Rząd nie ma pomysłu na OFE
Zgodnie z założeniami stopa zwrotu z obligacji emerytalnych uzależniona jest
od dynamiki PKB. Należy zakładać, że będzie zatem niższa niż uzyskiwana w
obecnym systemie. Zgodnie z prognozami dynamika PKB Polski po 2020 r.,
niezależnie od dobrej koniunktury na świecie, będzie hamować do wysokości ok. 1
proc. rocznie, co wiąże się z fatalnymi perspektywami demograficznymi.
Reforma systemu otwartych funduszy emerytalnych (OFE) jest jednym z najbardziej
gorących tematów w obszarze finansów publicznych. W ciągu ostatnich miesięcy
tylko w rządzie pojawiło się kilka koncepcji zmian, propozycje przedstawiała
również opozycja. Zmiany uzasadnia się przede wszystkim stanem finansów
publicznych, tj. zwiększającym się zadłużeniem i zagrożeniem przekroczenia
progów ostrożnościowych określonych w ustawie o finansach publicznych. Na tę
okoliczność podnoszony jest argument, że refundacja z tytułu przekazania składek
do OFE stanowi bardzo poważne obciążenie sektora finansów publicznych – w roku
2010 to około 22,5 mld zł, podczas gdy w projekcie ustawy budżetowej na rok 2011
przewidziano na ten cel kwotę ponad 23,8 mld złotych. Temat zmian w systemie
jest jednak przede wszystkim bardzo istotny w kontekście wysokości przyszłych
emerytur i dotyczy wielu ubezpieczonych, a także ich dzieci i wnuków. Warto
przypomnieć, że na koniec października 2010 r. w ramach OFE otwartych było ponad
15,5 mln rachunków, a z uwagi na obowiązkowy charakter systemu trafia do niego
każdy rozpoczynający pracę. Natomiast zgromadzone w funduszach aktywa osiągnęły
wartość blisko 214,5 mld złotych.
Założenia systemu
Aby w pełni ocenić, czy i jakie reformy systemu OFE są potrzebne, należy wrócić
do początku jego funkcjonowania, który datuje się na rok 1999. Założeniem
wprowadzonej wówczas reformy emerytalnej było odejście od systemu, w którym
pracujący finansują świadczenia obecnym emerytom, na rzecz wprowadzenia
rozwiązania, gdzie każdy odkłada na swoją emeryturę. Przyjęto, iż w nowym
systemie wysokość świadczenia zależeć będzie od wysokości opłacanych składek,
długości okresu zawodowej aktywności oraz (w przypadku członków OFE)
efektywności inwestycji, którą miały zapewnić niezależne od państwa finansowe
instytucje, czyli właśnie OFE. W dłuższym okresie zmiany miały doprowadzić do
zmniejszenia wydatków finansów publicznych, a w konsekwencji do poprawy ich
sytuacji, a także – o czym mówiło się wówczas bardzo głośno – miały być
korzystne dla przyszłych emerytów. Przekonywały do tego sugestywne reklamy
zachęcające do przystępowania do nowego systemu. Reklamom uległo ponad 4,2 mln
ubezpieczonych urodzonych w latach 1949-1968, dla których nowy system był
dobrowolny (mogli pozostać w systemie państwowym opartym na ZUS). Dla
ubezpieczonych urodzonych w roku 1969 i później system dwóch filarów (państwowy
i OFE) oparty został na zasadzie obowiązkowej przynależności.
Jak natomiast wygląda spełnienie założeń reformy emerytalnej obecnie, niemal 12
lat po wdrożeniu systemu? Część polityków, jak już wspomniano, podnosi argument,
że system jest zbyt drogi dla naszych finansów publicznych. Należy jednak
pamiętać, że zakładany jest spadek obciążeń dla sektora finansów publicznych
wraz z przechodzeniem na emeryturę większej liczby ubezpieczonych. Jak natomiast
system prezentuje się z perspektywy emerytów oczekujących godnego świadczenia po
zakończeniu aktywności zawodowej? Obecnie szacuje się, że wysokość stopy
zastąpienia, czyli procentowej relacji wysokości emerytury do ostatniej płacy
brutto, spadnie z 63,2 proc. notowanych jeszcze w roku 2006 do 40-47 proc. w
połowie XXI wieku. Natomiast relacja przeciętnej emerytury do przeciętnego
wynagrodzenia ma ulec obniżeniu z ok. 56 proc. obecnie do ok. 31 proc. w 2050
roku.
Efektywność OFE
Dlaczego tak się dzieje? Przyjrzyjmy się dokładniej OFE, zaczynając od
efektywności inwestycji. Efektywność przedstawia się różnie w poszczególnych
okresach, co wiąże się z koniunkturą giełdową, wszak należy pamiętać, że OFE
mogą do 40 proc. aktywów inwestować w akcje spółek notowanych na Giełdzie
Papierów Wartościowych. Inwestycje emerytalne jednak najlepiej oceniać w jak
najdłuższym horyzoncie czasowym. Od startu systemu do końca listopada 2010 r.
wartość tzw. jednostki rozrachunkowej funduszu emerytalnego wzrosła z 10 zł do
średniej ponad 30 zł, czyli ponad 200 proc., natomiast na koniec 2009 r. ten
wzrost wynosił ponad 170 procent. Zatem przeciętna nominalna roczna stopa zwrotu
wyznaczająca efektywność inwestycji wynosi średnio ok. 10,5 proc. rocznie. Stopa
zwrotu jest wyższa od inflacji we wskazanym okresie 1999-2009, która wyniosła
ok. 50 proc., a także przekracza średni zysk z lokat bankowych, który wyniósł w
tym czasie ok. 80 procent. Należy jednak pamiętać, że stopa zwrotu funduszy
wyliczana jest według zmiany wartości jednostki rozrachunkowej, czyli nie
uwzględnia pobieranych opłat, tj. od przekazywanych do OFE składek, od
zarządzanych aktywów i od wyników zarządzania. Wątpliwości budzi szczególnie
wysokość opłat od wpływających składek, które na początku działalności OFE
często przekraczały nawet 10 proc., do końca 2009 r. ich maksymalna wysokość
(pobierana przez wszystkie – poza jednym – podmiotem) wynosiła 7 proc., a od 1
stycznia 2010 r. – 3,5 procent. Natomiast w programach emerytalnych III filara,
w których uczestnictwo jest dobrowolne, opłaty od składek na ogół nie są
potrącane. Ponadto należy pamiętać, że główną pozycję aktywów, w które inwestują
OFE, stanowią obligacje i bony skarbowe, których udział w aktywach funduszy
emerytalnych przekraczał okresowo nawet 70 procent. Tym samym wysoka prowizja
pobierana jest w znacznej części na zakup obligacji, które można nabywać
bezpłatnie bezpośrednio bądź kupując jednostki uczestnictwa obligacyjnych
funduszy inwestycyjnych. System taki umożliwił osiąganie często wysokich zysków
powszechnym towarzystwom emerytalnym zarządzającym OFE, mimo ponoszonych przez
nie bardzo wysokich kosztów działalności związanych np. z akwizycją.
Jednocześnie, z uwagi na niższe inwestowane kwoty, prowadzi to do zmniejszenia
wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych.
Ponadto system OFE w założeniach miał być bezpieczny dla gromadzonych na
przyszłe emerytury aktywów, a jego gwarantem miał być obowiązek dopłat do tych
funduszy, które osiągają wyniki gorsze od konkurencji. Jak to założenie sprawdza
się w praktyce? Od początku obowiązywania systemu miało miejsce kilka dopłat,
ale należy pamiętać, że sankcja spada na te fundusze, które zarządzają aktywami
dużo gorzej niż konkurencja. Nic natomiast nie chroni środków emerytów, których
wartość aktywów zgromadzonych w OFE obniżyła się przed końcem aktywności
zawodowej, a wspomniane spadki dotknęły cały rynek. Boleśnie przekonały się o
tym osoby, które jako pierwsze odbierały emeryturę z nowego systemu w roku 2009,
po zapaści na rynkach kapitałowych, jaka miała miejsce w roku 2008, kiedy to
wartość jednostki rozrachunkowej spadła w ciągu roku o ponad 14 procent. Z
drugiej strony należy pamiętać, że wyliczona przez system OFE emerytura w
wysokości przeciętnie kilkudziesięciu złotych jest konsekwencją również
krótkiego okresu oszczędzania, a także nie uwzględnia kwot wypłacanych z systemu
państwowego.
Zarabiają na emerytach
Jak zatem ocenić obowiązujący system? Przede wszystkim należy pamiętać o
dezinformacji przy jego wprowadzaniu i obiecywaniu przyszłym emerytom gruszek na
wierzbie. Tym samym brak odpowiedniej informacji sprawił, że oczekiwania wobec
OFE – które jednak stanowią lepszą inwestycję niż przeciętna lokata bankowa – są
zbyt wysokie. Sam system ma liczne wady – przede wszystkim zbyt wysoki koszt
funkcjonowania obciążający przyszłych emerytów. Wprowadzając reformę, należało
stworzyć strukturę, w której państwo zapewniałoby emeryturę na minimalnym
poziomie, przedstawiając w tym zakresie rzetelną informację. Jednocześnie
powinno się wówczas stworzyć zachęty do uzupełniania przyszłej emerytury w
systemach dobrowolnych, prowadząc rzetelną działalność edukacyjną w tym
zakresie. Tego ostatniego elementu niewątpliwie zabrakło w zmienionym na
przełomie wieków systemie, o czym świadczą także małe liczby uczestników w
dobrowolnym III filarze (posiadaczy indywidualnych kont emerytalnych – niecałe
800 tys. na koniec I półrocza 2010 r.) oraz uczestników pracowniczych programów
emerytalnych (ponad 333 tys. na koniec 2009 r.). W obowiązującym systemie brak
jest ponadto rozwiązań prorodzinnych, które prowadziłyby do poprawy fatalnej
sytuacji demograficznej.
Kurs na rodzinę
Obecnie mimo wad trudno zakładać demontaż systemu OFE, choćby z uwagi na poważne
implikacje. Według stanu na koniec października 2010 r. OFE posiadają papiery
skarbowe wartości ponad 114 mld złotych, a także akcje spółek notowanych na
giełdzie wartości ponad 75 mld złotych. Gdyby miały wejść w życie skrajne
pomysły o "zaoraniu" systemu, niewątpliwie doprowadziłoby to do poważnych
turbulencji na rynku finansowym, łącznie z poważnym spadkiem wartości złotego i
wzrostem kosztów finansowania długu. Natomiast należy system reformować,
obniżając koszty jego funkcjonowania, a także eliminując inne wady, o których
wspomniano. Nie jest nawet kluczową kwestią zwiększenie limitu na inwestycje
zagraniczne (obecnie wynosi on 5 proc. i OFE go nie wykorzystują), ale raczej
doprowadzenie do obniżenia kosztów systemu i realne zabezpieczenie wartości
środków przed osiągnięciem wieku emerytalnego.
Należy jednak pamiętać, że w zakresie systemu emerytalnego i inne zmiany są
nieuniknione. Niezbędne jest wprowadzanie instrumentów polityki prorodzinnej,
aby zachęcić do posiadania większej liczby dzieci. Problemu nie rozwiąże
podnoszenie składek, które prowadzić będzie do wzrostu kosztów pracy oraz
zmniejszenia konkurencyjności gospodarki polskiej, co w konsekwencji poważnie
skomplikuje pozyskiwanie inwestycji zagranicznych oraz stanowić będzie impuls do
emigracji Polaków do krajów o niższych obciążeniach fiskalnych, szybciej
rozwijających się gospodarczo.
Maciej Rapkiewicz
Autor jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w obszarze finansów publicznych.
