
doniesienia prasy rosyjskiej jako mistyfikację, która ma na celu kreowanie
fałszywego obrazu wydarzeń związanych z lotem samolotu Tu-154M. Według
rosyjskich dziennikarzy, przyczynkiem do powstania takiego dokumentu w polskim
specpułku były wydarzenia związane z lotem prezydenta Lecha Kaczyńskiego do
Gruzji. Dokument miałby powstać po tym, gdy dowódca statku powietrznego kpt.
Grzegorz Pietruczuk odmówił lądowania w Tbilisi w czasie wojny gruzińsko-
południowoosetyjskiej.
"Komsomolskaja Prawda" zaznacza, że przyjęcie takiego dokumentu zainicjowała
Kancelaria Prezydenta RP. – To zwykła manipulacja, która wpisuje się w medialny
przekaz serwowany od dnia katastrofy, że winni tej tragedii są piloci i pan
prezydent – mówi minister Jacek Sasin, były współpracownik Lecha Kaczyńskiego. "Komsomolskaja
Prawda" nie wyklucza ponadto, że strona polska jest w dyspozycji dodatkowych
danych świadczących o aktywnej roli prezydenta w podejmowaniu decyzji o
lądowaniu. Nie uzyskaliśmy materiału dowodowego, który by to potwierdzał –
usłyszeliśmy wczoraj w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. – Absolutnie nie wynika
to z akt śledztwa. To typowa rosyjska dezinformacja i próba pomówienia śp. pana
prezydenta Lecha Kaczyńskiego – zaznacza mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik
części rodzin smoleńskich. Prawnik skrytykował też tezę podnoszoną przez
rosyjską gazetę, która pisze, że mimo wystąpień MAK strona polska nie przekazała
mu stenogramu rozmowy telefonicznej, jaką przeprowadzili Jarosław i Lech
Kaczyńscy podczas lotu do Smoleńska. – Nie mamy żadnej wiedzy, że taka rozmowa
została nagrana – kwituje Kownacki.
Anna Ambroziak
