Szept Ojczyzny
1 i 2 listopada – niezwykłe dni pełne wiernej pamięci. 1 listopada – dzień
Wszystkich Świętych! To więź zbawionych w niebiosach z nami żyjącymi na ziemi.
Pochodzą ze wszystkich ras, narodów, wszystkich epok i stanów. Są wśród nich
mędrcy i władcy, pastuszkowie i rycerze. Zofia Kossak-Szczucka w swoim "Roku
Polskim" napisała: "Gdziekolwiek rośnie wiecznie zieleniejące drzewo wiary,
rodzą się święci. Kościół przechowuje ich imiona niby perły i wyjmuje je ze
skarbca, by wstawić w złoto ołtarzy. W dniu 1 listopada oddajemy im cześć,
wielbiąc wszystkich świętych. Święci są opiekunami i orędownikami kraju, miłują
swoje strony i swych rodaków. Ich zasługi, wstawiennictwo świętych tworzy
baldachim opiekuńczy rozpostarty nad ziemią ojczystą".
2 listopada – Zaduszki
W dniu Wszystkich Świętych Kościół pochyla się z pamięcią nad duszami
tryumfującymi w niebiesiech. Dzień Zaduszny poświęcamy duszom cierpiącym.
Wszystkim im ofiarowujemy wspomnienia i modlitwy. Tradycje obchodów tych dni są
tak sędziwe jak sama ludzkość. Już w Starym Testamencie czytamy, że sporządzano
spisy zmarłych, aby się za nich modlić. Święty Odylon, opat z Cluny, już w roku
998 ustalił, że 1 listopada we wszystkich klasztorach benedyktyńskich będzie
trwał Dzień Zaduszny.
Co roku my – jałmużnicy pamięci – stajemy wiernie w cieniu powązkowskich drzew z
puszkami, do których zawsze największy dar składają najbiedniejsi. Oni nigdy
mnie nie omijają. We wstrząsającym testamencie, jaki zostawił nam członek
ostatniego Rządu Narodowego Powstania Styczniowego, zanim zginął u boku Romualda
Traugutta na Cytadeli, są słowa: "Umarli nie wołani nie przychodzą, trzeba ich
kochać i obcować z nimi – a wtedy Oni wiele powiedzą!". W dniu Wszystkich
Świętych słuchamy tego, co do nas mówią, słuchamy owego "szeptu Ojczyzny" – jak
napisał Żeromski.
W te dni wspominamy tych, na których mogiłach pomodlić się nie możemy, bo ich
nie ma!
"Boże Wszechmogący! Pozwól modlić się dzieciom na grobach naszych"
Nie mają mogiły rodzice Adama Mickiewicza – adwokat nowogródzki i powstaniec
kościuszkowski Mikołaj Rymwid-Mickiewicz i jego żona Barbara. Ich najstarszy syn
– potem bohater Powstania Listopadowego – Franciszek – napisał: "Nie z bogactwa,
nie z urzędów, dygnitarskich tytułów, ale z cnót własnych słynęli, ze zgodnego
małżeństwa, z miłości ku bliźnim, z litości ku biednym, z religii bez bigoterii,
ze szczerości, prawdy, staropolskiej gościnności, roztropności, porządnego
wychowania dziatek".
Szczęśliwe lata dzieciństwa, które Adam Mickiewicz w swych ostatnich lirykach
nazwie "sielskie – anielskie" to Nowogródek – dziś na Białorusi. Uroczy dworek
pełen gwaru dzieci, matczynej miłości i opieki ojca. Władysław Mickiewicz – wnuk
Barbary i Mikołaja, syn Adama, napisał serdecznie: "Przykładne pożycie Mikołaja
i Barbary wpajało ich dzieciom nieograniczoną ufność i wspomnienie tej spójni
duchowej stało się dla Adama osłodą najcięższych chwil jego wygnańczego żywota".
A córka autora "Pana Tadeusza" – Misia, pisze, że gdy ojciec wracał do wspomnień
domu rodzinnego, "nie widziałam nigdy u niego uśmiechu tak szczerego (…), gdy
matkę wspominał, którą bardzo kochał".
Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli
I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli…
Nigdy już nie zamieszkał na roli ojczystej, ale wrócił tu strofami swego
genialnego dzieła, gdzie jest tyle wątków z kraju lat dziecinnych, "co zawsze
zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie".
Ojciec Mikołaj zmarł w roku 1812. Matka Barbara 9 października roku 1820.
Mickiewicz napisał: "Dowiaduję się o śmierci mojej matki (…) Była to cała
osłoda, cała pociecha. Nie mogłem jej nic pomóc, alem się nadzieją cieszył, że
kiedyś może pomyślny los mój i jej będzie szczęściem. Sny te uleciały z dymem".
Barbara i Mikołaj Mickiewiczowie pochowani byli na cmentarzu na stoku wzgórza
nieopodal nowogródzkiej fary. Ich mogiła od dawna nie istnieje. W Roku
Mickiewiczowskim 1998 postanowiliśmy uczcić tablicami pamięci Franciszka
Mickiewicza – bohatera odznaczonego Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari za obronę
Warszawy w 1831 roku, spoczywającego w Wielkopolsce, w miejscowości Rożnowo,
gdzie dokonał żywota 13 listopada 1862 roku. Dzięki pomocy wojewody
wielkopolskiego harcmistrza Macieja Musiała piękna tablica została wmurowana, a
szkoła w Rożnowie otrzymała imię Franciszka Mickiewicza.
Prezes Fundacji "Pomoc Polakom na Wschodzie" dr Tadeusz Samborski zadeklarował
ufundowanie tablicy rodzicom Mickiewicza w farze nowogródzkiej o treści
następującej:
Panie Boże Wszechmogący! Zlituj się nad
Ojczyzną naszą i nad nami, a rodzinie naszej
pozwól modlić się w kościołach miast naszych
i wiosek naszych, a dzieciom na grobach naszych.
(Adam Mickiewicz: "Księgi Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego")
śp.
Barbara
z Majewskich Mickiewiczowa
(1767 – 9 X 1820)
Mikołaj Rymwid-Mickiewicz
(1765 – 16 V 1812)
adwokat nowogródzki,
powstaniec kościuszkowski
RODZICE ADAMA
MICKIEWICZA
Rodem z ziemi nowogródzkiej, jej powierzyli swe prochy w nieznanej dziś mogile
cmentarza Ojców Dominikanów w Nowogródku. W tej świątyni udzielono sakramentu
chrztu ich pięciu synom. Największy z nich, autor "Pana Tadeusza", powiedział:
"Moje działania idą z gruntu, na którym wyrośliśmy w domu rodzicielskim".
Niestety, nie było zgody na zawieszenie tablicy. Mamy nadzieję, że może teraz
pojawi się szansa na godne uczczenie pamięci rodzicieli największego poety
polskiego.
"Cieniom ich pokój wieczny"
Nie mają mogiły rodzice Stefana Żeromskiego. Wizerunek matki – Józefy z Katerlów,
utrwalił w sylwetkach kobiet – matek czułych i wiernych. Dzielna matka Cezarego
Baryki z "Przedwiośnia" to przecież właśnie ona. W czasach warszawskiej nędzy
napisał w "Dzienniku": "Nieprzebranym bogactwem wydaje mi się marzenie, że mam
jeszcze matkę, że ona nie pomaga mi, nie ratuje, ale pisze: "Mój synu, bądź
wytrwały, pracuj, nie zginaj się nigdy"". W nędzy, głodzie, opuszczeniu powie:
"Gdyby mi los dawał sławę, zawołałbym – daj mi moją matkę!". A gdy los da mu
sławę, będzie podpisywał swe książki pseudonimem wziętym od matczynego nazwiska
panieńskiego – Józef Katerla. Tak wydał dramat "Róża", którego bohater mówi:
"Matko moja! Ziemio polska!".
Ojciec pisarza – Wincenty Żeromski, jeden z uczestników Powstania Styczniowego,
zasłużył na taki portret w "Dzienniku" syna: "Mój najukochańszy Tatuś!
Najboleśniejszy wypadek, najstraszliwsze nieszczęście wywoływało przelotną
zaledwie łzę, a potem już się uśmiechał! To moc, to hart, to bohaterstwo ducha!
Oto charakter ojca mojego! I dobroć, dobroć…".
