Salto mortale nie będzie

Z dr. Arturem Górskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Maciej
Walaszczyk

To już Pana trzecia kadencja, ale druga w opozycji.
– Nastrój nie jest optymistyczny, nie wygraliśmy wyborów, choć wydawało się, że
jest to bardzo prawdopodobne. Myślę, że przegrana Prawa i Sprawiedliwości była
zaskoczeniem dla wielu osób. Pamiętam tę nerwową atmosferę w wielu instytucjach
przed wyborami. Niektórzy już niemal zaczynali się pakować, a teraz odetchnęli z
ulgą. Wiedzą, że w najbliższym czasie nie rozliczymy urzędników z ich pracy albo
raczej w wielu przypadkach z nieróbstwa. No i niestety, posłowi opozycji
trudniej będzie realizować politykę, kształtować prawo i pomagać ludziom, którzy
pod rządami PO coraz częściej potrzebują wsparcia. Naprawdę to zadziwiające, jak
tylu Polaków mogło głosować na partię, która tak źle rządzi, która nie ma
żadnych zasad, a jedynie pielęgnuje swoje interesy.

Wywiad wiceprezesa PiS Zbigniewa Ziobry dla "Naszego Dziennika" prowokuje do
pytań o to, jaką drogą ma pójść PiS. Ziobro mówi m.in. o aktywizacji środowisk
różnych odcieni ideowych i skrzydeł partii, większej swobodzie dyskusji.

– Prawo i Sprawiedliwość musi być partią z bardzo wyraźnymi skrzydłami –
centrowym, umownie określmy je jako skrzydło chrześcijańsko-demokratyczne, i
prawicowym, konserwatywno-narodowym. Różnych frakcji w partii nie można budować
na zasadzie sporów personalnych czy pokoleniowych, ale właśnie na podstawie
różnych odcieni ideowych ludzi o podobnych poglądach, które przecież nas łączą w
tej partii. Zasadniczo chodzi o to, by tych wyborców, których pozyskaliśmy, nie
tracić, by całkowicie identyfikowali się z partią i popierali nas z pełnym
przekonaniem, a także by odzyskiwać wyborców utraconych i pozyskiwać nowych.

To co konkretnie trzeba zrobić?
– To zadanie nam się uda, gdy będziemy partią konsekwentnie patriotyczną i
ideową, partią broniącą zasad, ale także formacją, którą przed opinią publiczną
będzie reprezentowało wielu polityków. Dziś prawica choruje na brak autorytetów,
na niewielką liczbę znanych, wybitnych osobowości. No i zjednoczenie prawicy pod
skrzydłami PiS nie jest pełne. Przed nami jeszcze dużo pracy.

Co można zrobić w parlamencie, w którym pojawił się Palikot z byłym szefem
"Faktów i Mitów", powrócił Leszek Miller, a rząd znów tworzy bezideowa PO? Jaki
ma Pan plan działania?

– Mamy trzy lata do najbliższych wyborów, a może nawet mniej czasu, jeśli rząd
potwierdzi swoją nieudolność w najbliższych miesiącach i latach. Musimy pokazać
wyborcom, że tylko PiS jako formacja centroprawicowa jest alternatywą rządów PO.
Myślę, że w ludziach będzie narastała tęsknota za porządkiem społecznym opartym
na zasadach moralnych, że z czasem zaczną dostrzegać wartość w takich sprawach,
jak Polska, patriotyzm i krzyż. PiS musi z jednej strony wyczuć te tęsknoty
Polaków, ale z drugiej nie może czekać na falę, która przyjdzie, lecz samemu tę
falę spowodować. Będzie to możliwe, jeśli nawiążemy bardzo szeroką współpracę z
organizacjami społecznymi i mediami, którym zależy na odnowie moralnej i
swoistej kulturowej kontrrewolucji. No i wydaje się, że trzeba przeprosić się z
niektórymi dawnymi liderami PiS, którzy kiedyś stanowili wielką wartość naszej
partii.

To poważna deklaracja.
– Musimy jednoczyć siły, nie możemy utracić już ani jednego posła. No i musimy
być dobrze zorganizowani wewnętrznie, w Sejmie i w strukturach krajowych, nadal
rozbudowywać PiS w stałym wewnętrznym dialogu, bo nikt nie ma monopolu na
pomysł, jak zwyciężyć następne wybory.

Które ze spraw wymagają dziś szczególnego monitoringu przez lobby
konserwatywne i chrześcijańskie w parlamencie?

– Niewątpliwie sprawy światopoglądowe, które będą zagrożone, które znajdą się
pod presją Palikotów i Millerów. Partie, które są reprezentowane przez tych
polityków, będą prześcigały się w uwiarygodnianiu swojej lewicowości, będziemy
świadkami spirali radykalizmu. Pojawią się projekty ustaw, które będą uderzały w
ludzkie życie i w porządek moralny i tak już poważnie nadszarpnięty. Walka z
krzyżem i próby wykluczenia głosu katolickiego z debaty publicznej staną się
normą. Już politycy lewicy starają się odbierać głos Kościołowi. Musimy postawić
temu zdecydowanie tamę, ale też uważać, by nie dać się sprowokować do podobnie
skrajnych postaw. Nasza walka o państwo chrześcijańskie nie może ograniczać się
do werbalnych sporów. Mam nadzieję, że hasło "niskie podatki dla ojca i matki"
zostanie zrealizowane w konkretnej ustawie, która będzie ekonomicznie wzmacniała
nasze rodziny. Niewątpliwie PO będzie jeszcze raz musiała zająć stanowisko, czy
jest za pełną ochroną życia. Pamiętajmy, że bez poparcia przynajmniej części
posłów PO nie da się zrealizować polityki prorodzinnej.

Senator elekt PO Jan Filip Libicki, a kiedyś poseł PiS, wzywa do wspierania
"prawego skrzydła" PO. To dość bałamutne, ale odkrywające intencje Tuska – on
właśnie zbudował lewicowe skrzydło i nie zrezygnował z tworzenia koncesjonowanej
prawicy.

– Platforma ewidentnie przesuwa się w lewo. Zagospodarowała znaczną część
elektoratu centrowego, a teraz we współpracy z Palikotem będzie chciała
rozszabrować resztki po Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Takie kwiatki do kożucha
jak senator Libicki nie zmienią prawdziwego obrazu tej partii. To że frakcja
konserwatywna w PO jest fikcją, pokazały głosowania nad obywatelskim projektem
ustawy antyaborcyjnej. Przy pierwszym głosowaniu "frakcja konserwatywna" liczyła
56 posłów, ale gdy premier Tusk wprowadził dyscyplinę głosowania – stopniała do
15. Takie osoby jak senator Libicki są tolerowane w PO głównie dlatego, że ich
działania polegają na permanentnej, bezpardonowej walce z PiS. Na tej samej
zasadzie, jak tolerowany jest Libicki w PO, był tolerowany Palikot. W każdym
razie trudno mówić o prawym skrzydle w PO, skoro jest to partia
lewicowo-centrowa. Aż tak szeroko nóg rozstawić się nie da, jak chciałby senator
Libicki, ale oczywiście ludziom kolejne kłamstwo wciskać można do skutku.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj