Sąd niemiecki nie będzie się spieszył

Nie wcześniej jak w przyszłym roku Administracyjny Sąd Krajowy w Hamburgu
rozpatrzy skargę zarządu portów w Szczecinie i Świnoujściu na decyzję
niemieckiego Urzędu Żeglugi i Hydrografii (BSH), który wydał konsorcjum Nord
Stream zezwolenie na ułożenie gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku. A to już
będzie po tym, jak konsorcjum wybuduje obie nitki gazociągu i będzie nimi
płynęło błękitne paliwo.

Zarząd Portów Morskich Szczecin i Świnoujście odwołał się do sądu, bo hamburski
Urząd Żeglugi i Hydrografii wcześniej odrzucił sprzeciw na decyzję o pozwoleniu
na budowę Gazociągu Północnego na odcinku krzyżującym się z wejściem do polskich
portów. I teraz, jak tłumaczy prezes Jarosław Siergiej, sąd nie będzie badał
kwestii czysto merytorycznych, lecz tylko formalne kwestie prawne związane z
wydaniem administracyjnych decyzji w sprawie budowy gazociągu. To jednak w
praktyce nic nam nie da, bo na pewno nie spowoduje wstrzymania budowy gazociągu,
który będzie blokował rozwój portu w Świnoujściu. Sędziowie zajmą się wnioskiem
prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku, czyli już po położeniu drugiej nitki
gazociągu, co nastąpi jesienią tego roku. Rzecznik Nord Stream Steffen Ebert
poinformował nas, że "pomimo polskiej skargi konsorcjum nie zamierza zatrzymać
budowy także drugiej nitki gazociągu, gdyż ważne jest cały czas pozwolenie BSH
na wykonanie tego projektu i nikt nie nakazał administracyjnego wstrzymania
budowy". Zresztą nawet gdyby sędziowie poparli stanowisko polskich portów, to
będzie to miało symboliczne znaczenie, bo już pod koniec tego roku z Rosji do
Niemiec mają popłynąć pierwsze metry sześcienne gazu, a obecnie nie jest znana
żadna technologia, która by umożliwiła zakopywanie lub przesuwanie rur gazociągu
z gazem płynącym pod dużym ciśnieniem.
Niemcy kompletnie nie rozumieją polskich obiekcji. Tutejsze media przypominają,
że gazociąg już został częściowo zakopany w dno morskie na odcinku około 2,8 mil
morskich w miejscu skrzyżowania z podejściem północnym do polskich portów.
Ponadto niemieckie gazety wytykają, że Nord Stream zmienił też częściowo trasę
gazociągu, aby leżał głębiej, niż zakładano w pierwszej wersji. Tutejsze media
podkreślają jednocześnie, iż te korekty nie były jednak skutkiem nacisków
polskich władz, ale wynikały z troski o niemieckie bezpieczeństwo ekologiczne
oraz ze względu na protesty Bundeswehry.
Nord Stream nie przejmuje się polskimi protestami i zapewnia, że już niedługo
skończy budowę. Gazociąg Północny będą tworzyć dwie nitki położone na dnie
Bałtyku o długości 1220 km każda i o przepustowości po 27,5 mld m sześc. gazu
rocznie. Rury będą biegły od rosyjskiego Wyborga do niemieckiego Greiswaldu.
Koszt projektu jest szacowany na prawie 7,5 mld euro. Akcjonariuszami konsorcjum
Nord Stream są: rosyjski Gazprom (51 proc.), niemieckie E.ON-Ruhrgas i
BASF-Wintershall (po 20 proc.) oraz holenderski Gasunie (9 proc.).

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj