Sikorskiego mógł zamordować Smiersz

Z gen. Januszem Brochwicz-Lewińskim, żołnierzem Armii Krajowej oraz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w okresie II wojny światowej, rozmawia Mariusz Bober

65 lat po śmierci gen. Władysława Sikorskiego rozpoczyna się druga już ekshumacja jego ciała. Ma ona odpowiedzieć na pytanie, jaka była przyczyna śmierci generała. Dlaczego dopiero teraz zostaną przeprowadzone szczegółowe badania? Z dotychczas ujawnionych informacji wynika, że w 1943 r., tuż po śmierci Naczelnego Wodza, Brytyjczycy nie przeprowadzili pełnej sekcji zwłok.

– Musiały być powody, że nie tylko nie przeprowadzono dokładnej sekcji zwłok, ale nawet zapieczętowano trumnę z ciałem generała i nie wolno było jej otwierać. Gdyby wówczas przeprowadzono dokładne badania, zapewne zebrano by dowody, że został zamordowany np. przez uduszenie. Niektórzy bowiem relacjonowali, że jego ciało po śmierci miało ciemny kolor. Mogło to również oznaczać, że generał został otruty.


W naszej poprzedniej rozmowie powiedział Pan, że generał zginął w wyniku zamachu, nie wypadku lotniczego. Co według Pana potwierdza te podejrzenia?


– Według mojej wiedzy, grupa 3-4 osób z jednostki specjalnej Smiersz [działająca w latach 1943-1946 jednostka sowieckiego kontrwywiadu wyłączona ze struktur NKWD i podległa bezpośrednio Stalinowi – red.], niezwykle groźnego wydziału sowieckich służb specjalnych zajmującego się porywaniem i likwidacją „wrogów ZSRS”, została wysłana do Gibraltaru, żeby zamordować gen. Władysława Sikorskiego. Możliwe jest, że byli nawet ubrani w polskie mundury, by nie zwracano na nich uwagi. Przylecieli tam prawdopodobnie samolotem sowieckiego ambasadora w Wielkiej Brytanii Iwana Majskiego.


Ale to oznaczałoby, że sowieccy agenci bezkarnie mordowali niewygodnych dla siebie ludzi także na terenach państw alianckich, w przypadku gen. Sikorskiego – na brytyjskim Gibraltarze. Dlatego pojawiają się pytania, czy to możliwe, by Sowieci dokonali takiego zamachu pod nosem Brytyjczyków w tym strategicznym dla nich miejscu?


– Nieocenioną pomocą dla Sowietów był Harold A. Philby ps. „Kim”, pułkownik brytyjskiego kontrwywiadu wojskowego MI6, szef jednostki odpowiedzialnej za bezpieczeństwo na terenie Afryki, Włoch i Półwyspu Iberyjskiego. Aż do 1963 r. pełnił swoją funkcję, będąc jednocześnie sowieckim agentem. To właśnie on z rozkazu Stalina został głównym organizatorem zamachu i morderstwa gen. Władysława Sikorskiego (po zdemaskowaniu, w lipcu 1963 r. uciekł do ZSRS, i w 20. rocznicę śmierci polskiego premiera został mianowany generałem KGB, otrzymał też tytuł bohatera Związku Sowieckiego). Co do działalności sowieckich agentów na terenie Wielkiej Brytanii, to wiem, że nawet wiele lat po wojnie Sowieci mieli swoich agentów na wysokich stanowiskach w brytyjskim wywiadzie. Jednego z takich ważnych funkcjonariuszy, przez którego Sowieci aresztowali kilkudziesięciu brytyjskich agentów w krajach Europy Środkowowschodniej, wydobyli nawet z więzienia w Londynie, posługując się Irlandzką Armią Republikańską. To potwierdza znane powiedzenie, że jeden dobry agent jest więcej wart niż dywizja wojska.


Jednak niektórzy historycy twierdzą, że ekshumacja pokaże, iż generał nie został zastrzelony i jego ciało nie nosi znamion zamachu. Taka była opinia także mecenasa Andrzeja Kamienieckiego, który widział ciało gen. Sikorskiego w 1943 r. oraz podczas ekshumacji w 1993 roku. Zwolennicy oficjalnej wersji brytyjskiej o jego śmierci w wyniku katastrofy lotniczej uważają, że to potwierdza tę tezę, a ekshumacja jest niepotrzebna. Zgadza się Pan z tą opinią?


