Rozważania wielkopostne: MUSZĘ SIĘ OBLICZYĆ
To już Wielki Tydzień.
Od czwartku Trzy Dni Święte.
W domu porządki,
przygotowania do Świąt.
Będzie jajko, będzie szynka,
będzie chleb wielkanocny
i baranek świąteczny,
zapachnie wiosną
i zakwitnie łowicką pisanką.
Po co mi to mówisz?
Żeby dojść do najważniejszego.
Muszę się obliczyć.
Z kim, z czego?
Z sumienia.
U spowiedzi byłem rok temu.
Kawał czasu.
Nie urosłem w wierze.
Za mało się modlę.
Chodzę bez Komunii Świętej.
Dzieciom nie daję przykładu wiary.
Nie jestem uczciwy.
Żona płacze.
Tchórzliwy jestem.
Denerwuję się na rząd,
na telewizję,
ale nie mam odwagi
powiedzieć – nie!
Czytam byle co.
Marnuję czas.
Przecież mógłbym coś zrobić
dla szkoły, dla parafii,
mógłbym pomóc starszym,
dzieciom biednym.
Nie panuję nad językiem.
Nie dotrzymuję słowa.
Lubię ploty.
Cieszę się niepowodzeniem innych.
Mam jeszcze inne grzechy,
te wyznam pierwsze na spowiedzi.
Mam wyrzuty, że człowiek
tak wpadnie do tej spowiedzi
i wypadnie.
Właściwie to ja nigdy
nie żałowałem za grzechy.
Ja nigdy nie płakałem
jak Piotr, jak Magdalena.
Dlatego człowiek spowiada się,
ale nie rośnie w wierze.
Lat przybywa, a człowieka nic.
Jest jeszcze jedna rzecz
– zadośćuczynienie.
Ja właściwie tego nigdy
nie robiłem.
Odmówiłem pokutę,
jakąś litanię,
nawet przeprosiłem tych,
co obraziłem, ale żeby
wynagrodzić – zadośćuczynić?
Pewnie to dlatego
nic człowiek nie mądrzeje
i nie staje się lepszy.
Będzie Wielkanoc.
Na wiosnę się ma.
Trzeba się obliczyć.
Masz rację!
ks. bp Józef Zawitkowski
