Serce Śląska bije pod ziemią
Jeszcze do niedawna kopalnia była żywicielką większości rodzin na Śląsku.
Widok kopalnianego szybu stanowi tu nieodłączny element krajobrazu, który wraz
ze wschodem słońca ukazuje się oczom budzących się ze snu mieszkańców górniczych
osiedli. Kopalnia dawała górnikom i ich rodzinom wszystko, co do życia
niezbędne: pieniądze na utrzymanie oraz opiekę socjalną. Na górniczym osiedlu
znajdowała się konieczna infrastruktura – od magla po szpital. Dlatego dziś,
kiedy kopalnie są zamykane, warto pamiętać, że dla zwalnianych górników oznacza
to nie tylko utratę pracy.
Jak mówią sami Ślązacy, dla nich i ich rodzin, w których zawód górnika
wykonywany jest często od pokoleń, górnictwo stanowi niezwykle ważny element
kultury i tradycji. Do tego stopnia, że większość z nich nie wyobraża sobie
pracy poza kopalnią. To ciężki i niebezpieczny kawałek chleba. Wiedzą o tym
górnicy, kiedy wychodzą na szychtę, i zdają sobie z tego sprawę także ich
bliscy. Ta świadomość wykształciła w ich rodzinach niezmienny od pokoleń system
wartości oraz modele zachowań.
Niech cię św. Barbara strzeże
– Bez Boga ani do proga – tym staropolskim powiedzeniem kwituje pytanie o
obecność Boga w życiu górników Zenon Rostek, 72-letni emerytowany górnik z Rudy
Śląskiej, który w zawodzie przepracował 32 lata. Mariusz Suchy, zatrudniony w
kopalni "Halemba-Wirek" w Rudzie Śląskiej podkreśla, że z powodu ponoszonego
ryzyka wiara u górnika jest szczególnie ważna. – Jest to wiara w Boga i wiara w
to, że przetrwa cały dzień ciężkiej pracy, a następnie szczęśliwie wyjedzie na
powierzchnię i zobaczy się z rodziną. Tak było od zawsze, o czym świadczy
powitanie górników przychodzących do pracy. – Nie "cześć", nie "dzień dobry",
ale właśnie "szczęść Boże", to stały element naszej pracy – zaznacza pan
Mariusz.
Bożena Donnerstag z Muzeum Historii Katowic, wywodząca się z rodziny, w której
kilka pokoleń mężczyzn pracowało w kopalni lub hucie, wspomina, że w tradycyjnym
śląskim domu, w którym bardzo często mieszkały nawet trzy pokolenia, panował
niepisany kodeks zachowań, zgodnie z którym szczególnym szacunkiem darzono osoby
starsze. – Dziadków traktowało się jak wyrocznię. To do starzyka lub starki
przychodziło się po poradę – wspomina pani Bożena. Kopalnia wyznaczała
specyficzny rytm dnia całej rodziny. Kiedy górnik wcześnie rano wychodził do
pracy na szychtę, wtedy rozpoczynał się dzień. Żona i dzieci również wstawały
wcześnie, aby pożegnać się z mężem i ojcem, bo nigdy nie było wiadomo, czy coś
złego się nie wydarzy i czy go jeszcze zobaczą. – Dlatego żegnało się go
słowami: "Idź z Bogiem, niech cię święta Barbara strzeże" – wspomina pani
Bożena. – Zawsze na pożegnanie jest całusek i życzenia szczęśliwej szychty. Żeby
wrócić. I to jest najważniejsze, nie? – dodaje pan Mariusz, opisując moment
wyjścia do pracy. Jego zdaniem, w dobie telefonii komórkowej kopalnia to jedno z
nielicznych miejsc pracy, z których w ciągu dnia nie można zadzwonić do swojej
rodziny. – Kiedy pracuje się na powierzchni, w każdej chwili można zadzwonić do
swojej żony i porozmawiać choć przez chwilę. Pracując w tak ciężkich warunkach,
na dole, tej możliwości nie mam – mówi z żalem. Ale, jak zaznacza, ta
kilkugodzinna rozłąka, połączona z ciężką pracą w trudnych warunkach,
uszlachetnia, a radość z ponownego spotkania jest największą nagrodą.
Głowa rodziny
To, że jeszcze do niedawna górnik ze swojej wypłaty mógł utrzymać całą rodzinę,
sprzyjało zachowaniu tradycyjnego podziału ról w rodzinie. – Ojciec był głównym
żywicielem rodziny, jego obowiązkiem było zapewnienie bezpieczeństwa,
stabilizacji i podstawy materialnej najbliższym. To był człowiek, który nie mógł
zawieść – mówi dr Łucja Staniczek, nauczycielka zajmująca się edukacją
regionalną. Natomiast kobieta w górniczej rodzinie była odpowiedzialna za
wszystko inne: zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. Tak było od
dziesięcioleci. Doktor Maria Lipok-Bierwiaczonek z Muzeum Miejskiego w Tychach
opowiada, że jeszcze przed budową wielkich osiedli górniczych wielu górników
dojeżdżało do pracy z okolicznych wsi. – Ci pracę zawodową łączyli z rolnictwem,
co było dodatkowym zabezpieczeniem na wypadek utraty zatrudnienia. Potem, w
okresie międzywojennym, gdy przenosili się do osiedli budowanych dla nich w
pobliżu kopalń, wyniesione ze wsi zamiłowanie do własnej działki lub ogrodu
pozostawało – twierdzi dr Lipok-Bierwiaczonek. Jako przykład podaje najbardziej
znane górnicze osiedle Nikiszowiec w Katowicach, gdzie pomimo miejskiej zabudowy
górnicy dzierżawili gdzieś w pobliżu własny kawałek pola. Budowali chlewiki albo
królikarnie. – W tych miejskich warunkach chcieli mieć choć trochę żywego
stworzenia. Stąd takie zamiłowanie chociażby do gołębi – tłumaczy występowanie
tych jakże pospolitych na terenach Śląska ptaków. Dziś model rodziny, gdzie
mężczyzna pracuje, a kobieta zajmuje się domem i wychowaniem dzieci, zaczyna się
zmieniać. Pensja górnika nie wystarcza na utrzymanie rodziny, dlatego pracę
zawodową podejmują również kobiety. – Takie mamy czasy, wszystko drożeje, a
pieniądze tylko z wypłaty górniczej nie wystarczają na utrzymanie – podsumowuje
Mariusz Suchy.
Dzieci uczą się "warzyć wodzionka"
Wraz z zamykaniem kopalń w wielu rodzinach słabnie kultywowanie związanych z
górnictwem tradycji. Dotyczy to przede wszystkim obchodów dnia św. Barbary.
Optymizmem może jednak napawać fakt, że podejmuje się wiele działań mających
zapobiec zanikaniu śląskiej tradycji i kultury. Od kilku lat można nawet
zauważyć pewien renesans gwary i obyczajów. Jest to możliwe m.in. dzięki
działaniom nauczycieli wielu śląskich szkół, którzy należą, tak jak pani Łucja,
do Związku Górnośląskiego. Mimo tego, że w podstawie programowej całkowicie
zlikwidowano edukację regionalną, znajdują inne sposoby krzewienia śląskiej
kultury. – Jesteśmy w trakcie przygotowań do drugiego śląskiego turnieju debat
oksfordzkich dla uczniów. Przedsięwzięcie polega na tym, że młodzież rywalizuje
ze sobą, tocząc dyskusje dotyczące najważniejszych problemów związanych z naszym
regionem – tłumaczy pani Łucja. Związek, którego głównym celem jest promowanie
kultury śląskiej, organizuje również ogólnopolskie olimpiady wiedzy o Śląsku. –
Obie te imprezy cieszą się bardzo dużą popularnością – twierdzi dr Staniczek.
Dba się też o to, żeby zwłaszcza najmłodsze dzieci z rodzin, w których już nikt
nie pracuje w kopalni, nie zapomniały historii swojego regionu na stałe
związanego z przemysłem górniczym i hutniczym. – To dlatego z okazji Barbórki
dzieci co roku spotykają się z górnikiem, recytują wiersze i śpiewają związane z
tym świętem piosenki. I oczywiście uczą się "warzyć wodzionka" i tańczyć
"trojaka" – opowiada pani Łucja, tłumacząc, że "wodzionka" to rodzaj zupy,
której głównymi składnikami są chleb i woda, zaś "trojak" to śląski taniec
ludowy, wykonywany w trzyosobowych grupach składających się z jednego tancerza i
dwóch tancerek.
Czy to jest porządny człowiek?
Mieszkańcy Śląska nie kryją niezadowolenia, że w mediach mówi się o nich często
tylko przy okazji tragicznych wypadków w kopalniach czy górniczych protestów.
Ostatnio zaś o Śląsku głośno jest za sprawą kontrowersyjnych wypowiedzi
przedstawicieli Ruchu Autonomii Śląska. To sprawia, że w świadomości reszty
Polski pokutuje często bardzo zniekształcony i nieprawdziwy obraz Ślązaka. Czują
się pokrzywdzeni, tym bardziej że – jak podkreślają – zawsze byli wierni swojej
Ojczyźnie. Wystarczy wspomnieć trzy powstania śląskie czy też bohaterską postawę
górników z kopalni "Wujek" w stanie wojennym. Wstydzą się również za serial
"Święta wojna" stawiający niezbyt rozgarniętego mieszkańca Śląska w kontrze do
cwanego warszawiaka. Uważają się za społeczność bardzo otwartą. Owszem, pewne
animozje między Górnym Śląskiem a Zagłębiem Dąbrowskim istnieją. Ale kryterium
oceny drugiego człowieka stanowi nie to, skąd pochodzi, ale przede wszystkim,
jakim jest człowiekiem. – Moja mama uczyła mnie, żebym innych postrzegała przez
pryzmat tego, czy to jest "porządny człowiek" – wspomina pani Łucja. I to, jej
zdaniem, jest wartość, której od Ślązaków mogliby się uczyć inni.
Wielu się stoczyło
Zamknięcie kopalni skutkuje nie tylko zwolnieniem z pracy górników, ale także
likwidacją zakładów wytwarzających np. maszyny górnicze. Utrata pracy to
sytuacja, której ludzie nie potrafią często udźwignąć. Pan Mariusz przyznaje, że
zna wielu górników, którzy po odejściu z kopalni stoczyli się, popadli w
alkoholizm. Niektórzy bardzo szybko wydali otrzymane odprawy pieniężne. Inni
podjęli nową pracę, ale sytuacja materialna ich rodzin mimo to znacznie się
pogorszyła. Niejednokrotnie utrzymanie rodziny spadło na kobietę. Nędza, w jaką
częstokroć po stracie pracy popadają górnicy i ich rodziny, szczególnie widoczna
jest na osiedlach górniczych. – Wystarczy zobaczyć, jak toczy się tam życie po
godz. 20.00, kiedy ludzie biedni, żyjący kiedyś z górnictwa, wychodzą ze swoich
domów w poszukiwaniu złomu, puszek po piwie czy makulatury – opowiada pan
Mariusz. Zmienił się również status społeczny górników. Dotąd kojarzeni z ciężką
pracą i dumą górniczą wypływającą ze świadomości, że wydobywając węgiel, służą
Polsce, zaczęli być postrzegani jako grupa zawodowa ciągle protestująca i
domagająca się podwyżek. Mariusz Suchy sam nie wyobraża sobie pracy poza
kopalnią. – Wiadomo, że pierwsze zjazdy wydają się czymś dziwnym i
niebezpiecznym. Ale po pewnym czasie człowiek się przyzwyczaja i zaczyna kochać
tę pracę – wyznaje.
Polsce potrzebny jest węgiel
Na Śląsku nie brakuje młodych ludzi, którzy swoje życie chcieliby związać z
pracą w kopalni. Świadczą o tym szkoły górnicze, technika i szkoły zawodowe,
które nie narzekają na brak kandydatów. Przemawiają za tym względy czysto
pragmatyczne. W końcu nie wszystkie kopalnie są jeszcze zamknięte, a stara kadra
odchodzi na emeryturę. Ale jest w tym być może również jakaś chęć pójścia w
ślady ojców i dziadów, którzy całe życie przepracowali w kopalni. Pani Bożena
opowiada o wizycie swojego czternastoletniego syna w zabytkowej kopalni "Guido"
w Zabrzu. – Zarówno on, jak i jego koledzy byli zachwyceni tym, co zobaczyli.
Może zaowocuje to wyborem przez nich szkoły górniczej? – zastanawia się.
Optymistycznie na przyszłość Śląska i polskich kopalń patrzy Tomasz Chmal,
ekspert w zakresie energetyki z Instytutu Sobieskiego: – Węgiel jest "cool",
tylko my musimy umieć o tym przekonać świat. Na razie jednak nie idzie nam to
najlepiej. – Tak kiepski wizerunek naszego górnictwa w krajach Zachodu bierze
się stąd, że daliśmy sobie wmówić, iż nasze kopalnie są brudne i brzydkie, a
węgiel stanowi bardzo duże zagrożenie dla środowiska – twierdzi ekspert. –
Tymczasem szkodliwe emisje CO2 w czasie spalania tego surowca nie są wcale aż
tak wielkie, jeśli porównać je do emisji naturalnych – oceanicznych czy
wulkanicznych. Chmal nie wierzy w to, że atom i energia odnawialna wyprą węgiel
z rynku energetycznego. – Świat potrzebuje coraz więcej energii, dlatego – mimo
ciężkich czasów wywołanych obecnie panującymi europejskimi trendami – węgiel
powróci wkrótce do łask inwestorów – ocenia. Jak przeczekać ten ciężki czas? –
Trzeba inwestować w nowe technologie, podwyższać standardy bezpieczeństwa pracy
i poprawiać jakość wydobywanego surowca – radzi ekspert. – A przede wszystkim
nie podejmować pochopnych kroków polegających na szybkim zamykaniu kopalń i
wygaszaniu produkcji – dodaje. Jego zdaniem, potrzebni są też polscy
przedstawiciele w Brukseli, którzy będą potrafili na powrót wykreować węgiel
jako racjonalne, rozsądne oraz przyszłościowe źródło energii.
– Nie potrafimy się pogodzić z faktem, że zamyka się kopalnie, tłumacząc, że są
nierentowne – mówi dr Łucja Staniczek. – Skoro Czesi kupują u nas kopalnie i im
się to opłaca, to dlaczego nam ma się górnictwo nie opłacać? Polsce węgiel był,
jest i będzie potrzebny, trzeba nim tylko racjonalnie gospodarować. Bo, jak się
u nas na Śląsku mówi: my swoje wiemy – podsumowuje.
Bogusław Rąpała