W "Ludziach bezdomnych" jest wstrząsająca scena, kiedy Joasia próbuje odnaleźć
mogiłę swoich rodziców na świętokrzyskim cmentarzyku. To przeżycia samego
Stefana Żeromskiego, który na próżno szukał mogiły ukochanych rodziców na
cmentarzyku w Leszczynach. Znakomita znawczyni życia i twórczości Stefana
Żeromskiego, wieloletnia kierowniczka Muzeum Lat Szkolnych Żeromskiego w
Kielcach – Kazimiera Zapałowa, odnalazła w archiwach kościelnych rewelacyjne
materiały dotyczące inicjatywy wmurowania tablicy poświęconej rodzicom
Żeromskiego w mur cmentarza w Leszczynach. Piękną marmurową płytę ufundowała już
w roku 1926 Oktawia Żeromska – pierwsza żona pisarza, pierwowzór Joasi z "Ludzi
bezdomnych". O zezwolenie na wmurowanie płyty ubiegała się w diecezji kieleckiej
siostra pisarza – Bolesława z Żeromskich Endrychowa. Niestety, nie udało się jej
tego dokonać. Wybuchła wojna, tablica przepadła. Ale na szczęście w liście
Bolesi – najmłodszej siostry Stefana Żeromskiego, zachował się piękny tekst. I
oto we wrześniu 2010 roku, dzięki inicjatywie dwóch wspaniałych ludzi –
Włodzimierza Korony, wójta gminy Masłów, i Tomasza Laty, kierownika szkoły im.
Stefana Żeromskiego, w Górach Świętokrzyskich zawisła piękna tablica na
honorowym miejscu na cmentarzu w Leszczynach. Złote litery głoszą: "Rodzicom
wielkiego pisarza/ których prochy/ w ojczystej ziemi świętokrzyskiej/ na
cmentarzu leszczyńskim spoczęły/ ś.p. Franciszka Józefa z Katerlów Wincentowa
Sariusz Żeromska/ ur. w Boczkowicach dn. 29 stycznia 1833/ zmarła w Ciekotach
dn. 15 sierpnia 1879/ oraz ś.p. Wincenty Sariusz Żeromski/ uczestnik powstania
1863 r./ ur. w Lasochowie dn. 29 marca 1819 r./ zmarł w Ciekotach dn. 23
września 1883/ cieniom ich pokój wieczny/ zasłudze narodowej cześć potomnych".
"Ratujmy ten grób!"
Nie ma mogiły matka Jana Kasprowicza. Cudowna, prosta chłopka, której syn,
wyszedłszy z najuboższej chaty na Kujawach, poświęcił wiele słów miłości. Oto
dramatyczna wyprawa matki niosącej ciężko chorego Janka w mglisty, wietrzny
dzień do kościoła. Józefa z Kloftów Kasprowiczowa ofiarowała swego synka – jak
Barbara Mickiewiczowa – Ostrobramskiej Madonnie. Od matki uczył się Jan wiary,
tej najprostszej "jak krzyż postawiony pomiędzy dwoma płaczącymi wierzbami", tej
wiary, która raduje serce w kolędach i która przyprawia nas o bicie serca we
wspaniałym hymnie "Święty Boże, Święty mocny", który pojawi się w arcydziełach
hymnicznych Jana Kasprowicza. Matczyne godzinki staną się motywem hymnu "Salve
Regina". W autobiograficznym poemacie o Wojtku Skibie Jan Kasprowicz "całował
dłonie ojczyska ze łzami i matce ściskał nogi drżącymi rękami". W sonetach "Z
więzienia" napisał: "O matko moja! Wierz mi/ nic nie uczynię, abym nie śmiał
oczu podnieść ku twoim oczom/ ale wiem o tym, ty znasz moje serce!". Ostatni raz
zobaczyła matka syna wiosną 1910 roku. Zbiegła się cała wieś Szymborze, by
powitać krajana, jednego z najsławniejszych już wówczas ludzi w Polsce. Dożyła
jego wielkiego sukcesu. Umarła w sylwestra 1914 roku. Na świecie szalała wojna.
Syn nie mógł dotrzeć przez fronty na pogrzeb matki. A my na próżno szukaliśmy
jej mogiły na inowrocławskim cmentarzu. Na szczęście udało się 11 grudnia 1990
roku wmurować tablicę pamięci w ścianę kaplicy cmentarnej Inowrocławia. Kiedy
Jan Kasprowicz będzie kreślił swe ostatnie strofy tomiku "Mój świat", już na
wpół bezwładną ręką – ona jeszcze raz pochyli się nad swoim chorym dzieckiem, by
je pocieszyć "księżycem, słońcem, lasem, szumem rzeki". Wiersz nosi tytuł
"Matka".
Matka autora "Trylogii" Stefania z Cieciszowskich Sienkiewiczowa ma mogiłę na
cmentarzu w Okrzei na Podlasiu. Płyta nagrobna jest w stanie katastrofalnym.
