Szafa Lesiaka to pikuś?
Kamień z serca spadł, jak się okazało, że i w WSI mieli szafę! Gdyby nie było tam również „grupy Lesiaka”, to ze służbami byłoby jeszcze gorzej, niż myślimy – że niby cywilne i wojskowe miałyby mieć tylko jedną szafę. Czyli tylko UOP miałby, a WSI już nie. Tymczasem, jak wynika ze skąpych na razie informacji – ale zawsze przecież jakichś – w WSI mogli mieć nawet więcej skarbów w szafie, choćby z racji dłuższego czasu ich gromadzenia, tj. do września tego roku. Zawartość musiała zresztą być chyba bardzo drogocenna, wnosząc po tym, jak starannie mebel ukrywano.
To nie koniec jednak dobrych wiadomości. Oto w ostatnich dniach powiało nadzieją wprost z telewizji, która pokazuje „całą prawdę całą dobę”. Na antenie „WSI 24” pojawił się pan Mieczysław Wachowski i potwierdził, że inicjatywa tworzenia ruchu Polska Zdrowego Rozsądku jest aktualna i się rozwija, a nadto jest to inicjatywa przyszłościowa, bo adresowana do młodych, której celem jest, jak wiadomo, przywrócenie w Polsce rozsądku, co zresztą wynika z nazwy.
Pan Mieczysław Wachowski mówił z dezaprobatą, nie zacytuję wiernie, z wrażenia i ze szczęścia zapomniałam nagrać, ale w każdym razie chodziło o to, że trzeba postawić na rozwój gospodarczy, rozsądek, a nie tylko na teczki, służby, rozliczenia, grzebanie w przeszłości etc. Otóż to! Kwintesencja rozsądku AD 2006. Bo weźmy na ten przykład teczkę „Bolka”. Cóż to może być za rarytas, skoro po tym, jak papiery zostały wypożyczone do Belwederu, a następnie zwrócone do archiwum, okazało się, że po drodze sporo ubyło. A to pewnie nie był jedyny przypadek zjedzenia przez myszy co smakowitszych kawałków. Tak czy nie?
Trudno więc w takiej sytuacji zagrożenia falą szukania wiatru w polu i deficytu zdrowego rozsądku nie powitać z radością wiadomości, że Polska Zdrowego Rozsądku to nie był jakiś słomiany zapał pana prezydenta Wałęsy i pana Wachowskiego, tylko poważnie traktowana inicjatywa, która już wydaje owoce, m.in. w postaci konstruktywnej krytyki rządu przez wiarygodne ugrupowania opozycyjne.
„PiS zrealizowało tylko 13 ze 123 postulatów wyborczych zawartych w swoim programie wyborczym” – stwierdził sekretarz generalny SLD pan Grzegorz Napieralski. Wcześniej zaniósł do gabinetu szefa klubu PiS Marka Kuchcińskiego program wyborczy partii Kaczyńskich z podkreślonymi niezrealizowanymi obietnicami. I prawie cała ta książeczka była pokreślona na czerwono!
Nie można mówić o jakimś tendencyjnym potępianiu w czambuł, ale raczej i tak o pewnej taryfie ulgowej ze strony Sojuszu dla PiS, skoro sekretarz generalny SLD wyliczył, że na zrealizowanie obietnic PiS będzie potrzebowało dziewięciu lat – a więc nie wyklucza, tylko wytyka ślamazarność. SLD i premier Miller potrzebowali na „przywrócenie normalności” ze spécialité de la maison „Pęczak w puszce” nieporównanie mniej czasu, bo każde dziecko wie, że prawdziwego premiera poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.
„Pytam, gdzie te czyny? Premier jeździ i obiecuje tunele, stadiony, drogi i mosty. To są cynizm i obłuda. Nie wykonali nic ze swojego programu i nic nie wykonają. Dla nich najważniejsze są służby, limuzyny, ochroniarze. To jest taka partia” – mówił po wyjściu z gabinetu pana Kuchcińskiego pan Napieralski. Ale to jeszcze nic. Najgroźniejsza armata, jaką można wytoczyć, to przypomnienie, że jednym z głównych haseł PiS w kampanii była zapowiedź budowy trzech milionów mieszkań. „Gdzie są te mieszkania?” – pytał poseł SLD.
Jak to gdzie? Czyżby pan prezydent Aleksander Kwaśniewski rzucał słowa na wiatr i młode małżeństwa (i nie tylko) do dziś nie otrzymały mieszkań obiecanych w czasie kampanii w 1995 roku?
Niemniej dodajmy, gwoli rozwiania wątpliwości i zduszenia w zarodku posądzeń o podlizywanie się władzy, bez względu na liczbę otrzymanych 11 lat temu mieszkań, PiS, dla którego „najważniejsze są służby, limuzyny, ochroniarze”, oczywiście powinno zacząć budować mieszkania. Tym bardziej że – świadczy o tym wypowiedź pana prezydenta Kwaśniewskiego dla niemieckiego dziennika „Der Tagesspiegel” – nasze służby były w porządku. Pan prezydent Kwaśniewski powiedział właśnie „Der Tagesspiegel”, że to na podstawie błędnych informacji o irackiej broni masowej zagłady, przekazanych mu przez ówczesnego sekretarza stanu USA Colina Powella, Polska przyłączyła się do wojny w Iraku.
Nie śmiałabym ujmować fachowości WSI, a cóż dopiero podważać wiarygodność znanego z prawdomówności Aleksandra Kwaśniewskiego, mimo wszystko jednak ciekawe, co robiły służby wojskowe, skoro Amerykanie tak łatwo mogli wyprowadzić w pole pana prezydenta Kwaśniewskiego. Czyżby WSI poza szeroko rozumianym „biznesem” były jeszcze zaabsorbowane kompletowaniem zawartości szafy i na resztę zwyczajnie nie wystarczyło już czasu?
Z perspektywy ostatnich nowinek o polowaniu pana Edwarda Mazura na pana ministra Ziobrę wygląda na to, że służby do końca były „na służbie”, więc wszystko być może. A jeśli jest prawdą, że pan Edward Mazur, podejrzany o zlecenie zabójstwa byłego komendanta głównego policji Marka Papały, miał powiązania z WSI, to może się jeszcze okazać, że szafa Lesiaka to jednak nie był szczyt możliwości Ubekistanu w ręcznym sterowaniu demokracją III RP. Czy jednak można na to w ogóle pozwolić? I czy dziwi w tej sytuacji nawoływanie przez pana Mieczysława Wachowskiego do rozsądku? Zwłaszcza jeśli rzeczywiście byłoby tak, że współpracował – choć nie tylko – z Wojskową Służbą Wewnętrzną, na bazie której, obok Zarządu II Sztabu Generalnego, powstały później WSI.
