Talibowie grożą odwetem
Stan najwyższej gotowości bojowej w amerykańskich bazach w Afganistanie.
Talibowie zapowiedzieli akcje odwetowe po zabiciu przez żołnierza US Army 16
afgańskich cywilów..Waszyngton potwierdził fakt ostrzeżenia przed odwetem za
masakrę, jakiej dopuścił się amerykański wojskowy. Z kondolencjami do prezydenta
Afganistanu Hamida Karzaja zadzwonił Barack Obama. Karzaj miał odpowiedzieć
jedynie, że masakra, jakiej dopuścił się żołnierz, jest niewybaczalna. Wśród
ofiar było dziewięcioro dzieci.
Sekretarz obrony USA Leon Panetta poinformował, że wszczęto już śledztwo w
tej sprawie. Według wstępnych ustaleń, żołnierz, najprawdopodobniej w stopniu
sierżanta sztabowego, opuścił swoją bazę w niedzielę około godz. 3.00 w nocy. W
odległych od jednostki o blisko 500 metrów wioskach Alkozai i Nadżiban włamał
się do trzech domów. W jednym z nich znaleziono 11 ciał, ofiary zginęły od
strzałów w głowę. Po dokonaniu masakry mężczyzna wrócił do bazy i oddał się w
ręce przełożonych. Do tej pory motywy jego zachowania pozostają niejasne.
Spekuluje się, że żołnierz w chwili ataku mógł być pijany lub cierpiał z powodu
załamania psychicznego. Osadzono go w areszcie w bazie w Kandaharze. W tej samej
bazie leczonych jest także pięć osób, które odniosły obrażenia po ataku
Amerykanina. Nie podano tożsamości zatrzymanego żołnierza. Ale agencje dotarły
do informacji, że jego jednostką macierzystą była baza Lewis-McChord w stanie
Waszyngton. Mężczyzna ma 38 lat, jest żonaty i ma dwoje dzieci. To była jego
pierwsza misja w Afganistanie, wcześniej był trzy razy na misjach w Iraku.
"Ambasada USA w Kabulu ostrzega obywateli amerykańskich w Afganistanie, że w
rezultacie tragicznego incydentu w prowincji Kandahar z udziałem członka armii
Stanów Zjednoczonych istnieje ryzyko antyamerykańskich wystąpień i protestów w
nadchodzących dniach, szczególnie we wschodnich i południowych prowincjach" –
napisała amerykańska placówka dyplomatyczna w specjalnej nocie. Jak informują
władze afgańskie, Talibowie z całą pewnością wykorzystają sytuację i wywołają
zamieszki. Masakra urządzona przez amerykańskiego żołnierza zaostrzy i tak
napięte stosunki na linii Teheran – Waszyngton, które pogorszyły się po spaleniu
Koranu przez żołnierzy stacjonujących w Kabulu. Biały Dom przepraszał za te
zdarzenia. W zamieszkach po tym incydencie zginęło co najmniej 30 osób po
stronie afgańskiej i sześciu amerykańskich żołnierzy.
Atak potępił afgański parlament oraz liderzy lokalnych plemion. Ci ostatni
wezwali Stany Zjednoczone do natychmiastowego zaprzestania "nocnych ataków" na
ich domy. Parlamentarzyści z kolei stanowczo domagają się osądzenia w procesie
publicznym winnych masakry. "Wolesi Dżirga [Izba Ludu – niższa izba afgańskiego
parlamentu] ogłasza, że po raz kolejny Afgańczycy tracą cierpliwość z powodu
samowolnych działań sił zagranicznych" – napisali w oświadczeniu. Jak
podkreślają jego autorzy, ostatnie wydarzenia w poważny sposób naruszyły i tak
bardzo kruche relacje pomiędzy oboma krajami. Komentatorzy coraz poważniej
rozważają szybsze wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu. Rząd w Kabulu
poinformował, że niedzielna masakra z całą pewnością opóźni podpisanie
zapowiadanego już od dłuższego czasu paktu strategicznego, dotyczącego
długoterminowej obecności Amerykanów w Afganistanie. Według sondaży
opublikowanych przez "Washington Post", 60 proc. ankietowanych obywateli
amerykańskich uważa, że wojna w Afganistanie nie jest warta ponoszonych w niej
kosztów. Niemal tyle samo pytanych opowiedziało się za wcześniejszym wycofaniem
US Army z Afganistanu.
Łukasz Sianożęcki