Rozsypująca się i z błędami. Profesor Lech Ludorowski – prezes Towarzystwa
Sienkiewiczowskiego i niestrudzony wielki ambasador Sienkiewiczowskiej sławy i
chwały, rozpoczął kilka lat temu wielką akcję, by uratować tę mogiłę i postawić
na niej godny pomnik. W jego przesłaniu czytamy: "Pochyleni w smutnej zadumie
nad zaniedbaną, samotną, coraz bardziej niszczejącą, pokrytą pleśnią brzydoty
mogiłą śp. Stefanii z Cieciszowskich Sienkiewiczowej, matki twórcy "Quo vadis?",
wołamy: Ratujmy ten grób, tę wyjątkową narodową pamiątkę przed całkowitą zagładą
i godnie uczcijmy miejsce jej wiecznego odpoczywania!". Jest piękny projekt
pomnika z postacią kobiecą i chłopięcą pochyloną nad książką. Na pomniku mają
znaleźć się epitafia matki i rodzeństwa Sienkiewiczów, których mogiły rozsiane
są po Polsce albo – jak najstarszego syna Kazimierza, bohatera Powstania
Styczniowego – nie istnieją. Aprobatę dla naszej akcji, by uczcić pamięć matki
największego prozaika polskiego, wyraził łaskawie ksiądz Prymas Józef Kowalczyk.
Nie tracimy nadziei, że nadejdzie taki dzień pamięci zmarłych, kiedy na
cmentarzu w Okrzei stać będzie pomnik ku czci Stefanii z Cieciszowskich
Sienkiewiczowej, której "twarz anielska" pojawia się w dziełach genialnego syna.
"Jej trumna i serce moje"
Był piękny i mądry projekt, by powstał album prezentujący cztery wielkie polskie
nekropolie: warszawskie Powązki, krakowskie Rakowice, lwowski Łyczaków i
wileńską Rossę. Niestety – album nie powstał. Ale dzięki temu pomysłowi dane mi
było przeprowadzić ważne i cenne badania w Wilnie. Jest tam płyta zawsze
zasypana po prostu kwiatami. Płonie zniczami i światłami – uniesiona wysoko u
wnijścia na cmentarz. To tutaj 1 czerwca 1935 roku przywieziono matkę Marszałka
Józefa Piłsudskiego. W tej samej metalowej trumnie, która zamykała ciało syna,
gdy go zabierano z Belwederu na Wawel. 12 maja roku 1936 złożono jej u stóp, pod
czarny granit – serce syna. Prosił o to: "Chcę, żeby jej trumna i serce moje
leżało tam, gdzie leżą moi kochani chłopcy, którzy pomogli mi zdobyć Wilno". Jak
szare skrzydła otaczają tę mogiłę Matki i Serca Syna nagrobki jego "chłopców".
Zginęli, walcząc o Wilno z Armią Czerwoną kwietniową Wielkanocą 1919 roku.
Powiedział im Komendant: "W imieniu Ojczyzny, która was na obronę swych kresów
wysłała, dziękuję wam za waszą pracę, za wasze żołnierskie trudy". Po drugiej
stronie szosy, pod pomnikiem zwieńczonym pikami ułańskimi spoczywają ci, którym
położono epitafium: "Wybawcom swoim – Wilno!".
Maria z Billewiczów Piłsudska pozostawiła taką pamięć synowi: "Nieprzejednana
patriotka od najwcześniejszych lat starała się rozwinąć w nas samodzielność
myśli i podniecała uczucia godności osobistej. Gdy jestem w rozterce, gdy
wszyscy są przeciw mnie – wtedy pytam siebie, jakby matka kazała mi w tym
wypadku postąpić?".
Apeluję do ambasady polskiej w Wilnie, by zbierano szarfy z dziesiątków wieńców
składanych na mogile Matki i Serca Syna – by można je było przekazać do Muzeum
Józefa Piłsudskiego w Sulejówku jako dowody wiernej i wdzięcznej pamięci rodaków
dla bohatera, któremu Polska zawdzięcza niepodległość.
"…i słyszysz szept Ojczyzny"
Kiedy stoję na Powązkach w słońcu czy deszczu, w gronie szlachetnie żebrzących,
przypominam sobie zawsze słowa mego umiłowanego pisarza – Stefana Żeromskiego,
który jako młody student warszawski zapisał takie oto wspomnienie w "Dzienniku"
18 maja roku 1888: "Byliśmy na Powązkach. Na grobie "Pięciu poległych" nie ma
nawet kwiatka. Asfalt popękał – a w pośrodku kępa trawy i chwastu. Obok nas mała
dziewczynka słuchała wykładu staruszka – dziadzi, co to za jedni owi "polegli".
