Tak rodzi się nowa solidarność

Piąty dzień żałoby narodowej. W niekończącej się kolejce pod Pałacem
Prezydenckim w dzień i w nocy ustawiają się Polacy z całego kraju. Przychodzą
złożyć hołd całymi rodzinami, z kolegami z pracy, sąsiadami. Są i ludzie gór, i
ludzie morza. Są dzieci i starcy. To na ten budynek, w którym od trzech dni
znajdują się trumny z ciałami Prezydenta i jego Małżonki, zwrócone są oczy
całego świata.

By wejść do Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego i przez krótką chwilę w
milczeniu skłonić głowę czy uklęknąć przed trumnami Pary Prezydenckiej, trzeba
czekać nawet kilkanaście godzin. Widzę, że nikogo to nie zraża. Dniem i nocą
powoli przesuwa się kolejka i wcale się nie kurczy.
Czy można zliczyć tych,
którzy tu przychodzą? Dziesiątki tysięcy! Zostawiają po sobie kwiaty i zapalone
znicze, które harcerze – wyczerpani już całodzienną pracą – ustawiają pod
ogrodzeniem Pałacu Prezydenckiego, zabierając te, które już się
wypaliły.
Polacy są nieustannie przy Prezydencie. Ciepły, choć pochmurny
środowy wieczór jednoczy tych wszystkich, którzy pokonali znaczną odległość, by
być tutaj w tej historycznej chwili. W atmosferze oczekiwania daje się odczuć
jedność serc ludzkich bardziej niż kiedykolwiek dotąd. „W Tobie jest światło,
każdy mrok rozjaśnia, w Tobie jest życie, ono śmierć zwycięża. Ufam Tobie,
miłosierny Jezu, wybaw nas” – dochodzi modlitewny śpiew z kościoła św. Anny.
Właśnie rozpoczął się koncert poświęcony pamięci ofiar. W tym miejscu, w pobliżu
kościoła, ludzie oczekują w milczeniu, mało kto rozmawia. Śpiew wycisza,
łagodzi, pozwala przeżywać żałobę w perspektywie nadziei. Złoty napis wykuty na
murze kościoła św. Anny: „Szukałem was, wy teraz przyszliście do mnie, za to wam
dziękuję” – ma teraz podwójne znaczenie.
Parę metrów dalej Kolumnę Zygmunta
kilkakrotnie oplata kolejka oczekujących do Pałacu Prezydenta. Tutaj się tworzy
i wolno, prawie niezauważalnie przesuwa się w stronę pałacu. Szesnastoletni
Mateusz Skowronek, harcerz ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, wraz ze
swoimi kolegami z hufca robi wszystko, aby zapanować nad porządkiem. – W tym
momencie staramy się tutaj ustawić kolejkę. Oprócz sterowania ruchem jest tu dla
nas, harcerzy, więcej pracy – przy zniczach, przy porządkowaniu – opowiada
przejęty Mateusz.
Nieopodal w bocznej kolejce przyciągają wzrok czarne
mundury i piękne pióropusze. To strój górników z KWK „Piast”. – Czekamy od godz.
11.00, czyli dziesięć godzin, bo jest już po 21.00 – relacjonuje Artur Jazowski,
jeden z górników. – Przyjechało nas 45 dwoma autokarami z Bierunia, z Brzeszcz.
Chcemy złożyć hołd naszemu Prezydentowi. W ciężkich czasach chcemy być razem z
innymi Polakami. Zwykle przyjeżdżaliśmy do Warszawy z protestami, choć zawsze
jakoś dogadywaliśmy się z rządem, a teraz jesteśmy pierwszy raz pokojowo –
dodaje.
