Rosyjski Ił-76 już raz zawinił
Najbardziej znaną katastrofą lotniczą, w której uczestniczył rosyjski
Ił-76, było zderzenie tej maszyny podczas podchodzenia do lądowania z samolotem
pasażerskim. Do wypadku doszło nad miejscowością Charkhi Dadri, kiedy to
należący do kazachskiego przewoźnika potężny iliuszyn zderzył się z boeingiem
747 arabskich linii lotniczych zmierzającym z New Delhi do Dhahranu. Zginęło
wówczas 349 osób znajdujących się na pokładach obu samolotów. Jest to do dziś
jedna z największych katastrof lotniczych.
Arabski samolot oznaczony symbolem SVA 763 wystartował z lotniska w Delhi o
godzinie 6.32 czasu miejscowego. Niemalże w tym samym momencie kazachski Ił-76
symbol KZK 1907 zbliżał się do Delhi i wkrótce miał przystąpić do lądowania na
tym samym lotnisku. Oba loty obsługiwał ten sam oficer wieży kontrolnej. W
odległości ok. 119 km od lotniska Kazachowie raportowali, iż znajdują się na
wysokości 4600 m, zaś samolot arabski miał być wówczas na wys. 4300 metrów.
Osiem minut później KZK 1907 potwierdził, że znajduje się nadal na tej samej,
przepisowej wysokości, lecz w rzeczywistości znajdował się ok. 200 m niżej i
dość gwałtownie opadał. Wieża poinformowała niezwłocznie załogę iliuszyna, iż
jego kurs nie jest taki, jak sądzą, i że znajdują się bezpośrednio na linii lotu
innej maszyny. Niestety, ostrzeżenie dotarło do załogi zbyt późno. Zaledwie
kilka metrów zadecydowało, że nie doszło do czołowego zderzenia samolotów. Ogon
Iła-76 zawadził o lewe skrzydło boeinga. To sprawiło, że arabska maszyna
straciła jeden ze stateczników, w rezultacie wpadła w ruch wirowy i uderzyła w
ziemię. Samolot spadał z prędkością blisko 1000 km/h. Z kolei kadłub KZK 1907
pozostał nienaruszony, dopóki nie rozbił się na polu. Ratownicy wydobyli z
wnętrza wraku 4 osoby, które przeżyły katastrofę. W wyniku obrażeń jednak
wkrótce zmarły. Ostatecznie nikt spośród 312 pasażerów boeinga i 37 Iła-76 nie
przeżył tego wypadku.
Śledztwo w sprawie katastrofy prowadziła komisja na
czele z ówczesnym przewodniczącym indyjskiego Sądu Najwyższego Rameshem Chandrą
Lahotim. Odczyty z czarnych skrzynek prowadzone były jednak zarówno przez
przedstawicieli saudyjskiego, jak i kazachskiego przewoźnika, a następnie
zostały zbadane niezależnie przez śledczych w Moskwie i w Farnborough w Anglii.
Komisja Lahotiego orzekła, że przyczyną katastrofy był błąd dowódcy Iła-76,
który obniżył wysokość lotu maszyny z dozwolonych 4600 m na 4300 m, a nawet
niżej. Stwierdzono wówczas, że do takiego wydarzenia mogło dojść ze względu na
kiepską znajomość języka angielskiego przez część załogi kazachskiego samolotu.
Z kolei śledczy z Kazachstanu stwierdzili, że do obniżenia pułapu doszło w
wyniku zmagania się pilotów z silnymi turbulencjami wewnątrz jednej z chmur. Jak
podano w raporcie, na kilka sekund przed zderzeniem Ił-76 wzniósł się
nieznacznie o kilka metrów i wówczas doszło do kolizji. Gdyby nie próba
podniesienia maszyny, najprawdopodobniej minęłaby się ona z jednostką arabską,
przelatując pod jej kadłubem. Wobec czego orzeczono, że bezpośrednią przyczyną
katastrofy był błąd pilota, który mógł być wynikiem niezastosowania się do
poleceń wieży kontrolnej, turbulencji lub problemów z komunikacją. Jednocześnie
hinduscy kontrolerzy lotów zeznali w czasie śledztwa, że według posiadanych
informacji pogodowych nie mogło dojść do turbulencji.
Lotnisko Indiry Gandhi
w New Delhi nie dysponowało wówczas także radarem, który pozwalałby na dokładny
odczyt wysokości wszystkich jednostek znajdujących się w jego zasięgu. Podawał
jedynie przybliżony pułap poszczególnych samolotów. Ponadto w odróżnieniu od
większości lotnisk międzynarodowych port lotniczy w stolicy Indii posiadał
wyłącznie jeden korytarz zarówno dla samolotów startujących, jak i lądujących,
co także przyczyniło się do wypadku. Dopiero po tej katastrofie usprawniono
procedury kierowania ruchem lotniczym i poprawiono infrastrukturę lotniska w New
Delhi. Także po tej tragedii obowiązkowym wyposażeniem samolotów wylatujących
poza Indie stał się system ACAS (Airborne Collision Avoidance System), czyli
system unikania kolizji w powietrzu.
Łukasz Sianożęcki
