SENS BIOETYKI Bajki o komórkach macierzystych
Dyskusje na temat moralności badań nad komórkami macierzystymi często
skupiają się na różnicach pomiędzy komórkami somatycznymi pochodzącymi od osób
dorosłych a tymi pozyskiwanymi z embrionów. Komórki somatyczne, np. pobrane ze
szpiku kostnego czy pępowiny, jak dotąd umożliwiły już dosyć pokaźną liczbę
zabiegów i kuracji na różnego rodzaju choroby, czego komórki embrionalne nie
były w stanie dokonać. Pozyskiwanie komórek somatycznych nie wiąże się też z
przekraczaniem żadnych granic moralnych, w przeciwieństwie do komórek
embrionalnych, których nie da się pobrać bez zniszczenia życia ludzkiego
znajdującego się w zarodkowym stadium rozwoju.
Pomimo wielkiego postępu w identyfikacji coraz to bogatszych źródeł dorosłych
komórek somatycznych naukowcy nadal domagają się embrionów. Nawet w obliczu
nowych technologii tworzenia embrionopodobnych komórek macierzystych bez użycia
samych embrionów, chór głosów domagających się ofiary z dzieci w początkowej
fazie życia wciąż przybiera na sile. Podczas moich prelekcji na temat komórek
macierzystych najczęściej chyba słyszę pytanie, dlaczego naukowcy i politycy tak
bardzo domagają się niszczenia ludzkich embrionów, podczas gdy istnieje wiele
innych źródeł komórek, które są już obecnie wykorzystywane w leczeniu ciężkich
schorzeń niezliczonej liczby pacjentów. Co jest siłą napędową tych nieustannych
ataków na życie embrionów?
Tym dyskusjom dodaje skrzydeł "logika zabijania". Gdyby bezbronni ludzie byli
chronieni prawem od początku swego istnienia, stanowiłoby to zagrożenie czy
wręcz frontalny atak na legalne dokonywanie aborcji na żądanie, która rutynowo
pozwala na przerwanie życia także starszych, prawie już narodzonych dzieci. Tych
późnych aborcji w samych Stanach Zjednoczonych wykonuje się w drodze interwencji
chirurgicznych ponad trzy tysiące dziennie, a o wiele więcej przez użycie
środków chemicznych. Żądza usankcjonowania obecnie stosowanych niemoralnych
praktyk to zapewne jeden z powodów, dla których obserwujemy ciągły nacisk na
dopuszczalność niszczenia embrionów w imię potrzeb nauki.
Papież Benedykt XVI mówił niedawno o przeciwstawianiu się "takim formom
działalności badawczej, przez które dochodzi do planowanego niszczenia istot
ludzkich, które już powstały, nawet jeśli jeszcze nie doszło do ich narodzin.
Nauka w tego typu przypadkach, niezależnie od jej skuteczności w leczeniu, wcale
nie służy ludzkości".
W naszym społeczeństwie szum wokół wykorzystania embrionów ludzkich do leczenia
nieomal każdej choroby przybrał jednak znamiona popularnej mitologii. Ronald D.G.
Mckay, badacz komórek macierzystych na amerykańskim National Institute of
Neurological Disorders and Stroke (Państwowym Instytucie Chorób Neurologicznych
i Udaru Mózgu) w artykule opublikowanym w dzienniku "Washington Post" kilka lat
temu podsumował to następująco:
"Zacznijmy od tego, że ludziom potrzebne są bajki. Może to niesprawiedliwy osąd,
ale myślę, że ludzie potrzebują historyjki stosunkowo prostej do zrozumienia.
Komórki macierzyste pochodzące z embrionów mają zdolność przekształcenia się w
praktycznie każdy typ tkanki, co dla wielu naukowców oznacza, że będą
uniwersalną łatką na każdy chory organ".
Taka konstrukcja, choć nadal na etapie spekulacji, jest prosta i łatwa do
sprzedania, zwłaszcza zdesperowanym pacjentom i grupom występującym w ich
imieniu. Są też i naukowcy skorzy do podtrzymywania owego mitu, którzy wierzą,
że tego typu "uniwersalna komórka" pochodząca z najwcześniejszych stadiów
ludzkiego życia może dopomóc odkryć te najbardziej elementarne i kuszące moce
biotwórcze znane rodzajowi ludzkiemu, bliskie potędze Boga i prowadzące wprost
do samego "Drzewa Życia". Nic dziwnego zatem, że naukowcy, którzy starają się
przejąć kontrolę nad tymi życiodajnymi mocami we własne ręce, poddają się
uwodzicielskiej syrenie naszych czasów wołającej, że "życie jednej istoty
'można’ czasem poświęcić na rzecz innej" oraz że "dobre cele czasem 'mogą’
uświęcać złe środki".
W pewnym sensie więc embrionalne komórki macierzyste stały się bohaterami
wielkiej współczesnej świeckiej baśni, a wręcz namiastką naszego dążenia do
nieśmiertelności. Ludziom głosi się, że można je wykorzystać w leczeniu chorób
Alzheimera i Parkinsona, czy też uzdrowić cukrzycę i zwalczyć stwardnienie
rozsiane. Kto wie, być może bylibyśmy zdolni do zapewnienia sobie
długowieczności, pokonania starzenia się i zapewnienia życia w wiecznej
młodości. Być może, dzięki mocy tych komórek, udałoby się nam nawet pokonać samą
śmierć! Mit przezwyciężenia śmierci i osiągnięcia nieśmiertelności dzięki nauce
jest bardzo silny, a jego politycznej atrakcyjności naginającej rzeczywistość
nie powinno się lekceważyć.
W zakończeniu tej analizy trzeba zaznaczyć, że nie możemy pozwolić, aby
"planowane niszczenie istot ludzkich" nadal wdzierało się do współczesnej nauki
i medycyny. Nasze wysiłki na rzecz osiągnięcia rozmaitych dóbr i
błogosławieństw, w tym uzdrowień czy nowych terapii leczniczych, należy zawsze
temperować poprzez obowiązek uprawiania nauki odpowiedzialnej i całkowicie
etycznej. Jedynie nacisk na używanie prawych środków do osiągania godziwych
celów pozwoli nam uniknąć nazistowskiego dążenia do podporządkowania i
niszczenia innych w imię zdobywania pożądanych wyników. Tylko wtedy nauka będzie
siłą prowadzącą do rzeczywistego uzdrowienia, w pełni oddaną służbie ludzkości.
Ks. dr Tadeusz Pacholczyk