Kilka kroków bliżej pałacu stoi starsza pani z różańcem w ręku; na
jej pogodnej twarzy nie widać śladu zmęczenia. – Trochę zmarzłam. W międzyczasie
mąż wrócił do domu, przyniósł kanapki, wygodniejsze buty – mówi. – Modlę się za
wszystkich, którzy zginęli w katastrofie. Dowiedziałam się dziś o nowennie w
intencji Polski, właśnie dziś się zaczęła. Smutne bardzo te ostatnie dni. Może
to Pan Bóg chciał, by przez tę katastrofę cały świat dowiedział się o tej
tragedii w Katyniu z 1940 r. – zastanawia się. – Prezydent był dla mnie kimś
bliskim, może nie jak z rodziny, ale kimś bliskim. Zawsze o niego walczyłam,
sprzeczałam się z innymi, nawet z mężem, czasem mieliśmy różne poglądy. W
telewizji nieraz jakieś paszkwile na niego mówili, a ja nigdy w to nie
wierzyłam. Głosowałam na pana Lecha Kaczyńskiego i teraz też bym na niego
głosowała, gdyby kandydował – zapewnia warszawianka.
Kolejka zbliża się do
niebieskich bramek. Stąd już tylko kilkaset kroków do rezydencji prezydenckiej.
Przy policjancie, który jak najcierpliwiej usiłuje odpowiadać na pytania
przechodniów, ustawiła się spora grupa osób. Tłumaczy, jak dojść do kościoła,
jak przejść obok pałacu.
Deszcz pada dość obficie, a cel oczekiwania staje
się bardzo bliski. Przy bramkach stoi gromadka młodzieży z biało-czerwoną flagą.
– Dlaczego przyjechaliśmy, trudno powiedzieć – zamyśla się nad usłyszanym
pytaniem siedemnastoletni Hubert, uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w
Bełchatowie. – Z jakiejś wewnętrznej potrzeby – odpowiada po chwili. – To był
Prezydent, który się nie bał, dbał o losy Polski, dlatego go szanujemy i dlatego
tutaj jesteśmy – dodaje z dumą.
W pewnym oddaleniu od grup tłoczących się
wąskimi przejściami wiodącymi do celu wielokilometrowej kolejki do Pałacu
Prezydenckiego stoi Anna Czajkowska, siostra z bezhabitowego Zgromadzenia
Wspomożycielki Dusz Czyśćcowych. – Czekam na współsiostrę z naszego
zgromadzenia. Ma 77 lat, bardzo chciała przyjść. Dla starszych osób jest inna,
krótsza kolejka. Towarzyszyłam jej. I tak stała 10 godzin – wyjaśnia. – Ważne
jest nasze świadectwo, ale ważna jest też modlitwa. W tym samolocie leciało
również wiele osób niewierzących, które miały różne poglądy na życie, na śmierć.
Im potrzebna jest teraz realna pomoc, nasza modlitwa. O nich także powinniśmy
pamiętać. A w całej tej tragicznej sytuacji szukamy tego, co może z niej
wyniknąć dobrego. I nikt nie oczekuje, że kampania wyborcza będzie bardzo miła i
kulturalna. Jednak odczuwam, że coś się w nas zmieni. Tak jak w wielu rodzinach
wiele zmieniło się po 1940 r., tak mam nadzieję, że po „Katyniu 2”, jak się
mówi, również wiele się zmieni – dodaje.
Z drugiej strony Pałacu
Prezydenckiego przy ogromnym telebimie, na którym można śledzić wydarzenia z
Sali Kolumnowej, widzę twarze tych, z którymi przed chwilą rozmawiałam.
Doczekali się, wytrwali. Nie ukrywają wzruszenia.
Deszcz nie daje za wygraną.
Rzesze zgromadzonych zdają się tego nie zauważać. Podchodzą do barierek, podają
znicze krzątającym się i zmęczonym harcerzom i harcerkom, którzy ładują worki z
wypalonymi zniczami na duży samochód.
