Siła kapłana tkwi w modlitwie

Z ks. prof. Krzysztofem Pawliną, rektorem Wyższego Metropolitarnego
Seminarium Duchownego w Warszawie, rozmawia Katarzyna Cegielska

Dzisiaj
dobiega końca Rok Kapłański. Jakie wnioski można już wyciągnąć z tego
czasu?

– Świat dziś bardzo wyraźnie chce nas wciągnąć w wir
swojego myślenia, logiki, działania. Kapłan bez głębszego osadzenia, bez
głębokiej duchowości stanie się bardzo funkcjonalny. Tymczasem naszą
siłą jest siła ducha. Musimy rozróżnić kapłaństwo funkcyjne od
kapłaństwa ontologicznego, które ma swoją tożsamość. I my przy
propozycjach świata często szybciej przyjmujemy to kapłaństwo funkcyjne,
czyli to do wypełnienia konkretnych posług. Jeśli zaś tracimy to
poczucie kapłaństwa ontologicznego albo je spłycamy, to zostajemy
urzędnikami, którzy są potrzebni do kultu, do katechezy. Dlatego Rok
Kapłański był nam dany również po to, byśmy sobie przypomnieli, kim
naprawdę jesteśmy, jaka jest nasza tożsamość. Stąd jeśli mówimy o sile
kapłaństwa, to wiedzmy, że kapłan na kolanach, kapłan modlący się, jest
kapłanem mocnym, kapłanem, który sprosta wszystkim wyzwaniom, z którymi
przyjdzie mu się zmierzyć.

Należy pamiętać, że Rok Kapłański
był dany także świeckim. To sygnał dla nich, że należy modlić się za
duszpasterzy i ich wspierać…

– Niestety, bardzo wyraźnie jawi
się podział na „my” i „wy”. Wobec kapłana i Kościoła stawia się dzisiaj
wiele wymagań. Często obserwujemy zachowania dość pretensjonalne. W
świecie, również tym kościelnym, ginie gdzieś to poczucie, że my wszyscy
jesteśmy Kościołem tworzącym jedną rodzinę i każdy spełnia w nim swoje
zadanie. Myślę, że ten rok pomógł trochę ludziom zrozumieć, że kapłan
jest dla nich i że jest jednym z nich. Często się mówi, że jeśli chcemy
mieć wzorowego kapłana, to musimy go sobie wymodlić, a potem za niego
się modlić. Nie wystarczy od niego żądać, jak żąda się w biurze czy
urzędzie. Do kapłana idzie się jak do kogoś, kto jest mi bliski, dlatego
że ja się za niego modlę, o niego się troszczę. Jeśli my, kapłani,
mielibyśmy poczucie, że ludzie świeccy nas szanują, potrzebują, krótko
mówiąc – kochają, to bylibyśmy mocniejsi tą mocą miłości Kościoła, jaka
jest w ludziach świeckich. I stąd to zacieranie granicy między „my” a
„wy” jest ogromnie potrzebne – abyśmy stanowili wspólnotę Kościoła, w
której prezbiter staje pośrodku swojego ludu i w jego imieniu, wraz z
tym ludem, wznosi modlitwy do Boga.

Na koniec Roku
Kapłańskiego św. Jan Maria Vianney zostanie ogłoszony patronem
wszystkich kapłanów. W jaki sposób kapłani mogą czerpać z przykładu jego
życia?

– Istnieją tak zwane ubogie środki duszpasterstwa, które
są bardzo proste, a mianowicie post, wyrzeczenie, modlitwa, ofiara
życia. Wymyślamy różne sposoby duszpasterzowania. Nieraz zastępują to,
co jest bazą, podstawą. Jako kapłani musimy dzisiaj wrócić do tego, co
praktykował św. Proboszcz z Ars: my za ludzi pościmy, modlimy się za
nich, znamy ich i czekamy na nich w konfesjonale. Te sposoby życia
księdza dotykają serca człowieka. Myślę, że Proboszcz z Ars staje się
dzisiaj patronem w nowoczesnym świecie, który proponuje nowe sposoby
życia nie zawsze dotykające głębi życia człowieka.

Ważnym
wydarzeniem Roku Kapłańskiego była niedawna beatyfikacja ks. Jerzego
Popiełuszki…

– Ksiądz Jerzy Popiełuszko w warszawskim
seminarium przeszedł studia, formację, w tym zwykłym domu wzrastał do
świętości. My w seminarium po Bożym Narodzeniu odnaleźliśmy pokój, w
którym mieszkał ks. Jerzy. Wyjęliśmy go jakby z obiegu życia
codziennego, bo do tej pory mieszkali tam klerycy, i stworzyliśmy pokój z
wyposażeniem z czasów ks. Jerzego, kiedy mieszkał w „4” po przyjściu z
wojska. I ten pokój zostaje jako ślad życia ks. Jerzego w naszym domu.
Jest nam potrzebny, żeby przypominał, że żyjąc Ewangelią, żyjąc w tym
samym domu, słuchając podobnych wykładów, modląc się w tej samej
kaplicy, można również zostać świętym. Ten pokój to echo, które
przywołuje nas do świętości, echo ks. Jerzego Popiełuszki. Ta
beatyfikacja jest przywołaniem w nas, kapłanach, odwagi do bycia
świętym, do bycia człowiekiem, który broni prawdy. Bo każdy z nas nosi w
sobie jakieś ideały i ma odwagę mówić o prawdzie, aby stanąć za prawdą,
kiedy trzeba coś za nią dać, czasem żyć w niesławie, czasem być
odrzuconym; to wszystko nie jest sprawą prostą. Ta beatyfikacja dla
wszystkich, którzy żyją pięknymi ideałami, jest umocnieniem, że warto,
choć to kosztuje, je realizować, bo to przynosi zwycięstwo.

Dziękuję
za rozmowę.

drukuj