Spółdzielczość dzieli Sejm na pół
Podjęcie prac nad projektami w komisjach sejmowych zmusi skonfliktowane
siły polityczne do wypracowania kompromisu. Czy będzie on korzystny dla
spółdzielców?
Sejm skierował do komisji projekty ustaw spółdzielczych wniesione przez PO.
Pierwsza z nich – Ustawa o spółdzielniach, ma zastąpić prawo spółdzielcze z 1982
roku, które po niemal czterdziestu nowelizacjach wymaga uporządkowania. Podobną
funkcję, porządkującą przepisy, ma spełnić także drugi z projektów – Ustawa o
spółdzielniach mieszkaniowych. Przepisy w tej materii tylko w ciągu ostatniej
dekady nowelizowano pięciokrotnie. Zamierzeniem autorów jest m.in. usunięcie
sprzeczności w przepisach spółdzielczych, które raz po raz musi rozstrzygać
Trybunał Konstytucyjny.
Wśród parlamentarzystów i ekspertów panuje zgoda, że należy dać obywatelom nowe,
przejrzyste prawo w dziedzinie spółdzielczości. Ale co do tego, jakie prawo?
Takiej zgody nie ma. Powód? Różnice interesów politycznych pomiędzy partiami są
zbyt głębokie.
Ilustracją tego, jak polityka zdominowała interesy spółdzielców, było wczorajsze
głosowanie nad projektami. Za odrzuceniem ich w pierwszym czytaniu zagłosowały
zgodnie SLD, PSL oraz PiS, przy czym w klubie zarządzono dyscyplinę głosowania.
Gdyby nie fakt, że mimo dyscypliny około 20 posłów PiS wstrzymało się od głosu
lub nie wzięło udziału w głosowaniu, oba projekty trafiłyby do kosza. Platformę,
która głosowała za podjęciem prac legislacyjnych, poparli secesjoniści z PiS
skupieni w klubie Polska Jest Najważniejsza. W rezultacie Sejm zdecydował, że
prace legislacyjne nad projektami zostaną podjęte. Ustawa o spółdzielniach
trafiła do Komisji Gospodarki, a Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych – do
Komisji Infrastruktury.
– Te projekty łamią podstawowe zasady spółdzielczości – twierdzi prof. Henryk
Cioch z KUL, od 35 lat specjalizujący się w prawie spółdzielczym. Jako przykład
złych rozwiązań zawartych w projektach podaje m.in. objęcie spółdzielni nadzorem
ministra, zwiększenie roli decyzyjnej walnego zgromadzenia członków spółdzielni,
likwidację Kongresu Spółdzielczości, przekształcenie prawa lokatorskiego do
lokalu w spółdzielcze prawo własnościowe.
– Proponujemy zwiększenie praw członków spółdzielni, regulujemy sprawy własności
lokali i gruntów, wprowadzamy niezależny nadzór, chronimy klientów firm
deweloperskich. Chcemy, żeby te ustawy chroniły ich przed patologiami, do jakich
dochodzi w spółdzielniach. Jesteśmy otwarci na dyskusje nad ostatecznym
kształtem ustaw – deklaruje poseł Lidia Staroń, przedstawicielka wnioskodawców,
współautorka projektów spółdzielczych. Podkreśla, że przepisy ogólne dotyczące
spółdzielczości nie będą naruszać przepisów zawartych w ustawach szczegółowych
dotyczących każdej z 15 branży spółdzielczych, które będą wobec nich lex
specialis.
– To są projekty bardzo korzystne dla spółdzielców, a jest to kilkanaście
milionów obywateli – ocenia prof. Krzysztof Pietrzykowski (UW), ekspert prawa
spółdzielczego i sędzia Sądu Najwyższego.
– Kilka miesięcy temu zaproponowaliśmy, aby wszystkie siły polityczne
wypracowały ponad podziałami wspólny projekt ustaw spółdzielczych w ramach
komisji nadzwyczajnej. Ale nie było na to zgody – przypomina Staroń. Taki sam
zarzut wysuwa druga strona, przypominając, że projekt Prawa Spółdzielczego
skierowany do Sejmu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego został odrzucony głosami
PO i SLD już w pierwszym czytaniu. Według PO, projekt prezydencki został
odrzucony, bo był zdominowany przepisami o SKOK-ach, według PiS projekty PO
zostały zdominowane przez interesy spółdzielczości mieszkaniowej. Na spory
dzielące PO i PiS nakłada się inny podział, u którego podstaw leży kolizja
interesów pomiędzy partiami rodem z PRL (Lewicą i PSL) a partiami
postsolidarnościowym (PO i PiS). Lewica i PSL są silnie umocowane we władzach
rozmaitych spółdzielni, więc odwrócenie porządku i przyznanie większych praw
rzeszom spółdzielców jest im nie na rękę.
Małgorzata Goss