Dulce et decorum est pro patria mori…
Tyle lat – i nie zapomniano im miłości ku matce, bo oni przekonali rodaków, że
ją kochali: umarli za nią. Mijasz groby generałów, magnatów, sławnych, wielkich,
bogatych – a nad grobem pięciu nieznanych gorzko i cicho płaczesz i słyszysz
szept Ojczyzny, powiewem wiatru odmawiającej pacierz na wieczny spoczynek tym za
dobrą matkę poległym".
27 lutego 1861 roku wedle relacji pamiętnikarzy "z zamku wypadli kozacy,
nacierając i rozpędzając nahajkami (…) nadeszła piechota, oficer
zakomenderował: pal!". Tak właśnie padło tych pięciu poległych podczas
demonstracji przed Powstaniem Styczniowym. Dzisiaj na grobie pięciu poległych
stoi krzyż, jakże symbolicznie przeniesiony z mogiły-symbolu prezydenta Stefana
Starzyńskiego, który grobu nie ma.
I znów słyszymy tutaj szept Ojczyzny. A w ten szept wplatają się głosy żywe
tych, którzy przybywają tutaj tłumnie z ognikiem wierności dla spoczywających tu
rodaków – bo "Słodko i chwalebnie jest umierać za Ojczyznę". Tak umarli ci,
których nazwiska widnieją na wielkiej wstędze pamięci, jaka owija ścianę
kościoła Karola Boromeusza. Przenikają się tu wszystkie epoki. Pułkownik Jan
Kiliński obok łączniczki Krysi Wituskiej, zamordowanej przez Niemców w Moabicie,
skąd pisała do matki, cytując piosenkę o Orlętach Lwowskich: "Tylko mi ciebie,
mamo, tylko mi Polski żal". Jest też trzynastoletni Romek Strzałkowski, który
zginął w Poznańskim Czerwcu ´56, usiłując uratować padający sztandar, któremu
tablicę wmurowali polscy harcerze już w roku 1986. I jest tam jedna tablica,
która ewokuje w mojej pamięci wyjątkowo wzruszające chwile. To tablica Waleriana
Łukasińskiego, przed którą zawsze składaliśmy kwiaty pod przewodnictwem
nieodżałowanej pamięci Stanisława Mikkego – zastępcy Andrzeja Przewoźnika.
Obydwaj zginęli pod Smoleńskiem. Major Walerian Łukasiński – przywódca i twórca
Towarzystwa Patriotycznego, aresztowany jesienią 1822 roku, 31 lat spędził w
moskiewskim lochu podziemnym, odcięty całkowicie od świata i ludzi. Jego
Cesarska Mość odmawiał mu przez wszystkie lata szansy na uwolnienie. W
kazamatach moskiewskich, po 40 latach więzienia, Walerian Łukasiński napisał
wstrząsający pamiętnik – świadectwo niebywałej chrześcijańskiej szlachetności.
"Nie przestając kochać nad wszystko moją Ojczyznę, ja nie mogę nienawidzić
żadnego narodu" – wyznał. Dzięki Stanisławowi Mikkemu ma Walerian Łukasiński
tablice po polsku i po rosyjsku na murach twierdzy w Szlisselburgu, gdzie
przesiedział w więzieniu pół wieku. W testamencie napisał: "Moje ostatnie
tchnienie będzie poświęcone mojej Ojczyźnie i ostatnia modlitwa za jej
pomyślność i za pomyślność tych, którzy ją wspierali i jej służyli, i którzy
zostali jej wiernymi w nieszczęściu i dzielili z nią cierpienia. Co się tyczy
umarłych: Wieczna im pamięć na tym i wiekuista na tamtym świecie". W
"Modlitwie", którą zamknął swój pamiętnik Walerian Łukasiński, napisał: "Boże
wielki! Uzbrojeni ufnością w Tobie my nie boimy się rad i chęci naszych
prześladowców, z których jedni chcą nam wydrzeć religię ojców naszych, a drudzy
zetrzeć nas z powierzchni ziemi. (…) Jeśli będzie wola Twoja, to podniesiesz z
prochu wybawiciela, dasz mu mądrość i potęgę i on uzbrojony pójdzie w Imię
Twoje".
Spotykamy się na Powązkach w dzień Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny i jest
to wielkie optymistyczne Braterstwo Pamięci. Otula nas miłość tych, którzy żyli
przed nami. Siłę daje nam świadomość ich heroizmu i męstwa. Zarzucamy ku ich
czci kotwicę pamięci, bo jak powiedział Sienkiewicz: "Pamięć o umarłych odradza
żywych".
Barbara Wachowicz, pisarka
