Spółdzielnie wykorzystują niewiedzę
Z poseł Gabrielą Masłowską (Ruch Ludowo-Narodowy) z sejmowej Komisji Infrastruktury rozmawia Paweł Tunia
Po wejściu w życie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych okazuje się, że nie wszyscy spółdzielcy mogą swobodnie realizować swoje prawa z niej wynikające…
– Spółdzielnie utrudniają wprowadzanie ustawy w życie już na etapie składania wniosków. Polega to na tym, że np. mimo iż zlikwidowano w nowej ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych obowiązek wpłaty do spółdzielni przez spółdzielcę, który się uwłaszcza, kwoty za modernizację (przez którą rozumiano jednorazowe docieplanie budynków), spółdzielnie, aby wydobyć od ludzi więcej pieniędzy na etapie uwłaszczenia – a proces zaczął się lawinowo – każą ponosić jednorazowo koszty docieplenia budynku. A art. 12 i 17 ustawy, które mówią o warunkach finansowych przy uwłaszczeniu, nie przewidują takich pozycji, jak wpłata jakiś zaległości z tytułu dociepleń. W ustawie jest pozycja „zaległe opłaty” i spółdzielnie próbują to podpiąć pod te opłaty, ale spółdzielcy nie mogą się na to godzić, ponieważ do tej pory nikt im takich zaległości nie wykazywał, a bilanse były zatwierdzane co roku. Jest tu ewidentnie wymyślony kolejny chwyt, żeby obciążyć ludzi dodatkowymi kwotami z tytułu dociepleń i podrożyć całe przekształcenie.
Czyli te dodatkowe opłaty za docieplenie nie powinny dotyczyć spółdzielców?
– Nawet jeśli komuś zostało coś dopłacić za docieplenie, to przecież członkowie spółdzielni, a są nimi również ci, którzy się już uwłaszczyli, płacą nadal na fundusz remontowy, z którego te koszty są pokrywane. Z ustawy został usunięty zapis mówiący o tym, że poza funduszem spółdzielnie mogą z drugiego strumienia pobierać opłaty na docieplenia.
To są jedyne kłopoty, z którymi borykają się spółdzielcy?
– Dostałam informacje z Elbląga, że tam z kolei spółdzielnia wysyła indywidualnie członków po mapy geodezyjne oraz po wyciągi z ksiąg wieczystych, za co mają płacić dodatkowe kwoty, a przecież stroną wobec urzędu gminy jest spółdzielnia mieszkaniowa i to nie spółdzielca ma się tym zajmować. Spółdzielnia nie ma prawa zobowiązywać spółdzielców do czegokolwiek, co wynika ze stosunków cywilnoprawnych. Nie ma prawa zawierać za swoich członków zobowiązań w tym sensie, że ustali sobie z wydziałem geodezji, iż to sami członkowie będą przychodzić i płacić za to.
Albo odsyła się członka spółdzielni od pokoju do pokoju i w każdym pokoju siedzi pani, która wpisuje mu na kartkę, czy z tego tytułu, czy innego ma czyste konto i czy ma jeszcze coś do zapłaty. I po obejściu wszystkich pokoi spółdzielca, który zebrał taki spis, może podpisać go własnoręcznie, zobowiązując się nieopatrznie do tych opłat, i zostawia ten dokument w spółdzielni. Dokument może zostać później wykorzystany do przekształcenia statusu własnościowego mieszkania, znacznie go podrażając.
W jaki sposób muszą postępować członkowie spółdzielni, aby uniknąć trudności przy składaniu wniosków?
– Spółdzielcy bardzo często nie są zorientowani w przepisach i różnych kruczkach prawnych i obawiam się, że mogą paść ofiarą działań spółdzielni, np. wypełniając wnioski, które przygotowują same spółdzielnie, a nie wiadomo, co dokładnie tam się znajduje. Nie sposób przewidzieć, co która spółdzielnia umieści na wniosku. Ludzie muszą zachować roztropność i powinni podpisywać wnioski, których są pewni i których treść rozumieją. Jest jeszcze taka kwestia, żeby nie wycofywać starych wniosków. One są aktualne i rozpatrywane na podstawie nowej ustawy. Trzeba też zachować dużą roztropność przy zawieraniu aktów notarialnych, bo można tam wprowadzić całe artykuły starej ustawy i jak się ktoś podpisze, to już przepadło.
W realizacji procesu uwłaszczeniowego nie ma pośpiechu. Ustawę trzeba czytać, są biura poselskie, jeśli ktoś ma wątpliwości, trzeba pytać, iść też do prawnika, żeby nie zmarnować szansy, jaką daje ustawa. Trzeba się ściśle trzymać ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.
Dziękuję za rozmowę.
