Różni ludzie – takie same dłonie

Władze nie robią nic, by godnie upamiętnić ofiary smoleńskiej katastrofy.
Dlatego rodziny ze Stowarzyszenia Katyń 2010, aby przerwać przedłużający się
konflikt przed Pałacem Prezydenckim, postanowiły wyjść z inicjatywą. Proponują
własny projekt monumentu, którego głównym motywem jest 96 par rąk wyciągniętych
ku niebu. – Te dłonie są symbolem wierności Ojczyźnie, drogowskazem, który
powinien połączyć Polaków – mówi rzeźbiarz Maksymilian Biskupski, autor
projektu.

– Dla nas bardzo przykre jest, że upamiętnienie prawie setki wybitnych Polaków
stanowi tak wielki problem – mówi Beata Gosiewska, wdowa po wicepremierze
Przemysławie Gosiewskim. Rodziny ze stowarzyszenia mają żal do rządzących, że
tak długo z tym zwlekają. I postanowiły dłużej nie czekać. Zgłoszony przez nie
projekt obelisku jest propozycją, która może ulec zmianie, jeśli taka będzie
wola innych rodzin. Ale z pewnością nie zmieni się jego lokalizacja. – Cel mamy
jeden: ten obelisk musi powstać właśnie w tym miejscu, przed Pałacem
Prezydenckim – mówi Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego przewodniczącego
Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka. – Jeśli nie powstanie on na Krakowskim
Przedmieściu, nie ma szans na zakończenie kłótni i przepychanek. Dlatego
członkowie stowarzyszenia na wszystkie możliwe sposoby próbują dotrzeć do innych
zainteresowanych budową pomnika, ale nie jest to łatwe, bo wciąż nie ma kontaktu
ze wszystkimi rodzinami, które straciły bliskich w katastrofie pod Smoleńskiem.
Andrzeja Melaka można spotkać przed krzyżem na Krakowskim Przedmieściu,
przekonuje przychodzących ludzi do poparcia projektu obelisku. Zamierza także
rozmawiać z władzami miasta, bo jak twierdzi, postawienie pomnika to powinność
władz Polski i Warszawy wobec całego społeczeństwa.

Pomnik z przesłaniem
Ośmiometrowy Obelisk Wierności Ojczyźnie ma być wykonany z brązu. W umowie z
rodzinami widnieje również zapis, że jego zwieńczeniem będzie krzyż. W planach
jest, aby do wykonania odlewu krzyża zostały użyte szczątki prezydenckiego
samolotu. Pomysłodawcy mają jednak wątpliwości, czy uda się je pozyskać w tym
celu.
– To zamówienie jest dla mnie wielkim zaszczytem – uważa artysta plastyk i poeta
Maksymilian Biskupski, autor m.in. pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie,
a także inicjator budowy kaplicy Katyńskiej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego.
Kiedy otrzymał propozycję zaprojektowania obelisku, ani przez moment się nie
wahał. Motyw dłoni to jego pomysł. – Zastanawiałem się, jakiego symbolu użyć,
aby połączyć tych, którzy zginęli, bo – chociaż się różnili – wszyscy byli równi
wobec śmierci i wobec Boga. Miejsce, gdzie ma stanąć obelisk i gdzie urzędował
śp. prezydent Lech Kaczyński, ma dla niego znaczenie symboliczne. – Prezydent
jest dla Narodu tym, kim jest ojciec dla rodziny, dlatego hołd społeczeństwa
składany w tym konkretnym miejscu będzie hołdem składanym wszystkim tragicznie
zmarłym – wyjaśnia artysta. I dodaje, że te dłonie mają być także znakiem
jedności między Polakami oraz przesłaniem dla przyszłych pokoleń. Dla niego to
przedsięwzięcie jest wielkim osobistym przeżyciem. Przypomina, że w Smoleńsku
zginęły elity, które swoją śmiercią opieczętowały groby katyńskie i przypomniały
światu o tej strasznej zbrodni ludobójstwa. – Te ręce mają pełnić rolę
drogowskazu, bo Naród bez pamięci nie wie, skąd przyszedł i dokąd zmierza.
Niepokoi go walka z krzyżem, który jest nie tylko znakiem chrześcijaństwa, lecz
także polskim symbolem narodowym. – Nawet nasze godło – polski orzeł, ma w
koronie krzyż – podkreśla.
Andrzej Melak z kolei przyznaje, że projekt pomnika nie od razu może się
wszystkim spodobać. Z pewnością jest to coś nowego. Koncepcja, która wymaga
zastanowienia. Jest jednak przekonany, że jego przesłanie trafi do wyobraźni
Polaków.

Na Powązkach ma stanąć zwykły krzyż
Wyjście z inicjatywą to również odpowiedź rodzin ze Stowarzyszenia Katyń 2010 na
działania władz, których efektem jest chociażby nieszczęsna tablica na prawym
skrzydle Pałacu Prezydenckiego. Rodziny są przeciwne projektowi pomnika, który
na warszawskich Powązkach ma upamiętniać ofiary katastrofy. Autorem obu tych
przedsięwzięć jest Marek Moderau. Zaprojektował on także pomnik na cześć
poległych bolszewików w Ossowie, do którego odsłonięcia nie doszło tylko z
powodu ostrego sprzeciwu mieszkańców. – Propozycja wykonania nagrobków na
Powązkach, bez uprzedniej konsultacji ze wszystkimi rodzinami ofiar, jest nie do
przyjęcia – stwierdza Beata Gosiewska. To wygląda jak cmentarz wojskowy.
Wszystkie nagrobki są identyczne. – Mój mąż był wicepremierem tego rządu. Czy
ja, jako żona, nie mogę zdecydować, jak będzie wyglądał jego nagrobek? Czy mój
mąż ma mieć bezimienną mogiłę!? – pyta wzburzona. Również Andrzej Melak nie
akceptuje pomysłu na pomnik "nadwornego artysty" Kancelarii Prezydenta. Dwa
przełamane siedmiotonowe głazy, które przygniatają krzyż – jak opisuje projekt.
– Za miesiąc lub za pół roku będzie to wyciągnięte jako argument, że tak dużo
dla nas zrobiono, a my wciąż nie jesteśmy za to wdzięczni – przewiduje Andrzej
Melak. – Tymczasem chcemy, aby na Powązkach stanął zwykły, biały, granitowy
krzyż – apeluje w imieniu rodzin.
 

Bogusław Rąpała

drukuj