Wyraźnie utrudzona, ale też pokrzepiona
na duchu, z rezydencji prezydenckiej wychodzi pani Monika Arbaszewska z
12-letnim synem Gracjanem. – Staliśmy od godz. 9.30. Musiałam się na pół godziny
położyć, bo źle się poczułam, ale bardzo chciałam tutaj przyjść. Uczestniczymy w
historii – zaznacza pani Monika. – Przez te pięć lat pan Kaczyński nauczył nas
patriotyzmu. Przyszło przecież tak wiele osób. Przed nami stała 80-letnia
kobieta; jestem dumna z tych starszych ludzi, z dzieci, które wytrwale czekały.
W naszej grupie stał pan z Gniezna. Modliliśmy się, nawiązywały się znajomości,
więzi. Przez te dwanaście godzin to można przecież opowiedzieć całe swoje życie.
Ludzie z taką łatwością się przed sobą otwierali. Różne myśli przychodziły do
głowy, w którymś momencie zastanawiałam się, czy tak będzie wyglądała kolejka do
Sądu Ostatecznego, taki sprawdzian z naszej wiary, wytrwałości – zamyśla
się.
Wzruszający jest widok trumien Pary Prezydenckiej. Wychodzący są
wyraźnie zmęczeni. Z grupką przyjaciół do wyjścia kierował się też Juliusz,
student nauk politycznych. – Czekaliśmy cztery godziny, ale było warto. Dotąd
nie byłem politycznie przyjazny Prezydentowi, ale uważam się za patriotę, a
Prezydent poniósł śmierć za naszą sprawę narodową, więc obowiązkiem każdego
Polaka jest złożyć mu hołd. Interesuję się historią. Mam nadzieję, że teraz
spory na górze między politykami będą delikatniejsze, będziemy bardziej uważali
na to, co mówimy, i że będziemy myśleli bardziej o dobru kraju, a nie o swoim –
mówi Juliusz.
Spotykam s. Paulinę ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek
Apostolstwa Katolickiego. – To niezwykłe przeżycie, które towarzyszy zawsze
wtedy, kiedy żegna się bliską osobę. Państwo Maria i Lech Kaczyńscy są nam
bardzo bliscy, dlatego że byli naszymi rodakami – wyznaje poruszona. – Teraz
jest tak, jakby zabrakło w rodzinie ojca. Mam wielki szacunek dla Prezydenta za
to, co zrobił dla nas, Polaków. Ludzie w kolejce wspominali te dobro, którego
wcześniej nie dostrzegaliśmy w przekazie medialnym, które Pan Prezydent czynił
dla Ojczyzny i które naprawdę miał w sercu, mimo że różnie je oceniano i
pokazywano – zaznacza zakonnica. – Bóg na pewno chce przez tę tragedię coś
naszemu Narodowi powiedzieć – dopowiada ks. Mariusz Wierzba, pallotyn. – Może ta
odpowiedź przyjdzie trochę później, gdy opadną emocje. Teraz doświadczamy
wielkiej solidarności Polaków, zupełnie jak w momencie, gdy odchodził Jan Paweł
II. Stojąc w kolejce, okazujemy sobie życzliwość, której czasami brakowało.
Tutaj otwierają się serca. Pan Prezydent tak wiele mówił o szacunku dla drugiego
człowieka – wskazuje.
Dochodzi już godz. 23.00. Ludzie przyglądają się
pięknym zdjęciom Państwa Kaczyńskich, które wywieszone są dosłownie wszędzie.
Takie przyjazne ujęcia! Rzadko widywaliśmy je wcześniej na prasowych
fotografiach.
Zgromadzeni sprawiają wrażenie, jakby zamierzali pozostać tu
całą noc, jakby chcieli znaleźć odpowiedź na te wszystkie pytania, które kłębią
się w głowach, jakby chcieli nasycić się tą poważną, ale serdeczną
atmosferą.
Ci wszyscy, którzy chcą uczcić tragicznie zmarłych w katastrofie
pod Katyniem, przychodzą także pod Krzyż Papieski na placu Piłsudskiego,
gromadzą się w kościołach na Mszach Świętych i czuwaniach, szczególnie tych w
pobliżu Krakowskiego Przedmieścia.

Małgorzata Jędrzejczyk

drukuj