– Moim zdaniem, generał Sikorski rzeczywiście nie został zastrzelony. Grupa Smierszu, która została wysłana do zamordowania go, to byli fachowcy w cichym zabijaniu. Oni działają właśnie za granicą. Gdy dostają zadanie zabicia kogoś, próbują aż do skutku, nieważne, jak długo. Zabójcy ze Smierszu mogli np. ogłuszyć generała, a następnie udusić go np. stalowym drutem. Ekshumacja być może nie pokaże dziur po kuli w czaszce ani w ciele, ale może ujawnić obrażenia innych części ciała. O tym, że gen. Sikorski i jego towarzysze podróży nie zginęli w wyniku katastrofy, świadczy też to, iż nie znaleziono ciała jego córki Zofii Leśniewskiej oraz kilku innych osób mimo siatek podwodnych, w które był wyposażony port w Gibraltarze z powodu zagrożenia atakami niemieckich łodzi podwodnych. Ponadto rok po śmierci generała w hotelu Shepherds w Kairze, wykorzystywanym przez dyplomatów, odnaleziono bransoletkę z kości słoniowej należącą do pani Leśniewskiej. Bransoletka miała tak skomplikowany zamek, że można ją było zdjąć, tylko znając sposób jego otwierania.


Jak Pan to tłumaczy? Może pani Leśniewska przebywała w hotelu przed wylotem do Gibraltaru i zgubiła ją, bo razem z ojcem przyleciała tam właśnie z Kairu?


– Zofia Leśniewska była także opiekunką i szyfrantką generała. Znała bardzo wiele tajemnic. Towarzyszyła ojcu we wszystkich podróżach. W czasie pobytu generała na Gibraltarze wiozący go Liberator AL 523 stał obok samolotu, którym przyleciał tam ambasador ZSRS w Londynie Iwan Majski. Są informacje, że jego samolot wylądował na Gibraltarze 4 lipca o godz. 7.10 rano. Ten sam samolot wystartował stamtąd dzień później o godz. 6.00 po południu, a na jego pokładzie oprócz pasażerów było 4 oficerów służb specjalnych. Dlatego uważam, że generał nie zginął w samolocie, ale gdzieś po drodze do samolotu albo niedaleko rezydencji gubernatora Gibraltaru Franka Noela Mason-Macfarlane’a. Natomiast pani Leśniewska, moim zdaniem, nie została zabita, ale porwana do samolotu Majskiego, i w ten sposób wywieziona do Rosji. Takich ludzi jak ona służby wywiadowcze nie zabijają, ponieważ one są świetnym źródłem informacji, a źródeł informacji się nie likwiduje, przynajmniej przed przesłuchaniem. Stąd też pojawiła się nawet relacja, że pewien polski żołnierz widział panią Leśniewską w jakimś sowieckim obozie. Jest to również możliwe.


Profesor Jan Ciechanowski, polski historyk z Londynu, który miał wgląd w część dokumentów ujawnionych przez stronę brytyjską, uważa jednak, że gen. Sikorski nie został zabity przed wejściem do samolotu, ponieważ są relacje ludzi, którzy widzieli go żywego tuż przed odlotem, gdy żegnali się z nim.


– Gdyby generał wszedł do samolotu, pani Leśniewska też musiałaby z nim wejść, a w takim razie brytyjscy nurkowie po katastrofie powinni odnaleźć jej ciało. Tak się jednak nie stało. Warto też zauważyć, że dwaj piloci Liberatora AL 523, kpt. pilot Eduard Prchal i William S. Herring, przeżyli katastrofę samolotu…


Jednak o Herringu pisze się, że zginął w katastrofie, choć niektórzy, np. dr Tadeusz Kisielewski, twierdzą, iż nawet nie pilotował samolotu, ale od razu został zamordowany przez zamachowców.


– Według moich informacji, Herring przeżył i ukrywał się przez długi czas w różnych miejscach świata. Przeszedł nawet operację plastyczną, by nie można było go rozpoznać. Mimo to poniósł śmierć w 1971 r. w niewyjaśnionych okolicznościach. Prawdopodobnie zabili go sowieccy agenci, bo za dużo wiedział. On prawdopodobnie uczestniczył w spisku.


Jeśli w takim razie to Sowieci dokonali zamachu, dlaczego brytyjska komisja po wstępnym zbadaniu ciała generała oraz szczątków samolotu uznała, że był to tylko wypadek lotniczy? Dlaczego utajnili część dokumentów swojego wywiadu z tamtych lat aż do 2050 roku?


– Nigdy nie uwierzę, że Wielka Brytania ma coś wspólnego ze śmiercią generała. Wiem dobrze, jak ten kraj i sztab brytyjski, generalicja i rodzina królewska byli przyjaźnie nastawieni do Polski, podobnie brytyjski rząd. Elity brytyjskie były bardzo antykomunistyczne. Oczywiście zdarzały się wyjątki, które nawet zdradziły, służąc Sowietom, jak Philby, ale to był margines. Co do utajnienia dokumentów, po prostu muszą być jakieś ważne powody ku temu. Nikt ich obecnie nie zna. Myślę (podobne zdanie miał mój stryj gen. brygady Antoni Bolesław Brochwicz-Lewiński, który był szefem wydziału personalnego w Kwaterze Głównej Naczelnego Wodza, oraz gen. Stanisław Kopański), że gen. Sikorski miał ze sobą teczkę zawierającą bardzo ważne dokumenty. Teczka gen. Sikorskiego została znaleziona w morzu przez nurka komandora Royal Navy Crabba. Została zabrana od razu po wyłowieniu z wody i do dziś nikt jej nie widział.


