Taka była wola Tuska

Platforma Obywatelska zdecydowała o odrzuceniu projektu ustawy całkowicie
chroniącej życie dzieci w prenatalnej fazie rozwoju. Społeczny projekt został
przegłosowany w sejmowych komisjach: Zdrowia oraz Polityki Społecznej i Rodziny.
Tym samym posłowie spełnili wolę premiera Donalda Tuska, który pod koniec lipca
nawoływał do utrzymania obecnych przepisów prawnych.

Za odrzuceniem projektu ustawy głosowało 45 posłów, przeciw 22. Głosów
wstrzymujących nie było. – Zachowanie posłów Platformy mnie jednak zaskoczyło.
Udowodnili, że sprawa obrony życia nienarodzonych jest dla nich absolutnie
obojętna, ale muszą wiedzieć, że dla mnie, jak i dla milionów Polaków nie jest –
deklaruje poseł Bolesław Piecha (PiS), były wiceminister zdrowa. Trzy tygodnie
temu podczas posiedzenia rady krajowej Platformy Donald Tusk zapowiedział, że
partyjne skrzydła w jego ugrupowaniu powinny zacisnąć zęby, by chronić obecny
"pokój aborcyjny". – Prawica i lewica w PO muszą zacisnąć zęby, gdy centrum
powie: ochrońmy pokój – mówił premier 28 lipca w Teatrze Dramatycznym w
Warszawie. I tak się stało. Choć jeszcze miesiąc wcześniej spora grupa posłów
Platformy opowiedziała się za skierowaniem ustawy do dalszych prac w komisjach.
Specjalne posiedzenie połączonych komisji zostało zwołane w trybie pilnym na
wniosek posłów PiS, którzy w lipcu złożyli specjalny wniosek w tej sprawie.
Piecha mówił wprost, że skoro Sejm zdecydował się pracować nad ustawą, to nie
należało zwlekać z konkretnymi działaniami komisji. O ile jednak arytmetyka
sejmowa dawała pewne nadzieje na sukces obrońców życia, to już głosowanie w
komisjach je rozwiewa. Pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej Mariusz
Dzierżawski wyjaśniał posłom z połączonych komisji, do których Sejm skierował w
czerwcu projekt, pod którym podpisało się ponad 600 tys. osób, że pozwoli on
urodzić się każdemu dziecku w Polsce.
– Większość przypadków aborcji w Polsce wykonywanych jest w oparciu o
podejrzenie choroby dziecka, co stawia Polskę obok hitlerowskich Niemiec, które
stosowały praktyki eugeniczne – mówił do parlamentarzystów. W jego ocenie,
obecna ustawa, która depenalizuje dzieciobójstwo w trzech przypadkach (choroba
dziecka, zagrożenie życia matki, ciąża w wyniku czynu zabronionego), jest
niezgodna z Konstytucją. I nie ma żadnych przesłanek, aby życie ludzkie w fazie
prenatalnej było mniej chronione. Nowela zakłada m.in. wyłącznie możliwości
dokonania aborcji na dzieciach chorych lub poczętych w wyniku czynu
przestępczego (gwałt, kazirodztwo).
– Nie można zabijać dzieci za grzechy ich ojców – tu nie potrzeba żadnej wiary,
żadnej ideologii – tłumaczył Czesław Hoc (PiS). Jak podkreślał, zasady
demokratycznego państwa prawa stanowią, że nie można nikogo dyskryminować,
również osób chorych. – Aborcja to jest zawsze umyślne zabijanie żyjącego
dziecka – zaznaczył. Wniosek o dalsze procedowanie projektu złożył poseł PiS
Tomasz Latos. Lewica była oczywiście przeciw. Wniosek o odrzucenie nowelizacji
złożył m.in. Marek Balicki z SLD. Były minister mówił, że Sejm nie powinien
rozstrzygać kwestii światopoglądowych, a projekt jest "skrajny" i
"ideologiczny". Opowiedział się za dopuszczalnością dotychczasowych przepisów.
Dał również o sobie znać proaborcyjny lobbing tzw. organizacji pozarządowych.
Amnesty International i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wystąpiły
do szefów komisji z pismami, w których naciskały na posłów, by nie podejmowali
tematu całkowitego zakazu zabijania dzieci ze względu na "prawa i wolność
kobiet", a także "międzynarodowe zobowiązania Polski". Co jednak najsmutniejsze,
o odrzucenie projektu wniosły też Naczelna Rada Lekarska oraz Naczelna Izba
Pielęgniarek i Położnych. Jednak tak naprawdę los ustawy leży w rękach posłów
Platformy Obywatelskiej. W pewnym momencie wniosek o odrzucenie projektu złożyła
także poseł Platformy Janina Okrągły. Nie zabrakło też demagogii. Poseł Jarosław
Katulski (PO) alarmował, że po wejściu w życie zapisów projektu nie będzie można
także prowadzić jakoby edukacji seksualnej, wykonywać badań prenatalnych, a
badanie USG zostanie zabronione.
– To jakaś bzdura, przecież badanie to służy do tego, by pomagać diagnozować
chorobę i pomagać ludziom, również nienarodzonym – ripostował Bolesław Piecha.
Zwolennicy aborcji podkreślali m.in., że w Polsce dokonuje się dziś "jedyne" 538
aborcji, w związku z tym problem "nie jest duży". – Argumenty przeciw, jakie
dziś padały, były kompletnie absurdalne, to tak, jakby ustawowo określić, że
można dokonywać rocznie około 10 tys. kradzieży kieszonkowych – komentuje
Piecha. Przewodniczący posiedzeniu komisji Sławomir Piechota poinformował, że
Sejm zajmie się projektem prawdopodobnie na kolejnym posiedzeniu.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj