Santo subito Z”Wujkiem” na kajakach
Z Jerzym Riegerem, muzykiem, współtwórcą Fundacji "Szlaki Papieskie",
rozmawia Mariusz Kamieniecki
Należał Pan do grupy określanej mianem "środowisko Jana Pawła II". Jak
znalazł się Pan w gronie osób związanych z Karolem Wojtyłą?
– Do grupy trafiłem dzięki starszemu bratu, który już wcześniej był w jej
szeregach. Ponadto nasza mama pracowała w kurii i stąd mieliśmy ułatwiony
kontakt z wieloma księżmi, w tym również z ks. Karolem Wojtyłą. Kiedy miałem już
naście lat, widocznie uznano, że można mnie dopuścić do tego zacnego grona.
Bodajże w 1954 r. pierwszy raz powędrowałem w Tatry z ks. Wojtyłą i małą grupką.
Tak to się zaczęło.
Jednak o ks. Wojtyle nie da się mówić, ograniczając się wyłącznie do
turystyki?
– Był człowiekiem bardzo serio traktującym życie, i to było widać. Kiedy dzisiaj
wspominam nasze wspólne wyprawy bieszczadzkie czy kajakowe, trudne warunki,
ciężkie plecaki, widzę, że to wszystko było wynikiem nie tylko sportowego
zacięcia, którego ks. Wojtyle nie brakowało, ale też świadomym dbaniem o rozwój
własnego ciała. Temu zagadnieniu – teologii ciała, dał zresztą wyraz w swoim
nauczaniu jako naukowiec, kardynał czy Papież. Również czas był dla Ojca
Świętego ogromnie ważny. Myślę, że nigdy nie zmarnował ani chwili. Nie chodził
po górach dla samego chodzenia. Lubił wędrować sam i można sobie tylko
wyobrazić, jak wówczas intensywnie myślał, modlił się. Chodził też z kolegami, z
którymi prowadził dyskusje, np. z ks. Stanisławem Nagym czy ks. Marianem
Jaworskim, którzy są dziś kardynałami. Chodził też z nami, z młodzieżą, i ta
Jego obecność, sposób bycia, rozmawiania, modlitwy, odprawiania Mszy św. to było
duszpasterstwo. Nie były to nauki czy pouczenia, ale wspólne wędrowanie i
rozmowy. Przy Nim przyswajałem sobie, może nawet podświadomie, Jego sposób
myślenia, wartościowania, patrzenia na świat. On uczył nas życia. W górach czy
na jeziorach świat jest piękny, a my przy ks. Wojtyle uczyliśmy się podziwu i
wdzięczności wobec Stwórcy. Msza św. w lesie czy nad jeziorem dzisiaj już tak
bardzo nie dziwi, ale wówczas była wielkim przeżyciem, i to nie tylko z uwagi na
otoczenie czy atmosferę pewnej konspiracji, ale przez uświadomienie sobie, że
tak wielkie misterium może się odbywać tak blisko nas.
Czym te wyprawy były dla ich uczestników?
– Dla nas to była lekcja życia. Na przykład wyprawy kajakowe czy górskie można
określić jako życie w pigułce. Uczyliśmy się, że na wszystko jest odpowiedni
czas: na pracę, odpoczynek, na zabawę i skupienie. Wtedy też – tak to dzisiaj
widzę – rodziły się "pewnie jeszcze nieświadomie" skojarzenia, że w życiu
podobnie jak w górach, warto się zmęczyć, żeby osiągnąć cel. Warto wytyczać
sobie ambitne cele, by dojść na szczyt i cieszyć się pięknymi widokami. Wreszcie
warto mieć dobrego przewodnika i przyjaciół zmierzających w tym samym kierunku.
W tej turystyce z przyszłym Papieżem ważny był przede wszystkim aspekt religijny
i formacyjny, co odróżniało ją od turystyki sportowej. Był to styl życia, który
nam bardzo odpowiadał i który w żaden sposób nas nie ograniczał. Dzięki ks.
Wojtyle cudownie spędzaliśmy wakacje, i nie tylko.
Jakim towarzyszem wędrówek był ks. Wojtyła?
– "Wujek", bo tak Go nazywaliśmy, był wytrwały, zawsze pogodny, życzliwy,
dowcipny i bardzo bezpośredni w kontaktach. Podobnie jak inni nigdy nie czułem
się skrępowany czy onieśmielony w Jego towarzystwie. Jak każdy na wyprawie
dźwigał ciężki plecak, mył naczynia, wspólnie śpiewaliśmy wesołe piosenki,
żartowaliśmy, bywało, że graliśmy w piłkę. Jednak wielka osobowość i autorytet
"Wujka", również autorytet kapłana, stwarzały granice, których nie sposób było
przekroczyć. Myślę, że taka bezpośredniość, prostota wzajemnych kontaktów w
połączeniu z naturalnym dystansem były dla nas czymś niezwykle cennym. Było to
idealne ustawienie relacji mistrz – uczeń. To przynosiło owoce w naszym,
przynajmniej w moim, już dorosłym życiu i pracy.
Jaki obraz Papieża nosi Pan w sercu?
– W swojej pamięci przechowuję wspomnienie ks. kard. Wojtyły wpatrzonego w góry,
w horyzont. Były to chwile Jego intymnego kontaktu z Panem Bogiem. Często mówi
się, że ktoś idzie w góry szukać Boga. Ksiądz kardynał Wojtyła Pana Boga
znalazł, jeszcze zanim zaczął uprawiać turystykę, a w górach szukał Jego
bliskości. Mówił nam, że w górach jest bliżej Boga – i myśmy to wyraźnie czuli.
Dziękuję za rozmowę.