To mógł być powód dziwnego zachowania Brytyjczyków?


– Według moich informacji, teczka zawierała m.in. deklarację podpisaną przez przywódców USA i Wielkiej Brytanii, że po wojnie Polska będzie wolna w przedwojennych granicach, a Rosjanie będą mogli być u nas co najwyżej gośćmi. Plany były przecież takie, by przeprowadzić inwazję na siły niemieckie przez Bałkany i Czechy, tak jak chciał gen. Władysław Anders oraz amerykański gen. George Patton, i trzymać Sowietów jak najdalej od polskich granic. Jednak to się nie udało. Najpierw Sowieci zamordowali gen. Sikorskiego, potem zginął gen. Patton, prawdopodobnie także zabity przez Sowietów, zaś gen. Stefana Roweckiego „Grota” rosyjscy agenci wydali Niemcom. Sikorski był jednocześnie dobrym politykiem i generałem. Dlatego nikt nie mógł go wówczas zastąpić. Nie zgodziłby się on na rządy komunistów w Polsce. Dlatego Sowieci zamordowali go. Widać więc, że to była brutalna walka o władzę. Stalin mordował wszystkich, którzy stali na drodze do realizacji jego planów. A zmierzały one do opanowania Europy. Stalin chciał zająć Polskę, by kontrolować Niemcy. To był ten sam plan, którego nie pozwolił mu w 1920 r. zrealizować Marszałek Józef Piłsudski. Zastanawiające jest, że większość polskich oficerów zamordowanych w Katyniu brała udział w wojnie 1920 roku.


Miał Pan dostęp do informacji w Sztabie Generalnym Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a później jako oficer w brytyjskiej służbie dyplomatycznej. Słyszał Pan zapewne także inne teorie na temat śmierci generała. Niektórzy historycy, także w Polsce, rzucają podejrzenia na oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, krytycznie oceniających politykę gen. Sikorskiego. Tadeusz Kisielewski uważa, że przynajmniej dzień wcześniej polscy oficerowie przygotowywali zamach na generała na lotnisku w Algierze. Czy to w ogóle możliwe?


– Wśród oficerów polskich w Wielkiej Brytanii byli np. legioniści, zesłani do obozu na jednej ze szkockich wysp na rozkaz Sikorskiego. Generał był wielkim wodzem, ale też miał pewne wady. Był skonfliktowany ze środowiskiem piłsudczyków. Między innymi dlatego odsuwał na bok wielu zdolnych dowódców. Z drugiej strony dawał zbyt dużo władzy niektórym swoim ludziom. To jedna z naszych narodowych słabości. Jesteśmy bohaterskim Narodem, ale kłócimy się, gdy znika zagrożenie. Były takie pogłoski o konflikcie części oficerów z gen. Sikorskim. Możliwe, że jacyś zdrajcy w polskiej armii zostali wykorzystani przez Sowietów.


Niektórzy uważają, że być może w wyjaśnieniu zagadki śmierci generała bardziej niż ekshumacja pomogłaby dokładna analiza dokumentów na ten temat, które można znaleźć m.in. w Instytucie gen. Sikorskiego w Londynie. Podziela Pan ten pogląd?


– Tak, choć pewne dokumenty, np. znajdujące się w Oddziale VI Kwatery Naczelnego Wodza, mogłyby również wiele wyjaśnić. Generał Stanisław Tatar mówił mi, gdy przez pewien czas znalazłem się w Kwaterze Głównej Naczelnego Wodza, że są pewne dokumenty na temat śmierci gen. Sikorskiego. Nie wiem jednak, co się z nimi stało. Wiadomo, że część dokumentów polskiego wywiadu przejęli Brytyjczycy, ale niektóre trafiły do Polski, gdy część członków Oddziału VI wróciła do kraju. Ktoś musi wiedzieć, gdzie te dokumenty obecnie są.


Jeśli nawet rozwiążemy zagadkę śmierci generała, co nam to da? Czy będzie to miało wyłącznie znaczenie historyczne?


– Naszym wielkim triumfem byłoby wskazanie odpowiedzialnych za zamordowanie gen. Sikorskiego. To jest bardzo ważne, także dla mnie, ponieważ z rąk Sowietów poniosła śmierć połowa mojej rodziny, a we wrześniu 1939 roku na mnie również, mimo że jako młody żołnierz miałem tylko 19 lat, wydali wyrok śmierci. Oczywiście będzie to również ważne dla pokazania prawdy historycznej, ponieważ do dziś za śmierć generała wini się Brytyjczyków. Jeśli potwierdzi się, że gen. Sikorskiego zamordowali Sowieci, może rządzący zrozumieją, iż z władzami w Moskwie bardzo trudno rozmawiać. W polityce wobec naszego kraju oni myślą tylko o jednym – jak Polskę uzależnić, zniewolić. Wtedy chcieli militarnie, dziś chcą to robić inaczej – energetycznie, finansowo itd. Przecież w PRL tyle nakradli z Polski, że dalej chcieliby, by tak było.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj