Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 – dlaczego apelujemy o prawdę i pamięć

Wystąpienie Zuzanny Kurtyki podczas wysłuchania publicznego w Parlamencie
Europejskim w sprawie katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem

Szanowni Państwo!

10 kwietnia 2010 r. zginął mój mąż. Razem z prezydentem RP i jego małżonką
zginęli ojcowie, mężowie, żony, dzieci, osoby bardzo nam bliskie, ale też osoby
publiczne pełniące główne funkcje w strategicznych instytucjach państwa
polskiego. Mój mąż Janusz Kurtyka był prezesem Instytutu Pamięci Narodowej.
Leciał do Katynia, by tak jak i inne osoby w tym samolocie zamanifestować swoją
postawą, jak ważne jest odkłamywanie historii Polski, jak powinna wyglądać walka
o prawdę historyczną. Przez 70 lat tę walkę dla kolejnych pokoleń Polaków
symbolizował Katyń. Przez całe lata od 1940 r. o tym mordzie dokonanym przez
radzieckie służby bezpieczeństwa na rozkaz najwyższych władz państwa zabraniano
nam mówić. Początkowo w imię interesu sojuszu państw alianckich, potem w imię
interesu sowieckiej Rosji. Jak trudna jest to walka do dziś, świadczą dwie
wizyty władz polskich – 7 kwietnia i 10 kwietnia 2010 roku. Pierwsza – na
uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowaną w Katyniu cerkiew – na
którą poleciał pan premier Tusk. Druga – by uczcić pomordowanych polskich
oficerów – wizyta polskiej delegacji na czele z prezydentem. O tym, że to
Rosjanie domagali się, by odbyły się dwie różne wizyty, dowiedziałam się wraz z
polskim społeczeństwem dopiero po moim powrocie z Katynia – w drugiej połowie
września 2010 roku. O tym, że minister Arabski – szef kancelarii premiera, w
Moskwie 17 i 18 marca 2010 r. uzgadniał właśnie taki scenariusz z Rosjanami, nie
w ambasadzie RP ani w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, tylko w restauracji,
dowiedzieliśmy się dopiero z akt śledztwa.
11 kwietnia pojechałam do Moskwy, pojechały inne rodziny; pojechaliśmy w celu
identyfikacji ciał naszych bliskich. W prosektorium Instytutu Medycyny Sądowej w
Carycynie spędziłam trzy kolejne dni. Dni ciężkie, pełne strachu, że nie uda się
zidentyfikować ciała, pełne wysiłku, by wśród ogromnego bałaganu rzeczy ofiar,
błędnych opisów ciał, braku zdjęć tych ciał wykonać zadanie do końca. W Moskwie
razem z nami byli minister zdrowia Ewa Kopacz i… minister Arabski. Przez 3 dni
zapewniano nas, że polscy śledczy pracują razem z rosyjskimi, że polscy
prokuratorzy razem z rosyjskimi prowadzą śledztwo, że zabezpieczono miejsce
wypadku, którego teren został przekopany na głębokość 1 metra i wszystkie
szczątki ludzkie, jak i części samolotu zostały zabezpieczone, że polskie władze
zostaną w Moskwie do końca, dopóki każda część ciała naszych bliskich nie wróci
do kraju.
Czwartego dnia, po powrocie do Polski, okazało się, że wszystko to, o czym
mówiono, jest kłamstwem.
Rodziny zostały pozostawione same sobie, informowano nas za pośrednictwem
mediów. Zaczęliśmy domagać się przyznania statusu pokrzywdzonego.
Żeby się wspierać wzajemnie, a także, by prowadzić działalność upamiętniającą
wybitne osoby, które zginęły, w tych dniach ciężkiej żałoby powstało
Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010. Szybko jednak okazało się, że Stowarzyszenie
musi zająć się prawami rodzin, które wreszcie dostały status pokrzywdzonych, do
udziału w śledztwie. Strona polska bowiem wycofała się ze śledztwa, powołując
się na konwencję z Chicago z 1944 r. dotyczącą lotnictwa cywilnego. Zaczęto
wmawiać naszemu społeczeństwu, że lot najwyższych władz naszego kraju miał
charakter cywilny, mimo że samolot Tu-154M był rządowym samolotem wojskowym, z
wojskową załogą, przewożącym prezydenta – zwierzchnika Sił Zbrojnych RP będącego
jednocześnie głową dużego państwa NATO, z delegacją, w skład której wchodzili
m.in. generałowie, dowódcy wszystkich rodzajów broni, szef sztabu generalnego,
kapelani wojskowi wszystkich wyznań, szefowie najwyższych instytucji związanych
z przywracaniem pamięci. Wszystkie dokumenty lotu nosiły symbol "M" jak military.
Na podstawie mylnych komunikatów wieży wojskowego lotniska Siewiernyj w
Smoleńsku zgodnie z procedurą wojskową załoga podchodziła do lądowania.
Jako pierwszej instancji śledztwo zostało przekazane do rosyjskiego
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) – instytucji podlegającej Federacji
Rosyjskiej, która jest jednocześnie stroną oskarżoną w śledztwie, bo opiniuje
stan rosyjskiej bazy lotniczej i wystawiła certyfikat zakładom, które
przeprowadzały remont Tu-154. Polskie media – obecnie prawie całkowicie
upolitycznione i kontrolowane przez rząd – ogłosiły już wtedy publiczny wyrok,
że winę za katastrofę ponoszą piloci i warunki pogodowe tzn. mgła.
Publicznie podano także informacje:
1. Prezydent Lech Kaczyński wywierał naciski na załogę, żeby lądować, dodając
oszczerstwo, że był pijany – informacja okazała się kłamstwem.
2. Generał Andrzej Błasik był w kabinie pilotów i kazał im lądować – kolejne
kłamstwo.
3. Minister Mariusz Kazana był w kabinie pilotów i kazał im lądować – kolejne
kłamstwo.
4. Samolot 4 razy podchodził do lądowania – kłamstwo.
5. Samolot wykonał przed upadkiem beczkę, potem zmieniono na półbeczkę –
kłamstwo jedno za drugim.
6. Samolot rozpadł się na tysiące drobnych części po uderzeniu częścią górną
kabiny w ziemię – kłamstwo.
7. Identyfikacja genetyczna dotyczyła każdej części ludzkiej – kłamstwo, dużo
części spalono i pochowano jako nieznane.
8. Przeprowadzono sekcje zwłok każdej z ofiar – kłamstwo. Widziałam ciało mojego
męża ostatniego dnia w Moskwie tuż przed włożeniem do trumny i jednoznacznie
stwierdzam jako lekarz, że nie miało śladów badania sekcyjnego.
9. Zabezpieczono wrak i miejsce katastrofy – ewidentne kłamstwo.
Nikt za te kłamstwa nie powiedział nam, rodzinom, żyjącym ciągle w maksymalnym
stresie, nawet przepraszam.
W maju 2010 r. dziennikarze "Gazety Polskiej" pojechali do Smoleńska. Na
niezabezpieczonym miejscu katastrofy znaleźli mnóstwo części samolotu i części
ludzkich ciał. Jednocześnie okazało się, że z konta pana Andrzeja Przewoźnika,
jednej z ofiar, ktoś w Rosji, posługując się jego kartą bankomatową, wypłacał
pieniądze. Doszło do kuriozalnej sytuacji, gdy w tej sprawie, jakże oczywistej,
rzecznik polskiego rządu Paweł Graś przepraszał Rosjan za podejrzenie. Pojawił
się nowy standard w polskim życiu publicznym, kiedy to złodzieja przeprasza się
za to, że ukradł.
Pojawił się paraliżujący strach, że w sprawie katastrofy dzieją się rzeczy,
które przy normalnych czynnościach śledczych nie powinny mieć miejsca.
Przekonani początkowo, że to koszmarne zrządzenie losu, zaczęliśmy powoli, ze
względu na matactwa w śledztwie, podejrzewać, że czynnik ludzki działający
celowo miał podstawowe znaczenie w tym, co się stało, i dlatego śledztwo nie
może być transparentne, i dlatego celowo jest prowadzona od kwietnia polityka
rządu polskiego, by jak najszybciej sprawę zamknąć i o niej zapomnieć.
Tymczasem zaczęły się pojawiać nowe, coraz bardziej niepokojące fakty:
– rodzinom i ich pełnomocnikom nie pozwolono kopiować akt jawnych, mogliśmy je
jedynie godzinami przepisywać. Po dużych naciskach wydano chwilową zgodę,
cofając ją natychmiast, gdy, prawdopodobnie na zasadzie prowokacji, jakieś
zdjęcia akt ukazały się w prasie. Obecnie ponownie nie wolno akt kopiować;
– okazało się, że bezprawnie zabroniono nam otwierania trumien naszych bliskich
po przylocie do Polski. Polskie prawo na to zezwala. Dziś, przy braku
jakiejkolwiek dokumentacji fotograficznej i medycznej, wiele rodzin zastanawia
się, kogo i co tak naprawdę pochowało;
– Polska nie dostała oryginałów zapisów czarnych skrzynek. Jedyna przesłana
kopia okazała się nieudolnym montażem i ma niewiele wspólnego z oryginałem. Od 4
miesięcy leży w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie, który poddawany
różnorodnym naciskom nie wie, jaką ostateczną opinię wydać;
– Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 wystąpiło w czerwcu 2010 r. do rządu RP z
prośbą o domaganie się wydania Polsce wraku samolotu. Po ogromnych protestach
rodzin i polskiej opinii publicznej Rosja nakryła jedynie wrak brezentem i nadal
nie zamierza go Polsce zwrócić.
Aktualnie brakuje ok. 40 ton samolotu, brakuje też kokpitu, podstawowego dla
śledztwa. Obok paru większych części leżą dwie ogromne hałdy bardzo drobnych
fragmentów.
W Smoleńsku byłam 2 razy. Pierwszy raz w połowie września, drugi w połowie
listopada tego roku. Pewne fakty mnie przeraziły.
1. Lotnisko. Nie wiedziałam, że lotnisko może tak wyglądać. Baraki i budy,
połamane, powiązane drutami latarnie, niektóre z powybijanymi szkłami.
2. Szczątki wraku. We wrześniu leżały niezabezpieczone na płycie lotniska.
Podeszliśmy do nich na odległość dwóch metrów i gdyby nie dzieci, które ze mną
były, podeszłabym bez problemów do samego wraku. Miejscowa ludność mogła przez 7
miesięcy zabierać sobie części w dowolnych celach.
3. Miejsce, gdzie spadł samolot. To miejsce znajduje się całkiem z boku w
stosunku do pasa lądowania. Nawet przez chwilę nie było szans, by ten samolot
wylądował. Podczas gdy w zapisie czarnej skrzynki, którą dostaliśmy, ciągle
słychać komunikat, że samolot jest na ścieżce i na kursie. To może zobaczyć
każdy laik, nawet taki jak ja.
4. Drzewo. Nadal stoi tam brzoza, której samolot ściął skrzydłem konar. Widać to
miejsce na wysokości 10 metrów. Jak tak duży samolot mógł się na tej wysokości
obrócić. Jak, spadając z tak niewielkiej wysokości, mógł rozpaść się w drobny
mak?
Dlaczego podaje się nam, rodzinom, nam, Polakom, do wiadomości takie
przerażające kłamstwa? W jakim celu?
Nękani tego typu pytaniami postanowiliśmy jako Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010
zwrócić się do polskiego rządu z prośbą o powołanie Międzynarodowej Komisji
Śledczej.
Od lipca 2010 r. zebraliśmy ponad 330 tys. podpisów obywateli polskich w kraju i
za granicą i zwróciliśmy się z naszą petycją do prezesa Rady Ministrów,
prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu. Podpisy zostały złożone w biurach Sejmu
RP. W październiku 2010 r. otrzymaliśmy odpowiedź od premiera Donalda Tuska, że
nie widzi potrzeby powołania takiej Komisji. Od tej pory, reprezentując
pozarządową organizację walczącą o prawdę i pamięć, a także głos 330 tys.
obywateli UE, pozostało nam jedynie apelować do międzynarodowej opinii
publicznej, do sumienia ludzi i rządów państw demokratycznych, do struktur
międzypaństwowych, do których należy nasz kraj i których, także my, jego
obywatele, jesteśmy członkami.

drukuj