„Standardy unijne” nie zadziałają
Prof. Zdzisław Julian Winnicki, zastępca dyrektora Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”
Poniedziałkowe wydarzenia na Białorusi to efekt wieloletnich zaniedbań polityki kolejnych rządów Rzeczypospolitej Polskiej wobec polskiej mniejszości na Wschodzie, zwłaszcza na Białorusi i Litwie. Z kolei tam na miejscu to jaskrawy dowód na huntigtonowskie zderzenie cywilizacji. Polacy, katolicy, na Białorusi zawsze byli traktowani jako „ciało obce”, przewidziane do białorutenizacji.
Na Białorusi „od zawsze” istniał i istnieje swoisty kompleks polski polegający na utrudnianiu wszelkimi możliwymi sposobami swobodnego ujawniania i rozwijania polskiej świadomości narodowej w formach publicznych. Białoruski nurt narodowy z kolei uważa, że na Białorusi nie ma Polaków, a są jedynie katolicyzowani – spolonizowani Białorusini. W ostatnich dniach środowiska opozycyjne wyrażają solidarność z prześladowanymi działaczami Związku Polaków na Białorusi. Nie zawsze jednak tak było.
Dzisiejsze konferencje prasowe – zarówno ta przeprowadzona przez MSZ, jak i przez przewodniczącego Parlamentu Europejskiego – ukazały, że sytuacja stanowi dla nich zaskoczenie. Wiceminister spraw zagranicznych nie miał literalnie nic do powiedzenia, Jerzy Buzek zaś natychmiast „skręcił” narrację w kierunku problemów demokratyzacji, społeczeństwa obywatelskiego oraz ubolewań nad pojedynczymi losami białoruskich opozycjonistów. Pochwalił się nawet, że będąc w Wilnie, przekazał pieniądze na tamtejszy antyrządowy Uniwersytet Białoruski (a dlaczego nie na jedyną polską uczelnię, jaką jest tam – w opłakanym stanie materialnym – polskojęzyczna Filia Uniwersytetu w Białymstoku?). Buzek nawet nie znał prawidłowej nazwy Iwieńca.
Trzeba wyraźnie podkreślić, że tzw. standardy unijne nie wpłyną w żaden sposób na postępowanie władz białoruskich. Białoruś nie jest też członkiem Rady Europy. Zapowiedziana przez Buzka „w przyszłym miesiącu” jakaś misja Euronestu na czele z prawosławnym Bułgarem oraz Litwinem zakrawa na żart. Mają zbadać: relacje z „opozycją” i „organizacjami pozarządowymi” oraz – „rozwój społeczeństwa obywatelskiego” (cokolwiek miałoby to być). A tragedia trwa. Polska tragedia, gdy na ludzi urządza się milicyjne łapanki na drogach i w lasach. Władze Republiki Białorusi wiedzą, jak traktować unijne gaworzenie. Wiązanie z kolei sytuacji tamtejszych Polaków z sytuacją bliżej nieokreślonej „opozycji” to wymarzony argument dla tamtejszych władz usiłujących właśnie argumentami politycznymi uzasadnić represje wobec niezależnych Polaków.
Nie wierzę w szybką skuteczność rządu RP, a tym bardziej nieruchawych „społeczno-obywatelskich” instytucji UE. Reakcje polskie w Mińsku są przewidywane. Najwyższy już czas oddzielić „walkę o demokrację na Białorusi” od obrony praw polskiej mniejszości. O demokrację niech sobie walczy Unia Europejska, a rząd polski niech broni naszych rodaków odpowiednio do prawa wewnętrznego Republiki Białorusi i wzajemnie obowiązujących umów dwustronnych oraz powszechnych, w tym ONZ-owskiego systemu ochrony praw człowieka. Nie europejskiego – bo ten Białorusi jeszcze nie obowiązuje, ale właśnie powszechnego, ONZ-owskiego. Na takim tle należy jak najpilniej utworzyć międzynarodową (nie unijną!) komisję mediacyjną oraz poszukać prawno-międzynarodowego trybu arbitrażowego w odniesieniu do polskich (RP) udziałów w majątku domów polskich przejętych de facto przez organy państwa białoruskiego. W kraju wskazana byłaby specjalna robocza sesja Senatu RP z udziałem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” oraz badaczy, rzeczywistych znawców problematyki polskiej na Białorusi. Byle nie z udziałem aktywistów „społeczeństwa obywatelskiego”.
not. MZ
